Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Najgłupsza zabawa z dzieciństwa XXIV

27 677  
41   2  
Kliknij i  zobacz więcej!Witajcie fani najgłupszych znanych ludzkości zabaw. Dziś dowiesz się o zabawach w sianie, poznasz zabawę w Rzym oraz dowiesz się jak zaliczyć dobry uczynek...

Gdy miałam jakieś 5 lat poszłam z mamą w odwiedziny do znajomych. Było tam dwóch moich kolegów, jeden miał 4 lata, a drugi 3. Podczas gdy nasi rodzice gościli się w salonie, my zeszliśmy do piwnicy i postanowiliśmy pobawić się w dom. Ja byłam mamą, starszy - ojcem, a najmłodszy synem. Ja i ojciec postanowiliśmy ugotować obiad. W tym celu, w olbrzymim parniku z jakąś gliną czy inną budowlaną substancją zaczęliśmy mieszać różne składniki, które znaleźliśmy, m.in. farby, proszki, rozpuszczalniki a także weki, przygotowane już na zimę.
Gdy znalazł nas ojciec chłopców mięliśmy już pełen parnik i byliśmy wszyscy umorusani jego zawartością.

by shugi @

* * * * *

Chyba najgłupszą rzeczą jaką zrobiłem jako dziecko była zabawa w bombardowanie: Spędzałem ferie z rodzicami przy samej północnej granicy Polski. Pewnego dnia wybraliśmy się do Stańczyków (taka miejscowość), obejrzeć wielkie poniemieckie mosty (36 m wysokości).

Dojechawszy z rodziną i kolegą na miejsce zaczęliśmy kombinować w co tu się można pobawić. No i wymyśliliśmy bombardowanie. Od kilku dni raz świeciło słońce, a raz łapał mróz, więc wytworzyły się takie płyty lodu, pod którymi i nad którymi był śnieg. Wyrywaliśmy je z kolegą i zrzucaliśmy z mostu na dół do celu. Zabawa była przednia do momentu gdy nie zorientowaliśmy się, że na dole jest ścieżka i chodzą nią ludzie...

by admin @

* * * * *

Jako dziecko byłam bardzo kreatywna. Razem z moja przyjaciółką oprócz standardowych zabaw dla dzieci wymyślałyśmy różne inne.
Począwszy od założenia Szkoły Magii i Czarodziejstwa przez zabawę w kościół, w której odprawiałyśmy msze z książeczek do I komunii aż do zabawy w Rzym, gdzie jako biedne wieśniaczki hodujące kury stajemy się bogate, bo wynalazłyśmy cement.
Wspomnę jeszcze o kolekcjonowaniu różnych dziwnych rzeczy jak paczki po chipsach, kartoniki, które zostają jak się skończy papier toaletowy i piórach, z których chciałyśmy zrobić skrzydła jak Dedal i Ikar. To marzenie sprawiło, że posunęłyśmy się do pewnego czynu. Mianowicie jadąc sobie ze sklepu na hulajnodze zobaczyłyśmy na ulicy rozjechanego gołębia. Przez nasze głowy przeszła ta sama myśl. Na oczach sąsiadów zeskrobałyśmy resztki ptaka z ulicy, pojechałyśmy do naszej "bazy" i tam obrałyśmy szczątki z piór, a reszta wylądowała w sąsiednim ogródku.
Ale najbardziej dziwią mnie 2 zabawy, bo do dziś nie mam zielonego pojęcia skąd 7-latki wiedziały o takich rzeczach. Pierwsza z nich to zabawa w tancerki go-go, za rury do tańczenia posłużył trzepak, wiłyśmy się wokół nich i tym podobne rzeczy. Drugą zabawą była zabawa w prostytutki. Jedna z nas siedziała na podjeździe w maluchu, a druga ubrana dość wyzywająco i pomalowana jak typowa pani spod latarni stała obok i dawała się "poderwać". Zabawa kończyła się na tylnej kanapie jakąś udawaną macanką, a potem była zamiana.

by kinulek @

* * * * *

Na podwórku rosło nam kilka mirabelek (takie małe, żółte śliwki), które co roku obradzały całkiem solidnie. Za każdym razem, kiedy zaczynał się sezon, chłopacy wypowiadali sobie nawzajem wojnę. Nie było sojuszy, każdy pracował na swój własny biznes. Zbierali przez dłuższy czas do wszystkiego, co mogli i chowali, koniecznie w obrębie naszego podwórka ewentualnie następnego, ale tego raczej się nie robiło. Dziewczyny zawsze były neutralne, zwykle znały wszystkie kryjówki i zbierały dla wszystkich naraz po trochę. Przy każdej okazji chłopcy napychali sobie najczęściej kieszenie "bronią" i obrzucali się. Mimo paru trafień w bliskie okolice oka nikomu nic się nie stało, zabawa była przednia.

by millyanne @

* * * * *

Razem z chłopkami mieliśmy wiele pomysłów. Jeden z nich to drażnienie sąsiadów - ale jak! Odnajdywaliśmy psie kupy (był wyznaczony do tego członek ekipy o najniższej randze), po zapakowaniu ich szliśmy na akcję. Polegało to na ułożeniu 1 klocka na wycieraczce (lub przed drzwiami, jeśli nie było wycieraczki), następnie przykrywało się odchody papierem toaletowym lub gazetą. Podpalaliśmy papier i dzwoniliśmy do drzwi. Gdy tylko drzwi się otwierały to właściciel nogą próbował zdusić ogień - efekt? Na stopie (klapku) zostawało to, co było pod papierem. Trochę niebezpieczne - ale zawsze sprawdzaliśmy czy w mieszkaniu pali się światło, dzięki czemu wiedzieliśmy, że ktoś jest w domu.

Inna zabawa jaką mieliśmy to drążenie tuneli w ułożonych kostkach słomy lub siana. Po prostu wyjmowało się jeden za drugim w jednym kierunku. Męczące, ale jaka frajda. W stodole było tego mnóstwo (ponad 10 m wysokości - szerokość 30 m, głębokość ok. 40 m) stworzyliśmy istny labirynt. Bardzo często ścigał nas stróż. Wchodził za nami w tunel, ale wycofywał się po kilku metrach ze strachu przed zagubieniem się. No i potem czekał przed wejściem ok. godziny nie wiedząc, że my tych wejść mieliśmy kilkanaście. Zabawy i śmiechu co niemiara. Z każdej strony krzyczeliśmy akuku, a on biegał sypiąc wyzwiskami. Nigdy nikogo nie udało mu się złapać.

by dogip @

* * * * *

Przypomniała mi się świetna zabawa z gimnazjum. Jedni na przerwach przed lekcją siedzieli z zeszytami w garści, inni wymyślali różne dziwne zabawy... Taką ciekawszą była gra w monetę (jakoś wydaje mi się, że owa gra była wcześniej znana).
Na początku brało się złocisza i pstryczkiem go rozkręcało. Każda kolejna osoba musiała pstryknąć w monetę tak, by kręciła się dalej, jeśli zatrzymała się była kara - pięść pstrykającego przylega do podłogi/blatu (zależy na czym się grało), a ktoś "strzelał kciukiem" w kostki monetą. Bolało to dość, a z czasem przenieśliśmy się na większy nominał, jeden z kolegów zbierał monety.
Nauczyciele myśleli, że się z kimś biliśmy, bo kostki czasem były pościerane do krwi.

by artek0210

* * * * *

Dość niebezpieczną zabawą w podstawówce była karuzela. Jedna osoba kręcąc się na środku dość szerokiego korytarza trzymała za ręce inne dwie, które musiały kucać i próbowała je także rozkręcić. Ta zabawa nie byłaby możliwa bez starannego polerowania kafelków na holu przez panie sprzątaczki. W każdym razie średniej przyczepności buty pozwalały osiągać duże prędkości, a w pewnej chwili "łańcuchy karuzeli urywały się", tzn. osoba która rozkręcała, puszczała te inne dwie osoby. Właśnie dlatego ta zabawa była niezbyt bezpieczna, często po tym obijaliśmy się o ściany, kaloryfery, drzwi, klamki, itd. Nauczyciele za każdym razem przerywali nam tę zabawę, ale nam i tak się podobało.

by big1993 @

* * * * *

Nie wiem czy taka głupia, ale można się uodpornić troszkę na ból. Otóż kiedyś była w moim mieście (i chyba nadal jest) taka zabawa o nazwie "muka", polega ona na tym, że trzeba zrobić z palców koło (chyba wiadomo o co chodzi) i jeżeli ktoś na nie spojrzy krzyczy się "muka!" i uderza się go pięścią w ramię, można się od tego wymigać wsadzając palec w to "koło" zanim atakujący schowa rękę.

by Eliados

* * * * *

Jak miałem 10 lat wraz z kolegą często chodziliśmy i bawiliśmy się w starym, zrujnowanym i przeznaczonym do rozbiórki budynku, wokół którego były pozostałości wykopów. Jak można się domyślić, zabawa w wojnę, rzucanie się gliną i kawałkami cegieł to była normalka. Natomiast w środku tego budynku była rupieciarnia, ludzie znosili tam stare, porozwalane lodówki, telewizory, itp, itd. Więc raz z kolegą postanowiliśmy pootwierać wszystkie te lodówki i zamrażarki, strzelaliśmy do środka zapałkami, lecz niestety nie chciało się to zbytnio palić... na początku. Zrezygnowani poszliśmy do domu, a za godzinę zjechało się parę wozów strażackich, żeby ugasić cały budynek, bo mieszanina styropianu, lakieru i farby na lodówkach oraz freonu dała piorunujący efekt. Tym sposobem wraz z kolega mamy na koncie czyn społeczny, bo Urząd Dzielnicowy chcąc nie chcąc musiał już rozebrać ten budynek, który stał tam i straszył od lat...

by borisso @

A czy Ty także masz takie wspomnienia z dziwnych zabaw? Podziel się tą wiadomością ze mną. Kliknij w ten link, a w temacie wpisz Najgłupsza zabawa. Znaczek @ za nickiem oznacza osobę, która nie posiada konta w serwisie Joe Monster.

Oglądany: 27677x | Komentarzy: 2 | Okejek: 41 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.04

14.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało