Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Kiedy film jest słaby, z pomocą idą... widzowie - oto 6 fanowskich projektów, które uratowały kinowe gnioty!

66 470  
172   15  
Po naszym długim oczekiwaniu do kina trafia film. Szykujemy się na emocjonujący seans, ale ostatecznie otrzymujemy kawał czerstwej, niestrawnej kaszany. Przeklęta, oblana pomyjami przez krytyków i widzów produkcja skazana jest, w najlepszym wypadku, na zapomnienie. Czy w tej beznadziejnej sytuacji jest jeszcze szansa na odzyskanie godności? Owszem - wielu kinomanów "naprawia" nieudane filmy, przemontowuje je, dodaje nowe sceny, usuwa inne i z tych samych puzzli tworzy dzieła, które - o dziwo - są całkiem strawne!

#1."Star Wars Trilogy: The Topher Grace Cut"

Kojarzycie Tophera Grace’a? To ten aktor, który grał główną rolę w serialu "Różowe lata 70.”. Okazuje się, że gość jest nie tylko wielkim fanem "Gwiezdnych wojen", ale i amatorsko zajmuje się tworzeniem własnych edycji filmów z tego uniwersum. Paradoksalnie, najbardziej znanego projektu Grace’a nigdy nie zobaczycie, bo artysta tylko jeden raz zdecydował się wyświetlić swoje dziełko dla większej publiczności. Mowa o zmontowanej w formę 85-minutowego materiału niesławnej trylogii George’a Lucasa z lat 1999-2005.


Topher praktycznie całkowicie wyciął większość "Mrocznego widma", wliczając w to sceny ze znienawidzonym przez fanów Jar-Jarem, pseudonaukowy bełkot dotyczący źródła Mocy (tzw. midichloriany) oraz wydarzenia z senatu. W efekcie dostaliśmy historię Anakina i jego fascynacji "ciemną stroną". Pozbawiony zbędnych zapchajdziur, elementów nachalnego merchandisingu, ckliwych romansów i żenujących śmiesznostek, film przyjęty został z wielkim entuzjazmem i ponoć prezentował się naprawdę dobrze.

Mimo że tej konkretnej edycji trylogii raczej na pewno nigdzie nie znajdziecie, to w sieci hula całkiem sporo innych, równie dobrze ocenianych, przemontowanych przez fanów wersji części I-III "Gwiezdnych wojen".

#2."The Matrix DeZIONized"

Pamiętacie tę ekscytację, kiedy po raz pierwszy zobaczyliście pierwszą część "Matrixa"? A przypominacie sobie to rozczarowanie, gdy udaliście się na seans kolejnych odsłon przygód Neo i Morfeusza? Okazuje się jednak, że wystarczyło wywalić z tych dwóch produkcji wszystkie sceny mające miejsce w Syjonie oraz walki z maszynami o ostatnie miasto wolnych ludzi. Po przemontowaniu niektórych fragmentów obu filmów powstała całkiem wciągająca, trwająca 146 minut, pełna akcji historia Neo walczącego z niezłomnym agentem Smithem w Matriksie.

W środowisku fanowskim edycja ta cieszy się ponoć dość sporym uznaniem.



#3."Terminator 3: The Coming Storm"

Trzecia część niekończącej się sagi o podróżujących w czasie humanoidalnych krzyżówkach koparki z buldożerem, mająca już na karku 16 lat, wielce zasmuciła kinomanów, którzy liczyli na godnego następcę dzieł Jamesa Camerona, a dostali niedorastającą im do pięt produkcję pełną wymuszonego humoru i marnych "one-linerów". Tymczasem sama fabuła nie była w "Terminatorze 3" tak bardzo zła, a już na duże uznanie zasługiwał dość pesymistyczny finał tego filmu. Te niewątpliwe zalety filmu Johna Mostowa zauważyli nieco bardziej wyrozumiali fani serii i zadali sobie trud, aby niesławną "trójeczkę" naprawić.


Wywalono więc wszystkie "sitkomowe komiczności", usunięto silące się na czerstwy dowcip dialogi oraz poprzycinano fragmenty, gdzie CGI raziło sztucznością. W efekcie dostaliśmy naprawdę udany film, w którym tytułowy bohater jest bardziej posępnym, milczącym zabijaką, a pozbawiony komicznych elementów seans jest znacznie mroczniejszy i niepokojący.


#4."Batman Forever: Red Book Edition"

Po tym, jak Tim Burton nakręcił dwie ekranizacje komiksów o Batmanie, reżysera "Soku z żuka" zastąpił Joel Schummacher, który całkowicie zmienił ton swojej historii, dając widzom efekciarskiego, niepoważnego, kiczowatego, nieznośnie przaśnego nietoperka. Fani nie byli zachwyceni - liczyli bowiem na kontynuację mrocznej wizji Burtona, a dostali komiksowy jarmark.

Film udało się jednak uratować dopiero po latach, kiedy to trafił on na pomysłowych filmowców, którzy stanęli na głowach, aby całkowicie zmienić tę produkcję.


Usunięto sporo komediowych scen z Człowiekiem-Zagadką i Dwiema Twarzami. Słusznie bowiem uznano, że Jim Carrey i Tommy Lee Jones nieco przeszarżowali i stworzyli swoich bohaterów w sposób za bardzo karykaturalny. Skupiono się bardziej na psychologicznej stronie Bruce’a Wayne’a. Udało się to głównie dlatego, że w ręce fanów wpadło sporo niewykorzystanych materiałów, które idealnie do takiego zabiegu się nadały. Ponadto zmieniono też barwę samego obrazu, skutecznie usuwając pastelowe kolory. Po takich zabiegach trzeci "Batman" nabrał nowej jakości i chociaż w dalszym ciągu daleko mu do dzieł Burtona, to podobno w tej wersji film ogląda się bez większego bólu.


#5."The Hobbit: Tolkien Edit"

Wielu widzów ma za złe Peterowi Jacksonowi, że zdecydował się przerobić historię opowiedzianą w liczącym sobie niespełna 300 stron "Hobbicie" na trzyczęściową kobyłę filmową, która łącznie trwała 9 godzin! Do prostej, dość liniowej historii reżyser dodał całą masę fabularnych wypełniaczy, zbędnych wątków i miłosnych trójkątów, tworząc tym samym napchane fajerwerkami, nastawione na zarobek monstrum, które straciło urok swojego lekkiego pierwowzoru. Tak duża ilość filmowego materiału pozwoliła jednak fanom przybliżyć "Hobbita" do powieściowego oryginału. Skrócona do trochę ponad 4 godzin produkcja skupia się na podróży Bilbo i jego książkowych perypetiach, pomijając większość wciśniętych na siłę wątków. Wypuszczona do sieci w formie jednego filmu edycja zebrała znacznie lepsze recenzje fanów niż oficjalna wersja Petera Jacksona!



#6."Star Wars: Despecialized Edition"

Zaczęliśmy starwarsowym wątkiem, więc także i nim zakończmy. Oto bowiem najlepsza rzecz, jaka przydarzyła się "Gwiezdnym wojnom" od czasów kinowej premiery "Nowej nadziei" prawie 40 lat temu!

Przez ten czas George Lucas co i rusz wydawał na świat kolejne nośniki z coraz to bardziej zmienionymi wersjami oryginalnych filmów. Tych poprawek było już tak wiele, że trudno byłoby je już zliczyć - od takich niuansów, jak zmiany kolorystyki niektórych scen, przez dodawanie komputerowych efektów specjalnych, wstawianie nowych, drugoplanowych bohaterów, podmieniania tła, a nawet wmontowywanie zupełnie nowych scen. Ponadto Lucas w 2004 roku, przy okazji wydania kolejnej edycji "Nowej nadziei", postanowił trochę ugrzecznić Hana Solo i sprawił, że to nie on pierwszy oddał strzał podczas swej pamiętnej konfrontacji z Greedo. Po premierze kolejnych części sagi reżyser wmontował też Haydena Christensena w miejsce Sebastiana Shawa, który jako duch Anakina Skywalkera pojawił się pod koniec "Powrotu Jedi".


Fani zapragnęli dostać w swe ręce oryginalną, najstarszą trylogię w dokładnie takiej formie, w jakiej filmy te trafiły kiedyś do kin. Mimo próśb i petycji Lucas nie miał zamiaru udostępniać nikomu tych materiałów, tym samym skazując fanów na oficjalne, dostępne kopie, z których wszystkie w mniejszym lub większym stopniu poddane były obróbce. W tej sytuacji miłośnicy "Gwiezdnych wojen" nie mieli wyjścia i sami zabrali się za „odzyskiwanie” oryginalnej wersji swoich ukochanych produkcji.

https://www.youtube.com/watch?v=mGrXO2RDzLg

Zebrano stare kasety VHS, ale także i odświeżone wersje na DVD i krok po kroku analizowano każdą scenę. Pomału zlepiano więc wyłuskane z różnych źródeł fragmenty, ale także i cyfrowo usuwano z niektórych ujęć dodatki upchnięte tam przez Lucasa. Ba, czasem nawet sięgano po panoramy zeskanowane ze starych fotosów, będących leciwymi materiałami promocyjnymi pierwszych odsłon serii, i mozolnie umieszczano je w miejscach, gdzie George już dawno wstawił swoje cyfrowo obrobione tła! Filmom przywrócono też dawną barwę, a nawet pokuszono się o rekonstrukcję oryginalnego dźwięku.

W ten sposób powstała stara trylogia "Gwiezdnych wojen", która wygląda dokładnie tak jak dzieła, które obecni 50-, 60-latkowie widzieli w kinach!


Oczywiście ten efekt długiej i mozolnej pracy fanów nigdy nie trafił do oficjalnego obiegu. Lucas nigdy by się na to nie zgodził. Filmy można zassać na torrentach wraz z gotowymi do druku okładkami.


A na koniec coś z zupełnie innego słoika:

#7."Bateman Begins: American Psycho"

Tu już mamy do czynienia z absolutnym szaleństwem. Jednak, jak to czasem bywa – jest w nim metoda! Z połączenia pierwszej odsłony Nolanowskiego "Batmana" oraz kontrowersyjnego, nakręconego pięć lat wcześniej filmu "American Psycho", w którym główną rolę również grał Christian Bale, powstała okrutna, "alternatywna" historia Bruce’a Wayne’a. Jego dzieciństwo naznaczone zostało traumami, a spędziwszy wiele lat trenując u boku członków sekty pełnej morderców, chłopak nauczył się zabijać i czerpać radość z zadawania swoim ofiarom bólu.


W tej wersji Bruce stał się superbohaterem o spaczonym umyśle. Ani na moment jednak nie zakłada on swojego nietoperzego kostiumu, a sceny krwawych zabójstw, których dokonuje, wycięte zostały ze wspomnianego „American Psycho”. W efekcie mamy tu do czynienia z psychopatycznym milionerem, który nocami urządza sobie krwawą jatkę na ulicach Gotham.

9

Oglądany: 66470x | Komentarzy: 15 | Okejek: 172 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało