Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Krótka historia o tym, jak zagrałem w serialu pokroju "Dlaczego ja?"

157 111  
663   98  
Rykuas pisze: Stało się!
O poranku, w okolicach godziny 13, zostaję brutalnie obudzony przez dzwonek telefonu.

- Halo?
- Dzień dobry Karolu, tutaj Kasia z firmy Tako Media, miałabym dla ciebie rolę w naszym programie „Detektywi w akcji”.
- ?!?!
- Karolu, jesteś?
- Tak, tak, proszę kontynuować…

Jak? Dlaczego? Jakim cudem?

Nie wiem, ale od castingu zapierałem się, że nawet jeżeli dostanę propozycję roli, to odmówię. Po krótkiej rozmowie poinformowałem, że zadzwonię za godzinę i się określę. Pochwaliłem się dla żartu, że dostałem angaż, ale przyjaciele dość szybko zaczęli przekonywać mnie, abym spróbował.
W sumie nowe doświadczenie. Mam to na Bucket List. Urozmaicenie dla CV.
Pal cię licho – jadę.

Oddzwoniłem na numer podany mi wcześniej przez kobietę i potwierdziłem, że jestem zainteresowany. Miałem stawić się za 3 dni w oddalonym o prawie 500 km Wrocławiu, ale na moje szczęście nocleg miałem zapewniony u przyjaciół, więc jedynym problemem był dojazd. Wieczorem otrzymałem kolejny telefon z zapytaniem, czy mogę jutro wstawić się na podpisanie umowy.
O trzeciej po południu.

- Ale proszę pani! Mówiłem pani, że w Lublinie jestem.
- A to nie może pan jutro rano przyjechać?
- Ale najwcześniejszy pociąg mam po 12…
- A to pan zdąży!
- Dojechać z Lublina?!
- Przecież to niedaleko…

Urocza kobitka pomyliła Lublin z Lubinem.
Po krótkim wyjaśnieniu gdzie co leży na mapie dogadaliśmy się, że do jutra do godziny 20:00 dostanę na e-mail scenariusz i umowę, którą przyniosę ze sobą na plan zdjęciowy.
Firma TAKO MEDIA pokazała swój profesjonalizm po raz pierwszy. Żadnego e-maila, telefonu, zwyczajnie nic. Powiedziałem sobie, że jeżeli do godziny 10 następnego dnia nie dostanę żadnej informacji to rezygnuję, ale w końcu sam zadzwoniłem w okolicach 11.

- Dzień dobry!
- Dzień dobry, Karolu! Jedziesz już do nas?
- ?!?! Ale wie pani o tym, że nie dostałem żadnego e-maila ani telefonu od was?
- Tak, tak, wiem… Wczoraj wieczorem miałam zepsuty komputer, a rano nie chciałam cię budzić telefonami.
- ?
- To ja ci to wszystko wyślę teraz i widzimy się jutro na planie!

Zdecydowałem się pojechać i ruszyłem w "ekscytującą" podróż do Wrocławia.
Godzina 19:30, dostaję kolejny telefon.
- Dzień dobry! Tutaj kierownik planu, czy mógłbyś się ubrać w takie i takie rzeczy.
Zrobiłem wielkie oczy, gdyż nie będę oszukiwał… Myślałem, że dostanę ubrania, których potrzebuję. Przystałem na propozycję i następnego dnia ruszyłem do sklepu. Zakupiłem koszulkę, pożyczyłem spodnie od przyjaciela i zainwestowałem w buty, które miałem na oku od jakiegoś czasu i o godzinie 15:00 pojawiłem się na planie zdjęciowym.

Lecz kim ja w ogóle jestem?


Nazywam się Jarek i mam 18 lat. Pochodzę z dobrego domu, dobrze się uczę i sprawiam dobre wrażenie. Bardzo chciałbym studiować prawo, ale ukrywam swoją prawdziwą pasję - szybkie samochody. Mój ojciec Adam to surowy facet z zasadami, wychowuje mnie samotnie, ale bardzo mnie kocha. Uważa, że musi mnie trzymać krótko, co powoduje moje niezadowolenie. Moim kumplem jest Franek, chodzi ze mną do szkoły i również kocha szybkie auta. Tak samo jak ja marzy o dołączeniu do grupy Speer Racerów. Oboje jesteśmy gotowi na wiele poświęceń, by spełnić swoje marzenie.

Tak więc nie mogłem się spodziewać niczego lepszego. Można byłoby z tego nakręcić nawet dość ciekawy odcinek, ale scenarzyści i reżyser naprawdę się postarali, aby to nie wyszło.

15:00, Wrocław, plan zdjęciowy

Ubrany jak na kujona przystało, zawitałem pod szkołę, gdzie mieliśmy kręcić pierwszą scenę – moje spotkanie z Frankiem. Przywitałem się z ekipą filmową i zacząłem rozmowę z moim współtowarzyszem zdjęć. Okazało się, że to nie jest jego pierwsze spotkanie z tymi serialami i dość regularnie gra w nich i dorabia sobie w ten sposób w okresie wakacyjnym. Dla mnie miała to być jednorazowa przygoda i tak też na szczęście było. Dostałem mikrofon i wyjaśnienie jak cała scenka ma wyglądać. Oczywiście bez żadnej próby rozpoczęliśmy nagrywanie zdjęć. Po wypowiedzeniu swojej kwestii miałem przejść kawałek i wtedy miała zakończyć się scena. Zrobiłem to, co zostało mi polecone, ale nie dostałem wcześniej informacji jak kamery są tak naprawdę ustawione, co spowodowało, że wszedłem ponownie w kadr.

Zagorzała rozmowa pomiędzy kierownikiem planu i reżyserem polegała na tym, czy powtarzamy scenę, czy "sklei się to". Zdecydowaliśmy się na powtórzenie sceny.
Wróciłem na miejsce, odegrałem scenkę i już we właściwy sposób wróciłem do reżysera.
Jeżeli tego człowieka mogę nazwać reżyserem.

Reżyser

Człowiek, który ma wszystko w poważaniu, siedzi sobie przy płocie podczas kręcenia całej sceny i narzeka jak nienawidzi tej pracy. Słyszałem głosy, że często nie pojawia się na planie, a jego ulubionym zajęciem jest wymigiwanie się od roboty. Kiedy detektywi kręcili scenkę w samochodzie, dostałem następujące polecenie od reżysera:
- Hej, młody, wsadź głowę do auta i krzyknij "Szabadabada!!!".

Zdawało się, że nie będę miał problemu z jego osobą.

O ile pierwszego dnia spędziłem tylko godzinę na planie zdjęciowym, o tyle drugiego dnia miałem zaplanowane 6 godzin. Szczerze odechciało mi się dalszej gry, ale zostałem z ciekawości i z niejakiego zobowiązania. Swojego tekstu zacząłem się uczyć o godzinie pierwszej w nocy, a o godzinie 8 miałem pojawić się na planie przy obrzeżach miasta.

Godzina 7:30, Wrocław, okolice lotniska


Udałem się tam z nadzieją, że wszystko przebiegnie w miarę sprawnie.
"Głupi ja... Głupi ja je chłop".
Planowo mieliśmy nagrywać zdjęcia na opuszczonym pasie startowym, a w scenariuszu napisali, że w planach jest nagranie nielegalnych wyścigów jakimiś fajnymi sportowymi autami.
O godzinie 8:30, kiedy (prawie) cała ekipa zebrała się na planie, zaczęliśmy zdjęcia. Prawie cała ekipa, ponieważ reżyser zdecydował się nie przyjechać.

Miałem odegrać scenę, w której wraz z Frankiem mieliśmy podjechać sportowym autem jakieś 500 metrów, wysiąść i zacząć się kłócić. Proste.
Może jednak nie do końca.
Nikt z organizujących obsadę ludzi nie zorientował się, że ani ja, ani Franek nie posiadamy prawa jazdy. Właściciel samochodu nie chciał się zgodzić, abyśmy prowadzili bez dokumentów, dlatego też mieliśmy tylko wysiąść z auta.

A właśnie! Samochód

Planowo miały przyjechać 4 samochody, ale pojawiło się tylko Audi po pseudo wiejskim tuningu. No nic, trzeba było radzić sobie w ten sposób. Ale też do czasu. Samochód musiał odjechać za godzinę, więc nagraliśmy tylko połowę sceny. Resztę nagrywaliśmy udając, iż wychodzimy z samochodu. Esencja!

Kolejna scena polegała na mojej kłótni z Frankiem, który powala mnie na ziemię. W tym momencie pani detektyw łapie Franka, a ja zaczynam uciekać.
Pierwsze ujęcie wyglądało bardzo realistycznie, gdyż Franek rzeczywiście znał sztukę samoobrony i powalił mnie szybkim kopnięciem. Upadek był tak realistyczny, że rozciąłem sobie dłoń i zniszczyłem spodnie znajomego. Niestety scena poszła do śmieci, bo problem wyniknął z dźwiękiem. Po paru próbach ostatecznie dotarliśmy do momentu, w którym uciekam, ale nastąpiło coś mało spodziewanego. Pani detektyw zamiast łapać Franka zaczęła na mnie krzyczeć. Scenariusz? A po co to komu! Zaskoczony zatrzymałem się w pół drogi, odwróciłem się i zacząłem się śmiać.
OK, koniec sceny! – nie no, spoko. Każdy się śmieje, kiedy ucieka.

W trzeciej scenie nie uczestniczyłem, ale była ona równie komiczna, co poprzednie.

Okazało się, że dwa samochody (potrzebne w poprzednich scenach) przyjechały dopiero w połowie zdjęć, ale na szczęście pozwoliło to nagrać chociaż jedną scenę wyścigu. Planowany zamknięty pas startowy okazał się zwykłą boczną, osiedlową drogą. No nic, może chociaż samochody są jakieś ciekawe.

Audi w kombi i Volkswagen osiedlowej babuni


Brak pytań. Dodatkowo zaistniała sytuacja, w której jeden z aktorów (zawiadomiony dzień wcześniej) miał całować się z zupełnie nieznaną dziewczyną. Tak, nie był singlem. Nie, nie miał zamiaru się całować się z mało urodziwą nieznajomą. Ale w sumie i tak nikt nie trzyma się scenariusza. Żadna strata.

Najbardziej komiczna była jednak ostatnia scena, w której konfrontuję się z ojcem i przyznaję się do winy.

UWAGA! UWAGA! PRÓBA! ROBIMY PRÓBĘ!

- Próba? OK, to nawet nie będę grał i tylko przelecę z tekstem. - Taki miałem zamysł.
Odgrywając scenę, musieliśmy zrezygnować z podpiętych mikrofonów, bo było ich zbyt mało. Co więcej, czekaliśmy ponad godzinę na aktora grającego policjanta. Dlaczego? Normalka. Zapomniał o zdjęciach. W tej chwili to wszystko przestało mnie już dziwić.

Rozpoczynamy

Po około 4 linijkach tekstów zorientowałem się, że popełniłem duży błąd i w tej chwili krzyknąłem do kamery:
- Ooooj sorka! - i machnąłem na nią ręką.
Kamerzysta nawet nie drgnął. OK, kontynuujemy. Po tym, jak skończyłem swój tekst, czekam, aż detektywi zaczną swoją kwestię. I w tej chwili doznałem szoku.
- Odpowiedz ojcu, gówniarzu! - Okazało się, że główni detektywi zapomnieli tekstu i zaczęli zmuszać mnie do improwizacji. Wydukałem to, co mi przyszło na myśl i zakończyłem rozmowę.
Policjanci natomiast mieli tylko jedną pracę. Mieli zabrać mnie i Franka do samochodu.
Zapomnieli o Franku.
Jeden z detektywów krzyknął, po około 5 sekundach , że "CHYBA o kimś zapomnieli".
Kiedy zeszliśmy z kadru, dość głośno zaczęliśmy żartować z tego, co się stało i niechcący znów weszliśmy w kadr. Poczekaliśmy jeszcze minutę, aż dokończą scenę, aby wrócić na miejsca i nagrać właściwy materiał, ale zamiast tego słyszymy:

DOBRA, LUDZIE! MAMY TO!

Mają to?!?! Co?!?!
Okazało się, że są tak leniwymi ludźmi, że nawet nie chcieli powtórzyć sceny. Wszystko to, co zostało opisane powyżej, zapewne pojawi się w telewizji.

Witaj, czerwony dywanie!

Tak czy siak kolejny podpunkt z mojej Bucket List uważam za wykonany, a następnym razem (jeżeli taki zaistnieje) udam się na casting do trochę bardziej budżetowej produkcji.
27

Oglądany: 157111x | Komentarzy: 98 | Okejek: 663 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało