Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas

"Ten statek jest martwy" - Kilka słów o Titanicu - Pamiętna noc FINAŁ

36 568  
282   38  
Finał nocy. W końcu dowiemy się jak długo grała orkiestra i co zagrano na samym końcu, jaka była ostatnia wiadomość nadana ze statku i... dowiemy się nieco o (chyba) najsłynniejszych drzwiach w historii kina. Będzie jeszcze jedna krótka cześć poświęcona temu co stało się w następnych dniach po katastrofie oraz dokładne podsumowanie liczby ofiar oraz nieco o współczesnych badaniach wraku.



Druga w nocy

Dwie godziny po północy Titanicowi zostało 20 minut. Woda wdziera się na pokłady w tempie geometrycznym - o ile przez pierwszą godzinę po kolizji zmiany były niemal niewyczuwalne, tak teraz ocean miał coraz więcej nowych dróg, dzięki którym zalewał kolejne pokłady. Po stronie Murdocha pozostała tylko jedna łódź na samym dziobie, oznaczona jako C. Szef stewardów McElroy strzelił kilka razy w niebo żeby odgonić tłum w czasie gdy reszta przypinała łódź do żurawików. Zaczęło się gorączkowe ładowanie pozostałych kobiet i dzieci. Przy ładowaniu pomagał prezes Bruce Ismay. Między nim a Murdochem wywiązała się rozmowa:

- Chce mieć tu więcej kobiet i dzieci!
- To już wszystkie!
- No to teraz mężczyźni...

Prezes nie zastanawiając się wskoczył do łodzi. Ocalił swoje życie, lecz nigdy nie odzyskał dobrego imienia. Prasa za ten czyn nie pozostawiła na nim suchej (heh) nitki, a w kilka następnych dni zmieniła mu imię na Brute (brutal) Ismay. Na zawsze przyległa do niego (nie)sława stereotypowego milionera-złoczyńcy. Sprawę trzeba przedstawić jednak obiektywnie: wiele kobiet zeznawało, że przeżyły ponieważ prezes Ismay wręcz zmuszał je do wejścia do łodzi, kiedy statek wydawał się nienaruszony. Dodatkowo jego zachowanie w czasie katastrofy i w następnych dniach pokazało głębokie załamanie psychiczne, które pozostawiło do końca życia trwały ślad.

Kiedy łódź była opuszczana, statek był już tak bardzo przechylony, że ocierała się ona o burtę przez całą drogę w dół. Boczny przechył wynosi już jakieś 8-9 stopni. W łodzi udało się pomieścić 43 ludzi na 40 możliwych, Murdoch całkowicie już ignorował pierwotne ustalenia. Oprócz Ismaya ratunek znalazł kwatermistrz Rowe i bardzo duża liczba pasażerów trzeciej klasy (z Bliskiego Wschodu). Cały czas trwała ewakuacja z dolnych pokładów. Niezwykły heroizm okazał niepozorny steward William Denton Cox, który wyprowadzał grupy pasażerów na pokład. Zginął, gdyż zamiast się ratować, zszedł po kolejną grupę.

Wygląda na to, że za chwilę Titanic całkowicie położy się na lewej burcie. Chief Wilde i Lightoller kazali przejść pasażerom na prawą burtę, aby nieco zniwelować przechył, pomysł wątpliwie skuteczny... ale w sumie nie można było zrobić nic lepszego...


Telegrafiści nadal siedzą w pokoju Marconiego. Światła w pomieszczeniu mają piekielnie czerwoną barwę, a napięcia jest za mało, aby skutecznie wywołać mocną iskrę. Cicho jak duch pojawił się w pomieszczeniu ktoś jeszcze...

Ten statek jest martwy. Spełniliście swój obowiązek, a teraz weźcie się za siebie i opuście to pomieszczenie!

Bride spojrzał na gościa i w tym momencie pojął grozę całej sytuacji. Nic nie zostało z kapitana słynącego z wesołego charakteru i śmiejących się oczu – twarz Smitha była blada i wychudzona, a oczy puste. Był martwy. Powtórzył jeszcze kilka razy rozkaz „Opuście to pomieszczenie..." i wrócił na mostek. Mimo tego radiotelegrafiści zostali na swoich stanowiskach. Bride założył swój pas ratunkowy i próbował nakłonić do tego Phillipsa, lecz ten był pochłonięty pracą. Młodszy radiotelegrafista poszedł do kajuty i zaczął opróżniać ją z rzeczy osobistych.

Pięć minut po drugiej w nocy woda wlewa się na promenadę pokładu B. Światła już nie palą się ciepłą żółtą barwą jak każdego wieczoru – są krwistoczerwone. Lightoller opuszcza łódź Engelharta oznaczoną jako D. Jest to ostatnia łódź spuszczona na żurawikach. Jest pewna mroczna i smutna historia związana z tą łodzią: pewien człowiek przedstawiający się jako Louis Hoffman wsadził do łodzi dwóch małych synów (3 i 2 lata) nazywanych Lolo i Momon. Sam jednak nie znalazł miejsca i zginął. Kiedy synowie zostali uratowani okazało się, że nie mówią po angielsku i odnalezienie rodziny jest prawdopodobnie niemożliwe. Dzieci stały się sławne jako ''sieroty z Titanica'' i pasażerka pierwszej klasy Margaret Hays zaopiekowała się nimi. Dzięki nagłośnieniu ich historii znaleziono w Europie prawdziwą matkę i ich historia okazała się sensacją:

Louis Hoffman wcale nie był Louisem Hoffmanem, a jego prawdziwe imię to Michel Navratil. Pochodził on z Austro-Węgier i był w separacji z żoną. Porwał on synów i uciekał pod przybranym nazwiskiem przez całą Europę, a następnie Atlantyk, aby zacząć nowe życie z synami w Ameryce. Góra lodowa zniszczyła te marzenia. Starszy syn zapamiętał ostatnie słowa ojca:

Moje dzieci, kiedy wasza matka przyjdzie po was - a na pewno to zrobi - powiedzcie jej, że kochałem ją mocno i nadal kocham. Powiedzcie jej, że spodziewałem się, że będzie za nami podążać, i mogliśmy żyć razem w pokoju i wolności w Nowym Świecie.


Czasami prawda jest bardziej zaskakująca od dziennikarskiej sensacji.

Żurawiki zablokowały się w momencie kiedy dziób łodzi dotknął wody. W tej ostatniej chwili do łodzi wskakują z pokładu spacerowego Hugh Woolner i Mauritz Håkan Björnström-Steffansson. Lightoller początkowo chciał ich zatrzymać, ale odpuścił - w tym momencie zorientował się, że jest to już koniec. Nie ma już łodzi, a on i wszyscy na statku zaraz zginą, więc pozostało im tylko życzyć szczęścia. Nie było potrzeby odblokowywać żurawików – podnosząca się z każdą chwilą woda uwolniła łódź.

Teraz zaczyna się bardziej tajemnicza cześć katastrofy – na pokładzie zostaje około 1550 osób, z czego przeżyje zaledwie kilkadziesiąt, więc już nie mamy stuprocentowej wiedzy aby stwierdzić co się dokładnie wtedy działo.

Zapaliła się ostatnia iskra nadziei – zorientowano się, że przecież są jeszcze dwie składane łodzie Engelhardta na dachu kajut oficerskich. Problem w tym, że zainstalowano je po to, aby usatysfakcjonować wymagania Brytyjskiej Izby Handlu i nie przewidziano takiej sytuacji, aby te łodzie były kiedykolwiek przydatne - nie miały żadnego systemu opuszczania i wodowania.

Tymczasem w eterze:
- Baltic – MBC ( Baltic) do MCE (Kanadyjska Baza Cape Race): Sygnał od MGY (Titanica) słaby. Czy ktoś ma jakieś wiadomości o MGY?
- Baza Cape Race – MCE do MBC: Nie, od pół godziny nie mamy żadnych wieści. Prawdopodobnie nie ma już dostatecznie energii.
- Titanic – CQD DE MGY, CQD DE MGY, CQD .... (pomocy, Titanic, wiadomość powtórzona około 7 razy) TONIEMY PIORUNEM, PASAŻEROWIE UMIESZCZENI W SZALUPACH, WODA W KOTŁOWNIACH!
- Virginian - MGY, nie słychać cię, użyj awaryjnej baterii!
Titanic: CQD SOS MGY, CQD SOS MGY, CQD...
...
...
...

Cisza. Siedem minut po drugiej w nocy radiostacja ostatecznie przestała nadawać. Ostatnia iskra nadziei...

Iskra zgasła.

Po zapakowaniu rzeczy i pieniędzy Bride wyszedł z kajuty i zobaczył osobliwą scenę: Phillips był tak pochłonięty nadawaniem wiadomości, że nie zauważył nawet, iż radio nie działa, a od tyłu zakradł się jakiś człowiek, który próbował ukraść jego pas ratunkowy. Telegrafista zareagował błyskawicznie i zaatakował go. Phillips w tym momencie wyrwał się z transu i i również zaczął obijać niedoszłego złodzieja. Kiedy ten już leżał nieprzytomny, Jack i Harold doszli do konkluzji: nie było już po co zostawać, radio było martwe - tak jak ten statek. Wybiegli na pokład po stronie Lightollera. Łodzi na pokładzie już nie było, za wyjątkiem tych na dachu kajut oficerskich. Tutaj ich drogi się rozdzieliły – Bride dołączył do ludzi ściągających łódź B, a Phillips pobiegł razem z tłumem na rufę. Więcej już go nikt nie widział.

Przemieszczenie ludzi na prawą burtę niewiele dało – statek jest nadal bardzo mocno przechylony. Pod kwaterami oficerów ustawiono rampy z wioseł i desek, na których mają zjechać na pokład składane łodzie Engelhardta. Łódź na prawej burcie zjechała prawidłowo, lecz ta na lewej ze względu na duży przechył statku spadła na pokład do góry dnem!

Tu dochodzimy do dość tajemniczego i dramatycznego wydarzenia: domniemanej strzelaniny i samobójstwa jednego z oficerów. Na prawej burcie do łodzi A, która prawidłowo zjechała z dachu, marynarze natychmiast przyczepili żurawiki i zaczęli zmagać się z przechyłem, aby dosunąć łódź do krawędzi burty. Na promenadzie w odległości paru metrów zgromadził się kilkusetosobowy tłum, który był gotów rzucić się na łódź. Jedyną barierą między tłumem a łodzią był jeden z oficerów, mierzący do tłumu z rewolweru. Oddał prawdopodobnie dwa strzały ostrzegawcze w powietrze i przepuszczał jedynie kobiety i dzieci. Ostatecznie jednak tłum ruszył, a oficer zastrzelił dwóch ludzi, ''Włochów'' (nie wiadomo, czy faktycznie byli to Włosi, bowiem w tamtych czasach takim mianem Brytyjczycy określali... tchórzy). Oficer stał wstrząśnięty nad ofiarami... odwrócił się do swoich ludzi, oddał wojskowy salut i zastrzelił się. Jego ciało wypadło za burtę.


W wizji Camerona to oficer Murdoch popełnił samobójstwo. Ale jaka jest prawda? Tego do końca nie wiemy...

Nie wiadomo, kim był ten oficer. Najbardziej prawdopodobne opcje to pierwszy oficer William Murdoch, chief Henry Wilde lub nawet kapitan Smith. Czy możemy coś ustalić na ten temat?

Zacznijmy od chiefa. Co przemawia za nim? Wilde jakoś umknął świadomości świadków i niewiele wiadomo co robił w czasie ostatnich minut katastrofy, istnieje co najmniej kilka rażąco różnych relacji. Raz mówiono, że palił cygaro na mostku, w innej relacji żegnał się z Lightollerem na dachu kajut oficerskich, według jeszcze innej wersji dopłynął do odwróconej łodzi B, ale nie zdołał na nią wejść, pojawiła się również wersja o samobójstwie. Dodatkowo dwa lata wcześniej stracił żonę, co mogło pchnąć go do ostatecznego kroku. Teza ma również sporo słabych stron – samobójstwo Wilde'a pojawiało się w dość wątpliwych relacjach pośrednich, lata po tragedii. W zeznaniach świadków częściej pojawiał się na lewej burcie, a nie prawej, i przede wszystkim – miał czwórkę dzieci, które wychowywał samotnie, więc miał dobry powód, żeby walczyć o życie. Jest jednak coś, co go może łączyć z tą strzelaniną – jako jedyny miał za sobą służbę w marynarce, więc salut wojskowy by pasował akurat do niego.

Kapitan z kolei był widziany po raz ostatni na mostku. Jego stan psychiczny mógł pchnąć go do samobójstwa, lecz jest wysoce nieprawdopodobne, żeby próbował powstrzymywać napierający tłum. Według ostatnich najpewniejszych relacji pochodzących od kilku osób kapitan został na mostku, póki ocean go nie zabrał. Tak opisał to pasażer I klasy Robert Daniel:

Kapitan Smith był największym bohaterem jakiego znałem. (...) Widziałem Kapitana Smitha na mostku. W ręce trzymał megafon, próbując przebić się przez hałas. Zawiesiłem na nim wzrok. Pokład, z którego skoczyłem zanurzał się. Woda podnosiła się powoli i znajdowała się już na podłodze mostka. Po chwili sięgała kapitanowi do pasa. Więcej go nie ujrzałem. Zginął jak bohater.

Co do samobójstwa, w innym wywiadzie powiedział:

Nie byłem dalej niż dziesięć stóp (od kapitana; około 3 metrów). Nie wierzę w historię, że kapitan Smith pozbawił się życia. Utrzymał się na stanowisku do samego końca. Był dzielnym człowiekiem.

Steward Edward Brown zeznając przed Brytyjską Komisją opisał tę scenę dokładnie tak samo jak Daniel - kiedy Brown pracował z innymi ludźmi przygotowując łódź Engelhardta, Smith według stewarda powiedział przez tubę:

A zatem, chłopcy, zróbcie jak najlepiej dla kobiet i dzieci i ratujcie się.

Co nam pozostało? Najprawdopodobniej to oficer Murdoch popełnił samobójstwo. Jego postać pojawia się najczęściej w zeznaniach dotyczących strzelaniny, z jego pozycji były słyszane strzały, był bezdzietny i prawdopodobnie przytłoczony tym wszystkim – tym, że zastrzelił dwóch ludzi, że setki innych niedługo zginą, a mógł uratować dziesiątki więcej, gdyby od początku ładował łodzie do pełna, i że to on prowadził statek w momencie kolizji. Cameron jednak zrobił bardzo złą rzecz. Pokazał Murdocha jako łapówkarza i mordercę. Samo pokazanie zmyślonego łapówkarstwa było wyjątkowo obrzydliwe. A co do strzelaniny... co Murdoch mógł zrobić? Ludzie przestali już kompletnie zwracać uwagę na strzały ostrzegawcze. Gdyby wtedy nie strzelił, ludzie rzuciliby się na łódź i ją zatopili, nie dając szans nawet tym kilku osobom...

A orkiestra, która grała
Do tej chwili gra

Nie pamiętam momentu, w którym orkiestra przestała grać. Grali bardzo długo, ale nie pamiętam kiedy przestali - Steward Brown.

Niesamowita noc. Owszem, bywały większe tragedie w historii, w tym większe katastrofy morskie, ale żadna nie była tak niesamowita, aby otrzymać własną oprawę muzyczną. Najbardziej niezwykły koncert siłą rzeczy zbliżał się do końca... co zagrano na sam koniec?

Jednym z największych mitów była kwestia ostatniego utworu. Najbardziej znana historia mówi, że końcowym utworem był Nearer my God, to Thee (Bliżej Ciebie być chcę). Tę wersję widzieliśmy w chyba każdej ekranizacji katastrofy.

Jest sporo argumentów za tym, że jest to jedynie legenda; po pierwsze pasażerowie, którzy twierdzili, że to była ta pieśń, opuścili statek dużo wcześniej, więc nie mogli jej wyraźnie słyszeć. Drugim argumentem jest to, że wielu pasażerów zdecydowanie zaprzeczało, by tego typu melodia była grana. Logicznie uargumentował to pułkownik Archibald Gracie, który przeżył katastrofę i wydał bodajże pierwszą książkę na jej temat. Otóż stwierdził on, że tego typu pieśń nie była grana, ponieważ grano linie lekkie i wesołe i nie grano nic ponurego, aby nie pogłębiać paniki. Trzeci argument – ta pieśń ma kilka wersji znacznie różniących się od siebie. Pierwotna wersja powstała jako hymn unitarian w 1841 roku. Druga wersja, która jest najpopularniejsza na całym świecie, to melodia ''Bethany'' z 1856 i to właśnie ją widzieliśmy w filmie Camerona. W Anglii zaś najbardziej znana jest wersja z roku 1861 ''Horbury'', a w końcu w roku 1872 metodyści wypuścili własny cover ''Propior Deo''. Sam Wallace Hartley był metodystą, więc Propior Deo byłoby najbardziej prawdopodobną wersją.

Propior Deo w wykonaniu Scottish Festival Singers

Jednakże prawdopodobnie jeszcze coś innego mogło być grane. Przy odwróconej łodzi znajdował się Bride. W tej sytuacji był niezwykle zaskoczony faktem, że orkiestra gra dalej mimo paniki na pokładzie. Bride z racji zawodu telegrafisty był obdarzony dobrym słuchem i na śledztwie stwierdził, że orkiestra na samym końcu grała melodię ''Jesień''.
Najprawdopodobniej chodziło mu o piosenkę skomponowaną w roku 1907 przez Archibalda Joyce'a o nazwie ''Songe d'Automne'' (Sen o jesieni). W dodatku ta melodia faktycznie figurowała w repertuarze orkiestry. Niewykluczone jednak, że zarówno ''Sen'', jak i ''Propior Deo'' były grane tamtej nocy. Prawdę zna jedynie ocean.

Songe d'Autumne; Archibald Joyce 1907

Około 2:12

Zaczęło dziać się coś dziwnego ze statkiem. Woda dosięgnęła do mostka, lecz zamiast zanurzać się dalej, liniowiec z jakiegoś powodu zaczął niwelować boczny przechył, prawdopodobnie wskutek zalania pomieszczenia jadalni I klasy albo jakiegoś innego dużego pomieszczenia.

Zaczął się ostatni akt: statek zaczął ponownie zapadać się w czarną toń. Woda brutalnie zaczęła wlewać się na pokład łodziowy przez barierę łączącą mostek i jego skrzydła. Ludzie rzucili się na odwróconą łódź, a po drugiej stronie z przerażeniem zorientowano się, że szalupa prawidłowo ściągnięta z dachu została już przyczepiona do żurawików i teraz trzeba ją odczepić, aby nie poszła na dno razem z liniowcem. W panice zaczęto ciąć liny nożem, McElroy próbował odstrzelić liny rewolwerem. Co gorsza, fala zmyła wszystkich, którzy już byli w łodzi! Prawie 1500 ludzi w przerażeniu spróbowało ucieczki na rufę, trudniejszej z każdym metrem, gdy statek coraz bardziej się przechylał. Łodzie zaczęły unosić się na wodzie, a Bride miał pecha – nie mógł oprzeć się fali przelewającej się przez pokład i został wciągnięty pod odwróconą łódź! Przecięto liny w drugiej szalupie, a ta wyskoczyła z wody na prawie metr jak korek. Pusta zaczęła płynąć wzdłuż promenady pchana falą.

Wróćmy jeszcze na moment do śmierci kapitana Smitha. Istnieje powszechne przekonanie, że według prawa morskiego kapitan ma obowiązek zostać na pokładzie, póki wszyscy inni nie będą bezpieczni poza statkiem, tzw. zasada ''kapitan schodzi ostatni'', lub w bardziej radykalnej formie ''kapitan idzie na dno ze statkiem''. Nie jest to jednak prawda. Kapitan owszem, ma obowiązek ratować ludzi na pokładzie, ale w ramach zdrowego rozsądku - przykładowo nie ma obowiązku zostawania na pokładzie, jeśli niemożliwe jest udzielenie pomocy innym lub gdyby przez to naraził więcej osób (np. przez opóźnienie ewakuacji). W rzeczywistości zasada ''kapitan schodzi ostatni'' jest rodzajem rycerskiego kodeksu morskiego. Nie jest to spisana zasada, lecz pewien ideał, zazwyczaj niestosowany. Smith miał pełne prawo się ratować i nie groziłyby mu żadne konsekwencje ani za ratowanie siebie, jak i za utratę statku, ponieważ ani on, ani jego ludzie nie zrobili niczego, co naruszałoby ówczesne zasady komunikacji i bezpieczeństwa. Smith postanowił jednak wziąć na siebie całą winę. Nie wiadomo, co się z nim stało. Nie ratował się, nie założył pasa ratunkowego, a ostatni raz był widziany na mostku. Jego ciało nigdy nie zostało odnalezione. Być może faktycznie zgodnie z sugestią Camerona Smith zamknął się w pomieszczeniu sterowni na mostku.

Lightoller znalazł się w wodzie, podobnie jak wszyscy pozostali oficerowie, którzy jeszcze byli na pokładzie. Początkowo zamierzał płynąć w stronę bocianiego gniazda, do którego sięgała woda, ale szybko zorientował się, że to bezcelowe. Nagle został wciągnięty pod wodę i mógł już tylko robić rachunek sumienia. Zassał go jeden z wywietrzników kotłowni, który na szczęście był zasłonięty kratą, ale i tak niemożliwe było przeciwstawienie się ogromnemu strumieniowi zasysanej wody. Nagle – cud. Z trzewi liniowca uwolnił się wielki pęcherz gorącego powietrza, który wypchnął Lightollera na powierzchnię. Mimo tego gorzej nie mogło już być.


A jednak! Czarne stalowe liny podtrzymujące wielki komin zaczęły zrywać się z mocowań. Wielki komin runął na prawe skrzydło mostka. O dziwo, niewielu zauważyło ten upadek – co pokazuje skalę paniki i ciemności, jaka wtedy panowała. Komin zabił wielu ludzi, jednocześnie ratując innych – fala wywołana upadkiem odepchnęła dwie łodzie Engelhardta z dala od statku, dzięki czemu nie zostały zassane przez wrak. Wśród domniemanych ofiar upadku znajdował się J.J. Astor, najbogatszy pasażer statku.


Lightoller znowu zaczął iść na dno – tym razem przez rewolwer w kieszeni. Wyrzucił więc go i złapał się deski wyrwanej z pokładu chyba przez upadający komin. W ciemności znalazł odwróconą łódź. Tymczasem fala pochłaniała kolejne metry pokładu łodziowego i kolejnych ludzi. Dotarła już do miejsca, gdzie znajdowało się najwyższe pomieszczenie wielkich schodów, tam gdzie na półpiętrze znajdowała się płaskorzeźba Honor i Chwała. Delikatne drewniane ramy okien pomieszczenia nie miały prawa oprzeć się żywiołowi, po kolei pękając i wciągając do wnętrza ludzi pływających w okolicy. Kiedy woda sięgnęła świetlika, który z góry chronił wielką kopułę, ten zapadł się, a wraz z nim wielka kopuła. Powstał ogromny wir, który wciągał kolejne ofiary.

Prawdopodobnie doszło też do ciekawego zjawiska – wielkie schody nie były jakoś szczególnie mocno przymocowane do reszty statku, w zasadzie w miejscu trzymał je ich własny ciężar. Teraz w wodzie zaczęły zrywać się i wypływać przez rozbitą kopułę. Obecnie wielka klatka schodowa to tylko pusty szyb.

Rekonstrukcja na potrzeby gry Titanic: Honor & Glory

Z drugiego komina strzelił snop iskier, prawdopodobnie uciekające powietrze z kotłowni zassało resztki żaru z kotłów albo ciśnienie zapaliło pył węglowy. Po chwili komin podobnie jak pierwszy runął, zabijając kolejnych ludzi. Rufa unosiła się ku niebu i ci co dotarli na jej sam koniec mogli już jedynie modlić się i otrzymywać rozgrzeszenie od księdza Thomasa Bylsa.


Blade, czerwone światła liniowca zamigotały po raz ostatni i zgasły na zawsze. Prawdopodobnie jeszcze tylko kilka świateł paliło się na rufie, gdyż pracował generator awaryjny. Statek był już niemal tylko konturem na tle ciemnego nieba. Musimy sobie zdać sprawę z jednego faktu: to wyglądało zupełnie inaczej jak na filmie Camerona – tam widzieliśmy piękny, oświetlony liniowiec, a po zgaśnięciu świateł nadal wszystko było dobrze widoczne. Tyle że to zupełna nieprawda, wszystko wyglądało bowiem jak obraz pędzla Alphonsa Alasa. Bitwa Murzynów w jaskini późną nocą!

Woda rozrywała drewniane ściany i panele, a z wywietrzników, okien i innych szczelin zaczęły strzelać w górę kilkumetrowe gejzery, gdy kolejne bąble powietrza były wypierane przez wodę z wnętrza statku. Gdzieś z głębi martwego liniowca wydobyły się cztery głośne odgłosy eksplozji, które przez wiele lat były utożsamiane z eksplozjami kotłów i snopem iskier z drugiego komina. Prawda była inna...

Kadłub liniowca odkształcał się, nie mogąc wytrzymać nienaturalnego położenia rufy. W tym momencie cała konstrukcja jest pochylona o jakieś 12-15 stopni. Deski na pokładzie zaczęły z hukiem pękać, a po chwili cały kadłub z jazgotem zaczął się rozrywać jak kartka papieru, zaczynając od najwyższego pokładu aż po samo podwójne dno. Z przerwanej rury przesyłowej uwolniła się para, która wzbiła się w powietrze, tworząc płaski obłok nad wrakiem. Z powodu przełamania kadłuba ostatnie dwa kominy straciły stabilność i również runęły, ostatni komin-atrapa runął na pokład w odwrotną stronę jak poprzednie, do tyłu. Rufa opadła na wodę i wróciła do pierwotnego położenia. Najdziwniejszy w tym wszystkim był fakt, że awaryjny generator nadal pracował i niektóre światła nadal się paliły. Statek jeszcze nie przełamał się całkowicie – najsolidniejsza cześć kadłuba, podwójne dno nadal łączyło dziób i rufę. Piękny liniowiec, prawdziwy cud inżynierii był już tylko ruiną. Ta dziwaczna scena trwa około minuty – wśród rozbitków na łodziach, którzy widzieli przełamanie, pojawiła się płonna nadzieja. A co jeśli rufa utrzyma się na wodzie? Może ludzie na niej przeżyją, póki pomoc nie dopłynie?


Rufa nie mogła zbyt długo utrzymać się na wodzie i zaczęła ponownie unosić się, uprzednio pociągnięta przez dziób. Na pokładzie rufowym w słabym świetle lamp olejnych i nielicznych działających świateł tłoczyli się pozbawieni nadziei ludzie. Rufa ustawiła się niemal do pionu i zaczęła powoli zanurzać się. Kiedy zniknęła pod wodą, z głębin wystrzeliły ogromne gejzery uwolnionego z kadłuba powietrza. Herbert Pitman obserwował wszystko ze swojej łodzi z zegarkiem w dłoni i powiedział:

Jest godzina druga dwadzieścia rano.


Lecz prawdziwy horror miał dopiero nadejść...

W wodzie pływało wszystko. Tekowe deski wyrwane z pokładu, krzesła i leżaki z pokładów spacerowych, drewniane panele z salonów I klasy, fragmenty drewna korkowego, które stanowiło izolację chłodni, palmy z pokładu A, fragmenty mebli... i ludzie.

Około 1200-1400 osób, które nie poszły na dno we wnętrzu statku, teraz znalazło się w zabójczo lodowatej wodzie. Ich krzyk roznosił się teraz w lodowatym powietrzu, tak jak resztki pary...


Przed 700 rozbitkami na łodziach pojawił się najgorszy dylemat jaki można sobie wyobrazić: wracać i ratować ich ryzykując przeładowanie i wywrócenie łodzi czy czekać. Wielu z tych w wodzie było przecież ich przyjaciółmi, mężami i synami.
Na łodzi numer 6 doszło do kolejnego starcia między Molly Brown a Hitchensem.

Na odwróconej łodzi zaczęto zastanawiać się co robić dalej. Ich sytuacja była z każdą chwilą coraz gorsza – kieszeń powietrza pod łodzią robiła się coraz mniejsza i łódź zanurzała się coraz głębiej. Lightoller zachował jednak... hmm... zimną krew? Kazał tak poprzemieszczać się ludziom na łodzi, aby jednocześnie tracili jak najmniej ciepła i jednocześnie łódź była równo wyważona, aby nie tracić więcej cennego powietrza pod nią. Plan zadziałał, jednak dalej nie byli w stanie zrobić nic więcej. Ktoś zaproponował, że w sumie najlepszym rozwiązaniem teraz była byłaby modlitwa. Okazało się, że niemal wszyscy są różnego wyznania - byli metodyści, katolicy, prezbiterianie, członkowie kościoła episkopalnego, a sam Lightoller był członkiem Stowarzyszenia Chrześcijańskiej Nauki. Kompromisowo zdecydowano się na odmawianie Modlitwy Pańskiej.

Łódź A nadal znajdowała się w pobliżu miejsca, gdzie statek poszedł na dno. Pusta, bowiem pierwotni pasażerowie zostali zmyci przez falę, kiedy sama łódź została zmyta z pokładu. Teraz najbliżsi rozbitkowie zaczęli płynąć w jej kierunku. Około 15 ludzi zdołało wejść albo przynajmniej uczepić się łodzi, w tym Rhoda Abbot, pasażerka trzeciej klasy i jedyna kobieta, która przeżyła będąc na statku po opuszczeniu łodzi D. Niestety dla niemal połowy z tych ludzi znalezienie łodzi wcale nie oznaczało znalezienia ratunku. Jeden po drugim zaczęli umierać z wychłodzenia.

Jedną z pierwszych łodzi, która zaczęła ratować ludzi w wodzie była czwórka, która odbiła jako jedna z ostatnich po ponad godzinnym wiszeniu na żurawikach. Dokładnie nie wiadomo ilu ludzi wyciągnięto (około 6 lub 7), bo później przeniesiono na nią ludzi z innych łodzi. Niestety dla wielu wyciągniętych również było za późno.

W łodzi numer jeden Duff-Gordonowie obserwowali horror w towarzystwie kilku palaczy i swojej pokojówki. Kobiety zaczęły niesmaczną w tym kontekście rozmowę na temat utraconych ubrań. Jeden z palaczy włączył się do niej, a sir Cosmo próbował jakoś przerwać tę żenadę:

- No a wy pewnie też straciliście wszystko?
- Oczywiście, w dodatku od dzisiaj linia White Star nie będzie wypłacała nam pensji.

Cosmo okazał gest i zadeklarował, że pokryje palaczom wszelkie poniesione straty, w tym też te wynikające z utraty zarobków. Ta deklaracja stała się źródłem skandalu – Duff-Gordonowie mieli różnych rywali (wszak arystokrata bez osobistego wroga to dupa, nie arystokrata), którzy wykorzystali tę historię tworząc złośliwe plotki o tym, że w rzeczywistości Cosmo zaproponował łapówkę, aby palacze nie próbowali ratować ludzi w wodzie.

Zimną krew zachował Lowe. Może i miał wujowy charakter, ale dzięki temu świetnie sobie radził w tej sytuacji – trzymał wtedy ludzi twardą ręką. W ciemności zaczął łączyć swoją łódź z innymi i przenosić ludzi, aby stworzyć wielką konstrukcję i płynąć nią, aby ratować ludzi w wodzie. W czternastce pozostała jedna starsza kobieta, którą oficer poprosił o przejście. Spojrzał na nią i zobaczył, że to wcale nie kobieta, lecz David Buckley... Wiecie już co to oznaczało?

Jeszcze przez wiele lat po katastrofie Lowe miał nietypowe hobby – z wielką satysfakcją zbierał artykuły prasowe o ''zapijaczonym i chorym na wściekliznę oficerze z Titanica'' (szczególnie bawiła go teza o pijaństwie, jako że sam był abstynentem). Buckley zaś trochę się zmienił - w czasie pierwszej wojny zgłosił się na ochotnika do Amerykańskiego Korpusu Ekspedycyjnego i popłynął na front europejski. Zginął ratując innego żołnierza niecały miesiąc przed zakończeniem walk. Gdybyśmy tylko znali powód jego głębokiej zmiany...

Lowe przeliczył się z czasem – kiedy w ciemności znalazł szczątki i resztę pasażerów, z przerażeniem zobaczył, że większość ludzi już nie żyła. Woda miała minus dwa stopnie, co wystarczyło, żeby przeciętny człowiek zmarł w mniej jak kwadrans, a jemu zorganizowanie łodzi zajęło około pół godziny!. Zapewne wielu ludzi umarło bardzo szybko przez sam kontakt z wodą w wyniku szoku termicznego. Pierwszą wyłowioną żywą ofiarą był William F. Hoyt, biznesmen z pierwszej klasy. Z nosa i uszu ciekła krew – wygląda na to, że Hoyt został wciągnięty głęboko pod wodę, a następnie wypłynął dzięki kamizelce. Niestety w wyniku gwałtownych zmian ciśnienia zmarł zaraz po wyciągnięciu z wody.

Następnym wyciągniętym z wody był steward Stewart. John Stewart. Jedna z ostatnich niedoszłych ofiar przeżyła pływając na drzwiach, był to... Chińczyk, prawdopodobnie jego nazwisko brzmiało Fang Lang. Uratowano też ludzi na odwróconej łodzi, wśród nich Lightollera, Brida (który zdołał wypłynąć po paru minutach spędzonych pod łodzią), szefa piekarzy Joughina, pułkownika Graciego. Kilku niestety zmarło. Istnieje pewien mit, że wśród tych co zmarli na łodzi znajdował się Jack Phillips. Uratowano również tych, co przeżyli na drugiej łodzi.

Kojarzycie może ten kawałek drewna? Zdradzę wam kilka szczegółów: Tak, te ''drzwi'' istnieją naprawdę. Zostały znalezione na oceanie kilka miesięcy po katastrofie i znajdują się obecnie w Muzeum Morskim w Halifaxie. Kolejny fakt: te drzwi.... nie są drzwiami. To panel nadproża pochodzący z nadproża drzwi salonu I klasy.

Po trzeciej w nocy Lowe stracił wszelką nadzieję na znalezienie kogokolwiek żywego. W milczeniu, pod rozgwieżdżonym niebem, 712 ludzi czekało na cud... Niebo było teraz kryształowo czyste. Bez świateł wielkiego liniowca liczne spadające gwiazdy stały się teraz widoczne jak na dłoni.

Każda noc ma swój kres, nawet tak mroczna jak ta. Wraz z pierwszymi promieniami świtu 15 kwietnia 1912 roku na horyzoncie pojawiła się zielona flara... Carpatia dotarła do celu.

Lista poprzednich części:
Budowa i Bezpieczeństwo
Próby Morskie i Wypłynięcie
Podróż do Francji i Irlandii
Podróż przez Atlantyk
Pamiętna Noc I
Pamiętna Noc II
Pamiętna Noc III

Oglądany: 36568x | Komentarzy: 38 | Okejek: 282 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało