Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Zaskakujące źródło pochodzenia Świętego Mikołaja. A co jeśli był syberyjskim szamanem?

48 671  
171   14  
Jest gruby, ubrany w czerwone szaty, a jego lico przyozdabia długa, siwa broda. Zdziwaczały dziadunio wkręcił sobie, że w ciągu jednego wieczora będzie w stanie odwiedzić każde dziecko na świecie i dać mu prezent ze swego przepastnego worka bez dna. Pomóc w tym mu może armia pracowitych elfów oraz zastęp wiernych reniferów, co to ciągną jego latające sanie. Zaraz, zaraz... Czy ktoś tu coś ćpał? Ależ owszem, w rzeczy samej!


Oto muchomor czerwony. Pewnie gdy byliście pacholętami, rodzice niejednokrotnie przestrzegali was przed zrywaniem, a nade wszystko – przed konsumowaniem tego grzyba. Absolutnie nie chcemy podważać autorytetu żadnego z troskliwych rodzicieli, ale jedynymi znanymi objawami występującymi po zjedzeniu surowego muchomora czerwonego są wymioty, rozdrażnienie, uczucie duszności i epicka wręcz biegunka.


Prawdziwym grzybowym killerem jest zupełnie niepozorny muchomor sromotnikowy. W tym przypadku jeden dorodny grzyb potrafi wysłać na tamten świat całą rodzinę. Wróćmy jednak do grzybka z czerwonym kapeluszem.
Najbardziej intrygującym jego składnikiem jest muscymol – psychoaktywna substancja, która wysyłała w pozaziemskie wojaże dawnych szamanów. Tyle słowem wprowadzenia. Teraz przedstawimy wam teorię łączącą świętego Mikołaja z tym legendarnym muchomorem.

Smakosz Coca Coli z Syberii

Święty Mikołaj był tureckim kardynałem znanym głównie ze swej ogromnej hojności wobec ubogich dzieciaków. Oczywiście nie paradował on w czerwonym kombinezonie z zakończoną efektownym pomponem czapką na swej siwej głowie. A już na pewno nie latał.


Skąd zatem taki a nie inny wizerunek świętego? Ano przez... Coca Colę! Na początku XX wieku rysownik odpowiedzialny za materiały reklamowe tej firmy – Haddon Sunblom – podjął się misji nadania Mikołajowi bardziej komercyjnego wyglądu.
Zanim artysta stworzył postać, którą znamy do dziś, turecki święty często przedstawiany był jako mały, wychudzony gnom ubrany w czerwony kombinezonik z białymi kropkami.


Zarówno ten wizerunek, jak i cała mikołajowa otoczka łącznie z reniferami, saniami, a nawet charakterystycznym workiem została najprawdopodobniej zapożyczona z poematu „Wizyta świętego Mikołaja”, napisanego w 1837 roku przez Clementa Clarke'a Moore'a. Poeta ten pochodził wprawdzie z Nowego Jorku, ale dużo wskazuje na to, że inspirował się on skandynawskimi wierzeniami przywiezionymi do Stanów przez północnoeuropejskich imigrantów. Z kolei wiele elementów ich folkloru przemieszało się z tradycjami Koriaków – syberyjskiego, spokrewnionego z Czukczami ludu, który oprócz hodowli reniferów znany jest z praktykowania szamanizmu.

Święty grzyb

Niewątpliwie bardzo ważną rolę w kultywowaniu religijnych tradycji Koriaków odgrywał opisany wcześniej muchomor czerwony. Zachowały się źródła opisujące handel wymienny pomiędzy Koriakami a mieszkańcami Kamczatki, gdzie wspomniany grzyb dość obficie występował. Syberyjski lud płacił za ten cenny towar w nietypowej walucie, czyli w... reniferach! Koriackie kobiety suszyły muchomory, dzieliły na porcje, a następnie podawały swoim mężom podczas rytuałów w okresie przesilenia zimowego. Jako że muscymol nie jest przez człowieka trawiony, biorący udział w ceremonii bardzo dbali o to, by wydalony z moczem „towar” się nie zmarnował. Gdy uczestnik obrzędu poczuł, że psychoaktywny efekt zaczyna ustępować, czym prędzej chwytał za naczynie, do którego wcześniej nasikał.
Nad rytuałem czuwali szamani, których szaty nawiązywały do muchomorowego kapelusza. Dokładnie takie same wdzianko nosił święty Mikołaj w swojej „gnomowej” wersji.



Latające renifery?

Jak już się pewnie domyśliliście, renifery miały szczególnie ważną pozycję wśród syberyjskiego ludu. Już nawet nie chodzi o to, że dzięki nim Koriacy w ogóle mogli egzystować, ale bardziej o to, że zwierzęta te uważane były za istoty magiczne. Zarówno syberyjski lud, jak i występujące na całym świecie społeczności, w których bardzo istotną rolę odgrywa szaman, wierzą w to, że podczas narkotycznego odurzenia dusza człowieka opuszcza jego ciało i może odbywać dalekie podróże. Pomagać ma jej w tym duch zwierzęcia-patrona. W przypadku Koriaków raczej zbyt dużego wyboru nie było. Trudno więc dziwić się, że najczęściej „latało się” u boku renifera. A, no i nie zapominajmy też o tym, że podczas niektórych obrzędów spożywało się również mocz renifera, którego wcześniej nakarmiono muchomorami!


„Prezenty” spod choinki

James Arthur, autor książki „Grzyby i ludzie”, twierdzi, że pomiędzy choinkami a muchomorami istnieje bardzo silna więź. Czemu ludzie znoszą do domu choinki, pod którymi umieszczają zapakowane w kolorowy papier prezenty, mające symbolizować miłość do swych najbliższych? Pisarz wskazuje, że w naturalnych warunkach muchomory czerwone najczęściej wybierają sobie sąsiedztwo sosen.
Ponadto w wierzeniach Koriaków pojawia się tzw. Drzewo świata, które jest rodzajem kosmicznej osi, stabilnego elementu Wszechświata. Miało być to najświętsze z miejsc, skarbnica pierwotnej mądrości i świątynia, w której zatrzymał się czas.


Niemniej ważne miejsce w wierzeniach syberyjskich ludów miała Gwiazda Polarna. Jako że nie zmienia ona swojej pozycji, Koriacy twierdzili, że jest ona ścisłe związana z Drzewem Świata. Gwiazda ta miała stykać się z jego czubkiem, dzięki czemu dusza szamana mogła wspiąć się na samą górę, a stamtąd dostać się do królestwa bogów.


...albo wrzucane kominem

Ciekawe jest to, że badacze zgłębiający wiedzę na temat syberyjskich ludów dostrzegli nawet więź łączącą komin, którym to święty Mikołaj ma się dostawać do domów, ze zwyczajami Koriaków.
W okresie szczególnie intensywnych zim, śnieg często zasypywał drzwi wejściowe ich niewysokich domów. Szamani i miejscowi uzdrowiciele, chcąc sprawdzić, czy członkowie ich społeczności są zdrowi i czy przypadkiem nie potrzebują pomocy, dostawali się do wnętrza domostw za pomocą dziur w dachach, którędy to ulatniał się dym z palenisk.
Niekiedy przynoszone przez szamanów grzyby były nie do końca wysuszone. Trzeba było więc je wepchnąć w skarpetę i położyć w pobliżu źródła ciepła...


Warto tu nadmienić, że muchomor czerwony nie był jedynie środkiem wykorzystywanym do osiągnięcia mistycznego haju, ale także, po odpowiednim przygotowaniu, potężnym lekarstwem przeciwwirusowym i antybiotykiem wykorzystywanym w kuracjach chorych pacjentów.
Gramolący się w środku zimy przez komin facet ubrany w czerwony strój, niosący ze sobą worek pełen „prezentów”. Brzmi znajomo?


„Święty Mikołaj jest nowoczesnym odpowiednikiem szamana, który konsumuje psychoaktywne rośliny i grzyby, aby komunikować się ze światem duchów” - powiedział antropolog John Rush, tym samym sprawiając, że już żadne Boże Narodzenie nie będzie dla nas takie jak kiedyś...



Tak że tego... Wesołych Świąt!

Więcej rzeczy o podobnej tematyce w serwisie

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 48671x | Komentarzy: 14 | Okejek: 171 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.09

18.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało