Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Chcieli kupić dobre auto - niestety trafili na Mirków-handlarzy

72 927  
258   77  
Tym razem odwrócimy kota ogonem i zajmiemy się kupnem samochodu i sztuczkami sprzedających. A jeśli chcesz poczytać o sprzedaży samochodu, to zapraszam tutaj.

Mirki handlarze - Joe Monster
Początek lat 90., samochody można było kupić albo na giełdzie, albo z ogłoszenia w gazecie. Na tę druga opcję zdecydował się mój kumpel, który zapragnął mieć auto takie, jakie ja wtedy miałem. Wyczaił ogłoszenie, 15 km od naszego miejsca zamieszkania. W ogłoszeniu było, że pojazd bezwypadkowy, w super stanie. Cena taka w miarę akuratna jak na ten model i rocznik. Zadzwoniliśmy do kolesia (na telefon stacjonarny, bo innych nie było) i dopytujemy. Tak, bezwypadkowy. To wsiadamy i jedziemy. Ja jako posiadacz auta, na którym koledze zależało jechałem w roli eksperta, co wie, gdzie zajrzeć i co poniuchać i jak zagadać, by korzystną cenę osiągnąć. Zajeżdżamy, patrzę - no stoi taki jak mój, ale nie do końca zgodny z opisem. Tył i owszem, ładny, ale przód jak po spotkaniu z ciężarówką. Masakra na kołach. Mówię do gościa:
- Panie, ale bezwypadkowy miał być.
- No był, do momentu wypadku był bezwypadkowy.
- Panie, ale mi nie chodziło do momentu wypadku, tylko żeby w ogóle tego momentu nie było. Po co żeś pan zapewniał, że bezwypadkowy, jak wygląda tragicznie? Trzeba było powiedzieć, że auto po poważnym dzwonie.
- Panie, jakbym powiedział, to nie przyjechalibyście obejrzeć auta...

Cóż, logiki kolesiowi odmówić nie można było.

* * * * *

Szukałem Hondy Type R na pierwsze auto w UK. W ogłoszeniu samochód 2002 rok, 104k mil, bezwypadkowy, za 3000 funtów. Trzy razy dzwoniłem, żeby nie było niedomówień. To jedziemy ponad 300 mil... Co się okazało na miejscu? Model przeze mnie wybrany miał 149k mil rzeczywistego przebiegu i nie było miejsca, gdzie coś by nie było "ulepione". Handlarz się "pomylił" (3 razy) i myślał, że rozmawiamy o modelu z 2005 za 4500, który też miał. Skończyło się na złamanym w stacyjce kluczyku i pobitym Pakistańczyku...

* * * * *


Mirki handlarze - Joe Monster

Ja z ojcem szukaliśmy pierwszego auta dla mnie. Padło na model E36 w sedanie, najlepiej z LPG i silnikiem m43. Był to luty/marzec 2013. Budżet, jakim dysponowałem, to było około 4500 złotych. Znaleźliśmy samochód w Końskich. Z opisu i zdjęć ładny samochód, kolor zielony butelkowy, rok produkcji 1995, gaz sekwencja 3-letni. Silnik 2.0. Dzwonimy do gościa, a ten, że auto zadbane, ładnie utrzymane, w oryginale. No to jedziemy. Zajeżdżamy, a tam auto nawet nieodśnieżone. Szybko ręką zgarnęliśmy śnieg, a wszędzie w newralgicznych punktach ruda. Gość wychodzi, a my mówimy, że ona ma całą blacharkę i podwozie do roboty, bo rdza kwitnie. A on, że on tego nie robił, bo tak jak mówił zachowana w oryginalnym stanie. Myślałem, że odwalę kitę. Gość chciał za nią 3800, a w tym stanie to ona może 1800 warta, albo i mniej.

* * * * *

Saab 9-3, rocznik 2010. Do gościa mam 60 km, w ogłoszeniu opisany jako serwisowany, zadbany, bezwypadkowy, w stanie "bez wkładu". Diesel, cena ok. 22 000 zł. Umówiłem się na konkretny adres, dojeżdżam na miejsce, a to parking pod marketem. Samochodu nie ma. Facet podjeżdża po chwili (już mi się zapaliła lampka). Wsiadam, odpalam, a tam dwumasa tak nakurwia, że nic innego nie słychać. Mówię, że samochód miał być bez wkładu, a dwumasa trochę kosztuje. Usłyszałem, że mechanik powiedział mu, że na razie można jeszcze jeździć. Ręce mi opadły, nawet się nim nie przejechałem.

* * * * *

Maiłem dwie sytuacje.
Pierwsza - czekałem, aż szanowny pan handlarz wróci do domu. Zapewniał mnie, że jest pierwszym właścicielem i auto igła. Zajeżdżamy, a tam smugi po czerwonej farbie, kokpit wyplakowany tak, że się klei. Okazało się w rozmowie, że on się tym zajmuje i każdemu wmawia przez telefon, że jest pierwszym właścicielem, bo tak to nikt by nie przyjechał.
Druga - pojechaliśmy po Almerę, która też miała niby być OK. Auto było na sztukę malowane, licznik nie działał, ale najlepsze było w tym wszystkim to, że gość miał takie błoto na działce, że ciągnikiem musiał wyciągnąć to auto z podwórka.

* * * * *

Mirki handlarze - Joe Monster

Do dzisiaj pamiętam Punto, które miało przerysowany bok i gość przyjechał całym brudnym i liczył, że się nie zorientuję. Od tego czasu każdy samochód biorę na myjnię. Poza tym to mnóstwo rodzynków ludzie sprzedają, na ogół wyeksploatowanych do granic możliwości, ale cenę chcą rynkową. Pamiętam, jak chciałem kupić Octavię i jeden handlarz mi powiedział, że ma ładną i z niskim przebiegiem. Rozmowa szybko się sypnęła, jak po jej obejrzeniu powiedziałem, że podjadę taką samą z tym samym stanem licznika (ale oryginalnym) dla porównania.

* * * * *

Kiedyś z dziewczyną szukaliśmy dla niej pierwszego auta. Było to bodajże w 2015 roku, jak się nie mylę. Znaleźliśmy ogłoszenie, czerwone Punto z 2000 r., wystawione za 2000 zł, ale kupiliśmy za 1500 zl. Ogólnie było kilka drobiazgów do zrobienia, ale nic, czym można było się zniechęcić. No i dochodzi do pisania umowy, a sprzedający mówi, że samochód jest na kolegę i umowa na kolegę będzie. Myślę sobie, wiadomo o co chodzi (handlarz), ale OK, bierzemy, na pierwsze auto nie ma co wybrzydzać. No i ze dwa lata pojeździła dziewczyna, w tym czasie kilka rzeczy naprawionych, no i przyszedł czas sprzedaży. Pierwszy chętny, który przyjechał oglądać, przejechał się i proponuje 1000 zł. Cena zaniżona, ale zadowalająca, sprzedane. Znowu umowa, i gość mówi, że na kolegę będzie. Mówię OK. Umowa spisana, pieniądze dostaliśmy i dałem mu starą umowę, to chłop za głowę się złapał, bo Punto zostało sprzedane dla tego samego "kolegi", od którego zostało kupione.

Zobacz też nasz profil na Instagramie


Oglądany: 72927x | Komentarzy: 77 | Okejek: 258 osób