Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Serial vs historia - czyli największe błędy „Czarnobyla” od HBO (i to, co zrobił dobrze)

99 434  
343   97  
Katastrofa w elektrowni jądrowej w Czarnobylu miała miejsce 33 lata temu. Mimo upływu czasu jest ona wciąż żywa w wielu z nas. Zainteresowanie fatalną w skutkach awarią dodatkowo wzrosło za sprawą hitowego serialu produkcji HBO, zatytułowanego „Czarnobyl”. Dzieło Craiga Mazina to kawał świetnej roboty, przyznali to zarówno sami widzowie, jak i krytycy. Pojawia się w niej jednak kilka błędów i przeinaczeń, którym postaramy się dzisiaj przyjrzeć. Oto co „Czarnobyl” od HBO robi źle, a co zrobił świetnie.



Uwaga! Ten artykuł zawiera sporo spojlerów. Jeśli więc jeszcze nie widziałeś „Czarnobyla”, najpierw spróbuj nadrobić zaległości, a później wróć tu do nas. Szkoda psuć sobie tak dobrą produkcję, jakich mało w ostatnich latach.

Katastrofa w Czarnobylu była zdecydowanie najgorszą tego typu w dziejach naszego świata. Doszło do skażenia ogromnego obszaru, swoją dawkę promieniowania przyjęło mnóstwo ludzi, z czego część zmarła niemal od razu. Trudno ostatecznie określić rzeczywistą skalę problemu. Być może do dzisiaj wielu mieszkańców Europy ma problemy zdrowotne właśnie w wyniku tego zdarzenia.



W zdecydowanej części serial stanowi niemal idealne odwzorowanie rzeczywistych wydarzeń, jakie miały miejsce w 1986 roku. W kilku miejscach scenarzyści dali się jednak ponieść i nie do końca wiernie oddali pewne elementy całej historii. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy wytropili drobne błędy i je wytknęli.

Jan Haverkamp – starszy ekspert w dziedzinie energetyki jądrowej w Greenpeace – w jednym z wywiadów rzucił nieco światła na kilka istotnych kwestii.

#1. Młody strażak, którego żona była w ciąży, zmarł w szpitalu krótko po wybuchu reaktora



Tutaj akurat scenarzyści nie odeszli od prawdy. Tym strażakiem był Wasilij Ignatenko, a jego żoną Ludmiła Ignatenko. Para miała w planach wyjechać na Białoruś jeszcze tego samego ranka, jednak katastrofa pokrzyżowała ich plany. Wasilij musiał pędzić na wezwanie o godzinie 1:30.

Przed wyjściem obiecał żonie, że obudzi ją, kiedy tylko wróci do domu po całej akcji. Pech jednak chciał, że przyjął zbyt dużą dawkę promieniowania, w wyniku czego zmarł niedługo później w szpitalu.



Ludmiła w tamtym czasie była akurat w ciąży, jednak okłamała dyżurujących w placówce radiologów, aby móc zobaczyć się z mężem. Wasilij ostatecznie zmarł 14 dni później i został pochowany, tak jak pokazano to w serialu, w cynowej trumnie. Żona w trakcie pogrzebu niosła jego buty, ponieważ stopy nieboszczyka były zbyt spuchnięte, aby można było wcisnąć na nie obuwie. Jego mundur również został rozcięty w wielu miejscach, aby dało się założyć go na nabrzmiałe ciało.

Po kilku miesiącach dziecko przyszło w końcu na świat i zmarło 4 godziny po narodzinach.

#2. Helikopter rozbił się krótko po wybuchu reaktora



W drugim odcinku serialu możemy podziwiać spektakularne rozbicie się śmigłowca. Scenarzyści w tym przypadku nie minęli się drastycznie z prawdą, jednak zmienili kilka faktów. Wypadek miał miejsce kilka miesięcy po katastrofie, 2 października 1986 roku, a nie – jak zasugerowano w produkcji – niemal natychmiast po wybuchu.

https://youtu.be/zuNtgYtF4FI
Piloci śmigłowców zdawali sobie sprawę z zagrożenia i dobrowolnie podjęli ryzyko. Ruch powietrza nad otwartym reaktorem był niemożliwy do przewidzenia. Jednak bezpośrednią przyczyną wypadku było zahaczenie wirnika o konstrukcję pobliskiego żurawia.

#3. Płonąca elektrownia emitowała niemal dwukrotnie więcej promieniowania w każdej godzinie, niż bomba zrzucona na Hiroszimę



Jest to ogromne uproszczenie. Obydwie te katastrofy były fatalne w skutkach, jednak trudno ocenić skalę wpływu promieniowania emitowanego przez elektrownię w Czarnobylu. W Hiroszimie mieliśmy sprawę jasną. Każdy mieszkaniec przyjmował daną dawkę promieniowania, która zależna była od miejsca, w jakim znajdował się w chwili wybuchu.

W Czarnobylu sprawa nie jest taka prosta. Potężne dawki promieniowania zostały wysłane do górnych części atmosfery, a następnie rozprzestrzeniły się na ogromnym obszarze. Ludzie byli narażeni na ich zgubne działanie nie tylko bezpośrednio po katastrofie, ale również wiele lat po wybuchu.

#4. Późniejszy wybuch pary mógł sprawić, że ogromna część Europy nie nadawałaby się do zamieszkania



W drugim odcinku, kiedy już wszyscy powoli zdają sobie sprawę ze skali problemu, pojawia się wiele obaw. Jedną z nich jest przedostanie się roztopionego rdzenia do wód podziemnych, w wyniku czego doszłoby do potężnej eksplozji z udziałem pary wodnej, która rozpyliłaby ogromne dawki promieniowania na dużym obszarze.

W serialu wspomina się, że wybuch zmiótłby z powierzchni ziemi wszystkich mieszkańców Kijowa i Mińska. Dodatkowo eksperci uważają, że promieniowanie sprawiłoby, iż Ukraina, Litwa, Łotwa, Białoruś, Polska, Czechosłowacja, Węgry, Rumunia i część Wschodnich Niemiec nie nadawałaby się do zamieszkania przez długie lata.



Haverkamp twierdzi, że to tylko przypuszczenia. Nie było tam wielu pewników i nie wiadomo, czy rdzeń reaktora, w kontakcie z wodami gruntowymi, mógł spowodować choć część wymienionych powyżej zniszczeń. Prawdopodobnie nie. Wszystko zostało znacznie wyolbrzymione na potrzeby produkcji.

#5. Sowieci próbowali używać robotów przy sprzątaniu miejsca katastrofy, jednak ostatecznie posłano tam ludzi



W czwartym epizodzie serialu widzimy mężczyznę, który zrzuca blok napromieniowanego grafitu z dachu elektrowni. To nie fikcja reżyserska. Robotnicy w rzeczywistości zmuszeni zostali do sprzątnięcia aż 100 ton radioaktywnego gruzu, ponieważ roboty nie były w stanie tego zrobić.

W 1990 Jurij Samoilenko – nadzorujący wielkie sprzątanie – przyznał, że władze próbowały zaangażować do całej akcji zdalnie sterowane maszyny. Niestety roboty szybko ulegały uszkodzeniu, ze względu na potężne dawki promieniowania, jakie przyjmowały w krótkim czasie. Nie było więc innego wyjścia i trzeba było do całej akcji włączyć robotników.



Oczywiście można było poprosić o pomoc USA, ponieważ ich roboty były znacznie bardziej zaawansowane i mogłyby sobie poradzić w tych trudnych warunkach, jednak w tamtym czasie napięcie na linii USA – ZSRR było zbyt wielkie, aby żądać jakiegokolwiek wsparcia.

#6. Ulana Chomiuk – fizyk jądrowy – zaangażowana była w wielkie sprzątanie i pomagała w organizacji przedsięwzięcia



Jest to wymysł scenarzystów. Kobieta w ogóle nie istniała, jednak Craig Mazin uznał, że umieszczenie żeńskiego charakteru w tej właśnie roli jest bardzo ważne. Sowieci byli bardzo postępowi w tej jednej kwestii. W dziedzinach takich jak nauka, medycyna itp. działało wiele kobiet i płeć nie grała tam większej roli.

W rzeczywistości to Walerij Legasow – ten, który wiesza się na początku pierwszego epizodu – nadzorował wszystkie prace i nawet sam brał po części w nich udział. Został jednak podmieniony w imię symboliki.

#7. Padł rozkaz strzelania do zwierząt, które stanowiły potencjalne zagrożenie



W epizodzie czwartym mamy do czynienia z 3-osobową grupą, która dostaje zadanie wybicia wszystkich zwierząt w okolicy. Około 36 godzin po katastrofie mieszkańcy pobliskiego miasteczka Prypeć dostali nakaz opuszczenia swoich domów, zabierając tylko najbardziej niezbędne przedmioty. Nie mieli możliwości wzięcia ze sobą zwierząt. Wszystkie one zostały skazane na śmierć.

W ten właśnie sposób zginęło łącznie około 300 bezpańskich psów. Te, które uniknęły eksterminacji, zostały wykończone przez promieniowanie.

Podsumowując – producenci i scenarzyści odwalili kawał świetnej roboty i cały serial ogląda się, dosłownie, jak na szpilkach. Wszechobecne napięcie towarzyszy niemal każdej scenie, a doskonale odwzorowana skala katastrofy daje do myślenia.



Chwała Mazinowi za powołanie do życia tak świetnej produkcji. Dzięki niemu pamięć o Czarnobylu na nowo odżyła w wielu z nas, a młodsze pokolenie poznało przerażającą prawdę.

Na sam koniec warto dodać, że Craig Mazin to ten sam człowiek, który stworzył również m.in. „Kac Vegas” i „Straszny Film 3”. Biorąc jednak pod uwagę to, jak świetny okazał się „Czarnobyl”, można mu chyba wybaczyć błędy przeszłości. Oby tak dalej, panie Mazin, trzymamy kciuki za kolejne produkcje.