Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Fascynujące tajemnice archeologii, z którymi nie radzi sobie współczesna nauka

137 344  
587   75  
Sięgamy coraz wyżej i coraz dalej, pokonanie granic Układu Słonecznego nie stanowi już problemu. Pierwsze sondy dotarły do najodleglejszych znanych nam planet, przesyłając na Ziemię całe mnóstwo interesujących danych. Tymczasem nasza planeta - to, co mamy pod stopami, dosłownie na wyciągnięcie ręki - wciąż pod wieloma względami stanowi nieprzeniknioną zagadkę.
Nawet te obiekty, które poznaliśmy już całkiem nieźle, w dalszym ciągu wzbudzają kontrowersje. Odpowiedź na jedno pytanie powoduje zarazem powstanie kilku kolejnych wątpliwości. Jak naprawdę wyglądało życie dawnych cywilizacji? Czy nasze wyobrażenia o nich są słuszne? A może rację mają tacy ludzie jak Erich von Daniken, twierdzący, że rozwój Ziemi zawdzięczamy regularnym wizytom przybyszów z kosmosu?

Zostawmy kosmitów w spokoju, odłóżmy na bok kręgi w zbożu i cudowne właściwości piramid. Na ich temat powiedziano już wiele. Jednocześnie prawie nic nie wiadomo o innych obiektach - takich jak Khatt Shebib.

Khatt Shebib


Najsłynniejszym aktualnie murem pozostaje Wielki Mur Chiński - budowany od III wieku p.n.e. rząd kamiennych ścian i fortec, mający za zadanie chronić państwo chińskie przed najeźdźcami z północy. Najsłynniejszym wkrótce murem będzie być może mur na granicy z Meksykiem, mający chronić Stany Zjednoczone przed najeźdźcami z południa. Pierwszy z wymienionych zmaga się dzisiaj z zalewem turystów, drugi - z zalewem kontrowersji. O trzecim, Khatt Shebib, nie mówi się praktycznie nic. Bo i za wiele nie można o nim powiedzieć

O Khatt Shebib świat współczesny przypomniał sobie w 1948 roku, kiedy sir Alec Kirkbride przelatywał samolotem nad Jordanem. W pewnym momencie brytyjski dyplomata dostrzegł z powietrza dziwną, długą konstrukcję, zaczynającą się i kończącą w pozornie przypadkowych punktach. Kamienny mur biegł przez jordańską pustynię, stanowiąc wielką zagadkę.
Kto go wzniósł? Kiedy? A przede wszystkim - po co? Na żadne z tych pytań przez długi czas nie sposób było podać odpowiedzi. A te proponowane wciąż budzą więcej wątpliwości niż dają pewności.


Na podstawie ruin jordańskiego muru oszacowano, że w oryginalnej postaci mógł mieć około 150 kilometrów długości. Wiódł z północnego wschodu na południowy zachód, osiągając nie więcej niż metr wysokości i pół metra szerokości. To sprawiło, że natychmiast odrzucono hipotezę o potencjale obronnym konstrukcji. Tak niski i wąski, mur nie mógł stanowić przeszkody dla zdeterminowanych najeźdźców.

Mimo to na całej długości muru odnaleziono też pozostałości ponad 100 budowli przypominających wieże, mających 2 do 4 metrów średnicy. Część tych wież powstała zanim wzniesiono mur, część już później. Mogły stanowić punkt obserwacyjny, schronisko na noc, a w niektórych miejscach mogły też służyć do obserwowania zwierzyny w oczekiwaniu na to, aż zbliży się wystarczająco, by umożliwić skuteczne zapolowanie. Wciąż jednak nie daje to odpowiedzi na pytanie, po co zbudowano sam mur.

W pobliżu Khatt Shebib wykopano pozostałości naczyń datowane na IV w. p.n.e. - II w. n.e., jednak nie potwierdzono w stopniu wystarczającym, by mur powstał w tym samym czasie. Naukowcy podejrzewają, że budowano go etapami - teoria, że różne odcinki miały różnych budowniczych wydaje się przemawiać mocniej niż ta, jakoby mur miał powstać na zlecenie jednego państwa. Być może budowę zapoczątkowało jedno z plemion, a sąsiednie podchwyciły ideę.


Być może Khatt Shebib stanowić miał granicę oddzielającą terytoria plemion osiadłych, uprawiających rolę, od plemion koczowniczych, wędrujących z miejsca na miejsce i utrzymujących się z łowiectwa. Wskazywałby na to symboliczny podział - na wschód od tajemniczej budowli daje się zauważyć więcej śladów dawnego rolnictwa. Być może też konstrukcja miała służyć ochronie przed skutkami burz piaskowych - mieszkańcy mogli chronić się w licznych wieżach.

Niezależnie od wszystkich hipotetycznych teorii, pewne jest jedno - mimo prostej techniki budowy wykorzystującej znalezione w pobliżu kamienie, wzniesienie tak długiego muru wymagało wiele czasu i wiele wysiłku. Pytanie - kto był w stanie poświęcić tyle. I dlaczego…

Nie sposób ukryć 150-kilometrową, naziemną konstrukcję. Mimo to murowi Khatt Shebib zaczęto bliżej przyglądać się dopiero w połowie XX wieku. Ogromny wkład w badania mają wykonane przed dziesiątkami lat zdjęcia lotnicze, które odzwierciedlają to, jak mur wyglądał dawniej. Postępujące niszczenie sprawia, że gdyby za badania zabrano się na przykład 100 lat później, wówczas naukowcy byliby w jeszcze większej kropce.

Lwy z Karakiz


Wielkie konstrukcje to wielkie zagadki, ale zwykle i dość zawężone pole potencjalnych rozwiązań. Tymczasem Ziemia pełna jest obiektów mniejszych - i przez to znacznie bardziej zagadkowych. W ich przypadku ustalenie jakichkolwiek faktów bywa niemal niemożliwe. Jednym z takich obiektów są lwy z Karakiz.

Kilkanaście lat temu w jednym z kamieniołomów w środkowej Turcji, opodal wioski Karakiz, odkryto posąg lwa naturalnych rozmiarów wykuty w granicie. Nieco dalej znaleziono drugiego lwa, bliźniaczo podobnego, ale wykonanego z pewnością przez kogoś innego. Co więcej, oba lwy najprawdopodobniej miały pary - wszystko wskazuje na to, że poszukiwacze skarbów rozsadzili posągi przy pomocy dynamitu, licząc, że kamienne zwierzęta strzegą ukrytego skarbu.
Śladów tego jednak nie znaleziono. Dlaczego więc ktoś pokusił się o wykuwanie ważących 5 ton rzeźb? Są różne teorie.

Naukowcy podejrzewają, że lwy z Karakiz powstały jakieś 3200 lat temu, między 1400 a 1200 rokiem przed Chrystusem. Okolice dzisiejszego Karakiz znajdowały się wówczas we władaniu Hetytów. Wtedy też Azję Mniejszą zamieszkiwał lew azjatycki - dzisiaj występujący naturalnie w zaledwie jednym rezerwacie w Indiach.



Wydaje się, że posągi stanąć miały przy nieodległym strumieniu, jako że źródła wody były dla Hetytów święte. Nie sposób wyobrazić sobie, aby planowano 5-tonowe bloki granitu transportować gdziekolwiek dalej. Pewne jest też, że lwy nie chroniły skarbu - tę hipotezę, przed archeologami, gruntownie przebadali poszukiwacze skarbów, w znacznym stopniu niszcząc przy tym zabytek.

Jest jeszcze jeden problem. Nie ma w ogóle pewności, że w czasie kiedy powstawały lwy, na terenie dzisiejszego Karakiz w ogóle mieszkali jacykolwiek Hetyci. Kim więc byli tajemniczy rzeźbiarze, na czyje zlecenie działali, w jakim celu wykuto kamienne lwy? Na te pytania nauka nie znalazła wciąż jednoznacznej odpowiedzi.

Mohendżo Daro


Dlaczego pewne miejsca poznajemy całkiem dokładnie pomimo upływu tysięcy lat? Dlaczego niektóre, znacznie młodsze, pozostają tajemnicą? Archeologia nie jest nauką ścisłą. Składają się na nią głównie domysły - wnioski wyciągane na podstawie znalezionych artefaktów, często bardzo nielicznych, tylko sugerujących jedną z możliwych wersji historii. Bywają jednak i takie przypadki, kiedy pozostałości archeologicznych nie brakuje, a mimo to na najważniejsze pytania nie sposób znaleźć odpowiedzi.

Jedną z takich zagadek stanowi cywilizacja doliny Indusu - pierwsza, największa i najlepiej rozwinięta spośród cywilizacji Starego Świata, współczesnym ludziom swoje tajemnice zaczęła ujawniać dopiero w połowie XIX wieku. To wtedy brytyjscy inżynierowie budujący linię kolejową wiodącą z Karaczi do Lahaur w dzisiejszym Pakistanie zauważyli rzecz, która według ówczesnej wiedzy nie powinna mieć miejsca.

Mianowicie lokalni mieszkańcy do budowy swoich domów wykorzystywali bardzo stare cegły, odnajdywane w pobliskich wzgórzach. Budowniczy udali się w to miejsce i natrafili na całe mnóstwo prastarych zabytków, przypuszczalnie ogromnej wartości naukowej. Zamiast podzielić się odkryciem, zaczęli na własną rękę wydobywać przedmioty i zabierać je ze sobą w celu odsprzedaży. Nie mieli pojęcia, jak wielkie odkrycie rozkradali.


Kiedy wiadomość o odkryciu rozeszła się po świecie, rozpoczęto poszukiwania zakrojone na wielką skalę. Odnajdywano liczne pozostałości, ślady osadnictwa i całe miasta. W tym Mohendżo Daro, jedno z najbardziej tajemniczych miast w historii Ziemi.

Powstało około 4 tysięcy lat temu i zachowało się w idealnym dla archeologów stanie. Zdejmowane kolejno warstwy odsłaniały domy i ulice, budynki użyteczności publicznej, rozliczne studnie i pełnoprawny system kanalizacyjny. Wykopano leżące na 250 hektarach miasto, o którym mimo naprawdę licznych pozostałości wiadomo niewiele.

Rzecz w tym, że Mohendżo Daro nie wyróżnia się niczym szczególnym - tak jakby założyciele starannie pilnowali, by żaden element nie odstawał od modelowego wzorca. Naukowcy twierdzą, że „to miasto pozbawione twarzy”. Nie wiadomo, kto nim rządził. Nie wiadomo, do kogo modlili się mieszkańcy. Nie ma pałaców, świątyń, pomników. Nie ma śladów siedziby jakiegokolwiek rządu, żadnego centralnego ośrodka. Wszystko czyste i równe - jak od linijki. Łaźnia, spichlerz. Wszystko przemyślane - jakby doskonale wiedziano, w jaki sposób planować miasta dla jak największej użyteczności.


Pytanie - kim byli założyciele i mieszkańcy Mohendżo Daro? Czy byli to Drawidowie, którym niektóre teorie przypisują założenie cywilizacji doliny Indusu? Są naukowcy, którzy przypuszczają, że to właśnie oni zapewnili szybki rozwój Mohendżo Daro, które stało się miastem dużym i bogatym, jednym z ważniejszych ośrodków w regionie.

Nic jednak nie tłumaczy nagłego końca miasta - a takie szczegóły jak ten, że wszystkie figurki jakie znaleziono w Mohendżo Daro zostały skrupulatnie połamane, tylko dodają zagadce pikanterii. Komu - i dlaczego - zależało akurat na tym? Co sprawiło, że miasto przestało istnieć, a wraz z nim cała wielka cywilizacja? Czy zawinił zmieniony bieg rzeki, który sprawił, że urodzajne dotąd tereny wyschły, sprowadzając na ludzi głód i ubóstwo? Czy przyczyna była zupełnie inna? I na te pytania naukowcy nie mają jeszcze odpowiedzi.

Szukamy dalej. Niemal co dzień dokonujemy kolejny odkryć. Część pomaga znaleźć odpowiedzi na już postawione pytania, jednak wiele powoduje, że trzeba postawić nowe - a część dotychczasowych odpowiedzi przekreślić. Ziemia skrywa przed nami jeszcze wiele tajemnic. A największą z nich wbrew pozorom, na koniec okazujemy się my sami.

Źródła:
1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 137344x | Komentarzy: 75 | Okejek: 587 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało