<< >> wszystkie blogi

Skiosku&Pokiosku

bo rzeczywistość jest bardziej od fikcji, nawet ta pokioskowa

Paranoik

2015-08-05 11:27:00 · 3 komentarze
Zaczesany w ząbek, w starych, rogowych okularach, jakich nikt przed sześćdziesiątką nie nosi, chyba że jest upośledzony, albo słucha mamusi (co na jedno wychodzi).
- Dzień dobry pani.
- Dzień dobry.
I stoi, się gapi, czeka, więc mówię:
- Co mogę dla pana zrobić?
- Czy państwo świadczycie usługi drukarskie?
- Nie, ale jeśli chodzi panu o wydrukowanie czegoś z komputera, to i owszem, chociaż usługami drukarskimi bym tego nie nazwała.
Nie podchwycił żartobliwego tonu, tylko powoli otworzył torbę, wyjął z niej pendrive'a i z namaszczeniem, jakby to była relikwia podał mi.
- Proszę nie kopiować danych znajdujących się na nośniku.
- Nie mam takiego zwyczaju - uspokajam go wpinając pendrive'a.
- A co to za program?
- Taki, który skanuje pański nośnik szukając zagrożeń dla komputera. - zaczynam mówić jego językiem.
- Proszę go natychmiast powstrzymać! Ręczę, że żadnych zagrożeń nie ma!
- Spokojnie, proszę pana, już prawie koniec, a ja bez tego nie mogę otworzyć żadnego pliku. Ten program nie robi niczego złego.
Przestępując z nogi na nogę, z przyspieszonym oddechem powiedział:
- Proszę o wydrukowanie tych siedmiu plików, stron 29. Na pewno pani nie skopiowała zawartości nośnika?
- Na pewno. - Już mnie to nie bawi, z paranoików nieładnie się śmiać. Otwieram, rzucam okiem, jakieś sprawozdania z dużego przedsiębiorstwa. Drukuję.
Zwykle drukując jakieś tabelki z Excela sprawdzam na papierze, czy wszystko w porządku. Biorę więc do ręki pierwszą stronę, gdy gość mnie powstrzymuje:
- Proszę nie czytać!!!
- Dobrze. Chciałam sprawdzić, czy poprawnie się drukuje. - Co jest? Przecież i tak zajrzałam otwierając kolejne arkusze.
- Ja sprawdzę - mówi, a ja podaję mu kartki wydrukiem do spodu. Pełna konspiracja! Zadowolony, składa każdą kartkę na pół.
Koniec zabawy, chcę wyciągnąć pendrive'a, gdy głośny i rozpaczliwy krzyk powstrzymuje moją rękę:
- Nie!!! Ja to zrobię!
Bez słowa pozwalam mu usiąść przy komputerze, gdzie uruchamia... bezpieczne usuwanie sprzętu i dopiero po tym z namaszczeniem wyciąga pendrive'a. Płaci, chowa, wychodzi.

Pełnoletni

2015-08-03 01:22:00 · 3 komentarze
Przychodził do mnie z rodzicami, z rodzeństwem albo z wujkiem, rzadko sam, bo nie bardzo miał po co. Zwyczajny chłopak, który jeszcze się codziennie nie musi golić. Wczoraj przyszedł sam.
- Dzień dobry!
- Dzień dobry. A co ty taki wesolutki?
- Viceroye niebieskie, poproszę.
- To ja dowodzik poproszę - mówię z uśmieszkiem przekonana, że 18 lat to on jeszcze nie ma.
- Proszsz... - zasuwa mi z nieskrywaną radochą na niedogolonym ryju pod sam nos chyba wcześniej przygotowany dowód, z którego wynika, że od ponad miesiąca jest pełnoletni. - Da mi pani te papierosy w końcu?
- Dam, tylko nie wiem, czy ci gratulować tej osiemnastki czy współczuć, żeś się zawartością głowy z dupą pozamieniał. Papierosy? Serio? - Wiem, że mogę sobie do niego tak pozwolić. Podaję mu fajki, płaci, a jego wzrok pada na lottomat.
- To jeszcze dużego lotka mi pani da - mówi i chce mi znowu dowód przed oczy wywalić. Obsłużyłam go, wyszedł.
Wieczorem, po pracy wracam do domu. Na ławeczce siedzi sobie z kolegami właściciel nowiutkiego dowodu z papierosem w pysku. Z naprzeciwka nadchodzi jego ciotka. Nie wspomniałam, że rodzina z tradycjami, takimi alkoholowymi, a to zobowiązuje do przestrzegania pewnej... etykiety. Wiązanki, jakiej użyła, żeby się z nim przywitać, nie odtworzę. Najbardziej utkwiło mi w głowie porównanie do mamuciego prącia. Młody próbuje coś powiedzieć, przystaję na chwilę, jak spora część przechodniów na ulicy, nie wiem, czemu - samo mi się przystanęło. I to był błąd. Młody pokazując palcem na mnie skierował furię ciotki w moją stronę. Zostałam oskarżona o sprzedaż wyrobów tytoniowych osobie niepełnoletniej - tak mniej więcej zinterpretowałam: "Zaraz cię, szmato, zajebię, żeś temu pojebowi sprzedała cygary!!!". I ruszyła wolno w moją stronę. Koledzy na ławce mają niezły ubaw, przechodnie widowisko, a ja zaczynam się zwyczajnie jej bać. Z pomocą przyszedł moment, kiedy ciotuchna idąc zamilkła (nie wiem, może nie potrafi połączyć obu tych czynności), a debiutujący palacz wykrzyknął:
- Ciociu, ja już mam dowód!!!
Momentalnie straciła zainteresowanie moją osobą, podeszła do niego, obejrzała dowód, a potem ze spokojem powiedziała:
- To poczęstuj ciocię, Gracjanku.

Niedorobiony

2015-07-17 15:01:00 · 4 komentarze
Wielkousty typek koło pięćdziesiątki, w garniaku, z kolegą w garniaku. W ręce trzyma zamek od drzwi, podchodzi do lady i wymachuje mi nim przed nosem.
- Ma pani klucze do takiego zamka?
- Nie wiem. Zresztą nie dorobię panu klucza do zamka.
- Czemu? - na chwilę przestał machać.
- Nie dorabiam kluczy do zamka.
- Czemu? - zaczyna machać od nowa.
- Nie umiem.
- A kto umie? - macha mocniej, coś w tym zamku się tłucze, dzwoni.
- Szef. Będzie w sobotę.
- To ja sobie tu wejdę do pani, na zaplecze i sobie poszukam takiego klucza.
- Nie ma mowy! - protestuję odsuwając ręką zamek, którym toruje sobie drogę za ladę.
- Nie? To po co pani tu stoi? - rzucił wyginając wargi z pogardą cały czas telepiąc trzymanym w dłoni zamkiem.
Zanim zdążyłam się odezwać, głos zabrała klientka drapiąca zdrapkę (którąś z kolei, bardzo ją złościło, że niczego jak dotąd nie wygrała):
- Pani tu stoi, ładnie wygląda i pachnie. A pan jesteś cham!
Chamy w garniakach wyszli, a klientka uśmiechając się dodała:
- I co pani by beze mnie zrobiła?

Spocony

2015-07-10 10:05:00 · 1 komentarz
Gorąco. Stoję w drzwiach, w przeciągu, bo chłodniej, albo przynajmniej się łudzę, że chłodniej. Przepuszczam otyłego klienta, który czołga się do lady. Na stojąco się czołga, widać, ile go kosztuje każdy ruch. Idę za nim i nieprzyjemny zapach potu gryzie mnie w nos.
- Mam nietypową prośbę.
- Dzisiaj same nietypowe prośby. Przed godziną był człowiek i prosił, żeby mu skarpetki w zimnej wodzie zamoczyć, wykręcić i pomóc założyć, to mu będzie chłodniej. W czym panu mogę pomóc?
- Bo wy czasem dostajecie takie te, silikonowe saszetki. Ma pani takich kilka na zbyciu? Ja je sobie wkładam tu i ówdzie, to mniej się pocę.
Mocno kręcąc głową powstrzymałam się od zapytania, gdzie to jest to "tu i ówdzie". Mam nadzieję, że chodziło o kieszenie.

Doświadczona życiowo

2015-07-10 10:04:00 · 1 komentarz
Weszła rozmawiając przez telefon. Babka coś między 60-tką a 70-tką, ostrzyżona po męsku, zupełnie niczym się nie wyróżniająca spośród tłumów babek w tym przedziale wiekowym. Tylko ten głos, taki mocny, spalony fajkami.
- ...
- Daj ty Panu Bogu spokój! On ma większe problemy, niż tych twoich pierdół słuchać. Co Go obchodzi, że się pomyliłaś i tę kiszkę w piątek zżarłaś?!
-...
- Co? Taka stara cipa, koleżanek sobie nie narobiłaś, to masz.
- ...
- Aniela, ja ci już powiedziałam, że z tobą nie pójdę.
- ...
- Gazetę se poczytaj choćby!
- ...
- Jaka droga?! Jestem w kiosku i tu jest bezpłatna. "Tojatoty". I zaraz ci wezmę.
- ...
- "Ahoj, przygodo"- to akurat nie wiesz, co to jest przygoda. "Shakira. 100% gwiazda, 100% mama" - no ty akurat ani jedną, ani drugą nie jesteś i nie będziesz. "Poradnik podróżnika" - ty to się dalej, jak do kościoła nie ruszysz. I tak ci wezmę tę gazetę!
- ...
- To pa!
I do mnie:
- Ta jest bezpłatna, to bym wzięła. I jeszcze L&M-y czerwone, paczkę tych wiśniowych prezerwatyw i "Angorę".

Schizol

2015-06-30 10:27:03 · 4 komentarze
Stał przed kioskiem rozglądając się chwilkę, zanim wszedł. Czekał, aż wyjdzie ostatni klient. Pomimo wysokiej temperatury miał na sobie bluzę, kaptur na głowie, czapeczkę z daszkiem, ciemne okulary. Podszedł do mnie nerwowo rozglądając się w poszukiwaniu kamer i wręczył mi karteczkę. Włączyła mi się czerwona lampka, która zgasła zaraz po przeczytaniu zdania: "Czy jesteś jedną z nich?" Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale ruchem ręki i sykiem pokazał mi, że mam odpowiedź napisać. "Nie" - napisałam. Kimkolwiek są "oni". Zaczynam się dobrze bawić. Wtedy typ się odezwał:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. Co dla pana? - staram się być poważna.
- Lotto. Zaraz pani dam.
Z jednej czarnej reklamówki wyjął kolejną, a z niej czarny worek, jak na śmieci. Z niego z kolei wyciągnął kopertę z blankietem. Podał mi go zakreśleniami do dołu. Nie śmiałam spojrzeć, jakie liczby zakreślił! Wrzuciłam do lottomatu, podałam blankiet i kupon, zgarnęłam z bilonownicy 3 zł i zobaczyłam, jak typ... zjada blankiet. Kupon schował w kopertę, kopertę w worek, worek w reklamówkę, a tę w kolejną reklamówkę i wyszedł szybkim krokiem przeżuwając przy tym papier.

Uczennica

2015-06-30 10:27:00 · 4 komentarze
Blondynka, jak z obrazka Chełmońskiego z przaśnymi dziewuchami, śliczna, gimnazjum. Coś się czai za bardzo, jeszcze nie wiem, o co może chodzić i nawet nie podejrzewam, że za chwilę zgodzę się stać współodpowiedzialna za oszustwo. Głos jej się łamał, gdy mówiła:
- Proszę pani, chcę, żeby mi pani skserowała na kolorowo przód tego świadectwa i tył innego. Na jednej kartce. Proszę.
Druki na świadectwa mają takie specyficzne kolory i nie ma możliwości, żeby ksero wyszło w tym samym odcieniu. Poza tym kopia będzie się bardziej świeciła. Nie wiem, kogo chce oszukać, Zakładam, że rodziców. Zerkam na jej oceny: nie są złe. Pewnie chodzi o jakiś konkretny przedmiot, z którego chciałaby mieć lepszą ocenę. Dobra! Czemu nie? Zrobiłam to, o co prosiła i takiej ulgi, jaką miała na twarzy, gdy chowała do teczki kserówkę nie widziałam od dawna.
Rodzicu! Dokładnie się przyjrzyj świadectwu dziecka.

Przyszła teściowa

2015-06-30 10:26:00 · Skomentuj
- Gotuj krok po kroku?
- Tam, na półce.
- A... Moje gotowanie?
- Zaraz obok, na tej samej.
- A Przepisy czytelników?
- Mam tu, koło kasy.
Kładzie to wszystko na ladzie po dwa egzemplarze.
- Mój syn się będzie żenił - tłumaczy się - a ono gotować nie umie. Jeszcze mi go zagłodzi, nie będę czekać, nauczę to gotować, myślę. Tylko że ono nie chce się uczyć ode mnie, tylko z tych nowoczesnych gazet. Ja nie wiem, co to będzie...

Żująca

2015-06-30 10:25:20 · 1 komentarz
Żuje gumę mlaskając przy tym nieelegancko:
- Czy kupię u pani pudełko na biżuterię? - wyciamkała.
- Nie.
- A na pierścionek? - mlask!
- Też nie. Przecież to biżuteria.
- Nie - zażuła.
- Acha.
Co będę się z ciamkającą klientką kłócić.

Sprytny

2015-06-30 10:25:00 · 1 komentarz
Tata, taki rosły chłop z synkiem, na oko trzyletnim, którego niesie na barana. Tata przegląda gazetę, a mały zerka na mnie spod daszka czapki i po chwili odzywa się konspiracyjnym, dziecięcym szeptem:
- Tata?
- Taaak?
- A ta pani jest podobna do mamy.
Tu tata popatrzył na mnie, uśmiechnął się i wrócił do wertowania gazety.
- Nooo.
- Zaprosimy ją do domu?
- Hmm?
- Będziemy mieć dwie mamy, jedną dla Ciebie, drugą dla mnie.
- Synu, tata cię jeszcze musi nieco o życiu nauczyć.
Autor
O blogu
  • Kilka lat temu pracowałam na pół etatu w kiosku, a że ludzie są różne - przekonuję się o tym do dziś
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty
Statsy bloga
  • Postów: 95
  • Komentarzy: 103
  • Odsłon: 44812

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi