Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Była wziętą modelką - robiła to w Japonii (i Izraelu)

66 599  
287   16  
W poprzednim odcinku odpowiadałam na wasze pytania, dzisiaj zabiorę was w dwa diametralnie różniące się od siebie miejsca, w których trochę czasu przepracowałam.

Na początek Japonia

O castingach i wspólnych podróżach jednym autem już wspomniałam. Dziewczyny są lokowane po samochodach według tego, czy mają zbliżone castingi do zaliczenia danego dnia, choć nie zawsze wszystkie muszą się pokrywać. Bywa więc tak, że część modelek czeka w samochodzie, gdy ich koleżanki odwiedzają siedzibę klienta.

Była sytuacja, która mi zapadła w pamięć, obrazująca upodobania Japończyków co do urody europejskich modelek.
Tego dnia w aucie było nas 7 (to są zwykle takie tatusiowozy, vany), dwie z nas w wieku 22/23, reszta 13-15. Pominę już swój stan psychiczny po spędzeniu dnia ze szczebioczącymi - umówmy się - dziećmi. Po podjechaniu pod wydawnictwo młodzież wyszła na casting, a dwie staruszki, w tym ja, zostałyśmy. Z ciekawości zapytałyśmy managera, czy to jest casting do jakiejś młodzieżowej gazetki, w końcu obie pomimo słusznego już wieku wyglądałyśmy na wyraźnie młodsze i może byśmy się nadały. Co się okazało? Casting był do magazynu dla kobiet w ciąży i młodych mam. Dwudziestodwulatki są według Japończyków za stare na to, by doklejać im sztuczne brzuchy podczas sesji na okładkę czasopisma parentingowego i jedynie piętnastki mogą sprostać preferencjom tego rynku.

Japonia cechuje się kultem młodości, świeżości, słodkości i pewnej niewinności. Tak tak, wiem, z tą niewinnością to bywa różnie, ale nie zagłębiajmy się w tematy pewnych gatunków filmów - zauważcie tylko, że wszystkie (nie wiem, chyba) filmy z Azjatkami proponują wizerunek młodziutkiej i niewinnej, wręcz dziecięcej aktorki. Coś jest na rzeczy…

Ja na castingach mając lat 18 miałam mówić, że mam 17. Jako 23-latka - że 19. Problem się pojawiał, gdy w kolejnych latach trafiałam na sesjach na te same osoby i one zauważały, że się matematyka nie zgadza. Była to jednak regularna praktyka i wszyscy wiedzieli o kłamstwach dotyczących wieku dziewczyn.

Na samej sesji różnicą kulturową, która mnie zawsze uderzała, była wyraźna hierarchia wpływająca na relacje między ludźmi w pracy. Asystent znał swoje miejsce, latał wokół swojego szefa by wszystko, co mu potrzebne było jak najszybciej dostarczone, nie ośmielał się opuszczać studia po skończonej pracy przed swoim szefem itp. Ale przekładało się to również na możliwość zjedzenia wspólnego posiłku podczas przerwy na obiad. Jeśli studio dysponowało wielkim stołem - OK, można było usiąść i wspólnie zjeść posiłek. Jeśli zaś stół był choć trochę mniejszy, asystenci nie mogli siadać razem z “pierwszym rzędem” osób pracujących przy sesji.

Podobny obraz

Niejednokrotnie podczas przebierania się rozmawiałam z asystentką stylistki i chciałam kontynuować rozmowę przy obiedzie - bywało, że nie mogłam, bo asystentów nie zapraszano do głównego stołu i albo jadali przy swoim, mniejszym, albo gdzieś po kątach w studiu.
Raz się w ten model wtrąciłam i na siłę zaczęłam zapraszać asystentów, co wywołało konsternację i duże zawstydzenie. Taki jasno określony model pracy oparty o hierarchię im pasuje, każdy zna swoje miejsce i nie mi wprowadzać chaos wyrywający zawstydzonych Japończyków z ich strefy komfortu.

Kolejna rzecz to ogromne zrozumienie i akceptacja fizyczności i fizjologii człowieka. Nie jest niczym wstydliwym noszenie na szyi ręczniczka do wycierania potu (lato jest tam bardzo gorące i wilgotne) czy kupowanie różnego rodzaju wkładek pod pachy itp.
Jest taki sklep, w sumie sieć ponad stu sklepów, Don Quijote (donkiszot, donki.com). Są otwarte 24h lub do bardzo późna. Wielkopowierzchniowe, wielopiętrowe przybytki, w których każde piętro oferuje coś innego - od produktów spożywczych, przez środki czystości i kosmetyki, elektronikę, po ubrania i nawet gadżety rodem z sex shopów (ale tylko te grzeczniejsze). Nikt nie patrzy tam na ciebie krzywo, gdy oglądasz owe zabawki czy też fikuśną bieliznę. Zdarzyło mi się kupić tam jakieś zwykłe rajstopy czy majtki, a oprócz tego produkty całkowicie codzienne - pastę do zębów, przekąskę, jakiś kosmetyk.
Przy kasie nawet przez moment nie pojawiło się na twarzy kasjera oceniające lub skrępowane spojrzenie (co było zaskakujące, bo i bez tego wysoka biała Europejka potrafi jakieś zawstydzenie w nieśmiałym Japończyku wywołać). Standardem jest też pakowanie bielizny i produktów mogących być uznane za “intymne” w nieprzezroczystą torebkę, a resztę w tradycyjną siatkę.

W pracy natomiast ogromnie krępowała mnie sytuacja, gdy zdjęte przeze mnie własne ubranie wieszałam sobie na krześle, a po powrocie z planu odnajdywałam je równiutko złożone w kosteczkę. I wiecie, nie tylko dżinsy czy koszulkę. Jeśli musiałam zdjąć bieliznę czy skarpetki (by założyć zestaw przygotowany przez stylistę, a nie pozować bez, świntuchy!), takie, powiedzmy, po kilku godzinach noszenia, jeszcze ciepłe, nie czułam się komfortowo z faktem, że ktoś te w pośpiechu zdjęte skarpetki przewracał na prawą stronę, wyrównywał i składał na pół, by leżały sobie na wierzchu stosiku z moimi prywatnymi ubraniami.
Nie mówiąc już o tym, że asystenci pomagają w ich nakładaniu. Jeśli ubieram się w cały nowy zestaw, nakładam spodnie - sięgają do rozporka, by mi pomóc go zapiąć. Jak mam założyć skarpetki, ktoś już przede mną klęczy i trzyma zrolowaną w palcach skarpetkę gotową na to, bym jedynie wysunęła stopę do przodu, a oni mi ją założą.
Dla nich to był standard. W innych miejscach na świecie się z tym nie spotkałam - moje skarpetki to moja sprawa. Nie wiem, czy tak jest nadal, czy już coś się zmieniło. Takie zachowanie było standardem w moich czasach.

Tego typu asystowanie okazuje się naprawdę przydatne i warte docenienia, gdy jest zima i pracujemy nad sesją na zewnątrz - a zazwyczaj jest tak, że zimą przygotowuje się materiały na sezon wiosenno-letni, a latem na zimę. Podczas fotografowania kolekcji letniej na dworze zawsze jest asystentka, która nie dość, że zadbała o to, by mieć ze sobą wielki puchowy płaszcz lub szlafrok dla mnie, to jeszcze stoi tuż poza kadrem, by w każdej nawet krótkiej przerwie podbiegać i mnie otulać, bym nie zmarzła za mocno. (Nie jest to standardem wszędzie na świecie - niby ktoś tam może podejść do mnie z kocem podczas przerwy, ale muszę wyraźnie o to poprosić lub musi trafić się bardzo empatyczna asystentka.)
Jednocześnie oczekuje się ode mnie profesjonalizmu - nie mogę narzekać, marudzić, bo wszyscy wiemy w jakim celu tam jesteśmy i co jest do zrobienia. Japończycy z ogromną powagą podchodzą do obowiązków służbowych i jest społeczne oczekiwanie, że każdy jak najlepiej wywiąże się ze swojego zadania - jakiekolwiek by ono nie było.

Ciekawostka spoza modelingu:
Jest sobie chodnik o szerokości, powiedzmy, 1,5 metra. Na odcinku o długości kilku metrów wygrodzony jest podłużny fragment, gdzie prowadzone są jakieś wykopy, naprawy itp. Pozostała ścieżka o szerokości kilkudziesięciu centymetrów, zmieści się tylko jeden człowiek, nie ma mowy o minięciu się. Ale ale! Ścieżka ma przecież raptem kilka metrów! Wchodząc na nią już widzę, czy z drugiej strony ktoś nadchodzi, czy mam poczekać i go przepuścić.
Japończycy jednak wystawiają trzech (!) pracowników, po jednym z każdej strony i jednego w środku na małej wysepce (która mogłaby pełnić rolę mijanki), którzy kierują ruchem. Z bardzo dużym zaangażowaniem, należy dodać - machają rękami, trzymają jakieś kijki świecące na czerwono lub zielono itp. To samo przy wyjazdach z niektórych parkingów podziemnych - jest człowiek od zatrzymywania pieszych i pomocy przy wjeździe i wyjeździe, bo nie dość, że ciasno, to jeszcze nie ma wystarczająco dobrej widoczności.

Znalezione obrazy dla zapytania beauty girl

W metrze, jeśli robione są jakieś remonty lub pojawiają się inne utrudnienia w ruchu, oprócz ogromnej ilości wyraźnych znaków informacyjnych i dużych strzałek kierujących pieszych właściwą ścieżką, często stoi pracownik, który ma cię pokierować i wskazać drogę. Nawet jak cały tłum idzie tam, gdzie ma iść, niejednokrotnie i tak taki pan czy pani machają rękami i wskazują drogę. Gdy akurat ów pan stał niedaleko wejścia do toalet i ja po załatwieniu swojej potrzeby wyszłam rozglądając się za moim towarzyszem płci męskiej, podbiegł on do mnie (tak, podbiegł, nie podszedł - podbiegł!) i sam z siebie wyjaśnił, że mój znajomy jest nadal w środku, w męskiej.
Można by pomyśleć, że zrobienie drobnej naprawy na drodze w Japonii wymaga dwa razy większej ilości pracowników niż np. u nas. I każdy z tych pracowników będzie się angażował w wykonanie swojej czynności bardziej niż wszyscy nasi razem wzięci.

Wróćmy jednak do głównego tematu.
Coś wspaniałego, co praktykuję do dzisiaj, to masaż twarzy przed nałożeniem makijażu. Azjaci przykładają dużą wagę do pielęgnacji i wiedzą jak to robić. Masaż, maseczki nawilżające itp… Wszystko, aby tylko twarz wyglądała młodo i promiennie.
Japończycy tak bardzo lubią tzw. "baby face", młodziutki wygląd i to jeszcze europejski/słowiański, że nie było niczym nadzwyczajnym zaczepianie mnie przez Japonki i komplementowanie wyglądu. Mężczyźni oczywiście nigdy by czegoś takiego nie zrobili, ale kobiety, te odważniejsze - jak najbardziej. Sprzedawczyni w sklepie, grupka dziewczyn w toalecie, kasjerka w kawiarni… Słowo, które słyszałam najczęściej to "kawaii", czyli słodka, urocza. Wszystko dlatego, że wyglądam na młodszą niż w rzeczywistości jestem, taki typ urody.

Izrael

Po drugiej stronie skali stoi taki np. Izrael. Niespodzianka, jest tam całkiem niezły rynek - nie tak prestiżowy jak Nowy Jork czy Paryż, ale względnie duży i dający zarobić. Tam z kolei nie przyjmują zbyt młodych dziewczyn, najlepiej mieć wyraźnie powyżej 20 lat, by dobrze pracować. Preferują kobiety, a nie dziewczynki.

Castingi też wyglądają inaczej - jeździ się samemu, czasem agent podrzuci jakąś dziewczynę, bo zechce sam pojechać do danego fotografa, którego zna osobiście i mają dobrą relację. Właśnie, tam większą wagę przykłada się do dobrych relacji, trzeba o nie dbać. Taki casting lub go&see z agentem zazwyczaj wygląda tak, że przez dobre 40 minut gada się o wszystkim i o niczym, często o pracy i nowych projektach, jednocześnie pijąc kawę i paląc papierosy. Tak przedstawiona modelka będzie się potem lepiej kojarzyła fotografowi, w końcu już nawiązali relację, zaprosi ją więc do jakiejś sesji. Podczas tej sesji także znajdzie się czas na prywatną rozmowę - jeśli nawiązany zostanie kontakt, rozmowa będzie faktyczną wymianą informacji czy opinii (tu wracamy do kwestii posiadania w głowie czegoś więcej niż siano), modelka okaże się dojrzałą, mającą coś do powiedzenia osobą, na pewno będzie częściej zapraszana do współpracy.
Oczywiście dopóki agencja będzie ją lubiła i promowała. Jeśli pojawi się konflikt bądź niezgodność z agentem - koniec kariery na tamtejszym rynku (jest jedna agencja, która ma monopol, pozostałe to małe płotki).

Kolejną różnicą jest punktualność - a w zasadzie jej brak. Jak zamawiam taksówkę na lotnisko na 5:30 rano, to nie mam pewności, czy przyjedzie przed 6. Gdy dzwonię do korporacji spytać, co się z nią dzieję, bo ciągle czekam i się spieszę, to słyszę, że no przecież już jedzie, spokojnie, o co w ogóle chodzi, skoro już jest w drodze… Ja tam preferuję podejście japońskie w tym temacie.

Izrael nie zamyka się na sztuczność, tam pracują zarówno dziewczyny naturalne, jak i poprawione przez chirurgów. Wiele lokalnych celebrytek ma już pewien wiek, tam nie ma promowania nastolatek, ceni się dorosłą, nawet dojrzałą kobietę. I jak tak patrzę na różne reklamy czy nawet relacje z imprez znajomych, to widzę same napompowane usta i wypełnione policzki oraz doczepione włosy. Sama miałam doczepiane włosy na większości sesji - bo lubią objętość, nawet jak reszta stylizacji była naturalna.

Izrael, a właściwie Tel Aviv, bo jednak jest trochę inny niż Jerozolima, jest dla mnie centrum otwartości na homoseksualistów. Nie jest niczym nadzwyczajnym para facetów idąca za rękę i heteroseksualni mężczyźni nie mają z tym żadnego problemu (a przynajmniej nie zauważyłam jakichkolwiek gestów czy reakcji pokazujących niechęć bądź krytykę). W Tel Avivie też upadł mit o bardzo męskim wyglądzie co najmniej jednej z lesbijek tworzących parę. Makijażystka, z którą często pracowałam i z którą miałam bardzo dobry kontakt, okazała się homoseksualistką. Piękna, kobieca, delikatna - tak samo jak jej partnerka. Ze zdjęć, które widziałam, ich znajome lesbijskie pary też nie mają bardzo wyraźnego pierwiastka męskiego.

Wspomnieniem traumatycznym z podróży do Izraela jest dla mnie kontrola na lotnisku. Kiedyś był tu artykuł na ten temat, chyba nawet z ogólnym pozytywnym wydźwiękiem. Ja niestety padłam ofiarą zbytniej podejrzliwości (stempel z Egiptu w paszporcie) i obdarto mnie ze wszystkich resztek godności. Od gubienia i niszczenia mojej własności, przetrzymywania walizki przez 3 dni (pożyczałam ubrania od stylistów) po rozbieranie mnie do bielizny i dokładne obszukiwanie każdego szwu w moich majtkach. Wszystko to w towarzystwie strażniczki z karabinem.

Nie chcę się w to zagłębiać, bo zrobi się z tego narzekanie, a chciałam bez zbędnych emocji opisywać zdarzenia, unikając chwalenia lub krytyki. Jedno natomiast wyniosłam z tamtych zdarzeń - lecąc samolotem z czymś więcej niż podręczną torbą, zawsze biorę do torebki zapasową bieliznę, koszulkę i kosmetyki, które pozwolą mi przetrwać 2 kolejne dni bez bagażu.

No dobrze, na rynkach modowych bywa bardzo różnie, ale co je łączy?

Spontan.

Niestety sesje pojawiają się z dnia na dzień, zaplanowanie wakacji czy nawet wizyty u lekarza jest cholernie trudne i zazwyczaj wiąże się ze stratą jakiegoś zlecenia lub skracaniem pobytu na wczasach. Będąc jeszcze w liceum, miałam sytuację, gdy ok. południa dostałam informację, że zabookowano mnie na sesję w Nowym Jorku na kolejny dzień, a samolot mam tego samego dnia wieczorem. Miałam niecałe dwie godziny na ogarnięcie się i spakowanie, a ponieważ nie było żadnych pasujących pociągów, jechałam trzy godziny taksówką do Warszawy z miasta moich rodziców (koszt - kilkaset złotych). Do rodziców, którzy byli w pracy, jedynie zadzwoniłam i powiedziałam, że jak wrócą do domu, to już mnie nie będzie, bo jadę do Stanów na nie wiem jak długo.

Znalezione obrazy dla zapytania beauty blonde girl

Ma to swoje plusy, nie jest nudno, można odwiedzić wiele miejsc na świecie. Choć nie zawsze jest czas na to, by faktycznie coś zwiedzić.
Jest to też fajna lekcja radzenia sobie w stresie, koordynowania wielu zadań "na już" i zarządzania czasem. Posiadanie tej umiejętności wyraźnie procentuje po podjęciu pracy w korporacji.

I tym zgrabnym powrotem do przyszłości zakończę :) Dzięki za wszystkie komentarze. Mam nadzieję, że choć części z Was zmieniłam spojrzenie na ten zawód.

Oglądany: 66599x | Komentarzy: 16 | Okejek: 287 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało