Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Tych faktów o starych grach mogliście nie znać

50 304  
224   8  
Starcy pamiętają jeszcze skrzek towarzyszący wczytywaniu się gry na 8-bitowym Atari, inni na PSP zdarli sobie opuszki palców, a współczesne małolaty nauczyły się obsługi konsoli zanim udało się im opanować trudną sztukę defekacji do nocnika. Gry komputerowe towarzyszą nam od kilku już dekad i w zasadzie trudno sobie wyobrazić świat bez wirtualnej rozrywki. Oto kilka faktów ze świata dawnych i nieco bardziej współczesnych cyfrowych zabijaczy czasu.

„Mortal Kombat” to efekt pracy czterech gości!

Bijatyka, która osiągnęła największy sukces w historii, a przy okazji wywołała wyjątkowo piekący ból zadków wśród obrońców dziecięcej moralności, to gra, która powstała w czasie zaledwie 10 miesięcy! Nad „Mortalem” pracowały głównie cztery osoby (dla porównania – przy trzecim „Wiedźminie” w pocie czoła przez grubo ponad trzy lata siedziała ekipa złożona z 250 osób!), a przez pierwsze pół roku projekt ten nie miał nawet nazwy.



Parę miesięcy po premierze sprzedane już były trzy miliony egzemplarzy „Mortal Kombat”!

Pierwsza część gry „Resident Evil” zapisała się w Księdze rekordów Guinnessa

Początkowo wydana w Japonii pierwsza część legendarnej serii nosiła tytuł „Biohazard”. Kiedy jednak gra miała mieć premierę w USA, postanowiono przemianować ją na „Resident Evil”. Po prostu istniała już pewna produkcja o takim tytule, a ponadto tak też zwała się znana amerykańska grupa metalowa.



Większość graczy, którzy mieli przyjemność zapoznać się z tym tytułem, pewnie pamięta dość pokraczne i często trącące żenadą… teksty wypowiadane przez bohaterów. Cóż, ten element „Resident Evil” był wybitnie niedopracowany. W 2008 roku "growa" edycja Księgi Guinnessa wyróżniła tę kultową produkcję tytułem rekordzisty w „Najgorszych dialogach w historii gier komputerowych”. A mogło być jeszcze gorzej! Twórcy "Residenta" chcieli, aby w tłumaczonej na język angielski wersji ich programu to japońscy aktorzy podkładali głosy bohaterom...



Oryginalna mechanika „Space Invaders” to dzieło czystego przypadku

Skoro mowa o słynnej Księdze rekordów Guinnessa, to wspomnijmy jeszcze o innym programie, który piastuje tam zaszczytne miejsce. Mowa o „Space Invaders” – jest to produkcja z 1978 roku, która ma tytuł „Najważniejszej gry na automaty”. O jej popularności niech świadczy fakt, że do 2007 roku firma Taito, która to stała za tym dziełem, zarobiła na „Kosmicznych Najeźdźcach” pół miliarda dolarów! Dużą zasługą tego sukcesu jest bardzo ciekawy mechanizm rozgrywki – dopóki na planszy jest wielu przeciwników, akcja toczy się dość wolno. Jednak kiedy zaczniemy strącać kolejnych wrogów, okaże się, że gra przyspiesza coraz bardziej.



To utrudnienie nie było jednak w planach twórcy tego hitu. Tomohira Nishikada opracowywał tę grę na procesor Intel 8080. Okazało się, że sprzęt ten nie dawał sobie rady z szybkim wyrenderowaniem dużej ilości ruchomych elementów na planszy. Kiedy jednak takich obiektów było mniej, te przemieszczały się już szybciej. Ten ewidentny błąd Nishikada chciał naprawić, jednak ostatecznie uznał, że taki mechanizm może uatrakcyjnić rozgrywkę i sprawić, że ta będzie większym wyzwaniem dla graczy.

Czemu właściwie Mario ma wąsy (i czapkę)?

W plebiscycie na najbardziej „ikoniczne” zarosty w popkulturze, bujne wąsiwo włoskiego hydraulika na pewno zajmowałoby wysoką pozycję. Mario po raz pierwszy pojawił się na monitorach przedpotopowych konsol i automatów dokładnie 40 lat temu. Zanim jednak dostał szansę zabłyśnięcia w grze nazwanej jego imieniem, niewysoki wąsacz był bohaterem produkcji „Donkey Kong” – produkcji, która pierwotnie miała traktować o przygodach marynarza Popeye’a, ale programistom nie udało się dostać praw do wykorzystania tej postaci. Powstał więc projekt ludzika zwanego Mario.



Człowiek, który stworzył tego sympatycznego pikselowego facecika, Shigeru Miyamoto, przyznał w jednym z wywiadów, że zarówno czapka, jak i wąsik małego hydraulika to dodatki, które powstały z czystego lenistwa. Chodziło o to, aby programiści nie musieli zaprzątać sobie głów projektowaniem animacji ust i włosów bohatera!

Muzyczka z „Tetrisa” to w rzeczywistości kawałek o próbie wychędożenia nadobnej niewiasty

W 1986 roku radziecki programista Wadim Gierasimow miał zaledwie 16 lat, gdy stworzył pecetowy port „Tetrisa” – gry, która dwa lata wcześniej napisana została przez Aleksieja Pażytnowa z moskiewskiego Centrum Komputerowym Akademii Nauk ZSRR. Posunięcie młodego Rosjanina sprawiło, że „Tetris” szybko dostał się na Zachód i wkrótce doczekał się dziesiątek wersji na inne platformy. Pażytnow niestety nie zarobił na swoim pomyśle dużych pieniędzy – zjawisko praw autorskich w ówczesnym Związku Radzieckim po prostu nie istniało.



Grze w „Tetrisa” towarzyszy charakterystyczna, wesoła nuta. To stara rosyjska ludowa przyśpiewka pod tytułem „Korobeiniki”. Ma ona ciekawą warstwę liryczną, bo traktuje o ulicznym sprzedawcy, który usiłuje zawrzeć z bardzo ponętną dziewczyną układ, w którym ona odda mu się w zamian za odpowiednią ilość towarów z jego kramu. Niewiasta wytrwale odrzuca jego propozycje, ale ostatecznie zgadza się przyjąć od kupca pierścionek i jak można się domyślać – poślubić łasego na jej wdzięki handlarza.


W oryginalnej wersji bohaterowie „Super Mario Kart” upijali się po wygranym wyścigu

Surowa polityka Nintendo doprowadziła do ocenzurowania niezliczonej ilości wspaniałych gier na konsole NES i SNES, wliczając w to „Mortal Kombat”, gdzie okładający się po mordach bohaterowie rozrzucali wokół siebie obfity pot, a nie czerwoną juchę. Włodarze firmy byli tak cięci na wszelkie przejawy prezentowanych na ekranie „brzydkich” zachowań, że przed cenzorskimi nożycami nie ustrzegła się nawet z pozoru tak niewinna produkcja, jak wydany w 1992 roku „Super Mario Kart”.



Ta uwielbiana przez wielu graczy ściganka miała w swoim oryginalnym wydaniu animację, która bardzo nie spodobała się władzom Nintendo. Otóż po wygraniu wyścigu Księżniczka oraz Bowser pojawiali się na ekranie w stanie mocno nietrzeźwym, poprawiając ów stan pitym z gwinta szampanem.



Jako że jednym z punktów regulaminu firmy był kategoryczny zakaz pokazywania jakiekolwiek bohatera pijącego alkohol, scenki te musiały zostać usunięte i zastąpione innymi.



6

Oglądany: 50304x | Komentarzy: 8 | Okejek: 224 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.10

26.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało