Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Filmowe sceny, w których wykorzystano komputerowe efekty, a my nawet się nie zorientowaliśmy!

206 431  
488   59  
W dzisiejszych czasach trudno wyobrazić sobie efektowną hollywoodzką produkcję, w której twórcy nie zdecydowali się na wykorzystanie komputerowych trików.



Gdyby jednak przyjrzeć się współczesnej technologii cyfrowego dopieszczania obrazu, okaże się, że czasem nie zdajemy sobie sprawy, że całkiem niewinna, mało efektowna scena lub ujęcie w rzeczywistości wypełniona jest ciągiem zer i jedynek.
Potężne eksplozje, wielkie monstra demolujące miasta, kosmiczne bitwy – nasze oczy przywykły już do poczciwego CGI i takie rzeczy nie tylko przestały robić na nas wrażenie, ale niekiedy nawet i najzwyczajniej w świecie nudzą.

Johnny, nie mrugaj!

„Dark Shadows” to taki utrzymany w dość kameralnym klimacie film Tima Burtona. Nie doświadczymy tu zapierających w piersiach mrocznych miast ani dziwacznych kreatur wyrwanych wprost z chorych snów reżysera. Jest za to Johnny Depp i Helena Bonham Carter. A to ci niespodzianka, co?
Mimo że produkcja ta, w porównaniu do pełnych rozmachu wcześniejszych dzieł Burtona, chwilami wydaje się bardziej przypominać teatr telewizji, to cyfrowych efektów jest tu bez liku.


Burton zażyczył sobie, aby grający wampira Depp był jak najmniej „ludzki”. W każdym więc ujęciu, w którym widzimy tę postać, wykonano komputerowy retusz jej oczu. Dzięki temu bohater grany przez Johnny'ego w ogóle nie mruga!

Mikrofony z pierwszej połowy XIX wieku?

Pięć lat temu nakręcono kolejną adaptację powieści Wiktora Hugo pt. "Nędznicy". No, powiedzmy – nie bezpośrednią. Tym razem była to bowiem ekranizacja musicalu powstałego na bazie słynnego dzieła.


Reżyser filmu Tom Hooper podszedł do tego projektu wyjątkowo ambitnie i nawet nie chciał słyszeć, aby partie wokalne dograno w postprodukcji. Aktorzy mieli śpiewać na żywo. W tym celu zainstalowano im w uszach słuchawki z odsłuchem i niewielkie, bezprzewodowe mikrofony przy ustach. Prawdziwym wyzwaniem było później mozolne wymazywanie gadżetów, które nijak nie pasowały do klimatu XIX-wiecznej Francji.

Nie było żadnych bliźniaków!

David Fincher to prawdziwy mistrz subtelnego wykorzystywania CGI. W jego produkcjach często zupełnie nieświadomie zalewani jesteśmy cyfrowymi efektami. Nie inaczej było w oscarowej biografii Marka Zuckerberga pt. „Social Network”. Jednym z ważniejszych wątków jest sądowa batalia głównego bohatera z bliźniakami Winklevoss.


Oglądając sceny z braćmi grającymi te postaci, możemy być pełni podziwu dla ich aktorskiego kunsztu. Problem w tym, że nie ma tam żadnych braci. Obu bohaterów zagrał jeden aktor – Armie Hammer, a dzięki specom od filmowej magii większość z nas nawet nie zorientowała się, że zostaliśmy zrobieni w balona.

Wirtualny seks

To jeszcze na moment zostańmy przy mistrzu Fincherze. Pamiętacie „Fight Club”? Głupie pytanie – toż to jedno z najlepszych dzieł tego reżysera. Dzieło to ma już osiemnaście lat na karku, a ja – naiwny pismak i notoryczny fan cycków – właśnie dowiedziałem się, że cała scena łóżkowa pomiędzy bohaterami granymi przez Helenę Bonham Carter i Brada Pitta to w 100% wytwór komputerów. Cycki, ma się rozumieć, też były wirtualne...



I jeszcze jedna ciekawostka dotycząca innego filmu Finchera. Pamiętacie San Francisco z lat 70. zaprezentowane w „Zodiaku”? Praktycznie wszystkie sceny przedstawiające miasto z zewnątrz stworzono w całości za pomocą CGI.

Wydłużyć członki Natalie Portman!

„Czarny łabędź” to jeden z tych filmów, do którego zawsze warto wrócić. Darren Aronofsky do ostatniej kropli wycisnął z artystek wcielających się w baletnice ostatnie pokłady talentu. W wielu scenach rzeczywiście podziwiamy tańczące aktorki, w innych – znacznie trudniejszych – zdecydowano się na zastąpienie ich profesjonalnymi tancerkami, na których twarze cyfrowo nałożono oblicza filmowych gwiazd. Cóż – takie zabiegi nie są w przemyśle kinowym niczym dziwnym.


Natomiast najbardziej zaskakującym momentem wykorzystania komputerów do obróbki obrazu było… wydłużenie w kilku scenach palców u rąk Natalie Portman. Reżyser chciał osiągnąć w ten sposób nieco przerażający efekt, który miałby zapisać się gdzieś w podświadomości widza.

Pikselowe twarze

Wspomniałem o podmienianiu twarzy aktorów. To procedura starsza niż komputerowe oszustwa. Po śmierci Bruce'a Lee powstał film "Game of death", w którym bohater o twarzy zmarłego gwiazdora pozoruje własną śmierć, aby uśpić uwagę członków mafii i wyrwać swoją narzeczoną z ich rąk. Filmowcy użyli archiwalnych, niewykorzystanych nagrań ze wcześniejszych produkcji Bruce'a Lee, prawdziwe materiały z jego pogrzebu oraz… kartonową maskę nałożoną na twarz dublera.


Z czasem, kiedy w przemyśle filmowym zaczęto wykorzystywać komputerowe triki, efekty podobnych zabiegów nie kłuły już tak bardzo w oczy. Ba, niewtajemniczeni nawet nie zorientowali się, że to nie aktor stoi przed kamerą, a jego pikselowy odpowiednik. Tak było na przykład podczas realizacji „Gladiatora”, gdy trzeba było nakręcić scenę z Oliverem Reedem, który to zmarł przed zakończeniem zdjęć.


Tymczasem w siódmej części „Szybkich i wściekłych” dzięki CGI wskrzeszono do kilku scen tragicznie zmarłego Paula Walkera.


Podczas realizacji „Iron Mana 3” Robert Downey Jr. dość paskudnie uszkodził sobie kostkę i przez jakiś czas nie mógł stawić się na planie. Także i tu do roboty zaprzęgnięto komputery. Ktoś się zorientował?

Nie wolno prowokować czarnoskórych mieszkańców czarnoskórej dzielnicy!

Nawet jak jest się Bruce'em Willisem kręcącym film akcji w Harlemie. Ta dzielnica Nowego Jorku słynie z uzbrojonych po zębów madafakerów, którzy odpowiednio sprowokowani chętnie zamienią intruzowi dupsko w sałatkę siekaną. Wiedzieli o tym twórcy trzeciej odsłony „Szklanej pułapki”. Scenariusz jednak mówił jasno – bohater grany przez Willisa miał w Adamowym stroju przejść się po najbardziej zawszonej części Harlemu, targając na sobie wielki znak z napisem „Nienawidzę czarnuchów!”.


I faktycznie zrobił to, z tym że tablica była całkiem pusta. Dopiero w postprodukcji dodano obraźliwy napis. Zaś w wersji przeznaczonej do telewizji na dzierżonej przez aktora dykcie widniał poprawniejszy politycznie slogan „Nienawidzę wszystkich!”.

Sześciopak Mikołaja Klatki

Podobno Nicolas Cage zawsze marzył, aby zagrać Ghost Ridera - jednego ze swych ulubionych bohaterów ze świata Marvela. Udało się, w 2007 roku dostał tę możliwość. Aby aktora odmłodzić i spowodować, że jego wygląd przypominać będzie wizerunek komiksowego odpowiednika, Cage musiał nosić na głowie specjalny tupecik misternie zasłaniający świecącą łysinę gwiazdora.


To jednak i tak drobiazg w porównaniu z tym, co Nicolasowi zrobiono w scenie, gdzie aktor zdejmuje koszulkę i przygląda się sobie w lustrze. Przede wszystkim trzeba było cyfrowo usunąć z jego skóry tatuaże (ciekawostka – jeden z nich przedstawiał… Ghost Ridera). Gdy już tego dokonano, ktoś wpadł na pomysł, aby dorobić Cage'owi efektowny sześciopak.
O ile pozbycie się malunków ze skóry artysty wyszło całkiem przyzwoicie, to już efekt falujących mięśni brzucha wygląda kuriozalnie. Ale i tak większość z nas pewnie nie zwróciła na to większej uwagi.

Za duże cycki! Usunąć!

Producenci z wytwórni Disneya zgodnie stwierdzili, że Lindsay Lohan idealnie nadaje się do roli bohaterki filmu pt. „Garbi – superbryka”. Zgodnie też uznali, że aktorka ma za duże cycki i jeśli ma zagrać w tej produkcji, to trzeba je nieco zmniejszyć. I tak też uczyniono – dzięki odpowiednim ubraniom, ujęciom i nade wszystko - komputerowej obróbce obrazu, biust artystki, w scenach gdzie ta ma na sobie obcisłe t-shirty, został znacznie „uszczuplony”.


A tu fotka z planu:


Takie sytuacje przytrafiają się też aktorom. W 2006 roku, po zakończeniu zdjęć do „Powrotu Supermana”, reżyser Bryan Singer podjął decyzję o wyretuszowaniu krocza tytułowego bohatera. Uznał bowiem, że uwypuklenie na czerwonych majtach człowieka ze stali jest zbyt duże i może wywołać niezdrowe podniecenie wśród widzów…

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
9

Oglądany: 206431x | Komentarzy: 59 | Okejek: 488 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało