Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki LXXXII - Tfuu! Pie**olony Matiz!

33 186  
4   59  
Jeżeli jesteście ciekawi jak NIE NALEŻY odpowiadać kobiecie, co robić gdy wasz środek lokomocji odmówi posłuszeństwa oraz dlaczego należy bać się informatyków, zapraszam do lektury kolejnych Autentyków. Pragnę jednocześnie ostrzec wrażliwych, że w dzisiejszym wydaniu pojawi się opowieść o pewnym samochodzie, który to... zresztą sami przeczytacie...

ZDROWE PODEJŚCIE

Co to w tej medycynie się porobiło, tyle rzeczy można zbadać, różnymi wynikami lekarze są zasypywani, możliwości diagnostyczne ogromne itd. itp. Uczestniczyłem dziś w ramach stażu specjalizacyjnego w konsultacjach jakie udzielał pewien profesor. Jak to bywa w takich przypadkach zestresowani pacjenci nie mogą często słowa wymówić przed majestatem profesorskim w otoczeniu adiunktów, docentów i reszty dworu. Jeden był jednak wyjątkiem, na sam koniec konsultacji zapytał Profesora podsuwając mu pod nos jeden z wielu dostarczonych wyników badań nieśmiałym głosikiem mówiąc:
- A to co jest ?
Profesor poprawił okulary, zasępił się, mars na jego czole wyraźnie się pognębił, nastała chwili ciszy, że słychać było jak wiedza medyczna gotuje się w czerepach zebranych. Wreszcie Majestat Profesorski nabrał powietrza w płuca i rzekł tubalnym głosem:
- Nie wiem co to jest, ale tu jest napisane, że w normie, więc nie zamierzamy się tym przejmować.

by Cornugon

* * * * *

TFUU! PIER***ONY MATIZ!

Jadę dziś raniutko do pracy, pomykam długo odśnieżanym autkiem Powsińską do mostu Siekierkowskiego, żeby przebić się na Azjatycką część stolicy (prawy brzeg), a że ślisko i słabo posolone, to nie spieszę się zbytnio i środkowy pas okupuję.
Z lewej w lusterku nadciąga monster... złoty Matiz, ale leci równo - ja miałem kole 80, matiziak ze 100 z plusem... Zerkam z prawej jakiś dostawczy - a przede mną światełka i cyk... czerwone. Matiz tuż przed moją maską prawy nadajnik i ostry zwrot przez sztag z hamowaniem. Ja ostro po stopach i ślizgiem.., krew mi oczy zalewa - dostawczy obok klakson pali i widzę kątem oka, że już tańczy paką na lodzie. U mnie też szczątkowa przyczepność ale koleiny mnie przytrzymały na prostej. A Matizek... pełny obrót przed naszymi maskami, przeskok nad krawężnikiem i sru wpadł na trawnik. Zachwiało nim ostro jakby miał się na bok wywrócić ale oprał się o słupek z jakimś znakiem. Zatrzymały się wszystkie pasy ruchu, ja tylko szybę opuściłem i zerkam, bo nic nikomu nie powinno było się stać, a z dostawczego obok wyskakuje tłustawy kierowca klnie szpetnie... Splunął ostentacyjnie [Tfuu] i ryknął w głos "Pierdo*ony Matiz"... Całkiem mi nerwy odjęło i rozbawiony odjechałem popracować...

by radmax

* * * * *

MYŚLAŁA O WSZYSTKIM

Moje, niestety już R.I.P. babuszka miała zawsze przy wszelkiego rodzaju "masówkach" jeden wielki problem. Chodzi tu o masówki typu: olimpiada letnia, zimowa, siakieś impry gdzie w każdym bądź razie kamera w TV pokazywała od metra kibiców. I tak kiedyś - bodajże zimą w Sarajewie były jakieś skoki narciarskie (bez AM ofkors) na siakiś mistrzostwach czy igrzyskach i gdy camerrrra najechała na trybunę główną z jakimiś 5-8 tys. ludzi babcia rzecze w te słowa (rzekła):
- Robert!!! Ile tam tych ludzi?
- No, będzie babciu ze 8 tys., bo to przeca igrzyska!
- Boże drogi! Tyle ludzi! No żryć im dać to tam pewnie ma kto, ale gdzie to się wszystko WYSRA???

by roberto

* * * * *

W SUMIE, TO WSZYSTKO OK, BO ZGON BYŁ...

Jako, że od soboty jestem OMC Inżynier wraz z grupą kumpli tą sobotę/niedzielę spędziliśmy pod znakiem oparów alkoholowych.
No i w sobotę wieczorem zdarzyło się tak, iż pojechaliśmy do kumpla którego Ojciec jest stolarzem i ma w garażu warsztat, oraz w pokoju przylegającym do garażu Pracownię. Często też dorabia sobie robiąc trumny do pobliskiego zakładu ostatniej posługi. Pijemy, wspominamy co ciekawsze akcje odwalone na uczelni, a w szczególności pory tzw. pory poddrzewkowej, oraz wspaniałych miejsc konsumpcji piweczka zwanej popularnie w gronie wtajemniczonych polanką Siergieja, oraz górką Gutta. No i tak pijemy, a że tempo spożywania ostre narzuciliśmy to i jeden kumpel odpadł, potem drugi... 3ci...potem kolejni i już nas niewielu zostało. W pewnym momencie gdy chcieliśmy położyć kolejnego kumpla zauważyliśmy, że miejsca nam się skończyły, nawet w pracowni (gdzie spało dwóch kolegów błogim snem zmęczonych ciężką walką miejsca już nie było). Ale że alkohol tępi powolne szare komórki i mózg wskakuje na szybsze obroty to nad rozwiązaniem tego problemu długo się nie głowiliśmy(wszak już jesteśmy inżynierami prawie - przytachaliśmy z garażu trumnę (już prawie całkowicie wykończoną), postawiliśmy ją w pracowni, położyliśmy do niej w miarę kumającego kumpla - na stwierdzenie:
- Słuchaj nie będziesz się bał spać w trumnie?
Odpowiedział:
- Szppokko dajcie heeep poduszeczkę i przykryyyjcie heep mnie czyyymś heeep.
Pod główkę daliśmy poduszeczkę, przykryliśmy kocykiem i wróciliśmy kontynuować konsumpcję. Rano obudziły nas krzyki i rwetes.
Co się okazało:
Kumpel sobie spał w najlepsze, nawet zamknął trumnę (chyba zimno mu było)... Obudził się, patrzy śpi w zamkniętej trumnie, więc sprężył się i wypchnął w górę wieko - wieko będąc na zawiasach odskoczyło na maxymalną szerokość odbiło się i z hukiem z powrotem opadło - budząc kumpli którzy spali w Pracowni oraz uderzając go w ramię bo już się sposobił do opuszczenia miejsca spoczynku. Ci obudzeni patrzą, a tam powoli podnosi się wieko trumny - kumpel nauczony nabytym przed chwilą doświadczeniem tym razem powoli je podnosił - nie chcąc narazić się na przytrzaśnięcie tego czy owego... (trumny której jak wczoraj byli w Pracowni to nie było ). Więc mając przed oczyma taki widok otwierającej się trumny, która nie wiedząc skąd się wzięła jeden przytrzasnął trumnę (bo kumpel już w połowie ją otworzył) i ile sił w nogach rzucili się do drzwi...
Tam napotkali nas. Zaciekawieni hałasów, ruszyliśmy zaspokoić odwieczną ciekawość ludzką.
I gdy usłyszeliśmy, że trup wstaje, lub jakiś inny Dracula i że powinniśmy szukać kołków i piły co by odciąć mu głowę i w ogóle księdza sprowadźcie, księdza !!! Pobrechaliśmy się równo, a gdy kumpel wyszedł z Pracowni z komentarzem:
- "Który $##% %%^#$^ W%E$#$ %#^^^ przyrąbał mi wiekiem w łapę???"
Pokładliśmy się ze śmiechu...
Po całej imprezce kumpel zyskał ksywkę Dracula.

by Stork

* * * * *

NAZWISKO NIE Z PIERWSZEJ ŁAPANKI

W Skierniewicach mieszka jegomość o nazwisku "Nalał". Pewnego razu kilku dowcipnisiów wpadło na iście diabelski pomysł, wcześniej znalazłszy w książce telefonicznej namiary na rzeczonego pana. Dzwonią:
- Dzień dobry. Czy pan Nalał przy telefonie?
- Tak
- To proszę to teraz sprzątnąć!

by MaldaVale

* * * * *

KAMIKADZE SĄ WŚRÓD NAS

Jakiś czas temu wybrałem się do mojej Kobiety, odpocząć we dwoje po ciężkim dniu pracy. Nieszczęściem dla mnie wróciła Ona właśnie z zajęć na Wydziale Biologii, a, że były to pierwsze w nowym semestrze trajkotała mi godzinę o nowościach. Ja potrzebowałem ciszy i spokoju więc słodko Jej nie słuchałem prosząc o wyrozumiałość. Daremne żale próżny trud...
W końcu mówi do mnie:
- Wiesz, że w ciele człowieka jest około 3-4 kg bakterii i drobnoustrojów?? Jakbym je wszystkie wyjęła schudłabym nawet 4 kg!!
Bez zastanowienia, na odczepne odpaliłem:
- A jak sobie pośladek odetniesz to od razu 25 kilo stracisz...
Oj długo się nie odzywała...

by kenjin

* * * * *

BO TO ZŁY CUKIER BYŁ

Mój znajomy pracuje w przychodni jako analityk. Pewnego razu zadzwoniła do nich zdenerwowana pacjentka:
- Dzień dobry. Proszę pana, przyszłam do was ze skierowaniem na zbadanie poziomu cukru, a wy zbadaliście mi glukozę we krwi!
Nie pomogły tłumaczenia kolegi, że to jest dokładnie to samo i w efekcie następnego dnia pacjentka ponownie stawiła się na czczo w celu zbadania poziomu cukru. Kiedy kilka dni później przyszła odebrać wyniki, kolega z poważną miną stwierdził:
- Mam dla pani dwie wiadomości; dobrą i złą. Ta dobra to jest taka, że poziom cukru ma pani w normie.
- A ta zła?
- Że jest to cukier TESCO. Musi pani zmienić cukier, bo inaczej może się źle to dla pani skończyć.
Kobieta wyszła z podkulonym ogonem, a cały gabinet zrobił wielkiego rotfla...

by moczo-cmuj

* * * * *

TO NIE SĄ ĆWICZENIA

Z góry słychać:
-Maaaaaaaaamooooooooo!!!
Lecę więc po schodach niczym strzała , oczywiście na ile pozwalają mi papucie.
Pytam;
-Co jest???!!!
Gad:
-Nic, tak tylko sprawdzam, czy czujna jesteś.

by Inga

* * * * *

CZY JEST...?

Tak więc miejscem akcji jest pewien powszechnie znany hipermarket z materiałami budowlanymi, narzędziami itp. (jak w temacie) dział z elektryką, dzień się ciągnie, kac męczy, ogólnie nuda... więc personel zaczyna "wkręcać klientów". Dwa kwiatki:

K - klient P - pracownik

K - Chciałbym kupić żarówkę.
P - Jaką?
K - No, 60W. Jakąś tanią i dobrą!
P - Tak? A po co panu dwie?

* * * * *

K - Są koszulki termokurczliwe? (taki patent do izolowania przewodów elektrycznych)
P - Z długim czy krótkim rękawkiem?
K - Eee... Nie... wie Pan, takie do kabli.

by chupacabra_dont_sleep

* * * * *

POZYTYWNY WPŁYW DRESÓW NA ŚRODOWISKO

Nie wiem jak w innych miastach ale u nas w wawce na trasie linii tramwajowych Stadion X-Lecia - Centrum często do wagonów pakują się takie gostki z harmoszkami i przygrywają różne przytupaje a potem chcą od narodu (i tak biednego) wycyganić jakieś drobne...
Dzisiaj sobie rano do job jadę takim tramwajem, w miarę luźnym. Przy środkowych drzwiach siedzi sobie drechu postury Pudziana. Widać wyraźnie że cierpi... Czapa naciśnięta na uszy, wzrok przekrwiony, oddech plugawy... oj było coś wczoraj ... oj było ...
Na wysokości "Jarmarku Europa" czyli rzeczonego stadionu wsiada harmonista Wowa... Dokładnie tymi drzwiami obok drecha... opiera się plecami o balustradkę przy drzwiach, chwyta mocno harmoszkę... Wykonuje pierwszy wdech...i...
w tym momencie drechu otwiera szeroko oczy i rzuca:
- Ku**a!!! Facet... Nawet o tym nie myśl !!! Zabiję !!!
Harmonista spier... na początek tramwaju i wysiada z biegu na kolejnym przystanku ....

by Misiek666

* * * * *

A MY MIELIŚMY COŚ JESZCZE INNEGO NA MYŚLI... ;)

Z rozmowy z moją mama. Ja tu, czyli USA, mama nach hause w Warszy.
Coś mam ostatnio dużo stresów - praca, były etc. więc moja mamusia zaproponowała, że mi coś na uspokojenie przyśle (w stanach kupuje jedynie witaminy i plastry, reszta moich wszelkich lekarstw, kremów, etc. pochodzi z polski-import własny).
No i coś mi tam klaruje, że może jakieś ziółka mi przyśle.
Ja - Mamo, przecież nie będę sobie ziółek parzyć, nie mam czasu na to, nie smakuje mi to, już wolę łyknąć!
Mama (przerażenie w glosie) - O Boże, dziecko, nie rozpij się tam tylko!
Ja - Że TABLETKĘ wolę łyknąć miałam na myśli.

by olimps

* * * * *

SAMOCHÓD WIDMO

Mój kumpel jeden jest "zawodowym" sprzedawcą samochodów sprowadzanych zza granicy. Przywiózł niedawno jakieś autko, dał ogłoszenie i doczekał się zainteresowanego zakupem. Koleś przyjechał, obejrzał i poprosił o jazdę próbną. Mój kolega za kierownicą, ewentualny nabywca jako pasażer a brat kumpla z tyłu za obstawę robił. Zrobili rundkę po okolicy, wrócili na podwórko i nabywca krótko i zwięźle stwierdził: "Biorę, przygotujcie dokumenty" (papiery takiego auta to wiadomo jak wyglądają... (jest sprzedający, kupującego brak). Przygotowali i położyli na przednim siedzeniu auta. Kupujący stwierdził, że chciałby jeszcze posłuchać silnika, ale tu, na podwórku. No i mu pozwolili.... I tyle go widzieli...
Cóż mogli zrobić. Dzwonią na policję.
[k]olega - Chciałbym zgłosić kradzież samochodu.
[p]olicjant - Kiedy zdarzenie miało miejsce?
[k] - Przed chwilą!
[p] - Jakie to auto?
[k] - (powiedzmy) Mercedes (jakiśtam).
[p] - Kolor?
[k] - ciemny jakiś
[p] - Nr rejestracyjny.
[k] - ....
[p] - Nr silnika (i inne takie szczegółowe)?
[k] - .....
[p] - To czego, ku*wa mamy szukać???
[k] - To do widzenia...

by andziai

* * * * *

ALLWAYS LOOK ON THE BRIGHT SIDE OF LIFE

Na wstępie (dosyć krótkim, aczkolwiek b. ważnym) powiem, że pracuję jako zawodowy kierowca korzystający z własnego środka transportu.
Pewnego dnia jadę swym wozidełkiem. Nagle słychać... Łup... grrrrr... zgrrrzzyyyt.. i samochód stoi. Następnie assistance, laweta, serwis. Miły pan w kombinezonku stwierdza: skrzynia biegów (używana parenaście setek).
Konto wyczyszczone, długi po pachy, połowa włosów powyrywana a fura do odbioru za 2 dni.
Siedzę zdołowany na maxa w domu a tu nagle... drrrrr (telefon):
[P]rzyjaciel - Słyszałem, że ci samochód walnął!!! (strasznie uradowanym głosem)
[J]a - Noooo....
P - I dzisiaj nie musisz pracować (jeszcze uradowańszym głosem!).
J - Nooooooo...
P - To co??? Pijemy!!!

by numerouno

* * * * *

NAM DRZEMAĆ NIE KAZANO

Rzecz się działa latem. Kumpel ma kuzyna Marka, kuzyn ma mamę. Mama kuzyna to ciocia dla kumpla. Ciocia jest osobą dość specyficzną, tj. daje upust swoim emocjom w postaci siarczystych  wykrzykników, często niedosłyszy, łączy w rozkoszny sposób te dwie przypadłości i nie wstydzi się tego wcale.Kumpel pojechał do kuzyna na wakacje, a po powrocie zrelacjonował mi udział w tej oto scence:
(k)- kumpel
(c)- ciocia
Leniwe popołudnie, ciocia właśnie wróciła z pracy.
(c) - Gdzie Marek?
(k) - W pokoju, drzemie.
(c - baaaardzo podniesionym głosem) - No mnie chyba szlag trafi! k**wa cała fura naleśników w lodówce, a on dżem wpie**ala!!!

by dominika2007

* * * * *

TO KILIM GO!

Historia wydarzyła się parę dni temu kolegom na Accenture’owym projekcie we Wrocku: Key account z Computerlandu zaprosił kilka informatyków od naszego klienta na kolację do La Scali na rynku wrocławskim. Restauracja spokojna, ale jak się czasem zdarza, blisko nich siadła grupka panów z bardzo szerokimi karkami i złotymi łańcuchami. Oczywiście odbierają komórki, i rzucają tekstami typu "ten na granicy to k**** nasz, bierz bm-ke do Siergieja." Nasi, jak to informatycy, siedzieli skromnie starając się nie zwracać na siebie uwagi. W pewnym momencie zadzwonił telefon do jednego o problemie na produkcji, chłopcy rozmawiają i pada zdanie:
- To zrób mu kill’a jak inaczej nie możesz.
Po rozmowie, jeden z kolegów z szyją odwraca się, patrzy na naszego i z uznaniem w glosie mówi:
- Szacuneczek.

by skrzyd

* * * * *

Jeżeli chcesz opowiedzieć jakąś ciekawą historię ze swojego życia, wystarczy że wejdziesz na nasze forum "Kawałki mięsne", opiszesz wszystko, zaznaczając przy wątku taki znaczek:  , a być może za tydzień Ty rozbawisz tysiące czytelników kolejnych autentyków!


Oglądany: 33186x | Komentarzy: 59 | Okejek: 4 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.05

21.05

20.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało