Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zadurzenie w kobiecie, toksyczni rodzice i inne anonimowe opowieści

35 710  
190   38  
Dziś przeczytacie m.in. o molestowaniu w dzieciństwie, będzie też o utracie przyjaciółki i gnębieniu w szkole, przekonacie się także, że kłamstwo ma krótkie nogi.

#1.


Znacie to uczucie, gdy rano zrywacie się z łóżka, bo wiecie, że rodziców nie ma w domu?
Nie, nie robicie od rana imprezy. Sprzątacie cały dom na błysk, żeby rodzice ten jedyny raz byli zadowoleni. Po kilku godzinach sprzątania postanawiacie sobie usiąść na chwilę i wypić herbatę czy kawę, bo w sumie to czemu nie. Nagle wracają rodzice i robią wam awanturę o to, że nie pozmywaliście naczyń...
Cała sterta wyprasowanych, wypranych ciuchów, poodkurzane i pozmywane podłogi nie mają znaczenia...
Znacie to uczucie?
Ja tak.
Rodzice nigdy nie będą ze mnie zadowoleni. Zawsze zostaje coś, czego nie zrobiłam.

#2.

W dzieciństwie byłam molestowana. Pedofil był członkiem dalszej rodziny, pech chciał jednak, że u tej rodziny właśnie spędzałam za dzieciaka większość ferii i wakacji. Sprawa ciągnęła się więc parę lat. Nie mówiłam nikomu, nie próbowałam tego przerwać. Czemu? Przez wiele lat powtarzałam sobie słowa tego faceta, że sama tego chciałam. Teraz doszłam do wniosku, że zwyczajnie nie znałam niczego innego. Poza tym działała na mnie siła autorytetu. A że dzieckiem byłam grzecznym, starszych słuchałam. Jak się okazało, na własną zgubę.
Teraz, jako osoba dorosła, funkcjonuję całkowicie normalnie. Wyjechałam z kraju, założyłam rodzinę. I od dłuższego już czasu miewam napady lękowe. Szok, trauma? Nie. Dręczy mnie poczucie winy. Czy ten człowiek jeszcze żyje? Czy jest w stanie zrobić komuś krzywdę?
Z jednej strony czuję, że póki nie poznam odpowiedzi na te pytania, jestem winna wszystkim potencjalnym krzywdom, które ten zwyrol może spowodować, z drugiej czuję, że wgłębiając się w mroczne części swojego dzieciństwa, rozwalę doszczętnie cały mur obojętności, który latami wokół siebie budowałam.
W ten właśnie sposób stałam się we własnych oczach oprawcą, a nie ofiarą.

#3.

Chciałam opowiedzieć, jak straciłam wieloletnią przyjaciółkę, chociaż po tej historii wiem, że chyba nigdy nią nie była.
Z mężem dzielimy pasję do podróży, przez lata nauczyliśmy się wyjeżdżać razem jak najwięcej, za to niedużym kosztem. Mamy córkę, która uwielbia z nami podróżować, a my dzięki niej wiemy, że nic nie jest przeszkodą. Przez pół roku planowaliśmy wakacje, które miały być naszym spełnieniem marzeń, a celem była pewna wyspa. Na początku myślałam, że to nierealne i nieosiągalne finansowo, ale po pewnym czasie okazało się, że nie taki diabeł straszny i damy radę. Do wyjazdu zostało kilka dni, napisałam przyjaciółce, że dziś się pakujemy i trochę się stresuję. W odpowiedzi dostałam „Lekarz każe mi iść do onkologa”. OK, szok, niezrozumienie, gonitwa myśli, zapytałam się, co jest grane, ale od razu przypomniałam sobie, że moja przyjaciółka jest osobą, która uwielbia zwracać na siebie uwagę i teksty o tym, że ma raka albo jakąś nieuleczalną chorobę są u niej na porządku dziennym. Tym razem jednak pociągnęłam ją za język i szybko okazało się, że zmyśla i nic takiego nie miało miejsca. Potem przyjaciółka zamilkła, nie odzywała się do mnie, nie odpisywała, totalna olewka. Nie wykazała zainteresowania, jak nam idzie, czy dotarliśmy, nic. Wysłałam jej zdjęcie z malowniczego miejsca i pozdrowiona stamtąd. Nadal zero reakcji.
Po dwóch dniach napisała mi, że jej mama zmarła. Kolejny szok. Co? Jak to? Co się stało?! Odpisywała mi jednym słowem, jakby od niechcenia, więc napisałam jej, że w razie czego jestem, gdyby mnie potrzebowała, ale sama mocno to przeżyłam. Przez resztę wyjazdu tylko o tym myślałam, a przyjaciółka traktowała mnie z nieznanym mi dotąd chłodem z jej strony i wyniosłością. Uznałam, że pewnie tak przeżywa tę stratę, każdy przecież reaguje inaczej.
Gdy wróciłam okazało się, że znowu mnie okłamała. Jej mama żyje i ma się dobrze. Czemu to zrobiła? Nie potrafiła mi wyjaśnić. Ja za to potrafiłam zakończyć tę znajomość, bo nigdy nie pozwolę sobie na coś takiego.
Mam pytanie: jak można być takim człowiekiem?

#4.


Jestem rozsądnym człowiekiem. Tym bardziej nie rozumiem, jak mogła tak zamieszać mi w uczuciach kobieta, z którą spędziłem dwa wieczory. Ma męża, a ja mam żonę, a jednak obserwując ją, jej delikatne ruchy, słysząc jej głos, słuchając jej miłych wypowiedzi, chyba się zadurzyłem. Serio, nie wierzyłem już, że spotkam kiedykolwiek kogoś, kto będzie wydawał się tak piękny. Idealna. Teraz muszę gdzieś zgubić te emocje, ale po prostu nie chcę, szukam jej w Internecie, ale jej nie ma, to koniec, nie spotkam jej już nigdy. A chciałbym choć zdjęcie, żeby odświeżać w myślach ten zachwyt, kiedy była blisko. Chore, to jest chore, jestem chory, ale ona była taka cudowna... Myślałem, że jestem gościem, który nie przejmuje się już kobietami i realizuje się bez zakłóceń płci przeciwnej, a tu taki psikus. Jestem rozjebany emocjonalnie i szukam powrotu do szarej rzeczywistości.

#5.

W podstawówce byłam gnębiona przez rówieśników. Do tej pory nie wiem dlaczego – zawsze byłam skromna, nieśmiała i dobrze się uczyłam. Krótko mówiąc, nie wyróżniałam się szczególnie.
Zaczęło się od jakichś śmiechów czy plotek. Nie zwracałam na to szczególnie uwagi. Ale potem było jedynie gorzej. Gdzieś tak od drugiej klasy zaczęła się zabawa w „zakażenie”. Polegała ona na tym, że jeśli nielubiana (czyli zakażona) osoba czegoś lub kogoś dotknie, to nie można tego dotknąć, bo choroba przejdzie na ciebie. A jak się tego pozbywano? Po prostu wystarczyło otrzeć się o inną osobę. Z początku nawet mnie to bawiło, ale po pewnym czasie zauważyłam, że coś jest nie tak, bo „zakażałam” tylko ja. Później zaczęło się jawne wyśmiewanie mnie – cokolwiek bym nie zrobiła, to było to dziwne. Obrażanie również było na porządku dziennym. Tak samo jak dobrze zapamiętane przeze mnie „Nie masz prawa głosu!”.
Co teraz mam?
Traumę, lęk przed odrzuceniem, fobię społeczną i prawdopodobnie depresję. Boję się nawet podejść do kasjerki w sklepie. Jedynie moja przyjaciółka, która oddalona jest ode mnie o kilkaset kilometrów, pomaga mi się ośmielić i przestać bać ludzi.
Naprawdę niewiele trzeba, by zniszczyć komuś życie.

#6.

Miałem ostatnio iść w odwiedziny do mamy. I powiem Wam, że mi się zwyczajnie nie chciało. Wtedy stwierdziłem, że powiem jej, że mam biegunkę i dlatego do niej nie przyjdę.

Dwie godziny później dostałem sraczkę.
To już trzeci dzień, a stoperan nie pomaga.

#7.

Pochodzę z patologicznej rodziny, gdzie krzyki, a dawniej również przemoc i alkohol, są na porządku dziennym. Moje starsze rodzeństwo doświadczyło tego więcej niż ja, ale samo słuchanie o tym sprawia, że jest mi niedobrze. W moim przypadku w rodzicach nie mam żadnego wsparcia oprócz finansowego, nie wiedzą o mnie tak naprawdę nic i dla świętego spokoju wolę im nic o sobie nie mówić, bo są strasznie kontrolujący. Nawet w sytuacji kiedy muszę się z kimś spotkać w kwestiach związanych z projektem na studia muszę kłamać, bo później wymyślają sobie scenariusze, że się włóczę i najpewniej puszczam. Nie daję im żadnych powodów do niepokoju, dobrze się uczę, a na idę chodzę raz na ruski rok. Nigdy nie mogę im powiedzieć o przyjaciołach, nie wspominając już o kwestii życia miłosnego. Woleliby, żebym nie miała nikogo, nie radziła sobie w życiu i przyjeżdżała do nich na każdy weekend; wszystko byleby mogli mnie mieć pod kontrolą. Zawsze byłam gorsza, zawsze X i Y miały lepsze oceny, ładniej się ubierały, lepiej zachowywały, a ja według nich jestem pieprznięta, bo w wieku 20 lat zrobiłam sobie tatuaż. Już nieraz słyszałam, że „pewnie tam na studiach chu**w szukam”, bo coś im się we mnie nie spodobało. Każdy mi mówi, żeby się nie przejmować, ale to boli mimo wszystko. Wiecznie jest im mało, wiecznie ktoś jest lepszy, chociaż to JA obracam się w towarzystwie rówieśników i wiem, że osoby, które tak gloryfikują, zachowują się 1000x gorzej niż ja. Jestem męczona psychicznie i chcę się od nich odciąć, nawet nie tyle ze względu na siebie, tylko też na to, co przeżyło moje rodzeństwo. Strasznie mi ich szkoda, mimo że teraz są dorośli i ten etap mają dawno za sobą. Po prostu brzydzę się rodzicami, czuję okropny żal do nich. Mam dość bycia gnojoną przez osoby, które powinny mnie kochać i wspierać. Czuję żal do świata, zazdroszczę innym ludziom, że super dogadują się z rodzicami i mają w nich wsparcie. Chciałabym doświadczyć normalnej relacji rodzic – dziecko. Tak po prostu.
6

Oglądany: 35710x | Komentarzy: 38 | Okejek: 190 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.03

03.03

Starsze historie

Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało