Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Anegdoty o ludziach teatru XI

17 257  
15  
Kliknij i zobacz więcej!Czy aktorzy z racji swoich umijętności zawodowych mają lżej w życiu? Przekonaj się...

Stefan Jaracz spędzał kiedyś wakacje w towarzystwie swojej córki i Stanisława Daniłowicza w Zakopanem. Mieszkali wówczas w ‘Atlasie’. Pewnego ranka Jaracz ’poszedł w Polskę’ i zginął. Staś i Jaraczówna udali się na poszukiwanie i… odnaleźli go wreszcie u ‘Karpowicza’. Siedział zadumany nad niedopitym kieliszkiem. Ujrzawszy wchodzących uniósł brew:
- Stasiu – rzekł nieco schrypniętym głosem – cały dzień ciebie szukałem!

***

Jan Kurnakowicz lubił odwiedzać małe, skromne knajpki. Kiedyś wychodząc z radia, gdzie nagrał jakąś audycję, zaproponował reżyserowi wspólne drugie śniadanko. Gdy zasiedli w takiej właśnie małej restauracyjce, do stolika podeszła bufetowa i nieśmiało spytała pana Jana, czy to on jest tym znakomitym Kurnakowiczem.
- A dlaczego pani pyta? – uśmiechnął się artysta.
- Założyłam się z koleżanką o tabliczkę czekolady – odpowiedziała.
- Przegrała pani niestety – pokiwał głową – gdzieżby taki wielki Kurnakowicz mógł przyjść do takiej małej knajpki.

***

W 1947 roku Ludwik Solski bawił na gościnnych występach w Świdnicy. Lubił spacerować po mieście i oglądać wystawy, często też odwiedzał antykwariaty, by kupić to i owo.
Właściciel jednego z nich ucieszył się, gdy zobaczył nestora sceny polskiej w swoim skromnym sklepie. Solski poprosił o nocną lampkę. Ta, którą mu pokazano, była bardzo piękna.
- Ile chce pan za nią? – spytał Solski.
- Mistrzu – nieśmiało odezwał się właściciel sklepu – gdyby mistrz zechciał przyjąć ją w prezencie, byłbym szczęśliwy.
Solski zmrużył szelmowsko oko.
- Chętnie – powiedział – Ale ja mam dwa nocne stoliczki.


***

Leon Schiller wzywa przed premierą kierownika teatralnej pracowni krawieckiej i pyta:
- Stefciu, kiedy będą gotowe kostiumy?
- Za dziesięć dni – brzmi kategoryczna odpowiedź.
- Zrób cud, skróć termin – błaga Schiller.
- Cud jest już wliczony – uśmiecha się krawiec.

***

Zygmunt Król, kierownik produkcji Filmu Polskiego, przyjechał do Częstochowy, gdzie kręcił film. Chcąc się upewnić, czy ekipa przybyła już na miejsce, zadzwonił z hotelu do bazy. Przez pomyłkę aparat wybrał zły numer i połączył się z klasztorem.
- Czy Papież już jest? – zapytał. Nazwisko to nosił znany filmowy charakteryzator.
W słuchawce usłyszał dziwne chrząknięcie, po czym jakiś zalękniony głos odpowiedział, że jeszcze nie i że nic mu na temat przyjazdu papieża nie wiadomo.
- Jak to, przecież miał być już wczoraj – pan Zygmunt zaczął się denerwować.
- Przepraszam, a kto mówi? – spytał głos.
- Król – krzyknął filmowiec.
- Jaki król? – usłyszał pytanie.
- Zygmunt – odpowiedział, po czym usłyszał jęk i trzask odkładanej słuchawki.



Źródło:
Igor Śmiałowski opowiada… [anegdotki teatralne]
Wydawnictwo Iskry, 1973.

W poprzednich odcinkach...



Oglądany: 17257x | Komentarzy: 0 | Okejek: 15 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało