Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wspaniałe lata 90. - polskie klony znanych gier na Amigę

48 260  
140   18  
Amiga – w latach 90. posiadacz takiego sprzętu automatycznie trafiał do szlacheckiej kasty. Szczególnie wtedy, gdy reszta osiedlowej gówniarzerii dłubała śrubokrętem przy magnetofonach od Commodore lub usiłowała dopatrzeć się kształtu w bryłce grubych pikseli wyświetlanych na monochromatycznym monitorze. W tamtych czasach Polacy świetnie sobie radzili w produkcji gier na tę 16-bitową platformę, chociaż „inspiracja” tytułami zachodnimi niekiedy aż za bardzo kłuła w oczy.
Jakiś czas temu przyjrzeliśmy się polskim tworom, których producenci w najgłębszym poważaniu mieli prawa autorskie. Wówczas pod lupę wzięliśmy poczciwą Atarynkę. Teraz przyszedł moment na amigowe klony popularnych hitów, w które zagrywali się ówcześni fani wirtualnej rozrywki. Gotowi? No, to wkładamy pierwszą dyskietkę…

Taekwondo Master

W 1992 roku szczeny nam opadły, kiedy na automatach premierę miała bijatyka, w której to naprzeciwko siebie w śmiertelnych pojedynkach stawały postaci z krwi i kości. Dwa lata później „Mortal Kombat” trafił na nasze domowe maszynki. Mogliśmy w domowych zaciszach wyrywać kręgosłupy, roztrzaskiwać łby i miażdżyć moszny.



Pomysł wprowadzenia do tego gatunku digitalizowanych aktorów był iście rewolucyjny i chociaż pierwsza (a także i druga) część tej gry zawitała na Amigę, już rok po jej debiucie na tej platformie polscy programiści mieli na „Mortala” swoją odpowiedź. Brzmiała ona „Taekwondo Master”!

O ile animacja bohaterów była naprawdę niezła, to już lokacje wyglądały niczym „dzieło” średnio utalentowanego grafika, któremu na szybko kazano wykonać pstrokate tła w jakimś marnym programie graficznym. Bardzo kulała też i sama grywalność oraz dynamika rozgrywki. Dopiero wydana rok później wersja na Amigę 1200, zatytułowana „Super Taekwondo Master”, gwarantowała graczom odpowiednią frajdę z prania się po ryjach.


Forest Dumb

Na Amidze śmigało całkiem sporo fajnych platformówek, a jedną z najbardziej lubianych pozycji tego typu był „Superfrog” wydany przez Team 17 – firmę, która spłodziła m.in. takie perełki, jak „Worms” czy „Alien Breed” (o którym za moment). W dniu swej premiery „Super żaba” wprowadziła do swojego gatunku gier zupełnie nową jakość, stając się tym samym niedoścignionym wzorem dla wielu innych producentów platformowych „skakanek”.



Znana starszym graczom polska firma L.K. Avalon na fali popularności „Superfroga” wydała produkcję pt. „Forest Dumb”. Bohater może i nie był tu tak uroczy jak odziany w pelerynkę płaz, ale sama gierka dawała radę. Poziomy zaprojektowano całkiem ładnie, animacja wyglądała nieźle, a i samej rozgrywce nic nie można było zarzucić. Jedynym poważnym mankamentem „Forresta” był… absolutny brak muzyki w tle.


Rooster

Wspomniałem wyżej o znakomitej grze, jaką był „Alien Breed” - wyraźnie wzorowana na serii filmów o „Obcym” strzelanka, w której akcję obserwowaliśmy z lotu ptaka. W praktyce zabawa polegała na łażeniu po labiryntach kosmicznych baz i eliminowaniu hord obleśnych kosmitów. Gierka ta doczekała się kilku kontynuacji, z czego tylko druga dostępna była na słabsze modele Amigi.



Kiedy w ręce graczy wpadła polska gra pt. „Rooster”, od razu jasne stało się, że mieliśmy do czynienia z bezczelną zrzynką dzieła Team 17. Tak do końca wcale jednak nie było. Chociaż zarówno miejsce akcji, sposób ustawienia „kamery”, jak i sterowanie bohaterem wydawały się wręcz żywcem ściągnięte z „Alien Breed”, to twórcy tej produkcji dość ambitnie usiłowali dać graczom coś więcej niż tylko kopię oryginału, w której naszym zadaniem będzie wyrzynanie przeciwników w pień i dbanie o bezpieczeństwo własnej dupy. Tu trzeba było kombinować, szukać sposobów na ucieczkę z plątaniny korytarzy, otwierać drzwi i sprytnie wykorzystywać znalezione przedmioty.


Cyber Force

Pamiętam, kiedy w 1991 roku po raz pierwszy zobaczyłem grę „Another World”. Dotąd przyzwyczajony do prymitywnych platformówek na moje Commodore, dosłownie powalony zostałem obrazem realistycznie animowanego człowieka, któremu nie są obce prawa grawitacji. Bohater biegał, podciągał się, kucał i turlał się jak normalna istota ludzka! Równie duże wrażenie zrobił na mnie wydany rok później „Flashback”, gdzie jeszcze bardziej dopracowano ten pomysł, a wygląd plansz znacznie bardziej urozmaicono w porównaniu z nieco monotonnymi tłami „Another World”.



Trzy lata po bardzo życzliwie przyjętym przez graczy „Flashbacku” dostaliśmy od Mirage Software polską odpowiedź na ten tytuł. Był to „Cyber Force: Zniewolony umysł” - arcytrudna, koszmarnie wręcz niedopracowana pod kątem sterowania gra, która mimo oczywistych podobieństw do swoich pierwowzorów zawierała więcej elementów typowych dla przygodówek.


Street Hassle

W 1987 roku posiadacze ZX Spectrum i innych platform ośmiobitowych poczęstowani zostali kąskiem o nazwie „Street Hassle” (czasem zwanym też „Bad Street Brawler”), w którym to mogliśmy wejść w skórę napompowanego metanabolem koksa szlajającego się po ulicach i obijającego, między innymi, zastępy agresywnych… emerytów.



Nieoczekiwanie, po siedmiu latach od wydania tej już w swojej epoce przeciętnej bijatyki, Amigowcy dostali jej urozmaicony o polskie akcenty,„klon”. Gierka ta ponoć nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego i była jedynie formą żartobliwego, nostalgicznego hołdu złożonego komputerowi ZX Spectrum. Za ten koszmarek odpowiadali panowie z World Software – firmy, która wydała na świat kultowego „Franko” oraz znacznie brutalniejszego i bardziej krwistego „Domana”. Wielu graczy do dziś czuje wielki niesmak. Jedyną nadzieją na odzyskanie dobrego imienia twórców tej katastrofy była szumnie zapowiadana druga część „Franko”, która to chyba już nigdy nie ujrzy światła dziennego...


Cytadela

Kiedy w pierwszej połowie lat 90. właściciele pecetów zasypani zostali szeroką gamą strzelanek typu FPS, nikt nie zostawiał Amigowcom złudzeń – ich komputery były za słabe, aby poradzić sobie z tego typu programami. Twórcy gier potraktowali te proroctwa jako wyzwanie i już wkrótce na Amigę zaczęły wychodzić pierwsze dzieła „doomopodobne”. Początki faktycznie nie były zachwycające, ale z czasem kolejne programy mogły pochwalić się coraz to lepszą grafiką i grywalnością.



To właśnie Polacy zasłynęli jako autorzy najbardziej efektownych strzelanek FPS. W 1995 roku Amigowcy mogli już pograć w takie gry, jak „Za żelazną bramą” czy „Project Battlefield”, jednak to stworzona przez Arrakis Software „Cytadela” sprawiła, że fałszywi prorocy musieli ugryźć się w język – ta produkcja była pełnoprawnym, bezkompromisowym przedstawicielem gatunku, który dla posiadaczy Amigi miał być niedostępny. Wprawdzie na słabszych wersjach tego komputera nie dało się włączyć trybu pełnoekranowego, a i płynność działania programu chwilami pozostawiała sporo do życzenia, to spokojnie możemy mówić o dziele godnym miana „polskiego Wolfensteina”!

5

Oglądany: 48260x | Komentarzy: 18 | Okejek: 140 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

08.12

07.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało