Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Refleksje po podróży polskim wybrzeżem Bałtyku

133 209  
434   82  
W tym roku odbyliśmy rowerową wycieczkę po kilku kurortach położonych na odcinku Dębki-Kołobrzeg. Oto parę spostrzeżeń, którymi chcielibyśmy się z Wami podzielić.

Jak się popieści, to wszystko się zmieści

Chyba jeszcze nigdy wybrzeże nie było świadkiem takiego oblężenia turystów. Duch patriotyzmu zmotywował urlopowiczów do tłumnych pielgrzymek nad nasze polskie morze. Obserwując jednak wielkość mijanych przez nas miejsc, od razu rzuca się w oczy olbrzymia dysproporcja pomiędzy ilością ludzi a wielkością miasteczek. W rezultacie większość rekreacyjnych kurortów to gęsta, absolutnie nieprzejezdna konstrukcja złożona z gęstej plątaniny ludzkich ciał, straganów, budek z hot dogami i wózków z wrzeszczącymi dzieciakami. Wolne luki wypełniają wszędobylskie, typowe dla dosłownie każdej mieściny, czterokołowe rowerki najczęściej kierowane przez nastoletnich urlopowiczów.


W niewielkiej wsi Rowy, którą - jeśli wierzyć Wikipedii - na co dzień zamieszkuje niespełna 400 osób, oprócz wielopiętrowych, ciasno ściśniętych ludzkich konstrukcji, wypatrzyliśmy też małą ciuchcię z wagonikami, która wolno torując sobie drogę przez morze ciał raczyła wszystkich najlepszymi przebojami zespołu pieśni i tańca „Fasolki” (true story!).

Hajs, hajs, hajs

Wiadomo, każdy chce zarobić. Pieniądze na drzewach nie rosną. Pewnie tylko dlatego, że nad morzem przeważają sosny. Natomiast śmiało można powiedzieć, że kasa łazi w te i nazad po deptakach. Wystarczy tylko po nią sięgnąć. Z jakiegoś powodu urlopowicze namiętnie wręcz lubią pozbywać się zawartości swych mieszków. Nawet jeśli ceny oferowane przez właścicieli lokalnych biznesów są kilkakrotnie wyższe niż te, z którymi spotkać można się na co dzień. Turyści „łykną” wszystko - od bałtyckiej, wyjętej z zamrażarki ryby, która to przybyła do nas wprost z Atlantyku, po tatuaż, który rozpływa się po bezpośrednim kontakcie z kropelką potu. Rozwrzeszczane latorośle da się na chwilę uspokoić wpychając im gofra w pucułowate usta lub inwestując szmal w upiększający zabieg kosmetyczny oferowany przez jeden z „warkoczykowych” straganów.

Lampiony

Nowa, świecka tradycja polegająca na wyrzucaniu płonących śmieci w kierunku pionowym zwróconym ku górze. Warte 3 zety papierzysko frunie sobie w przestworza, dzieci się cieszą, a tata Janusz z zadowoleniem odpala fajkę. Kiedy śmieć spadnie gdzieś do morza, albo rozświetli przepięknym pożarem pobliski las, troskliwy rodzic wypuści jeszcze ze dwa lampiony. A niech się szczeniaki cieszą, w końcu wakacje są.
Po ilości lampionów na niebie można określić ilość debili na plaży. Na szczęście w dalszym ciągu są  też i zdrowi ludzie, których bardziej bawią latawce lub bieganie za frisbee.
 

Automaty z kuleczkami

Są dosłownie wszędzie i stanowią dodatkowe źródło zarobku dla właściciela każdego sklepu, straganu, budki z goframi czy wędzarni ryb. Zasada jest prosta - wrzucasz dwa zyle, przekręcasz wajchę, a automat wypluwa z siebie małą, plastikową kuleczkę z czymś tam w środku. Rynek zbytu znalazła tu nawet pewna światowa marka klocków dla dzieci...


Chociaż, zaraz. Nie, to chyba jednak nie ta marka.

https://joemonster.org/images/vad/img_29450/d95c7e7a301dc8502f105af2c9065a35.jpg

Kulinarne to samo

Na strudzonych podróżnych czeka spora różnorodność dań oferowanych przez wszelkiego typu punkty gastronomiczne. Oprócz standardowej flądry, kosztującej tyle co kawior Beluga, można napchać sobie żołądek pizzą, schabowym czy kebabem. Przy okazji serdecznie pozdrawiamy sympatyczną obsługę knajpy „Jihad Kebab” z Łeby! Wybaczamy Wam, chłopaki, to że na pytanie „Czy macie może falafel?” zareagowaliście chóralnym wytrzeszczem. Nie, nie chcieliśmy obrazić Waszych matek. Po prostu mieliśmy wątpliwości, czy aby na pewno padlina z waszego kebabu była koszerna...
Dla tych, którzy cierpią na chroniczny brak papierków w portfelu, jedynym wybawieniem jest absolutny hit tegorocznych, bałtyckich wakacji - zapiekanka XXL.


Zastępuje obiad i kosztuje 8 zł. Resztę wolnej przestrzeni w żołądku z łatwością można wypełnić zimnym produktem lokalnego browarnictwa.

Najlepiej spać na dziko

...bo i tak warunki panujące na polach namiotowych potrafią wyprowadzić człowieka z równowagi. Za bajońską cenę, na okres jednej doby, wynajmuje się kawałek nierównej gleby. Opcjonalnie za sowitą dopłatą dostać można też możliwość pięciominutowej wizyty pod prysznicem (grzybice gratis!) lub naładowania sobie telefonu komórkowego. Wprawdzie za rozbijanie się "na nielegalu" grozi kara, ale trudno się oprzeć dzikim plażom. Za zaoszczędzoną gotówkę można sobie kupić piwo lub tekturową twarz Anny Grodzkiej. Swoją drogą - te maski to kolejny hicior sezonu. W każdym kurorcie spotkać można Putina spacerującego w towarzystwie Baracka Obamy lub Janusza Korwin-Mikkego skrzekliwie drącego japę celem wymuszenia na rodzicach kupna loda z polewą smerfową.


Niemce

Generalnie im dalej na zachód, tym więcej niemieckojęzycznych szyldów i samych przedstawicieli germańskiego rodu. Pierwszych spotkaliśmy już w Łebie, dalej ich ilość rosła wręcz lawinowo. Niemiecki urlopowicz charakteryzuje się wiecznie podniesionym głosem. Stereotyp stereotypem, ale oni rzeczywiście zdają się krzyczeć tak, jakby od tonu ich głosu miała zależeć jakość urlopu.


Mielno to czyste zło

Wszystko to, co kiedykolwiek dane Wam było usłyszeć o tym miejscu jest absolutną prawdą. Mielno to przedsionek piekła, do którego trafiają wszelkiej maści ochlejmordy, od tygodni niesieni melanżem woje, do bólu wylansowani imprezowicze oraz gardzące Najświętszą Panienką roznosicielki wenerycznych niespodzianek. Przy wjeździe do Mielna stoi sobie strażnik, który pieczołowicie sprawdza, czy każdy przybywający tam turysta jest wystarczający naj#bany, aby nie przynieść miastu wstydu swoją obleśną, bezwstydną trzeźwością. W tym roku odzieżowym przebojem były tu koszulki z napisem „Mielno Shore”.
Ach, no i nie zapominajmy o mieleńskiej plaży. Jest tak zaludniona, że władze miasta planują w przyszłych sezonach wprowadzić płatne, rezerwowane „miejsca ręcznikowe”. Pomiędzy upchanymi metodą „na sardynkę” plażowiczami wypatrzyliśmy faceta przebranego za wielką zupkę chińską. No bo to przecież oczywiste, że każdy dogorywający na słońcu urlopowicz marzy o łyku gorącej, krewetkowej tajskiej.


Wielowymiarowe kina

Nad morzem nie zdziwiła nas obecność zakopiańskich knajp i śpiewających górali, ani nawet pobór opłat za wjazd do lasu (ku naszej radości inkasent nawet nie stara się zatrzymać rozpędzonych rowerzystów). To, co nas rzeczywiście poruszyło, to gnający do przodu rozwój technologii. Dotąd bowiem znaliśmy jedynie kina 3D. Im dalej jednak kierowaliśmy się na zachód, tym bardziej widać było postęp związany z rozrywkową branżą...
W Darłówku odkryliśmy Kino 5D.

https://joemonster.org/images/vad/img_29450/caa7863ae6e512daa3a7b2edbcb3b7f8.jpg
W Mielnie dowiedzieliśmy się, że wrażenia w wymiarach pięciowymiarowych to już niemodny przeżytek i w czasie kiedy zajęci byliśmy rowerową przeprawą, hollywoodzcy magicy skonstruowali już kina 7D. I to MAX!

https://joemonster.org/images/vad/img_29450/13e69fcb7e29df2da5eb7d332c4dace1.jpg
Natomiast na drodze tuż przed Kołobrzegiem poinformowani byliśmy o tym, że siedem wymiarów kinowej rozrywki, nawet w wersji Max, to nic w porównaniu z kinem 8D!


W tym roku do Świnoujścia nie dotarliśmy, aczkolwiek z nieoficjalnych informacji wiemy, że nic nie gwarantuje takich emocji jak kino 12,5 D PRO. Z całą pewnością za rok to sprawdzimy.

Z pozdrowieniami dla wszystkich tych, którzy w tym roku poszukiwali spokoju nad polskim morzem.

P.S. Zdjęcia robione gofrem. Podróż nie była przesadnie planowana. Wyszliśmy z domu niby po dżemor...

Oglądany: 133209x | Komentarzy: 82 | Okejek: 434 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.05

05.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało