Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Piraci z Somalii. 7 rzeczy, o których nie mówi się na co dzień

85 143  
301   52  
Kiedy już od dawna wydawało się, że historie o piratach pod czarną banderą to zamierzchła przeszłość, somalijscy piraci wdarli się na czołówki gazet całego świata.

#1. W dobrej wierze...

Piraci z Somalii. 7 rzeczy, o których nie mówi się na co dzień
Zaczęło się zupełnie niewinnie – od upadku somalijskiego rządu w 1991 roku. To wtedy rybacy z sąsiadujących krajów stwierdzili, że Somalia stała się „ziemią niczyją” i coraz śmielej wpływali na jej wody. „Wrogie” rybołówstwo poskutkowało tym, że dla somalijskich rybaków zaczęło dosłownie brakować ryb. Co więcej, obcy posuwali się nawet do tego, aby strzelać do Somalijczyków, chcących eksploatować własne łowiska. To doprowadziło do buntu*.

Doprowadzeni do ostateczności rybacy zaczęli porywać obce kutry, by wypuszczać je po otrzymaniu okupu. Obcy płacili chętnie, wiedząc, że przebywają w Somalii nielegalnie. I płacili dalej, nawet kiedy żądane stawki znacząco wzrosły. Urósł też apetyt – a kiedy okazało się, że porwania dla okupu to naprawdę dobry biznes, Somalijczycy nie mieli już wątpliwości, co bardziej im się opłaca. Rybołówstwo czy piractwo.

* Problemem były nie tylko obce statki rybackie, ale również masowe pozbywanie się odpadów, w tym radioaktywnych, które zanieczyszczały somalijskie wody i wybrzeża, co stało się poważnym zagrożeniem dla zdrowia i życia mieszkańców przybrzeżnych wiosek.


#2. …która nie potrwała długo

Piraci z Somalii. 7 rzeczy, o których nie mówi się na co dzień

Jeśli komuś wydawało się, że eldorado statków rybackich na wodach wokół Somalii skończyło się wraz z rozpoczęciem działalności piratów, jest w błędzie. Kiedy duże statki zaczęły pływać wraz z uzbrojoną po zęby ochroną, napadanie na nie stało się niemożliwe. Dlatego piraci zajęli się… ochroną obcych kutrów żerujących w Somalii. W zamian za sowite wynagrodzenie zapewniają oni spokój rybakom głównie z Iranu, Tajlandii i Korei Południowej.

Starcia z rzeczywistością nie przetrwały oczywiście ideały wspierania rodzimych rybaków. Ci obecnie sami obawiają się piratów, którzy nie dopuszczają ich do cennych łowisk, udostępniając je wyłącznie hojnie płacącym obcokrajowcom.

#3. Większy kozak

Piraci z Somalii. 7 rzeczy, o których nie mówi się na co dzień

Liczba porwań dla okupu na wodach wokół Somalii zmalała gwałtownie w 2012 roku, kiedy armatorzy na wrogie zamiary postanowili zacząć odpowiadać ogniem. Kolejne duże porwanie miało miejsce dopiero w 2017, kiedy piraci wdarli się na tankowiec, domagając się okupu w zamian za uwolnienie jego załogi… po czym wkrótce później opuścili statek zupełnie z niczym. Sekret udanych negocjacji? Wpływowy właściciel. Kiedy tylko okazało się, że statek płynie na zlecenie jednego z największych somalijskich biznesmenów, warunki gry uległy zmianie. Rząd bardzo szybko znalazł środki i motywację do rozwiązania problemu.

#4. Kto zarabia na porwaniach statków

Piraci z Somalii. 7 rzeczy, o których nie mówi się na co dzień

Jak w każdym biznesie, tym zupełnie legalnym i tym całkiem szemranym, ci, którzy działają na froncie i ci, którzy spijają śmietankę to dwie zupełnie różne grupy. Nie inaczej jest w przypadku somalijskich piratów, którzy choć faktycznie sporo zarabiają, to jednak tyle co nic w porównaniu do inwestorów (o których za moment) oraz… ubezpieczalni.

Biorąc za przykład dane z 2010 roku: piraci otrzymali wówczas 148 milionów dolarów okupów, podczas gdy armatorzy zapłacili 1,85 miliarda dolarów za dodatkowe ubezpieczenie na wypadek porwania i kolejne 1,4 mld za wyposażenie mające zapewnić bezpieczeństwo. Statystyki pokazują, że zaledwie 0,2% wszystkich statków transportowych udaje się porwać dla okupu.

#5. Piracka giełda

Piraci z Somalii. 7 rzeczy, o których nie mówi się na co dzień

Każde porwanie statku wymaga udziału dwóch grup piratów. Pierwsza – „terenowa” – pływa w poszukiwaniu statku, a kiedy wytypuje cel, podkrada się doń pod osłoną nocy, starając się sterroryzować załogę i przejąć kontrolę. Jeżeli abordaż zakończy się sukcesem, statek ściągany jest do wybrzeża Somalii, gdzie trafia pod „opiekę” drugiej grupy. Jej zadaniem jest pilnowanie marynarzy i prowadzenie negocjacji z armatorem. Negocjacje lubią się jednak przedłużać, a załogę trzeba karmić, co kosztuje. Dlatego powstała „piracka giełda”, na której inwestorzy wykupują udziały w porwaniu. Finansują wyprawy (czasem pieniężnie, czasem zbrojnie), licząc w zamian na duży udział w zyskach, jeżeli napad zakończy się sukcesem i wypłaceniem okupu.

#6. Kosztowne błędy

Piraci z Somalii. 7 rzeczy, o których nie mówi się na co dzień

Ciemność sprzyja piratom, umożliwiając podkradnięcie się w pobliże wytypowanego statku bez zwracania na siebie uwagi. Bywa jednak zwodnicza, ponieważ pod osłoną nocy wiele jednostek wygląda bardzo podobnie. I przy odrobinie (nie)szczęścia może się zdarzyć, że zaatakowany statek na pierwsze strzały ostrzegawcze odpowiada ogniem. Prawdziwym. I wielokrotnie silniejszym. Było już co najmniej kilka–kilkanaście przypadków, kiedy piraci przez pomyłkę atakowali okręty wojskowe. Nigdy nie kończyło się to dla nich dobrze – a jeżeli tylko aresztowaniem, mogli mówić o naprawdę dużym szczęściu.

#7. Życie pirata

Piraci z Somalii. 7 rzeczy, o których nie mówi się na co dzień

Na porwaniach statków piraci zarabiają akurat najmniej, co i tak oznacza, że mają więcej niż absolutna większość somalijskiego społeczeństwa. Zarobione pieniądze bardzo szybko jednak wydają – na imprezy, alkohol, kobiety i narkotyki. Trwonią ogromne ilości pieniędzy, bardzo szybko zostając z powrotem bez grosza. Oszczędzanie? Nie wchodzi w grę. Niepisanym obowiązkiem pirata jest pokazanie się w godnym samochodzie. Zazwyczaj jest to Toyota Land Cruiser, której jednak… nie wolno naprawiać. Byłaby to skaza na honorze.

Kiedy więc dojdzie do choćby najdrobniejszego uszkodzenia – rozbitej szyby czy pojedynczej rysy – pirat z Somalii dosłownie wyrzuca samochód, kupując w zamian nowy. Naprawiając pierwsze auto, pirat naraziłby na szwank reputację własną i „kolegów po fachu”, którzy w kraju cieszą się mimo wszystko dużym podziwem.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 85143x | Komentarzy: 52 | Okejek: 301 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.01

17.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało