Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Na te produkcje wydano kupę kasy, a mimo to filmów tych oficjalnie nigdzie nie obejrzysz

73 633  
233   27  
Miliony dolarów budżetu, długie tygodnie zdjęć, akcje promocyjne, premiery, a potem okazuje się, że najlepiej by było, aby gotowego dzieła nikt nie oglądał. I to nie zawsze dlatego, że film cienki niczym kompot z desek. Gdyby bowiem chodziło tylko i wyłącznie o jakość produkcji, to pewnie co drugie hollywoodzkie dzieło nie trafiałoby do kin…

Cocksucker Blues – dokument o Rolling Stonesach, który pokazał zdecydowanie za dużo

To miał być bezkompromisowy film dokumentujący codzienne życie zespołu Rolling Stones podczas ich trasy koncertowej w 1972 roku. Realizacja tej produkcji przebiegała dość interesująco – do dyspozycji było parę kamer, za które każdy z członków kapeli, a także ekipy nagłośnieniowej i innych osób kręcących się za kulisami, mógł chwycić i nagrać sobie to, co tylko akurat wydawało mu się interesujące.
Gotowe dzieło tak bardzo przeraziło samych muzyków, że ci na drodze sądowej usiłowali nie dopuścić do jego dystrybucji. Ostatecznie sąd orzekł, że „Cocksucker Blues” może być wyświetlany jedynie cztery razy w ciągu roku i to tylko w obecności jego reżysera – Roberta Franka.


Trudno dziwić się, że dzieło to jest dla muzyków bolesnym wrzodem na dupie. Kamera bez żadnych niedomówień pokazuje takie atrakcje jak seks z groupies, Micka Taylora raczącego się trawką oraz Micka Jaggera wciągającego dorodną porcję koksu i okładającego pięściami prostytutkę. W dużych „detalach” obejrzeć sobie też możemy wyuzdane imprezy oraz laski szprycujące się heroiną, a także mocno absurdalną scenę, gdy to na pokładzie samolotu członkowie ekipy urządzają sobie seksualną orgię, podczas gdy Stonesi dopingują ich wybijając rytm na grzechotkach.


Nothing Lasts Forever – tego dzieła z Billem Murray’em raczej nie zobaczysz

Patrząc po nazwiskach, które zaangażowane były w realizację tego filmowego projektu, mamy podejrzenia, że efekt mógł być naprawdę znakomity. Kogo tu nie mamy? Jest Tom Schiller – reżyser, który przez jedenaście lat kręcił przezabawne klipy na potrzeby Saturday Night Live, do tego znany z chociażby „Gremlinów”, aktor Zach Galligan, no i oczywiście Bill Murray oraz Dan Aykroyd – tych panów nie trzeba nawet przedstawiać. Do tego muzyka autorstwa samego Howarda Shore’a oraz dorodne 3 miliony dolarów budżetu…


Tuż przed premierą, wytwórnia Metro Goldwyn Mayer wstrzymała emisję filmu. Ostatecznie „Nothing Lasts Forever” nigdy nie trafiło do kin, ani nawet na rynek video. Po latach prawa do emisji filmu otrzymało kilka stacji telewizyjnych w różnych krajach, więc niektórzy farciarze mogli tę komedię obejrzeć. Planowane było też wydanie filmu na DVD, ale i tym razem wytwórnia zablokowała to przedsięwzięcie zasłaniając się „trudnościami prawnymi”. W 2011 roku ktoś wrzucił nagranie na Youtube, ale materiał ten szybko został stamtąd zdjęty. Obecnie trzeba mieć sporo szczęścia, aby załapać się na jakiś oficjalny seans „Nothing Last Forever” - filmu, który od 34 lat nie doczekał się oficjalnej premiery…

„Gwiezdne Wojny - Powrót Ewoka”, czyli jak George Lucas zmarnował czas i talent swoich aktorów

„Powrót Ewoka” to krótkometrażowy paradokument, który realizowany był podczas zdjęć do „Powrotu Jedi”. Kasę na ten poboczny projekt wyłożył sam Lucas, natomiast pisaniem scenariusza i reżyserią zajął się David Tomblin. To historia jedenastoletniego Warwicka Davisa, który nieoczekiwanie dostaje propozycję zagrania postaci ewoka Wicketa w filmie „Zemsta Jedi” (taki roboczy tytuł nosiła ostatnia część pierwszej, gwiezdnowojennej trylogii).


Widzimy jak młody aktor przeistacza się w swoją nową rolę i śledzimy jego poczynania na planie. Już ucharakteryzowany, jako kudłaty stworek wyrusza na planetę Dagobah, aby spotkać się z Yodą, wpada z wizytą do Gwiazdy Śmierci, gdzie staje oko w oko z Lordem Vaderem oraz poznaje gniew Boby Fetta. Cała, złożona z gagów i krótkich, zabawnych scenek, produkcja trwa 24 minuty i można było w niej spotkać wszystkie, kluczowe postaci znane z „Powrotu Jedi”.
Ten krótkometrażowy film, ku rozpaczy Tomblina i Davisa, nie został nigdy dopuszczony do dystrybucji. Osobą, która nie chciała, aby ten materiał był gdziekolwiek emitowany był sam George Lucas. Trudno właściwie powiedzieć, co sprawiło, że „szef wszystkich szefów” podjął taką decyzję.


Oficjalnie „Powrót Ewoka” pokazany był na kilku konwentach organizowanych dla miłośników Lucasowego uniwersum, a ok. 10 minut cyfrowo oczyszczonego materiału zamieszczono też swego czasu na oficjalnej stronie „Gwiezdnych Wojen”. Tymczasem po sieci krąży też pełna wersja filmu posklejana ze wspomnianego klipu, który udostępniono fanom oraz nędznej jakości nagrań pochodzących z różnych mniej już oficjalnych źródeł.

Heimkehr – naiwna, antypolska propaganda z 1941 roku

Źli Polacy mieszkający w małej, wołyńskiej wsi okrutnie gnębią Niemców. Biją germańskie pacholęta, katują niemiecką ludność, która to nie chce chce śpiewać „Mazurka Dąbrowskiego”, odmawiają leczenia ciężko rannych Helmutów, urządzają łapanki i na siłę upychają swe ofiary w ciasnych celach, gdzie nieszczęśnicy spać muszą na stojąco. Kiedy już ma dojść do egzekucji biednych Niemców, a parszywi, polscy kaci tylko czekają na sygnał do pociągnięcia za spusty, nagle z odsieczą nadchodzą wojska III Rzeszy. Wybucha II Wojna Światowa!


Tak, taki właśnie film powstał. Miała to być propagandowa laurka, która w wybitnie upośledzony sposób usiłowała wytłumaczyć prostym ludziom powody, dla których to Hitler rozpoczął swoje tournée po Europie.
Realizację „Heimkehr” nadzorował sam Heinrich Himmler, a zadaniem skompletowania polskiej obsady podjął się Igo Sym – polsko-austriacki kolaborant, który jeszcze przed wybuchem wojny pracował jako niemiecki agent. To dzięki niemu w ręce okupanta wpadła jego koleżanka, słynna aktorka – Hanka Ordonówna. Sym miał spory problem – mimo niezłej gaży, trudno mu było namówić polskich artystów do udziału w tym plugawym projekcie. W rezultacie wiele postaci zagranych zostało przez niemieckich żołnierzy oraz członków Gestapo. Ostatecznie paru Polaków dało się namówić do występu – jednych przekonało sowite wynagrodzenie, inni zaś po prostu chcieli chronić swych najbliższych. Tymczasem 7 marca 1941 roku, członkowie Polskiego Państwa Podziemnego bezpardonowo wkroczyli do mieszkania Igo Syma i poczęstowali go kulką prosto w serce.


Taśmy z „Heimkehr” zachowały się do dzisiaj, jednak pokazywanie tego propagandowego bubla m.in. w Austrii i Niemczech, jest zakazane, jeśli organizator takiego seansu nie spełni dwóch narzuconych przez prawo wymogów. Przed wyświetlaniem filmu widzowie muszą wysłuchać przemowy historyka, natomiast po wszystkim należy wziąć udział w specjalnie przygotowanej dyskusji…
Kto szuka - ten znajdzie. Ciekawi jak wyglądała toporna, niemiecka propaganda - wygrzebią pewnie „Heimkehr” gdzieś z odmętów sieci...

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
6

Oglądany: 73633x | Komentarzy: 27 | Okejek: 233 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.10

19.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało