Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Mam bogatego chłopaka, uwielbiam chorować i inne anonimowe opowieści

41 462  
193   100  
Dziś przeczytacie m.in. o trochę aspołecznej studentce, świętowaniu Halloween w rodzimym wydaniu i wyczuciu na pogrzebie, będzie też o dorastaniu w biedzie i podrywie w górach.


#1.

Jestem trochę aspołeczna, przez co średnio się dogaduję z ludźmi ze studiów – pogadamy, pośmieszkujemy, ale z nikim jakoś nie mogę nawiązać głębszej przyjaźni. Oni chodzą razem na piwo i imprezy, a ja czuję się ignorowana – rzadko rozmawiamy, więc mnie nigdzie nie zapraszają.
Niedawno w ramach zajęć byliśmy na dłuższych zajęciach terenowych i nocowaliśmy w paru ośrodkach. Wiadomo, jak to studenci – wieczorem do monopolowego po alkohol i balują do rana. Dodam, że bardzo lubię pić w dobrym towarzystwie, więc całkiem fajnie nam się integrowało.
Przyszedł mój ulubiony moment imprezy – gdzie większość pijanych już śpi, zostają ci najtwardsi i dyskutują na przeróżne tematy, gadka się klei, otwieramy przed sobą serca. Gdy zostały już tak ze cztery osoby, zaczęło się dziać coś dla mnie dziwnego. Padły teksty, że Olka się szmaci, Adam jest totalnym idiotą, Kaśka jest głupia, a Marek zrobił to i tamto... W jednej chwili prysło wrażenie dobrze zgranych ludzi, pojawił się obraz obgadujących się za plecami fałszywców.
Chyba jednak pozostawię nasze relacje takie, jakie były do tej pory...

#2.

Jechałam ostatnio autobusem. Naprzeciwko mnie siedziały dwie starsze panie ok. 70.
W pewnym momencie jedna z nich powiedziała do drugiej: „Wie pani, ja to właśnie do tatuażysty jadę, od zawsze chciałam sobie tatuażyk zrobić”.

Wzrok drugiej babci bezcenny, a ja humor poprawiony miałam na cały dzień :)

#3.

Halloween mnie ani mierzi, ani grzeje. Jak ktoś chce, to niech się bawi. Akurat wyjeżdżałam z domu w tym czasie, ale wiedząc, że dzieciaki przychodzą po cukierki, wystawiłam koszyk ze słodyczami. To co się wydarzyło w trakcie mojej nieobecności znam z mojego monitoringu sprzed drzwi.

Pięć kilogramów cukierków zostało rozkradzione przez dwie grupy dzieci – po 10 minutach kosz stał pusty. Większość dzieci, które przyszły potem, było tym faktem niepocieszonych, więc dobijały się do moich drzwi bardzo nachalnie, tłukąc w drzwi i męcząc dzwonek, niektóre kopały albo swoją złość okazywały pobliskiej choince. Jedna dziewczynka podniosła żwir z rabatki i rzuciła w okno.
Wszystko przebili jednak dwaj chłopcy na oko 10-12 lat, którzy nie mogąc się dobić, wyciągnęli czerwony spray i na drzwiach i chodniku powypisywali wulgaryzmy.
Dodam, że nie mieszkam w podejrzanej dzielnicy, nie słyszałam o poważniejszych wykroczeniach w okolicy. Ale może to pokolenie patologiczne dopiero wyrasta z pieluch...?

#4.

Mam bogatego chłopaka i nie zamierzam za to przepraszać. Nie czuję się źle, kiedy mi coś kupuje (w związkach ludzie chcą się uszczęśliwiać i pomagają spełniać drugiej osobie marzenia). Ode mnie też dostaje prezenty bez okazji, bo jest mi droższy niż pieniądze. Umiem zarabiać sama na siebie, pracuję. Spełniamy marzenia, ale uważam, że mamy rozsądne podejście do pieniędzy. On nie jest skąpcem, nie ma podejścia „to moje pieniądze, nie zobaczysz ani grosza” (ja też go nie mam, uważam, że to chore, jeśli ktoś potrzebuje wydzielać mniej więcej wszystko po połowie i na przykład oddaje w ratach swojej połówce za prezent, bo nie jest godny, żeby go dostać za darmo), chce mnie uszczęśliwiać i gdybym przykładowo zachorowała, to nie musiałabym jakoś szczególnie prosić o wsparcie. Chce być ze mną, więc to normalne, że w ciężkich chwilach mi pomaga (nie miałam ich dużo, tak dla jasności, nie mam jakichś wielkich problemów ze zdrowiem, chcę pracować i pracuję). Też bym to zrobiła. Ostatnio kupił mi lepsze części do komputera, bo sam chciał. Nie zamierzam zwracać mu pieniędzy ani kazać zwracać produkty, bo nie mam fiksacji na punkcie hajsu. Ale i tak dla wielu ludzi jestem harpią, bo jak śmiem przyjmować coś droższego. Mam czuć, że nie zasługuję i koniec. Dla mnie to chore.

#5.

Ostatnio zmarł mój ukochany wuja. Na stypie nie dość, że człowiekowi było przykro, to jeszcze podeszła do mnie siostra mojej babci, która koniecznie musiała mi wyznać, że ale jestem tęga i żebym mniej jadła.
To się nazywa mieć wyczucie...

#6.

Jestem biedna jak mysz kościelna i mam tego serdecznie dość...
Wychowuję się w ubogiej rodzinie w zapyziałym miasteczku. Moi rodzice przez problemy zdrowotne siedzą na rencie. W dodatku są nieporadni życiowo. Nie mam im nic do zarzucenia, bo głodna nie chodzę, ale no kurcze, po prostu brakuje kasy... Mamy wystarczająco pieniędzy, aby przeżyć, ale nic ponad to. Nigdy nie byłam na wakacjach. Wraz z rodziną spędzamy je przy zbiorach owoców, abyśmy mieli na opał i przybory szkolne. Ubieram się w lumpeksie, bo mnie po prostu nie stać na zakupy w galerii. Nie chodzimy do kina, restauracji. W szkole dostaję paczki żywnościowe z Caritasu. Mam dziadowski telefon i laptop, który muszę dzielić z młodszą siostrą. Ludzie w liceum wyśmiewają się ze mnie. Chciałabym się urodzić w klasie średniej. Chodzić na paznokcie, kupować sobie modne ciuchy. Mieć pieniądze na to, co dla innych jest codziennością. Nawet na głupią pizzę z pizzerii. Często płaczę z tego powodu. Dręczą mnie myśli samobójcze, a nie mam nawet pieniędzy na psychologa. Pedagog w szkole powiedziała mi, abym się nie przejmowała i poszła na spacer do lasu...

Zanim ktoś powie mi, abym poszła do pracy, to już odpowiadam: pracuję. Udzielam korepetycji. Ale te pieniądze w większości idą na bieżące wydatki: kosmetyki, drugie śniadania, doładowania telefonu... Ciężko mi cokolwiek odłożyć, bo po prostu nie mam z czego. A o kieszonkowym mogę sobie pomarzyć. Pewnie będziecie pisać, że mogę się wykształcić i będę miała kasę. Ja to wiem. Ale zanim się wykształcę, powegetuję sobie przez kilka lat na studiach, w wolnym czasie zapierdzielając jak wół, aby mieć co włożyć do gara. Nie chcę takiego życia...

#7.

Przyjechałam z przyjaciółkami na wakacje w góry w celach rozrywkowych. Dzisiaj wieczorem tradycyjnie kilka piwek, jakaś wódeczka, i wpadł mi w oko pewien chłopak. Dziewczyny mówiły, że też mu się chyba spodobałam, ponieważ cały czas zerkał w moją stronę. Jako że ja singielka, to wzięłam się na odwagę i zagadałam. Facet przystojny, z gadki miły, ja już w głowie mam jakieś amory – może do czegoś dojdzie? No i pytam, tak na wszelki wypadek: „Masz jakąś dziewczynę, żeby później jakichś akcji nie było czy coś?”. A on patrzy na mnie jak na idiotkę i mówi: „W zasadzie to nie mam, ale między nami i tak do niczego nie dojdzie, tak że spokojnie”.
Nie powiem, upokorzenie aż zapiekło :(

#8.

Uwielbiam chorować. Jest to dla mnie czas odpoczynku.
Jestem na wychowawczym. Moje dziecko jest wyjątkowo wymagające, pierwszego roku nie chcę pamiętać, tak dało mi w kość. Teraz jest lepiej, ale nadal czuję koszmarne zmęczenie. Do żłobka nie dało się go zaciągnąć, a dwie próbne nianie nie wytrzymały z nim (jakby ktoś się martwił, to przebadaliśmy go, włącznie z autyzmem).
Gdy zachoruję, mąż bierze wolne w pracy albo ściąga teściową. Wieczorami bierze małego gdzieś na wycieczkę „żeby mama miała spokój”. To jest wspaniały czas bez wrzasków, leżę po prostu w ciszy. Przedłużam tę chorobę jak najdłużej, czasem specjalnie leków nie biorę, żeby jeszcze tej ciszy zaznać.
Mój mąż jest wspaniały, pomógłby mi nawet gdybym powiedziała, że jestem zmęczona, ale mi jest głupio, że on tyle pracuje. Przeważnie wolny czas spędzamy razem w trojkę, żadne nie chce zostawiać tego z drugiego samego na polu bitwy. Choroba to super wymówka.

W poprzednim odcinku m.in. myślałem, że jestem wsiokiem oraz nie lubię swojego dziecka

7

Oglądany: 41462x | Komentarzy: 100 | Okejek: 193 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.02

27.02

Starsze historie

Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało