Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Bojownik w Chinach - podróż na wschód - Hangzhou, Suzhou, Szanghaj

40 235  
221   30  
PRZEMAS_1981 wybrał się w podróż po Państwie Środka zwiedzając kilka miast i dostępne tam atrakcje, przy okazji szykując ten fotoreportaż (z dużą ilością animowanych ujęć).

#1.


Pierwszym przystankiem na naszej trasie było Hangzhou, do którego pojechaliśmy szybkim pociągiem klasy G (najszybszy). Niby ciągle 305 km/godz., a większe odczucie prędkości ma się parkując Tico. Bilet na taki pociąg kosztuje 420 RMB (ok. 250 zł), ale to nieważne, bo nie my za niego płaciliśmy.


Podróż (ok. 920 km) trwała 3 godziny i 8 minut. Samolot pokonuje tę trasę (Changsha - Hangzhou) w nieco ponad 1 godz. 20 min, a ceny biletów w klasie ekonomicznej wynoszą ok. 130 -190 zł.


Przed wejściem na peron mamy o wiele krótszą odprawę (na którą można zjawić się nawet na kilka minut przed odjazdem), nie musisz brać ze sobą kosmetyków samolotówek, nie masz ustalonych gabarytów oraz wagi bagażu, sam pociąg nie jest tak zależny od pogody i nie spóźnia się.




Odprawa na dworcu

Ciszej, nie trzęsie, są większe toalety, jest minibar, stacja z wrzątkiem (obowiązkowa w każdym chińskim pociągu) i stewardessy... a nawet sprzątaczki, które co 40 minut sprzątały zgromadzone na przejściu między fotelami niewidzialne śmieci.



To właśnie panorama nowej dzielnicy w Hangzhou gościła na tytułowym zdjęciu ostatnich ciekawostek. Teraz patrzymy trochę bardziej w prawo.

Blisko 2-milionowe Hangzhou to 8. najbogatsze miasto w Chinach (z wypracowanym przez siebie PKB o wartości: 108 miliardów dol. - więcej niż taka Ukraina), słynne jest z położonego w mieście Jeziora Zachodniego, znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie komarów, starych chińskich ogrodów, pagód, malowniczych parków i upraw herbaty.




Uprawa herbaty widziana z okna autobusu miejskiego.







Dodałbym zapadającą w pamięć bardzo ciekawą architekturę - zarówno tę nowoczesną (której jest o wiele więcej), jak i tę z minionych epok.




Wieczorem udaliśmy się do nowoczesnej dzielnicy na pokaz multimedialny, który dzień wcześniej widzieliśmy z okien pociągu. 50-piętrowe wieżowce ze specjalnymi, wbudowanymi telebimami stały się jedną wielką animacją. Z ruchomych dysz fontann popłynęła woda, z laserów wiązki światła, a z głośników hity znane nam z innych chińskich nocnych pokazów, takie jak: "Time to say goodbye", "Uwertura" z Wilhelma Tella czy parę innych chińskich piosenek, jak (pinyin: Wǒ ài nǐ zhōngguó) "Kocham cię, Chiny".





O, a tu widzimy jedwabniki jedzące liście morwy - Narodowy Park Mokradeł Xixi.


Następnego dnia błądziliśmy po zaprojektowanym przez laureata Nagrody Pritzkera - Wanga Shu - kampusie Xiangshan, Chińskiej Akademii Sztuki (2 z 3 oddziałów mieszczą się właśnie w Hangzhou, trzeci w Szanghaju). Budynki piękne, ale chaotyczne korytarze i rozkład pomieszczeń nie byłyby dla nas zrozumiałe nawet po czysto hipotetycznym lolku (którego cena za gram w Chinach zależnie od pory roku jest od 2 do 3 razy wyższa niż w Polsce).



Ściana zrobiona ze starych dachówek pozbieranych z okolicznych placów budowy. Ta plątanina desek u góry to niepokryta w tym miejscu dachówką więźba dachowa.


Bambus, bambus, bambus...






Problem miejsc parkingowych wygląda tu nieco inaczej. W centrum Hangzhou widzieliśmy nawet specjalny parking podziemny dla jednośladów.

Widzieliśmy zajęcia, na których studenci studiowali prototypy JEEP-a i Mercedesa. Pokazywano nam projekty wystroju sklepów wielu marek oraz designerskie ubrania i przedmioty użytku codziennego.


Po paru dniach spędzonych w Hangzhou udaliśmy się autobusem do miejsca kompletnie mu przeciwnego: Suzhou. Wieżowców jak na lekarstwo, na ulicach nie było już tak czysto, nie było też nowych elektrycznych autobusów, samochody były tańsze, a galerie handlowe mniejsze i nie tak ekskluzywne. Większość sklepów sprzedawała nakrętki i podróbki WD-40, a w ulicznych barach leciał Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu.



Zwróćcie uwagę na pana, który łowi ryby z tarasu swojej kuchni.



To dziwne, bo ponad 10,5-milionowe miasto jest 6. najbogatszym miastem w Chinach (PKB dla Chin jedynie o połowę mniejsze od PKB Zjednoczonych Emiratów Arabskich). Suzhou znane jest dwóch tradycyjnych ulic, które liczą sobie ponad 1200 lat oraz z zabytkowych ogrodów (jest ich 9, wszystkie na liście światowego dziedzictwa UNESCO, wszystkie są dosyć podobne, oprócz słynnych - Ogrodu Pokornego Zarządcy, Ogrodu Lwiego Grobu, Ogrody Przebywania; polecam robiącą na mnie większe wrażenie Górską Willę z Otaczającym ją Pięknem - serio, to nie ja wymyślam te nazwy).



A oto willa i otaczające ją piękno.




Ta kapusta na dole to lotos (już niestety przekwitł) - orzechy z ogromnego dna kwiatowego (które w porównaniu do płatków kwiatowych zostają na dłużej) to narodowy przysmak.




Ogród Pokornego Zarządcy





Ogród Pokornego Zarządcy


Całe miasto, chociaż trochę zaniedbane, ma nieprzytłaczający, bardzo fajny klimat i przepyszną regionalną kuchnię (lekko ostrą i słodką, dużo mięska - o wiele lepszą niż szybko nudząca się, kolendrowa i diabelnie ostra kuchnia prowincji Hunan).




Słodkie baozki


Po kolejnych paru dniach spędzonych w Suzhou udaliśmy się do Szanghaju, miasta, które gdyby było państwem, byłoby 35 najbogatsze na świecie - odrębnego kontynentu na planecie Chiny. Na terenie prawie 50 razy mniejszym od Polski mieszka więcej ludzi niż połowa obywateli Polski, bo ponad 23 mln. Co tu dużo mówić. Ogromne miasto, do którego wjeżdża się wijącą się przez las tandetnych blokowisk, zbudowaną w powietrzu, szeroką kilkupasmówką.





Ale im bliżej centrum, tym ładniej.





7-piętrowy parking... większy niż sklep.


Miasto jest tak duże, jak terytoria Wrocławia, Warszawy i Gdańska pomnożone sześciokrotnie, więc pewnie nawet gdyby mieszkać tu rok, nie zobaczy się wszystkiego. Pełno tu sklepów drogich marek, hipsterskich kawiarni, wytwornych restauracji i ekskluzywnych hoteli. Nikt nie pokazuje cię już palcem, bo białych jest tu naprawdę wielu. Wycieczki przedszkolaków, z których połowa to Azjaci, a druga połowa to białe dzieci, nikogo oprócz nas nie dziwiły. Są europejskie kibelki, dużo więcej ludzi mówi tu językiem Emmy Watson, a ruch samochodowy odbywa się w sposób płynniejszy i bardziej cywilizowany niż w innych rejonach Chin. Architektura przy lewym brzegu zapchanej statkami rzeki Huangpu przypomina zlepek Paryża i Londynu.



W tle lewy brzeg rzeki.




Park rzeźb - polecam, naprawdę warto zobaczyć.





Nad rondem na Pudong znajduje się okrągła kładka dla pieszych.




Pomijając sprawę łańcucha (którego nie ma?) zwróćcie uwagę na widełki - rower miejski w Szanghaju.




Na Pudong można się też dostać "podwodnym" tunelem, który biegnie pod rzeką.



Prawy brzeg to zaprojektowana w latach 90. dzielnica Pudong, kolej magnetyczna i sięgające nieba nowoczesne wieżowce. Z racji klimatu panującego w Szanghaju, to ostatnie należy potraktować dosłownie. Ponad 1/3 dni w roku jest deszczowa, a słońce świeci tu średnio w 80 spośród 365 dni. W sumie podobnie jak w Polsce...



I tak, my trafiliśmy na jeden z takich dni. Nie widzieliśmy wierzchołków 3 najwyższych budynków, nie było też po co wchodzić na tarasy widokowe. Całe miasto spowite było gęstą chmurą, ulice zamieniły się w rzeki, a nam przemokły buty... Pomimo pogody zachęcającej do budowania arki, udaliśmy się do mieszczącego się na przedmieściach ogromnego i niezwykłego ogrodu botanicznego, który w niczym nie przypominał tych znanych z Europy...





Na tym ujęciu chyba złamałem sobie kręgosłup...


Szklarni jak ta, mających około 300 m długości, w ogrodzie jest aż 4.





Storczyki naturalnie rosną na drzewach. A jeśli nie chcą rosnąć, to w Chinach z pomocą trytek i tak rosną.




Żeby było bardziej naturalnie: dinozaury - na dodatek sikające wodą z ust.




A tego gagatka spotkaliśmy tuż obok tabliczki "uwaga na węże".


Stamtąd tylko 4,5 godziny w korku na dworzec kolejowy, na tym razem zwykły, tańszy (220 RMB - ok. 132 zł) pociąg nocny. 11 godzin później obudził nas zapach zgniłego jaja, którym śpiące na dole chińskie emerytki celebrowały poranny powrót do Changshy.



Po więcej fotoreportaży zapraszamy na www.baozi.pl
5

Oglądany: 40235x | Komentarzy: 30 | Okejek: 221 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.01

18.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało