Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Nie każdy może mieć brodę - barber mówi wszystko, co powinniście wiedzieć o zaroście

152 289  
242   117  
30 czerwca 2016, Open'Er. Publiczność dzieli się na dwa obozy. Z jednej strony tysiące fanów oglądają koncert Red Hot Chili Peppers, z drugiej zainteresowani ćwierćfinałowym meczem Euro między Polską a Portugalią gorączkowo przeżywają dogrywkę. Nie wszyscy jednak są tak zdeklarowani - spora część facetów beznamiętnie stoi w kolejce do, swoją drogą całkiem nietaniego, festiwalowego barbera.


Ta (jak najbardziej autentyczna) anegdotka doskonale pokazuje, że potrzeba posiadania ogarniętego owłosienia na głowie i twarzy pnie się wśród mężczyzn coraz niżej w piramidzie Maslowa. Nawet jeśli dzieje się to w niezbyt rozsądnych okolicznościach...

Broda już chyba nawet nie jest popkulturowa. Broda stała się standardowym elementem codzienności, a czasami nawet zaczęła wyskakiwać z lodówki. Wystarczy zobaczyć dowolny blok reklamowy - ilość zarośniętych facetów zachwalających margaryny, leki na potencję czy jogurty doskonale świadczy o popularyzacji wizerunku drwala - choć ponoć ten trend już od roku nie jest do końca aktualny. O brodzie powstają książki i piosenki. R.A.U. w „Monice Brodce” zachwalał posiadanie solidnej sierści:

Na wąsiskach mam pianę jak rasowy Bawarczyk
I jak rasowa Bawarka nie używam golarki




Nie sposób przeoczyć też „Barber Core” Casteta, który celnie wyśmiał przerost mody nad treścią nawet wśród środowisk, wydawałoby się, zaangażowanych.

Przyjść na koncert do fryzjera
Taki lans jest kurwa teraz


https://castet.bandcamp.com/track/barber-core

Nawet dalekie od siebie obozy polityczne - zarówno Janusz Korwin Mikke, jak i Donald Tusk w ostatnim czasie zaprezentowali nowe, bardziej zarośnięte, oblicze swoich twarzy. Bo nie da się zaprzeczyć faktowi, że broda to spoko wynalazek. Nosząc ją możemy mieć świadomość, że znajdujemy się w doborowym towarzystwie: żeby wymienić chociażby Jezusa, Fiodora Dostojewskiego, Jima Morrisona, Ernesta Hemingwaya, Jamesa Hardena - wyliczankę można byłoby kontynuować przez długie godziny.

Ale czym tak naprawdę jest zawód barbera i na co należy zwrócić uwagę przy zarastaniu, żeby nie przypominać kloszarda? O szczegóły tej profesji i kwestie prawidłowego ogarniania szczeciny spytałem golibrodę z czternastoletnim doświadczeniem - Mateusza Wilkańca, właściciela salonu Dzik.



Na początek kwestia terminologii. Jak prawidłowo powinno się nazywać twój zawód?

Tak typowo po polsku to fryzjer, ewentualnie znany z dawnych czasów golibroda. Barber to natomiast ogólnie przyjęta na całym świecie zangielszczona nazwa pracownika męskich salonów. Ale jako rzemieślnik nie zwracam większej uwagi na tę terminologię.

Czy to tak wyspecjalizowany rodzaj profesji jak - zachowując odpowiednie proporcje - dentysta wśród lekarzy? Podjąłbyś się zrobienia damskiej fryzury na wesele?

Kiedyś obcinałem i mężczyzn, i kobiety. Dziś zajmuję się tylko facetami, ponieważ z nimi pracuje się trochę lepiej (śmiech). Salon, który obecnie prowadzę, jest pewnego rodzaju azylem dla panów - kobiety mają mnóstwo dedykowanych tylko dla siebie miejsc, w których mogą się zafarbować czy zmienić fryzurę. Jeśli jednak jakaś pani chce przyjść ze swoim chłopakiem czy mężem, zapraszam - ale na fotel jej nie przyjmę. Wszystko zależy jednak od indywidualnych predyspozycji - niektórzy nie ograniczają swoich usług ze względu na płeć. Uważam jednak, że lepiej jest ukierunkować się w konkretną stronę. Łatwiej się wtedy skupić na efektywnej pracy.

Jakie są największe trudności i niewygody pracy barbera?

To nie jest ciężka robota. Uciążliwe dla pleców jest stanie przez cały dzień, czasami od nożyczek robią się odciski na dłoniach. Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić, jakbym siedział cały dzień przy biurku, to też bolałyby mnie plecy.



Od kiedy w Polsce widać zwiększenie zainteresowania zapuszczaniem brody?

Mniej więcej sześć lat temu pojawił się trend na barbershopy. Faceci zaczęli mieć wtedy większą świadomość dbania o włosy i brody. Bo brody były zawsze, ale takie... kloszardowskie (śmiech). Roztrzepane, niepoprzycinane - ewentualnie niedbale wyrównane w domu. W tej chwili barbershopy to już nic ekstrawaganckiego. Co nie zmienia faktu, że nadal jest mnóstwo osiedlówek, w których goli się maszynką.

Czy każdy może zapuścić brodę?

Każdy może spróbować, ale nie każdemu się uda. Zarost zarostowi jest nierówny - niektórzy mają go mniej, niektórzy więcej. Te braki, plamy i prześwity najczęściej wyglądają po prostu głupio i nieestetycznie.

Co zrobić, jeśli nasz zarost jest rzadki i mało efektowny? Są jakieś triki na zagęszczenie brody czy chociażby zakrycia ubytków w owłosieniu na twarzy?

To zależy, jak rzadka jest ta broda. Nie da się jej przeszczepić czy nasmarować czymś, co w cudowny sposób ją zagęści. W niektórych barbershopach praktykuje się dziwne zabiegi jak farbowanie skóry, co ma stwarzać iluzję zarostu. Uważam, że to niepotrzebne - stawiam na naturę.

Czym powinniśmy czesać brodę?

Każdy brodacz powinien zaopatrzyć się kartacz - dobrze wydrapującą szczotę do wyczesywania, najlepiej z naturalnego włosia dzika. Chodzi o to, że skóra twarzy się łuszczy - nie mając zarostu, wyciera się ją naturalnie w poduszkę czy ręcznik. W przypadku posiadania brody, ta skóra zostaje na włosach, przez co wygląda jak łupież. To szczególnie nieestetyczne w przypadku noszenia czarnych ubrań. Codzienne wyczesywanie sprawia, że skóra jest bardziej dokrwiona, przez co i zarost jest zdrowszy. Łatwiej też ukierunkować wtedy brodę.



A jakie kosmetyki są niezbędne dla dobrej pielęgnacji?

Bardzo przydatne jest specjalne mydełko - nie chcę tutaj uprawiać kryptoreklamy, każdy może sobie wyszukać w necie. Ja używam takiego produkowanego w Bieszczadach i zawierającego węgiel drzewny, który bardziej peelinguje - czyli doczyszcza - skórę i domywa brodę. Warto też kupić nawilżający i natłuszczający balsam, dzięki któremu broda nie jest matowa ani twarda w dotyku. Lepki balsam działa też w podobny sposób jak kosmetyk do układania włosów - dyscyplinuje i sprawia, że nie wystają pojedyncze, krzaczące się, włoski. Przy krótszych zarostach praktyczne są natomiast nieco rzadsze olejki, które dobrze wchłaniają się w skórę i - przede wszystkim - niwelują irytujące uczucie swędzenia doskonale znane każdemu, kto zapuszczał brodę.

Jak często należy podcinać brodę, żeby wyglądać z nią dobrze?

Tu też decydują czynniki indywidualne - przede wszystkim tempo rośnięcia brody. Optymalna częstotliwość wizyt u barbera to co dwa tygodnie. Ale doskonale wiem, że nie zawsze jest na to czas. Takie rozsądne minimum to raz na miesiąc - o ile sami jesteśmy w stanie wyrównać sobie linię konturów na szyi czy policzkach, o tyle całości nie da się ogarnąć. Szczególnie nieestetycznie wyglądają odstające boki.

Czyli nie polecasz samodzielnych eksperymentów - chociażby tylko z równaniem boków?

Często zabawa w barbera kończy się tym, że trzeba się całkiem ogolić. Lustro nieco inaczej oddaje nasze ruchy i łatwo jest całkiem zepsuć sobie brodę. Ja, pomimo swojej profesji, też chodzę do barbera - mam świadomość, że samodzielnie nie mam tak dużej możliwości manewru i zwyczajnie mniej widzę.



A co z trudnościami chociażby z przyziemnym jedzeniem zupy? Co zrobić, żeby obiadu na mieście nie skończyć z resztkami na brodzie?

Proponuję wziąć ze sobą mydło i wyprać na szybko brodę w łazience. Ewentualnie możemy używać chusteczek - czy to do wycierania po jedzeniu, czy do przytrzymywania zarostu. Długie, gęste wąsy są w tej sytuacji jeszcze trudniejsze do utrzymania w nienagannym stanie. Cóż, taki urok i nieodzowny element posiadania brody. Ale zawsze można jeść zupę przez słomkę (śmiech).

Jakiś czas temu pojawił się dziwny trend na farbowanie brody. Robiłeś kiedyś coś takiego?

Zdarzyło się, że klienci mnie o to pytali. Ja jednak nie zajmuje się farbowaniem. Przede wszystkim jestem zwolennikiem natury, a siwi przecież też mają powodzenie u kobiet.

Do golenia używasz brzytwy czy maszynki?

Do golenia stricte na zero tylko brzytwa. Wszelkie maszynki pięcio czy szcześcioostrzowe - niedługo będzie tych ostrzy, kurwa, sto - sprawiają, że z każdym pociągnięciem skóra doznaje niepotrzebnych mikrouszkodzeń, przez co potem tak piecze. A brzytwa to klasyk - tak golili się nasi dziadkowie. Jedno pociągniecie i twarz jest gładka.



Klienci nie boją się brzytwy?

Raczej nie. Jeśli ktoś pierwszy raz widzi brzytwę, raczej jest zaciekawiony. Klienci mają świadomość, że barber umie się nią posługiwać. Ze dwa razy zdarzyło mi się, że ktoś nie chciał być ogolony w ten sposób z powodu strachu. Niektórzy, nie chcąc wysypki, rezygnują natomiast z brzytwy właśnie przez delikatną skórę.

Czy są trendy zarostowe, których należałoby się wystrzegać? Co z wąsem na czeskiego piłkarza, „pekaesami” Jurka Kilera czy kozią bródką?

Nie widzę tutaj problemu, to kwestia gustu, w który nie wnikam. Niech każdy nosi to, co mu się podoba - o ile, oczywiście, to jest zadbane. Przede wszystkim należy się natomiast wystrzegać tego, o czym rozmawialiśmy wcześniej - zapuszczanego na siłę rzadkiego, plackowatego, zarostu. To kojarzy mi się z łysiejącymi facetami, którzy starają się to nieudolnie ukryć zaczeską na pożyczkę.

Wspomniałeś o łysieniu. A czy do barbera przychodzą goście, którzy po prostu chcą się ogolić na zero?

No pewnie. Niektórzy nawet przychodzą regularnie - zwłaszcza w piąteczek, tuż przed weekendowym wyjściem (śmiech).



Pozostańmy zatem jeszcze chwilę przy fryzurach. Trzymasz się klasyki czy śledzisz aktualne trendy? Klienci mają czasami jakieś wymyślne życzenia?

Nie robię żadnych wzorków ani szlaczków. Uważam, że to głupota - no chyba, że jest się dzieciakiem podczas wakacji. Mojemu sercu najbliższa jest klasyka. Czasami zdarza się, że staram się je unowocześnić i dodać im nieco agresywności, jednak ja jestem zwolennikiem starej szkoły. Oczywiście, jeśli ktoś przyjdzie i zażyczy sobie coś konkretnego, to jestem otwarty na propozycje. Spoko fryzurą jest też undercut - czyli boki wycięte na krótko i dłuższy, zaczesany, środek.

A jaki zaczes preferujesz osobiście?

Lawiruję między klasyczną fryzurą a undercutem.

Masz czasami wrażenie, że barber jest trochę jak barman? W obu przypadkach powstaje chyba dość specyficzna więź z klientem.

To w knajpie jest jak u barbera (śmiech). Oczywiście, ta więź jest widoczna. Z niektórym klientami można pogadać o dziewczynach, inni opowiadają mi o swoich rozwodach czy dzieciach. Przewija się naprawdę mnóstwo tematów, czasami nawet czuję się jak ksiądz w konfesjonale. W swoim salonie staram się utrzymać luźny klimat, a z wszystkimi jestem na ty - no chyba, że pojawia się jakaś starsza osoba, ale to kwestia kultury. Przede wszystkim zależy mi na utrzymaniu koleżeńskiego klimatu.
44

Oglądany: 152289x | Komentarzy: 117 | Okejek: 242 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.12

04.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało