Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Najdziwniejszy amerykański desant podczas wojny z Japonią na Pacyfiku

48 825  
264   50  
Była to jedyna lądowa bitwa II wojny światowej na kontynencie północnoamerykańskim. Naprzeciwko siebie stanęły wojska Japonii oraz USA i Kanady. Amerykanie nie mogli pozwolić, aby ziemie należące do ich kraju były okupowane przez nieprzyjaciela.

3-4 czerwca 1942 roku nad amerykańskim miasteczkiem Unalaska pojawiły się japońskie samoloty. Wystartowały chwilę wcześniej ze znajdujących się w pobliżu dwóch lotniskowców „Ryujo” oraz „Jun’yo”. Głównym celem ataku był port rybacki „Dutch Harbor”. Desant żołnierzy został przeprowadzony kilka dni później – na wyspach Attu oraz Kiska pojawili się Japończycy.
Wyspy Aleuckie są łańcuchem małych wysp leżących w północnej części Oceanu Spokojnego. Średnia roczna temperatura wynosząca 3 stopnie C, obfite opady (około 250 dni w roku jest deszczowych) i ciągłe mgły powodują, że nie należą one do najgościnniejszych miejsc na Ziemi. Dodatkowo brak drzew, ukształtowanie przypominające fiordy norweskie i wulkaniczno-górzysty charakter nie sprzyjały prowadzeniu tam walk.

Mydlenie oczu

Co zatem kierowało dowództwem nieprzyjaciela, że zdecydował się zaangażować duże siły w celu przeprowadzenia desantu na ten niegościnny teren?
Od momentu uderzenia na Pearl Harbor Japonia była stroną wygrywającą w konflikcie na Pacyfiku. Pod ich kontrolę trafiły Indie Holenderskie, Wyspy Salomona, częściowo Nowa Gwinea, Nowa Brytania, Singapur, Hongkong, Filipiny oraz Malaje. Cesarstwo szykowało się do dalszych kampanii, w tym wojny z Australią. Aby zapewnić sobie w miarę bezpieczeństwo na Oceanie Spokojnym, należało maksymalnie ograniczyć możliwości operowania na nim floty amerykańskiej. Dowódcy mieli również nadzieję, że uda się przytępić jej trochę pazur, wciągając w zasadzkę i zatapiając niebezpieczne lotniskowce.
Aby móc w tajemnicy i spokoju przygotować się do inwazji na Midway, Japonia zdecydowała się na przeprowadzenie ataku mającego zmylić i skupić na sobie siły wroga. Kilka tysięcy kilometrów na północ od głównego celu skierowane zostały wojska inwazyjne 5 floty – około 8,5 tysiąca żołnierzy.
Japończycy wcale nie planowali „żabimi skokami” przemieszczać się z wyspy na wyspę kierując się w stronę Alaski (do kontynentu brakowało około 2500 kilometrów), jednak w oczach opinii publicznej tak to wyglądało. Dodatkowo zostało najechane i zajęte terytorium USA.
Kryptologom amerykańskim udało się jednak w międzyczasie złamać szyfry nieprzyjaciela, dzięki czemu doskonale zdawali sobie sprawę, że atak na wyspy Attu i Kiska jest tylko odciągnięciem uwagi. Znajomość tych planów pozwoliła przygotować się do starcia z flotą japońską i doprowadzenie do „punktu zwrotnego” w konflikcie na Pacyfiku.


Tymczasem wojska okupacyjne na zdobytych wyspach były niczym drzazga w oku armii USA. Społeczeństwo wyrażało zaniepokojenie „bliskością” nieprzyjaciela – do tego stopnia, że wprowadzono obowiązkowe maskowanie ważnych budynków, internowano obywateli japońskiego pochodzenia oraz rozpoczęła się nagonka na szpiegów. Systematycznie wysyłano nad wyspy bombowce oraz prowadzono ostrzał z morza, jednak wszyscy czekali na fizyczne odbicie wysp.
Na początku 1943 roku padła decyzja o przeprowadzeniu ataku. Podyktowane to było tylko i wyłącznie chęcią podniesienia narodowego morale. Japończycy nie mieli sił ani możliwości na kontynuowanie operacji na północy, dodatkowo kilka okrętów marynarki USA skutecznie blokowało dostawy dla okupujących wyspy żołnierzy. Mogli poczekać i wróg sam by się poddał albo zginął z głodu. Jednak decyzja była inna – atak.

Operacja Landgrab


Jako pierwsza miała zostać odbita słabiej broniona wyspa Attu. Według szacunków znajdowało się tam 2900 japońskich żołnierzy i nie powinni sprawiać większych problemów. Dowództwo szacowało, że oczyszczenie wyspy powinno zająć 3, góra 5 dni.
Do desantu skierowana została VII Dywizja Piechoty – 11 000 ludzi. Żołnierze, wchodząc na pokład statków, byli przekonani, że wyruszają na Hawaje – mieli wyposażenie tropikalne. Oliwkowoszare mundury i letnie buty niespecjalnie sprawdzały się w tundrowym, zimowym klimacie. Nie był to jednak błąd aprowizacji, stwierdzono, że zimowe wyposażenie jest dużo cięższe i opóźni walczących żołnierzy… Już w pierwszych dniach walki odnotowano odmrożenia oraz „okopowe nogi” - opuchnięte z wilgoci i mrozu kończyny.


Wbrew przypuszczeniom zdobycie wyspy wcale nie przyszło tak łatwo. Dwa i pół tygodnia później walki nadal trwały. Wróg miał dużo czasu na rozeznanie się w terenie i przygotowanie do obrony. Wycofał się w wyższe partie wyspy i czekał na nadchodzących żołnierzy.Przewaga USA była jednak zbyt duża i stopniowo zdobywano umocnienia i zmuszano cesarskie wojska do oddawania pola. Pod koniec maja pułkownik Yamazaki, dowódca wojsk nieprzyjacielskich, zadecydował o przeprowadzeniu kontrnatarcia. Gdyby się udało, dotarliby do zatoki, z której mogliby się ewakuować statkami oraz… mieli szansę przejąć znajdującą się tam amerykańską artylerię. Dziewięciuset żołnierzy rzuciło się do ataku. Przypadkowo wybrali moment rozdawania ciepłych posiłków, przez co amerykańskie linie były prawie puste. Zanim udało się zorganizować skuteczną obronę, wymordowany został szpital i jeden z obozów inżynieryjnych. Jednak po pierwszym zaskoczeniu rozpoczęła się krwawa rzeź przeprowadzona przez Amerykanów. Ci, którzy przeżyli atak wysadzili się granatami przyłożonymi do piersi, śmiały plan zakończył się rzezią.
Wyspa został odbita, zginęło 2351 Japończyków, 549 Amerykanów. Rannych było ponad 2100 ludzi, a do niewoli trafiło tylko 29 żołnierzy.

Operacja Cottage


Po doświadczeniach z podboju pierwszej wyspy dowództwo postanowiło przygotować się lepiej przy ataku na drugą. Siły inwazyjne wynosiły tym razem 35 000 żołnierzy wspieranych samolotami, statkami, artylerią, wojskami inżynieryjnymi i innymi typami jednostek pomocniczych. Skierowano również do walki X Dywizję Górską – eksperymentalny oddział szkolony do walk w trudnych górskich warunkach, to miał być ich chrzest bojowy.


Bazując na doświadczeniach z Attu przypuszczano, że i tutaj wróg wycofał się w wyższe partie wyspy i wykorzystując naturalne ukształtowanie będzie się długo bronić. 15 sierpnia 1943 roku 87 pułk piechoty jako pierwszy stanął na wyspie i obsadził przyczółek. Ze zrozumiałych przyczyn dowództwo zataiło swoje szacunki o około 80-procentowych stratach we wszystkich oddziałach – wyspa miała być zdobyta, jednocześnie okupiona rzeką krwi. Sytuacji nie poprawił brak kontaktu z wysłanym w nocy oddziałem Rangersów oraz to, że tak naprawdę to nikt nie wiedział co ich czeka po wylądowaniu, japońskie radio milczało, a zdjęcia lotnicze nie pozwalały na rozpoznanie wroga. Żołnierze wysyłani byli na ślepo…


87 pułk wylądował bez strat, obsadził wyznaczony odcinek i czekał, wsłuchując się w panującą ciszę. Atak całkowicie zaskoczył Amerykanów, nie spodziewali się takiej nawałnicy ze strony… natury. Pogoda momentalnie uległa zmianie, lunął deszcz i zaczął wiać lodowaty wiatr. Umundurowanie, koce, sprzęt – wszystko momentalnie zamokło. Żołnierze wciskali się w skalne szczeliny próbując ukryć się przed, jak się później okazało, typową pogodą wyspy.
Po udanym lodowatym desancie rozpoczęło się rozeznanie i zbieranie informacji. W głąb 25-kilometrowej wyspy wysyłano oddziały zwiadowcze. Aby w mgle i ciemnościach móc rozpoznać wroga, ustalono hasła „That thing” oraz odezwę „Long limb”, bardzo proste, ale trudne do wymówienia Japończykom i ewentualnie znajdującym się pośród nich Niemcom. Jednak zgodnie z jednym z popularniejszych haseł w wojsku SNAFU ”Situation Normal, All Fucked Up” (używane przez żołnierzy z piechoty morskiej, gdy jadą na ciebie czołgi, ty masz jeden granat, z góry leci napalm, kumple nie żyją, a za plecami morze…). Zwiadowcy gubili się, a lodowaty wiatr porywał wykrzykiwane hasła, dodatkowo brak doświadczenia wśród żołnierzy powodował dużą nerwowość. W wyniku nocnych wymian ognia zginęło 17 żołnierzy, a trzy razy więcej zostało rannych – wszyscy od amerykańskich kul. Nie natrafiono na wroga.
W kolejnych dniach posuwano się w głąb, natrafiając na okopy, tunele, porzucony sprzęt, niedojedzone kanapki i przerwane partie gier planszowych. Brakowało tylko żywych ludzi. Szacunki co do liczebności wroga wahały się od 4,5 do 30 tysięcy żołnierzy, raczej trudno ukryć taką liczbę na dość małej wyspie.

Tokijski ekspress

Dowództwo zwlekało ponad osiem dni zanim przyznało się do tego, że najprawdopodobniej wojska przeciwnika opuściły wyspę przed inwazją. Mniej więcej w czerwcu Japonia wycofała swoich żołnierzy. Przez ponad miesiąc pod nosami blokującej floty przemykały okręty podwodne zabierające łącznie 600 ludzi. 28 lipca korzystając z mgły nadpłynął „Tokijski ekspress”. Eskadra lekkich krążowników wpłynęła do zatoki Kiska, w mniej niż godzinę zaokrętowała pozostałe 5200 żołnierzy i bezpiecznie odpłynęła.

Powrót

Oficjalnie podany został komunikat, że wyspy zostały odbite i tyle. Żołnierzy witał wiwatujący tłum, wdzięczny za odsunięcie od nich wizji inwazji. Tylko samym mężczyznom było trochę… głupio. Sam powrót również nie należał do łatwych – o ile inwazja była przeprowadzona w sposób zgrany, tak na zabranie chłopaków do domu zabrakło okrętów…. Ostatni żołnierze opuszczali wyspę nawet pół roku później.

Mapy do artykułu podesłał kolanko90. Dziękujemy!

Oglądany: 48825x | Komentarzy: 50 | Okejek: 264 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.02

18.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało