Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Co się stanie, gdy Rosjanom zabroni się pić wódki?

87 829  
266   61  
Gruba czapka-uszanka, czerwony nos, promilowy oddech mogący powalić armię wrogów komunistycznego ładu, do tego wielkie, niedźwiedzie łapy i butelka pieruńsko mocnej wódki stercząca z przepastnej kieszeni umorusanej kufajki. Wizerunek archetypowego Rosjanina – prostaka, w którego żyłach płynie czysta gorzała już chyba nigdy nie zniknie z tworów kultury rozrywkowej.


A czy wiedzieliście, że jeszcze sto lat temu rosyjskie władze stawały na głowie, aby odzwyczaić naród od ekstremalnego opijania się wodą ognistą?

Najbardziej szalonym pomysłem, jaki mógł wpaść do głowy cara Mikołaja II Romanowa, było surowe zakazanie rodakom picia ich ulubionego trunku – wódki. Tu od razu trzeba podkreślić, że jeśli chodzi o ilość i częstotliwość spożywania alkoholu, to Rosjanie pozostawali daleko w tyle za np. Francuzami, którzy żłopali wino do każdego posiłku. Ktoś nawet obliczył, że ci ostatni pili pięciokrotnie więcej napojów alkoholowych niż obywatele Rosji!


Problem polegał jednak na tym, że Rosjanie sięgali głównie po wódkę, a jak już ją pili, to robili to zgodnie ze sztuką – czyli aż do momentu, kiedy padali nieprzytomni na glebę. Mikołaj II wyciągnął bardzo poważne wnioski z obserwacji młodych poborowych w czasie wojny rosyjsko-japońskiej w 1904 roku. Pomijając już fakt, że pijani w sztok żołdacy nie byli w stanie wykonywać podstawowych żołnierskich obowiązków, to wielu z nich borykało się z poważnymi dolegliwościami zdrowotnymi będącymi wynikiem regularnego wlewania w siebie hektolitrów wódy.

Kiedy więc w powietrzu zawisł kolejny konflikt zbrojny, car odbył długą podróż po kraju i osobiście odwiedził rosyjskie prowincje, aby sprawdzić w jakiej kondycji są ludzie, którzy wkrótce mieli zasilić rosyjską armię i stanąć do boju na frontach wielkiej wojny. „Car z wielkim żalem ujrzał smutne obrazy upadku, nędzy i zaniedbanych biznesów, będących konsekwencją życia w ciągłej nietrzeźwości” - pisał jeden z ówczesnych historyków.


Wstrząśnięty tym doświadczeniem Mikołaj II skontaktował się z ministrem finansów, by podzielić się z nim swoimi refleksjami – Trzeba natychmiast poprawić dobrobyt rodaków bez względu na finansowe straty! Ponadto dochody budżetowe nie powinny pochodzić ze sprzedaży czegoś, co niszczy duchowe i ekonomiczne siły obywateli!

W lipcu 1914 roku w życie weszła ustawa kompletnie delegalizująca wódkę na terenie całego kraju. Mało tego – za jednym zamachem ograniczono też Rosjanom dostęp do innych napojów alkoholowych. Piwo i wino można było nabyć jedynie w wybranych sklepach niektórych miast.
Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jedna trzecia kasy wpływającej do budżetu pochodziła ze sprzedaży gorzały, to jasne stanie się, że decyzja ta graniczyła z czystym szaleństwem. Brytyjski polityk i późniejszy premier Wielkiej Brytanii David Lloyd George z niekłamanym podziwem pisał, że w takiej sytuacji wprowadzenie w Rosji prohibicji było „największym aktem narodowego heroizmu”.
Równocześnie z zakazem handlu wysokoprocentowym trunkiem, w ruch wprawiona została też potężna machina propagandowa, która w łopatologiczny sposób tłumaczyła prostemu ludowi jakie są konsekwencje pijaństwa.


Odsunięcie Rosjan od wódopoju było świetną okazją do przeprowadzenia badań statystycznych. Zadaniem tym zajęli się najbardziej światli rosyjscy uczeni. Wyniki były naprawdę zaskakująco pozytywne! Jeśli wierzyć raportom – drastycznie spadła ilość popełnianych przez obywateli przestępstw, szpitale psychiatryczne nagle, w cudowny sposób, opustoszały, a rosyjska wieś, niczym po dotknięciu czarodziejskiej różdżki, zmieniła się nie do poznania. Do niedawna topiący się w morzu alkoholu chłopi zaczęli modernizować swoje gospodarstwa i oszczędzać pieniądze na zakup nowoczesnych maszyn rolniczych. Ba! Któryś z badaczy odnotował nawet, że trzymane przez Rosjan „domowe zwierzęta stały się jakieś takie łagodniejsze...”.
W tym całym nawale optymistycznych efektów prohibicji pojawił się mały, ledwo słyszalny głos rozpaczy – to dramatyczny krzyk wykładowców zatrudnionych w szkołach medycznych, którzy skarżyli się na zauważalny spadek ilości świeżych ciał potrzebnych do edukacyjnych sekcji zwłok. Dotąd bowiem istniała zasada, że trupy samobójców przysługiwały się nauce i trafiały do uniwersytetów, aby na nich swoje umiejętności mogli szlifować późniejsi lekarze. Wprowadzenie prohibicji znacznie obniżyło ilość osób pragnących targnąć się na swoje życie.


No, dobra. Poznaliśmy już pozytywy zakręcenia kurka z wódką. Czas zatem na drogą stronę medalu. Na negatywne efekty prohibicji również znalazło się miejsce w raportach tworzonych przez rosyjskich uczonych. Oczywiście największym problemem było powstanie drugiego, wódczanego, obiegu. W dużych miastach zauważono wykwit nielegalnych destylarni, natomiast na wsi stawiano na alternatywne zastępstwa dla gorzały, czyli na przykład denaturat czy lakier.
Obawiano się też, że brak alkoholu może doprowadzić do tego, że Rosjanie zaczną się nudzić i na przykład trafią w macki hazardu.
Często też dochodziło do zamieszek. Na przykład w sierpniu 1914 roku w wyniku narodowego zrywu miłośników gorzały zdemolowanych zostało 230 knajp, które niegdyś serwowały wodę ognistą. Podczas takich awantur niejednokrotnie otwierano ogień do zadymiarzy. W pewnym momencie władze miasta Perm, które szczególnie odczuło niezadowolenie rozmiłowanych w wódce obywateli, zwróciły się do cara z prośbą o umożliwienie sprzedaży alkoholu chociaż przez dwie godziny dziennie, aby uniknąć krwawych zamieszek na ulicach.


Prohibicja jednak nie zakończyła się wraz z odsunięciem Mikołaja II od władzy. Podczas rozpoczętej w 1917 roku rewolucji, bolszewicy od razu po zdobyciu Zimowego Pałacu skierowali swe kroki do piwnic, gdzie, jak się spodziewali, znajdował się potężny skład przedniej jakości wina – prawdziwa procentowa biblioteka dla każdego znawcy tego trunku. Niektóre z butelek warte były niemałą fortunę. Dowódcy wiedzieli jednak, że trzeba szybko pozbyć się alkoholu, zanim o jego istnieniu dowiedzą się żołnierze i opiwszy się do granic możliwości, staną się zupełnie bezużyteczni. Cała ta kolekcja wyśmienitych win spłynęła więc do ścieków…


Mimo że bolszewicy kontynuowali rozpoczętą przez cara walkę z alkoholizmem i regularnie zamykali powstające jak grzyby po deszczu bimbrownie, to ilość amatorskich producentów napojów wyskokowych drastycznie wzrosła. Rosjanie coraz chętniej sięgali po lakiery i rozpuszczalniki, a gorzałę produkowano ze wszystkiego – od wiórów, przez buraczane obierki, po zwykłe trociny. Do tego na horyzoncie pojawił się nowy kłopot – opium.
Problem widać było szczególnie w Sankt Petersburgu, który stał się punktem docelowym dla narkotykowych przemytników z Persji i Grecji.
Zresztą nie tylko opium formatowało mózgi spragnionym najzwyklejszej gorzały Rosjanom. Wśród młodej bohemy, ale także i wysokich stopniem bolszewickich aparatczyków modna stała się… kokaina. Narkotyk ten nie był tani, więc na jego zakup stać było tylko niektórych obywateli. Leki na bazie używki z liści koki kupić można było w każdej aptece. Szczególną popularnością cieszył się kokainowy produkt farmaceutyczny, wytwarzany przez niemiecką firmę Merck. Równie duży popyt był też na heroinę produkowaną przez innego germańskiego giganta farmaceutycznego – Bayer.
Zaraz po wybuchu I Wojny Światowej dostawy niemieckich leków do Rosji zostały wstrzymane, a przemycane narkotyki można było już kupić tylko na czarnym rynku. Podobno w tamtym czasie wielu bolszewickich marynarzy było uzależnionych od końskich dawek kokainy.


Ostatecznie prohibicja została zniesiona dopiero w 1925 roku, kiedy to jasne stało się, że budżet państwa potrzebuje potężnego zastrzyku gotówki. W dniu, kiedy Rosjanom znów pozwolono lać sobie do gardeł wysokoprocentową gołdę, ludzie podobno wyszli na ulice i nie kryjąc łez radości rzucali się sobie w ramiona.
Do pomysłu przykręcenia wódczanego kurka wrócono w 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow postanowił wypowiedzieć wojnę rosyjskiemu alkoholizmowi. Wówczas zrównano z ziemią wiele winnic. Wprowadzono też regulowaną „kartkami” sprzedaż ograniczonych ilości cukru…


Na sklepowych półkach z alkoholem zapanowała straszliwa bieda. Efektem takich zabiegów były ciągnące się w nieskończoność kolejki złożone ze zdesperowanych obywateli, a także masowe zatrucia metanolem wśród miłośników czarnorynkowego bimbru.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 87829x | Komentarzy: 61 | Okejek: 266 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało