Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

O historii naszej planety słów kilka

39 699  
473   79  
Dawno, dawno temu… No, może nie w odległej galaktyce, zdarzyło się to nieco bliżej.

What if History's Brightest Supernova Exploded In Earth's Backyard? - The Atlantic

W każdym razie pewna bezimienna gwiazda postanowiła z braku paliwa zakończyć swój żywot i - jak na gwiazdę przystało - zrobić to z wielkim jebutnięciem, niczym achtung w sylwestra. Po tym, jak wzięła i wybuchła, jej resztki poleciały na wszystkie strony i to na konkretny kawałek drogi, bo nawet kilka lat świetlnych. Czysty przypadek sprawił, że ich część znalazła się w miejscu, gdzie już było dość duże zagęszczenie materii i całość zaczęła gwałtownie wchodzić ze sobą w interakcje, niczym dziewuszki na Erasmusie ze śniadymi lokalsami. Po przekroczeniu granicy krytycznej doszło do spontanicznej reakcji jądrowej, która zapoczątkowała cały szereg innych reakcji chemicznych, prowadzących do powstania nowej gwiazdy. Gwiazdy, którą nazywamy naszym Słońcem.

Słoneczko prócz sporej ilości światła wytworzyło też niemałą ilość pierwiastków. Słyszeliście kiedyś określenie „jesteśmy dziećmi gwiazd”? Chociaż brzmi to jak głęboka filozoficzna myśl hipisa po wypaleniu określonej ilości rośliny z południowoamerykańskim rodowodem, to nie ma w tym określeniu przesady. Wszystko, co nas otacza, włącznie z nami samymi, zostało stworzone z materii powstałej w Słońcu jakieś 5 miliardów lat temu. Początkowa sytuacja w Układzie Słonecznym wyglądała bardziej chaotycznie niż gra naszej futbolowej reprezentacji, a mniejsze i większe kawałki skał powstałych z materii latały chaotycznie wte i wewte wokół nowo powstałej gwiazdy. Z czasem małe kawałki zaczęły się łączyć w większe, te większe zagarniały jeszcze więcej mniejszych, stając się jeszcze większymi. Koniec końców, po okresie jakiegoś 0,5 miliarda lat, jakieś 150 milionów kilometrów od Słońca powstała dość duża proto-kulka. Na tyle duża, że zgarnęła ze swojej orbity wszystkie pomniejsze resztki. Tym tworem była młoda Ziemia. I właśnie tutaj zaczyna się nasza opowieść…

Ogólnie w historii naszej planety można wydzielić kilka okresów, które dzielą się na jeszcze mniejsze, a te na jeszcze mniejsze itd. Są one nazywane (od najszerszych czasowo): eonem, erą, okresem, epoką, wiekiem. Przy czym eonów w historii były cztery, a te cztery na koniec dzielą się na ponad setkę różnych wieków (przy czym jeden z wieków jest nazwany koniak – ot, ciekawostka). W naszej opowieści o dziejach Ziemi będę używał różnych podziałów, przy czym najwcześniejsze czasy – gdzie rzadko działo się coś naprawdę godnego uwagi – będę dzielił na te szersze okresy, a im bliżej naszych czasów – będę opisywał dokładniejsze podziały. To tak słowem wstępu, żeby nikt się potem nie przyczepił.
To co, jedziemy?

#1. Hadeik: ok. 4,5 – 4 mld lat temu

183855265cbfdfaarch.jpg
Krajobraz Ziemi, ok. 4,3 mln lat temu, koloryzowane
W prawym dolnym rogu widać niesprzątnięte resztki po festiwalu „10 lat na scenie Maryli Rodowicz”

Najstarszy okres w dziejach w randze eonu. Ziemia byłą wtedy wielką, półpłynną kulą magmy o temperaturze rodem z pieca hutniczego. Gęsty dym spalanych skał sięgał wiele kilometrów w niebo. W niebo, z którego nieprzerwanie spadały meteoryty: jedne wielkości autobusu, inne wielkości góry. Nie było gdzie stopy postawić, gdyż cała powierzchnia była płynną lawą. Innymi słowy nasza młoda Ziemia była miejscem prawie tak niegościnnym, jak łódzkie Bałuty wieczorową porą. Za to szybko wirowała – dzień trwał na początku ledwie cztery godziny. I trwałby niewiele więcej po dzień dzisiejszy, gdyby nie to, że pewien kawałek skały lecący na Ziemię nie był wielkości ani autobusu, ani góry, a całej planety o gabarytach Marsa. Ta lecąca planetka nazwana potem Tea (tak jak Lipton) – potrąciła Ziemię, nie doprowadzając na szczęście do jej eksplozji, wyrywając za to z jej powierzchni spory kawałek skał. Skały te połączyły się w przestrzeni kosmicznej, tworząc towarzyszący nam do tej pory Księżyc, który początkowo był znaaaacznie bliżej nas niż teraz i znacznie mocnej tym samym „wstrzymywał” Ziemię w jej obrocie wokół osi. Pomijając niebezpieczeństwo nagłej śmierci, oglądanie z Ziemi ówczesnego Księżyca w pełni musiało być epickim przeżyciem. Mimo że był to pierwszy okres w dziejach Ziemi, to udaje nam się do tej pory znajdować cyrkony (takie kryształy) powstałe w tamtym okresie. W połowie hadeiku, kiedy temperatura mocno spadła, zaczęły pojawiać się pierwsze oceany, przy czym były one tak nasycone minerałami, że przyjmowały kolor zielonkawo-brunatny. Co ciekawe, to właśnie w tej paćce pod koniec tego eonu prawdopodobnie powstało pierwsze proto-życie, proste i nieskomplikowane niczym życie typowego mieszkańca przywołanych już wcześniej łódzkich Bałut. Temperatura wówczas wynosiła niecałe 100 stopni C, a doba trwała ok. 6 godzin. Zaczęło powstawać ziemskie pole magnetyczne, a azot stanowił 93% atmosfery.

#2. Archaik: 4 – 2,5 mld lat temu



Eon trwający sporo, bo aż 1,5 miliarda lat. Naukowcy oczywiście nie byliby sobą, gdyby nie podzielili go na mniejsze kawałki, ale my na razie aż tak rozdrabniać się nie będziemy. Z ważnych rzeczy: Ziemia ostygła na tyle, że pokryła się wszechoceanem. Życie w nim uznało, że… no cóż, że koncept życia jako takiego to całkiem niezły pomysł i zaczęło się dość intensywnie rozrastać, przede wszystkim w postaci cyjanobakterii i sinic. To wtedy, jakieś 3,5 miliarda lat temu, pojawił się prawdopodobny LUCA – Ostatni Wspólny Przodek, czyli pradziad każdego żywego organizmu obecnego dziś na naszej planecie. Od tamtej pory życie stawało się coraz bardziej różnorodne, a jego namnażanie spowodowało, że cały ten ziemski ocean przypominał Bałtyk w Kołobrzegu lipcową porą: jedna wielka zielono-glonista breja odstraszająca nawet największych entuzjastów parawanów. Z czasem ponad jej lustro zaczęły pojawiać się pierwsze lądy. Atmosfera była gęściejsza niż podczas wigilii z udziałem osób o różnych poglądach politycznych: praktycznie nie przepuszczała promieni słabiej wtedy świecącego Słońca, przez to bez latarki by się nie obeszło. Plus jest taki, że dzięki temu nie było widać owej gloniastej zupy. Ciśnienie było wyższe od dzisiejszego przeszło 3000 razy. Ciekawostką niech będzie to, że to wtedy powstało złoto wydobywane dziś za pomocą nowoczesnego sprzętu w USA i Kanadzie, a także za pomocą mięśni czarnoskórych obywateli RPA w RPA. Pod koniec archaiku zrobiło się na tyle chłodno, że na biegunach ocean wziął i zamarzł. Azot stanowił 98% atmosfery, a doba trwała już całkiem pokaźne 12 godzin.

#3. Paleoproterozoik: 2,5 – 1,6 mld lat temu


Wchodzimy dziarskim krokiem w eon proterozoiku. Z racji że zaczęło się tutaj dziać całkiem sporo, będziemy zatrzymywać się przy każdej jego erze, z których pierwszą jest właśnie paleoproterozoik (za którym razem Ty to wymówiłeś?). I zaczynamy z kopyta: to właśnie wtedy promienie słoneczne zaczęły przebijać się do ziemi. Cyjanobakterie postanowiły to wykorzystać i wymyśliły coś takiego jak fotosyntezę. Proces ten dawał im dużego kopa w realizacji celu pt. "Podbój planety", jednak wiązał się z powstawaniem pewnego "odpadu" całej reakcji – tlenu. Początkowo cyjanobakteria z gatunku Gretus Thunbergus próbowała uświadomić inne cyjanobakterie, że takie masowe produkowanie tlenu nie skończy się niczym dobrym, ale te ją olały, bo w końcu jeden procent tlenu w całej atmosferze nic złego nie zrobi i wszystkim będzie łatwiej żyć, a w ogóle to za pierwszych sinic były niższe podatki. Wobec takiego podejścia w krótkim czasie nastąpiła tzw. katastrofa tlenowa, która doprowadziła do masowego wymierania większości organizmów żywych, a przy okazji zamrożenia całej planety. Całość przebiegła w następujących sekwencjach:

1. Zawartość tlenu wzrosła do 2%.
2. Tlen mocno zareagował z oceanem, natleniając go, a przy okazji zabarwiając go na czerwono.
3. Tlen zareagował z żelazem i węglem.
4. Tlen na koniec nie mając już z czym reagować zareagował z metanem.
5. Zmniejszył radykalnie również ilość dwutlenku węgla.
6. Przez to gazy cieplarniane ogrzewające planetę zniknęły.
7. Średnia temperatura spadła do -30 C, lodowce powstały nawet na równiku, a gdyby żyli wówczas Rosjanie, to nawet zamknęliby przed zimnem okno w łazience.
8. Życie pochowało się w oceanach pod lodem, ale woda w głębinach była mocno natleniona i tym samym zabójcza dla beztlenowego życia.

Cóż, jak widać, nie wszystko poszło po myśli cyjanobakterii. Szkoda zwłaszcza życia wielokomórkowego, które już-już zaczęło się pojawiać, ale wymarło. Planecie udało się jednak z tego zamrażalnika wydostać, chociaż trwało to setki milinów lat. Najbardziej pomogły wulkany: na Ziemi-śnieżce praktycznie ustały opady, więc masy gazów wydostających się podczas wulkanicznych wybuchów utrzymywały się w atmosferze i powoli zaczęły ogrzewać planetę. Ponownie ogrzana planeta stała się miejscem podboju nowych panów Ziemi – organizmów tlenowych, które jako jedyne przetrwały pod lodem. Prawdopodobnie to w tej erze pojawił się pierwszy superkontynent, nazwany Kolumbia. Doba trwała niecałe 16 godzin.

#4. Mezoproterozoik: 1,6 – 1 mld lat temu

Proterozoik - czerwona Ziemia, śnieżna Ziemia, fauna ediakarańska - Historia Ziemi #3 - YouTube

Bez szalonych cyjanobakterii poziom tlenu wyhamował, a nawet trochę spadł do nieco ponad 1%. Dzięki temu oceany przestały być czerwone, a przy braku wielkiej ilości bakterii i sinic przestały wyglądać jak budyń Dr. Oetkera i zaczęły przypominać dzisiejsze wody. Pojawił się ostatni wspólny przodek człowieka i muchomora – linie ewolucyjne zwierząt i grzybów rozdzieliły się. Samo życie nieśmiało zaczyna się wychylać z wód i zerkać na lądy. Pod koniec ery na pewnym kawałku tego lądu powstały rudy żelaza i tytanu – za miliard lat ląd ten będzie nazywany Suwalszczyzną. Samą erę zamknie jedno z najważniejszych odkryć żywych organizmów w historii – odkryją seks, czyli rozmnażanie płciowe. Niestety, minie jeszcze miliard lat, aż odkryją Pornhuba. Tak czy owak rozmnażanie płciowe daje życiu możliwość większej różnorodności genetycznej. Doba trwa nieco ponad 19 godzin.

#5. Neoproterozoik: 1- 0,6 mld lat temu

1838556c139b5fbroddddd.jpg

Można ją nazwać ciszą przed burzą, gdyż podczas jej samej dużo się nie zdarzyło, natomiast trwały przygotowania do wielkiego skoku. Wszyscy okopywali swoje pozycje na nowym superkontynencie Rodinii, który w międzyczasie też się rozpadł. Organizmy stawały się coraz bardziej różnorodne, coraz bardziej złożone i opanowywały coraz to nowsze nisze. W końcu nie trzeba było myć się samym mydłem – w oceanach powstały pierwsze gąbki. Przy okazji dawny wigor odzyskały stare dobre bakterie od produkcji tlenu, powtarzając swój popisowy numer z planetą-śnieżką. Jednak tym razem z jednej strony okres zamrożenia był znacznie krótszy, a z drugiej inne organizmy były lepiej na niego przygotowane i nie dały się tak łatwo ubić jak poprzednim razem. Tylko czekały, aż szybka epoka lodu minie, aby dosłownie eksplodować z nową mocą.
Z końcem tej ery zakończył się eon proterozoiku, a zaczął ostatni eon, w którym żyjemy do teraz – fanerozoik. A z ciekawostek: dobra trwała jakieś 21 godzin, a Polska była w okolicach bieguna południowego.

#6. Kambr: 600 mln – 480 mln lat temu

183855434a81396prym.jpg
Przykłady prymitywnych organizmów

Pierwszy okres ery paleozoiku, ostatniego eonu fanerozoiku. Panie, co tu się działo! Cała
biosfera była pełna energii i żyła intensywnie niczym kobieta z reklamy tamponów OB. Nawet nadali temu faktu nazwę własną: eksplozja kambryjska. Temperatura jest znośna, a tlenu szybko przybyło do oszałamiających 18%! Stojąc na powierzchni, czulibyśmy się jak w górach – wytrzymać można, ale dłuższych przebieżek bez przygotowania nie dałoby rady wykonać. Niemniej dla wyposzczonych siedzeniem pod lodem organizmów taka ilość tlenu daje mocnego kopa. Powstaje masa nowych gatunków, w tym korale, mięczaki czy najbardziej znane z tego okresu trylobity, ale też organizmy o wyglądzie mniej zachęcającym niż siostry Godlewskie. Część z tych prymitywnych organizmów (organizmów kambryjskich, a nie sióstr Godlewskich) dochodzi do wniosku, że pewną strategią życiową jest zjadanie innych organizmów i z czasem wytwarzają one różne elementy pomagające w zdobywaniu pożywienia – w ten sposób zostają pierwszymi drapieżnikami. Te zjadane, co zrozumiałe, zjadane być nie chcą, więc wytwarzają obronę w postaci twardych pancerzyków – dzięki temu możemy dziś w muzeach podziwiać kamienne odciski pozostałości ich skorup. Karnawał życia trwał w największe i wydawałoby się, że nic już tego nie zatrzyma.

#7. Ordowik: 480 mln – 440 mln lat temu

Era paleozoiczna – Ordowik | DinoAnimals.pl

Życie rozwija się nadal. O ile pierwsze bakterie dość dawno wylazły z wody, to prócz nich na powierzchnię nikt wcześniej się nie wybierał i wszystkie ziemskie lądy były nagimi skałami. Dopiero teraz na lądach pojawiają się pierwsze rośny i grzyby, np. paprotniki, chociaż na razie niepewnie trzymają się blisko wody. Pamiętacie trylobity? Te przyjemne zwierzątka osiągają szczyt swoich możliwości, a największe dochodzą do porywających gigantycznych rozmiarów prawie metra! Pojawiają się też rafy koralowe. Wśród tej całej garmażerii powstają też kręgowce: pierwsze proto-ryby. Myślicie, że teraz wszystko pójdzie z górki? A takiego wała! Całość kończy się dość gwałtownie i nieprzyjemnie tzw. wymieraniem ordowickim. Co jest jego powodem? Dyskusje trwają do dziś. Jedną z teorii jest kataklizm kosmiczny: rozbłysk gamma, który celnie trafił w naszą bogu ducha winną planetkę, zmiatając z jej powierzchni prawie 90% gatunków, w tym naszych milusińskich wielkich trylobitków (zostają mniejsze ich gatunki).

#8. Sylur: 440 mln – 420 mln lat temu

Era paleozoiczna – Sylur | DinoAnimals.pl

Okres dość krótki, podczas którego życie dochodziło do siebie po ostatnim wymieraniu. Roślinki, które przetrzymały jakoś na lądach przy brzegach w międzyczasie opanowały cały myk z drewnem, liśćmi, korzeniami i całym tym roślinnym ustrojstwem, w związku z tym już pewnym krokiem mogły opuścić podmokłe tereny i niczym enty na Isengard ruszyć dziarsko w głąb terenu. Z czasem zaczynają się spełniać mokre sny każdego aktywisty miejskiego i rośliny zaczynają zajmować każde wolne miejsce (natomiast ciągle brak ścieżek rowerowych). Lądy powoli robią się zielone i Ziemia kolorystycznie zaczyna przypominać Ziemię obecną. Jest dużo tych „pierwszych”, w tym pierwsze rekiny czy pierwsze skorpiony. Pojawiły się też pierwsze rybki słodkowodne.

#9. Dewon: 420 mln – 360 mln lat temu

Dewon - epoka ryb, kręgowce zdobywają lądy, pierwsze lasy - Historia Ziemi #7 - YouTube

W międzyczasie stężenie tlenu podniosło się do jakichś 24%, więc jest większe niż dzisiaj. To całkiem przyjemna informacja dla osobników, które wybierają lądy, i tak pojawiają się pierwsze owady. Niektóre ryby też się zadowolone z tego faktu, gdyż zamieszkują zbiorniki wodne tak płytkie, że czasem wysychają i rybki muszą o własnych płetwach, oddychając tlenem w powietrzu, przetransportować się do innego zbiornika wodnego. Te najbardziej hardkorowe coraz mniej siedzą w wodzie i stają się powoli pierwszymi płazami, dzięki temu za kilkaset milionów lat Francuzi będą mogli jeść żabie udka. Drzewa osiągają już imponujące rozmiary kilku metrów.

#10. Karbon: 360 mln – 300 mln lat temu

Why giant insects ruled Earth in the Carboniferous - Big Think

Tak, nie mylicie się, nazwa powstała od najczęściej występującego wtedy osadu, czyli karbonu – węgla kamiennego. Pojawiło się go tyle, że można byłoby wypłacać górniczym związkom zawodowym czternaste pensje i niemalże byłoby to opłacalne. Robi się coraz cieplej, a stężenie tlenu osiąga zawrotne 30%, dzięki czemu owady i pajęczaki zaczęły osiągać gigantyczne wielkości. Z ludzkiego punktu widzenia to najgorszy okres od powstania Ziemi: na początku zginąłbyś od razu przykryty lawą, teraz musiałbyś się obawiać, czy gdzieś z gęstych paproci nie wylezie ci metrowy pająk czy skorpion. Przyznajcie, co jest gorsze. Niemniej były pewne kozaki, które się nie wystraszyły i ewoluowały dalej, tworząc pierwsze gady – kotylozaury. Dinozaurem to jeszcze nie było, ale zawsze jakiś „zaur”.

#11. Perm: 300 mln – 250 mln lat temu

1838553413211b4Dimetrodon_grandis_3.png
Dimetrodon - gad, który nie został dinozaurem

Tworzy się wiele górskich łańcuchów, jak Appalachy czy Ural. Całość życia na lądach nieco wyhamowuje, zaczyna się pustynnienie niektórych obszarów. Powstają pierwsze organizmy stałocieplne w postaci proto-ssaków. Stężenie tlenu idzie na rekord niczym Małysz w Willingen i dochodzi do 33%. Pierwsze proto-gady wymarły, a na ich miejsce pojawiły się prawdziwe gadziny, choć jeszcze nie dinozaury. Niektóre jednak tak mocno je przypominały, że wciąż są z nimi mylone, np. dimetrodon (to ten koleżka z żaglem na grzbiecie), który jako plastikowa zabawka pewnie nie raz był postawiony obok Tyrannosaurusa rexa. W rzeczywistości między nim a T-rexem jest większa różnica czasu niż między T-rexem a nami. Całość permu skończyła się… no zgadnijcie, czym mogła się skończyć? Oczywiście, kolejnym wymieraniem. Jak już zauważyliście, ewolucja przypomina cza-czę: dwa kroki do przodu, jeden w tył. A przy okazji tego wymierania padają ostatnie trylobity. Na tym zakończyła się era paleozoiku, która zaczęła się od eksplozji życia na początku kambru, a zakończyła wielkim wymieraniem. Kolejna era – mezozoik – upłynie pod znakiem dominacji znanych i lubianych dinusiów.

#12. Trias: 250 mln – 200 mln lat temu

Era mezozoiczna – Trias | DinoAnimals.pl

Trias to pierwszy okres ery mezozoiku. Po ostatnim wielkim wymieraniu na scenę życia wchodzi nowy gracz – dinozaur, tym razem w pełnym tego słowa znaczeniu. Pierwsze dinozaury pojawiły się już na początku triasu, z czasem zajmując kolejne nisze: powstają dinozaury latające i pływające. Zamieszkując one nowe lądy – tak, lądy w liczbie mnogiej, gdyż właśnie rozpada się kolejny superkontynent Pangea. Tak więc wielkie gadziny pałętały się już po całym globie i ciągle rosły i rosły. Nie przeszkadzało to innemu graczowi, który pojawił się pod koniec tego okresu. Na razie był on wielkości palca co większego dinozaura, żył w norach, prowadził nocny tryb życia i póki co był totalnie nieznaczący. Na swoją szansę czekał pierwszy ssak. No, to sobie jeszcze trochę poczeka!

#13. Jura: 200 mln – 150 mln lat temu

Era mezozoiczna – Jura | DinoAnimals.pl

Jura to typowe imię towarzysza zza wschodniej granicy, ale też nazwa złotego okresu dinozaurów. Jak podpowiada Kapitan Oczywisty, to od tej nazwy wziął nazwę zdobywca Oscara "Park Jurajski". Nazwa nieco myląca, gdyż główny bohater filmu, czyli Tyrannosaurus rex w jurze w ogóle nie występował, ale widać filmowcy uznali, że "Park Kredowy" brzmi dość niepoważnie i zostali przy jurze. Niemniej w trakcie jury faktycznie powstaje cała masa nowych gatunków dinozaurów. Klimat powstawaniu temu sprzyja, gdyż Ziemia jest niczym marzenie senne każdego dorastającego chłopaka: gorąca i wilgotna. Ogólnie atmosfera jest jak w saunie, więc gdyby cofnąć człowieka do czasów dinozaurów, to o ile nie zostałby szybciej przez jakiegoś zeżarty, to po kilku godzinach padłby z przegrzania (po czym i tak zostałby przez gadziny zeżarty). Przed śmiercią mógłby jeszcze rzucić okruszka chleba dla pradziadka wróbla – pojawiły się pierwsze ptaki. Doba już prawie dobija do naszej i wynosi 23 godziny 20 minut.

#14. Kreda: 150 mln – 67 mln lat temu

T. rex was actually bigger than we thought - CNET

To właśnie podczas kredy występuje krótki wiek zwany koniak, gdzieś ok. 90 mln lat temu. Cała kreda to ciąg dalszy pochodu dinozaurów, które już tak urosły, że stały się prawdziwymi kolosami i to wtedy na Ziemi pojawiają się największe zwierzęta, jakie po niej dreptały. Stada dinusiów mogły liczyć tysiące stworów i zasiedliły Ziemię od bieguna do bieguna, co nie było specjalnie trudne, gdyż nawet na nich temperatura zimą rzadko spadała poniżej zera. To wtedy pod koniec kredy pojawił się król dinozaurów: tyranozaur. Co ciekawe, pojawił się pod sam koniec kredy i tak naprawdę istniał może kilka milionów lat – dość mało, jak na setki milionów istnienia samych dinozaurów. Jak widać, dobry marketing może zdziałać cuda. A pod koniec kredy z punktu widzenia ssaków stał się kolejny cud, ale o tym zaraz. Z kosmosu Ziemia zaczyna przypominać dzisiejszą i już można pi razy drzwi rozpoznać obecne kontynenty. Dobie do pełnych 24 godzin brakuje niecałych 20 minut.

Kredą kończymy mezozoik. Była to era bezsprzecznie należąca do dinozaurów. Na Ziemi nikt nie mógł im zagrozić. No właśnie – na Ziemi. Natomiast jakieś 67 mln lat temu na naszą planetę spadł wielki kawał skały. Z racji, że dinozaury nie miały Bruce’a Willisa, kamulec tak przywalił, że doprowadził do poważnych zmian klimatycznych. Przede wszystkim mocno zostało ograniczone światło słoneczne docierające do Ziemi. Klimat szybko się ochłodził i bujne, nastawione na ciepło i światło rośliny padały jedna za drugą. Przy braku roślin padły dinozaury roślinożerne, a bez nich mięsożerne. A taki dinozaur miał wielki metabolizm i musiał żreć dużo i często – w przeciwieństwie do takiego krokodyla, który całą tę zawieruchę przetrwał. Wymieranie było ekspresowe i już niedługo potem padł ostatni dinozaur – nazwiemy go Denver: ostatni dinozaur. Gdy ostatni dinuś padł, a Ziemia uporała się ze skutkami uderzenia, ze swojej nory łebek wystawiło małe włochate żyjątko, zwane ssakiem. Ze zdziwieniem zauważyło, że wokół nie ma już wielkich gadów i może bezpiecznie wyjść na powierzchnię. Nastąpiła nowa era, era ssaków. Kenozoik.

#15. Paleocen: 67 mln – 56 mln lat temu

Globalne ocieplenie z dalekiej przeszłości - Wykop.pl

Paleocen to pierwsza epoka okresu paleogenu ery kenozoiku eonu fanerozoiku – prawda, że proste? Klimat robi się coraz cieplejszy, a pod koniec epoki dochodzi do optimum klimatycznego: krótkiego, bo trwającego ledwie 200 tysięcy lat okresu, ale mocno efektownego. Dość powiedzieć, że lasy tropikalne rosną w Polsce, w Arktyce temperatura przekracza 20 stopni C, Alaska wygląda jak Floryda, a Floryda też wygląda jak Floryda. A propos Florydy, to zaczyna się na coraz dalej i dalej oddalać od Europy i Afryki razem z resztą Ameryk, tworząc Ocean Atlantycki. Sam kontynent afrykański i europejski również oddziela ocean: Tetyda. Jednak ponieważ Afryka płynie w kierunku Europy – póki co bez użycia pontonów i nie na socjal – to ocean ten się zmniejsza i zmniejsza, a jego pozostałością pozostanie Morze Śródziemne. Majestatycznie płynie też Australia, która odłączyła się od Antarktydy. Podobnie zrobiły Indie, tylko w ich przypadku o majestatyczności nie może być mowy: nie tyle płyną, a wręcz prują fale Oceanu Indyjskiego w tempie motorówki. Tak się rozpędzą, że wyhamują dopiero w Azji i to z takim impetem, że stworzą najwyższe góry świata – Himalaje. Ssaki, które uwolniły się od dinozaurów też nie próżnują i bardzo szybko powstaje masa nowych gatunków. Początkowo są nieduże, ale z racji braku zagrożenia dość szybko, niczym początkujący produkt pudzianopodobny na siłce, nabierają masy.

#16. Eocen: 56 mln – 34 mln lat temu

Eocen. Kiedy Antarktydę porastały lasy

Indie już podjeżdżają pod Azję, a z najbliższego punktu Afryki do Ameryki Południowej jest jak z Warszawy do Lizbony. Nadal panuje ciepełko, chociaż tak jakby już powoli wyhamowuje. Czemu? Bo wcześniejsze namnożenie się roślin i ich wielki zasięg powoduje szybkie wchłanianie gazu cieplarnianego dwutlenku węgla. Pod koniec epoki jego stężenie spada o 80% w stosunku do pierwotnego. Ssaki dzielą na grupy obecnie nam znane: nieparzystokopytne, z których powstaną konie, parzystokopytne, z których powstaną owce czy świnie, kotowate czy psowate. Część ssaków zrobi wielki come back do wody, dając przodków waleni i delfinów. Zwierzątka potrafią być duże: taki kuzyn nosorożca był wielkości trzypiętrowego domu i ważył tyle co kilka słoni. Po drzewach biega coś, co przypomina skrzyżowanie wiewiórki ze szczurem. W pewnym momencie część tych żyjątek przechodzi z drzewa na drzewo za pomocą skoków, tym samym wzmacniając kończyny: te w przyszłości staną się naczelnymi. Inne wybiorą opcję szybowania po drzewach, tworząc błonę do latania, i w przyszłości staną się nietoperzami. Jak widać, jesteśmy względnie blisko spokrewnieni z krwiopijcami, a przemiana hrabiego Drakuli może mieć więcej sensu niż myślimy.

#17. Oligocen: 34 mln- 23 mln lat temu

Chronique d Aubussargues Première partie : des origines aux Wisigoths - PDF Téléchargement Gratuit

Oligocen to ostatnia epoka okresu paleogenu. Ssaki ciągle się rozmnażają i ciągle stają się coraz bardziej różnorodne, pojawia się między innymi największy ssak lądowy jaki żył - Paraceratherium, którego nazwa brzmi jak lek, przed zażyciem którego należy skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą. Po zdeptaniu przez niego należałoby się raczej skonsultować z zakładem pogrzebowym, gdyż masa tego stworka mogła wynosić nawet powyżej 20 ton! Innym ssakiem, jaki się pojawił, był znacznie mniejszy propliopitek - pierwszy naczelny, a więc przodek małp i nasz. Co się zaś tyczy klimatu, to powoli się ochładzał. Na Antarktydzie zaczął padać śnieg, który nie topił się latem, przez co każdej zimy było go coraz więcej i więcej, a powstające z niego lodowce zaczynały powoli pokrywać cały kontynent. Polska natomiast, która wcześniej była zalana niczym Karyna na piątkowej imprezie, zaczęła powoli wyłaniać się z wody (Polska, nie Karyna). Dobie do 24 godzin brakuje 6 minut.

#18. Miocen: 23 mln - 7 mln lat temu

1838555ff7c7d83mapaaa.jpg
Mapa Europy sprzed 20 mln lat

Epoka, w której przyroda wykonała ostatnie szlify, aby Ziemia wyglądała tak jak dziś: skończyło się powstawanie Himalajów czy Alp, powstało Morze Śródziemne, Antarktyda zamarzła po całości, a w Ameryce pojawił się kanion Kolorado. Polska prawie cała wynurzyła się z morza, jednak wciąż miała do niego dostęp. Z tym tylko, że od południa! Co ciekawe, to właśnie wtedy dostęp do morza miały także Czechy, więc to najprawdopodobniej wtedy powstało ich "Ahoj!". Z racji ochłodzenia planety i pojawienia się lądolodów poziom mórz i oceanów spadł, przez to powstało wiele korytarzy lądowych, którymi cała garmażeria zwierzaczków mogła przedostać się na nowe lądy. Przepłynąć mogłoby być trudno, gdyż właśnie wtedy pojawiła się gwiazda filmów klasy E: największy w historii rekin megalodon. Epokę zamyka natomiast pojawienie się innego stworzenia - pierwszego hominida, a więc pierwszego człowiekowatego.

#20. Pliocen: 7 mln - 2,5 mln lat temu


Klimat nadal się ochładza, pojawia się tundra i tajga. Dużą popularność zyskują trawy odporne na chłodne dni i noce. Szczytowym drapieżnikiem tych czasów jest znany z Power Rangers tygrys szablozębny. Powstałe wcześniej hominidy zaczynają się dzielić: od głównej gałęzi odrywają się pawiany, goryle, a na koniec około 4-5 mln lat temu szympansy, które obecnie są naszymi najbliższymi "krewnymi", gdyż innych bliższych krewnych wytłukliśmy, jak na człowieka rozumnego przystało. Pod koniec okresu po Ziemi pałętała się całkiem spora zgraja najróżniejszych grup człowiekowatych i opowiadanie o każdej to temat na inną historię. Warto zapamiętać, że pliocen kończy się – ku uciesze grup LGBT – pojawieniem się pierwszego Homo.

Niestety, inne gatunki aż tak z tego powodu nie będą się cieszyć. Ziemia zniosła wiele drapieżników w swojej historii, ale to człowiek dzierży tytuł najbardziej krwiożerczej istoty w historii planety. Patrząc na polityków czy celebrytów ciężko w to uwierzyć, ale człowiek zamiast kłów czy pazurów rozwinął inny element ciała – mózg. To on pozwolił nam na podbój całej planety, na stworzenie wielkich cywilizacji, cudów techniki, filozofii, religii i budyniów czekoladowych. Jednak jest druga strona medalu i również dzięki niemu mogliśmy wybić niezmierzoną liczbę gatunków, innych grup człowiekowatych, a gdy tych zabrakło, z powodzeniem wzięliśmy się za wybijanie siebie nawzajem.
A jak staliśmy się panami planety, ile przy tym było zwrotów akcji, czy nasza ewolucja się skończyła i czy uda nam się wygrać z naturą - to już pytania na następną opowieść...

#21. Epilog

Will Earth survive when the sun becomes a red giant?

Ziemia jako planeta sporo przeszła. Zmieniała się wielokrotnie i będzie zmieniać, czy nam się to podoba czy nie. Cokolwiek nie zrobimy, tryliony ton skał nadal będą krążyć wokół Słońca. Gatunki będą wymierać i tworzyć się nowe, kontynenty będą się łączyć i rozpadać. A my? My jesteśmy pyłem tej planety. Przy odrobinie szczęścia ten pył kiedyś opuści ciepłe gniazdko i poleci do gwiazd. Tego nie wiemy. A co wiemy? Zerknijmy w przyszłość...
Za około 200 mln lat: Księżyc oddali się tak bardzo, że niemożliwe staną się pełne zaćmienia Słońca.
Za około 600 mln lat: doba będzie miała 25 godzin.
Za około 1 mld lat: Słońce, które dało życie, teraz to życie zabierze i nagrzeje Ziemię tak bardzo, że wyparują oceany.
Za około 4 mld lat: nasza galaktyka zderzy się z Galaktyką Andromedy. Niewielka szansa na to, że przy okazji Ziemia zostanie wybita z orbity Słońca i pofrunie w przestrzeń kosmiczną.
Za około 5 mld lat: życie Słońca dobiegnie końca. Być może zmieniając się w wielkiego olbrzyma, pochłonie Ziemię.
Za około 100 trylionów lat: jeśli jakimś cudem Ziemia jeszcze istnieje, nie została zniszczona ani wyrzucona w przestrzeń, Wszechświat nie rozpadł się, nie zapadł albo nie tunelował do innego wszechświata, to w tym momencie nasza planetka wytraci całą energię ruchu obrotowego i spadnie na pozostałość Słońca.
Jeszcze nieco później: benefis "Pożegnanie ze sceną Maryli Rodowicz".

Źródła: 1, 2
29

Oglądany: 39699x | Komentarzy: 79 | Okejek: 473 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

03.12

02.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało