Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wielka księga zabaw traumatycznych V

23 331  
4   20  
Kliknij w te oczęta...Część kolejna masakrycznego dzieciństwa, po którym o dziwo spotykamy się jako dorośli w komplecie, ale za to z jakże miłymi wspomnieniami. Czytając poniższe historie aż dziw bierze, że wszyscy są cali i zdrowi... Naszymi przygodami wprowadzamy w osłupienie nawet zawodowych saperów. Nie wierzycie? No to musicie koniecznie przeczytać.

Nawet jako dorośli nie próbujcie tego w domu. 
Drugi raz może się nie udać!

Ja z moim bratem w dzieciństwie lubiliśmy strzelać z pistoletu pneumatycznego Łucznik ( i nie tylko). Pewnego razu jak już się skończył śrut i tarcze mój młodszy brat postanowił wypróbować na mnie nowy rodzaj amunicji. Oklejał plasteliną zapałki i strzelał. Bolało jak cholera. 
Innym razem strzelaliśmy się wodą ze strzykawek. Staliśmy w rogach przedpokoju, każdy ze swoim wiadrem.
 Jak wiadro było puste robiliśmy przerwę na uzupełnienie zapasów. Cały przedpokój był zlany a tapeta cudem nie spłynęła ze ściany ( trzeba przyznać ojczulek porządnie ją położył ). 

by Syposz 

* * * * *

Chcieliśmy wypłoszyć szczury z piwnicy. Ktoś wpadł na pomysł, że szczury nie lubią dymu. W tym celu skonstruowaliśmy kopcia. Kopcia robi się w ten sposób, że piłeczki pingpongowe łamie się w drobniutkie kawałki i pakuje do pudelka do zapałek, a potem podpala się je. Tak skonstruowanego kopcia można rzucać albo nosić w ręku, jest to mniej więcej bezpieczne. No wiec kiedy kopcie już pięknie dymiły wrzuciliśmy dwa albo trzy do piwnicy. Szczurów nie udało nam się wypłoszyć, za to dwóch sąsiadów tak. Jeden był bardzo zaniepokojony kiedy ktoś rzucił, że trzeba po straż zadzwonić (dopiero później dowiedzieliśmy się, że miał manufakturkę bimbru w piwnicy).

by Arowski

* * * * * 

Ja mam wyzuty sumienia do tej pory (jakieś 7 lat). Pewnego mroźnego dnia z moim najmądrzejszym kolega Tomkiem wpadliśmy na pomysł wylania wody na schodki przed klatką. A jak to w zimę bywa (mroźną) woda zmieniła stan skupienia. Jedna pani zmieniła przez to na tydzień miejsce pobytu z mieszkanka na szpital (ortopedia). Przepraszam 

by Leatz

* * * * * 

Za moich czasów szkoły podstawowej, coś koło 4-5 klasy, wpadliśmy z kolegą na przewspaniały pomysł. Otóż przy szkole stał opuszczony (rozkradziony) samochód (ZTCP chyba Skoda 105), niedaleko był ładny betonowy mur. Postanowiliśmy zrobić crashtest samochodu. Rozpędziliśmy go na ile nasze siły pozwoliły i jakież było nasze zdziwienie, jak skodzinka została nienaruszona, za to mur hm, powiedzmy, że osoba która tam mieszkała miała nowe okno na świat. 

by Pl_Mario84 

* * * * * 

Wakacje na wsi były jedną wielka traumatyczna zabawą. Łuki, proce, miecze, noże, pola i lasy - wolność!!! Jednak to wszystko to standard w chłopięcym, 7-letnim życiu. Żadne ajwaj. Natomiast zupełnie odlotowa i niepowtarzalna zapewne, była historia z oranżadą. Pamiętacie oczywiście butelki zamykane korkiem na drutach? Koło naszej chałupy był klub rolnika, do którego przywożono skrzynki owej oranżady, a gdy nikogo nie było, a w lecie wszyscy byli w polu, to składali toto na podwórku. Nasza zgraja - 4 chłopaków podkradała zawsze kilka butelek i wypijała nieco oranżady z każdej. Smakowało podwójnie, bo kradzione. A potem oddawaliśmy butelki na miejsce. I aby nikt nie zorientował się w zaborze mienia, musieliśmy uzupełnić zawartość. A nie zgadniecie jakiż to płyn, powszechnie dostępny, miał kolor podobny do Gomułkowskiej oranżady? Tak, tak - sikaliśmy do butelek! Co do smaku-nie pytałem, nie mogę się wypowiedzieć, ale przynajmniej kolor oranżada trzymała! Klub zresztą dostarczał także innych rozrywek Ostrzeliwaliśmy z proc szyszkami doznających ulgi pod płotem kawalerów, a raz nawet ustrzeliliśmy w zadek dziewoję, oddającą "oranżadę" do rowu. Oczywiście wszystko na Robin Hooda- delikwent nie wiedział, skąd nadleciał pocisk. Do tego raz z kumplem zwolniliśmy hamulec w wozie sąsiada i drabiniasta fura mało chłopa nie zabiła - ale to zupełnie inna historia.... 

by Taddeos 

* * * * * 

My potrzebowaliśmy do zabawy klatki schodowej i dwóch mieszkań naprzeciwko siebie. Przywiązywaliśmy linkę do klamek i dzwoniliśmy jednocześnie do obu mieszkań. Fajnie było patrzeć jak sąsiedzi zatrzaskują sobie drzwi przed nosem. 

by Wojtek71

* * * * * 

Ja pamiętam że kiedyś schowałam mamie dowód osobisty ot tak dla zabawy, a przypomniałam sobie o tym dwa tygodnie później kiedy wyrobiła nowy i przesunęła termin podpisania jakiejś umowy... Miałam 5 lat i kiedy uczciwie wszystko opowiedziałam było nieciekawie. 

by Idalcia

* * * * * 

A ja mając jakieś 8 lat miałem wielką ochotę zrobić frytki. Niestety nie mieliśmy wtedy w domu frytownicy, więc trzeba było rozgrzać olej w garnku. Nalałem więc pełen gar oleju i zająłem się krojeniem ziemniaków. Po jakimś czasie zauważyłem że z garnka unosi się dym, a po podniesieniu przykrywki widać było że olej się po prostu palił. No więc nie chcąc wołać rodziców postanowiłem sam ugasić pożar. Nabrałem kubek wody i wlałem go w rozpalony ogień. Słup ognia (tak, też się zdziwiłem) osmalił sufit, poodkształcał pojemniki, a drzwi które z zasady się nie domykały (były wstawione na czas remontu) wpasowały się idealnie we framugę. No i od tej pory wiem że nie wszystko można gasić wodą. 

by Starko

* * * * * 

Było to już w okresie gimnazjalnym. Ktoś odkrył, że mieszanina sproszkowanego nadmanganianu potasu zmieszanego z proszkiem aluminiowym wybucha samoczynnie jeśli się wkropli do tej mieszaniny trochę gliceryny. Zrobiłem stosowną mieszankę (nadmanganian z apteki, proszek aluminiowy był sprzedawany jako srebrna farba na sucho do mieszania z wodą). Mieszankę wsypałem do małej buteleczki, zamknąłem ją korkiem, w który włożyłem pipetę z gumką wypełnioną gliceryną. Wkropliłem glicerynę i włożyłem buteleczkę do pieca kaflowego w pokoju. Czekałem kilka minut, nic się nie stało. Zamknąłem więc metalowe drzwiczki pieca, zablokowałem sztabą i zająłem się swoimi sprawami. Po pewnym czasie rozległ się huk, drzwiczki wmontowane w piec wyleciały razem z ich obudową, a za nimi cały popiół z pieca i sadza z komina (tylko 1 piętro nad nami). Próbowałem to odczyścić, ale wszystko w pokoju było pokryte warstwą tłustej sadzy. Gdy wróciła matka, to, jakkolwiek osoba łagodna, dostała szału i wyrzuciła mnie z mieszkania. Do dziś nie wiem dlaczego taka mieszanka wybucha samoczynnie po bliżej nieokreślonym czasie. Może ktoś wie? 

by Jegr 

* * * * * 

  Kiedyś wspólnie z kuzynem znaleźliśmy taki mały niewypał (jakieś 50cm długości). Jako, że były wakacje, to nie narzekaliśmy na brak czasu i pomysłów co z nim zrobić. Zaczęło się od zrzucania go z takiej przepaści w pobliskim lesie, ale że nie przynosiło to pożądanych efektów wybuchowych nasze starania stały się bardziej śmielsze. Po około 1,5 tygodnia zrzucania, kopania, prób spalenia w ognisku nasi rodzice odkrywszy naszą zabawkę zadzwonili anonimowo na milicję (wtedy się tak jeszcze nazywała). Z wielką pompą przyjechały dwa oddziały saperów i było po zabawie. Na saperach duże wrażenie wywarł wtedy mój dziadek mówiąc im, że "jakiś" dwóch chłopców kopało go sobie po drodze, a oni przyjechali po niego dwoma samochodami i są tak ostrożni.

by Draco28



Oglądany: 23331x | Komentarzy: 20 | Okejek: 4 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

17.05

16.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało