Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jednym postem na Facebooku wpędziła rodzinę w finansowe tarapaty

235 974  
453   100  
Większość użytkowników portali społecznościowych wie, że nie każdą informacją należy się dzielić z resztą świata. Posty nie znikają, nie zawsze uda się je wycofać, mogą trafić do osób, które przeczytać tego nie powinny. Najwyraźniej nie pojmowała tego studentka Dana Sney, której nieprzemyślany wpis kosztował rodzinę ponad 600 tysięcy złotych...

#1. Dana Snay to dama na zdjęciu poniżej

Kliknij i zobacz więcej!

#2. Rodzice Dany Snay.

Ojciec dziewczyny był dyrektorem w bardzo prestiżowym prywatnym liceum (Gulliver Prep) w Miami. Chciał kontynuować swoją karierę na tym stanowisku aż do 69 roku życia, ale zarząd nie zdecydował się przedłużyć z nim umowy.

#3. Do szkoły Gulliver Prep uczęszczała również córka pana Snaya, która obecnie studiuje w Boston College.

Mężczyzna pozwał szkołę twierdząc, że decyzja ta była oparta na jego zaawansowanym wieku, co jest nielegalne. Sąd przychylił się do zdania pana Snaya i nakazał zarządowi wypłacenie mu 80 000 $ odszkodowania, 60 000 $ jako koszta prawnika oraz 10 000 odsetek.

#4. Dana niby jest całkiem dobrą, ogarniętą studentką, ale w tym wypadku popisała się niesamowitą krótkowzrocznością.

#5. Pan Snay był w pełni świadom warunków ugody i przestrzegał ich. Nigdy nie rozmawiał o szczegółach procesu, nie wszystko powiedział nawet swojej rodzinie.

W ugodzie na rzecz jej ojca zawarta była również klauzula poufności, która obligowała obydwie strony sporu do publicznego nieujawniania warunków i wartości odszkodowania oraz szczegółów procesu. To standardowe rozwiązanie, które powoduje, że dyskusja między dwoma stronami nie stanie się dyskusją publiczną, nawet po jej pomyślnym zakończeniu.

#6.

#7.

Czy Dana znała szczegóły porozumienia pomiędzy szkołą a jej ojcem? Ciężko wyczuć... w każdym razie niedługo po zakończonym procesie na jej facebookowym koncie pojawił się wpis: "Mama i Tata Snay wygrali sprawę przeciwko Gulliverowi".

#8.

Teoretycznie ten wpis nie jest rażącym uchybieniem, ale następny wpis już przelał czarę goryczy. Panna Snay udała się na wakacje do Europy, a na jej profilu pojawił się niewybredny żart o treści: "Gulliver oficjalnie opłacił moje tegoroczne wakacje w Europie. SSIJCIE". Szkolni prawnicy szybko ocenili, że wpis tej treści to złamanie warunków ugody i tym razem to oni wystąpili do sądu.

#9.

Sąd nie wahał się długo, lecz tym razem przyznał rację zarządowi i nakazał panu Snay zwrot całej kwoty - 150 000 dolarów. W uzasadnieniu sędzia napisał: "Jego [Snaya] córka zrobiła dokładnie to, co było zakazane na mocy klauzuli poufności"

#10. Ciekawe, czy córeczka dostała bana na Facebooka...?

Tak więc przy pomocy dwóch nieszkodliwych (a właściwie można powiedzieć, że niewinnie - niesmacznych) wpisów na portalu, rodzina Snayów została pozbawiona całego odszkodowania plus musiała zapłacić koszty postępowania sądowego oraz koszty wynajętego prawnika. Na szczęście jej ojciec szybko znalazł inną pracę, więc rodzina nie została bez źródła dochodu.

Oglądany: 235974x | Komentarzy: 100 | Okejek: 453 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.01

18.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało