Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Przerażająca historia opuszczonego budynku w podwarszawskim Otwocku

14 074  
108   14  
Józef Kasprowicz, historyk Polski podziemnej, przedstawia z przyprawiającymi ciarki detalami historię szpitala dla osób chorych psychicznie, który na początku XX w. powstał w podwarszawskim Otwocku. Jakby samego charakteru placówki było mało, to co działo się w nim później powoduje, że nie dziwi fakt, że ludzie uznają to miejsce za nawiedzone.

Wczoraj wybrałem się w miejsce, o którym mówi się, że jest nawiedzone. Rzeczy, które naprawdę działy się tam w czasie wojny, są jednak bardziej przerażające niż opowieści amatorów paranormalnych sensacji. Zapraszam do opuszczonego szpitala w Otwocku. Opowiem jego historię.


Powstał w 1908 r. Jego pełna nazwa brzmiała: Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów. Od imienia fundatorki, Zofii Endelman, zwano go „Zofiówką”. Była to jedna z pierwszych placówek tego typu w Europie. Przejdźmy przez dawną bramę i wejdźmy na teren szpitala.


Pacjentami szpitala przed wojną byli biedni Żydzi. Leczono ich w większości bezpłatnie, za pieniądze gminy żydowskiej. Za cel stawiano sobie powrót chorego do normalnego życia, jego ponowną integrację ze społeczeństwem. W 1939 leczyło się tu 275 pacjentów. W 1939 przychodzą Niemcy i wszystko się zmienia.


Tymczasem wejdźmy do pierwszego z dwóch budynków „Zofiówki”. Dawne wejście do niego dziś jest zamurowane. Do środka dostać się można jednak przez jedno z okien.


„Zofiówka” stała się jedynym szpitalem psychiatrycznym dla Żydów w Generalnej Guberni. Pacjentów przybywało. Przez pewien czas, po próbie samobójczej, leczy się tu matka Juliana Tuwima. Warunki stają się straszne. Do 1941 roku 200 pacjentów umiera z głodu lub wychłodzenia.




Jest tam dwudziestu kilku pacjentów chorych na zakaźną chorobę afrykańską. Ludzie ci gniją żywcem, na wpół zdziczali, wyłącznie kobiety, wychudzone, wykrzywione, potworne twarze. Straszny fetor – wspominał słynny kronikarz warszawskiego getta, Emanuel Ringelblum.



Dyrekcja, chcąc ratować pacjentów, urządza w szpitalu płatny kurort dla bogatej elity getta w Otwocku, żydowskich policjantów i konfidentów Gestapo z getta.

Ludzie ogromnie chwalili sobie pobyt w „Zofiówce”. Nie mąciło spokoju trwające dniami i nocami wycie wariatów.


Na 19.08.1941 r. Niemcy planują likwidację getta w Otwocku. Szpital dzień wcześniej dostaje informację. Kilku pacjentów, wiedząc o niemieckim bestialstwie, popełnia samobójstwo. Dr Maślanko, dr Lewinówna i dr Kaufman ubierają się na biało. Kładą się do łóżka. Zażywają cyjanek.


19.08.1941 r. Niemcy i ukraińscy esesmani na miejscu mordują ponad 100 pacjentów. Reszta zostaje wywieziona do Treblinki. Pozostały na miejscu personel szpitala do końca jest z pacjentami, próbując dodawać im otuchy.

Potem ludzie ci także popełnią samobójstwo.


To jednak nie koniec tragicznej historii „Zofiówki”. Wydarzyło się tu jeszcze coś więcej. Również przerażającego. Kontynuując opowieść, wejdźmy do drugiego z opuszczonych budynków szpitala. Tak wygląda dziś wejście do niego:


W 1943 „Zofiówka” staje się ośrodkiem Lebensborn (o ironio, po niemiecku znaczy to: „źródło życia”). 150 niemieckich kobiet ma tutaj rodzić i wychowywać „czyste rasowo” niemieckie dzieci. Ośrodek korzysta z wyposażenia ukradzionego zamordowanym mieszkańcom getta.




Do „Zofiówki” trafić mają też polskie dzieci z Zamojszczyzny. Trafi tu także, z ulicznej łapanki, 23-letnia Janina. Wspominała, że początkowo zajęła pokój z trzema innymi kobietami. Były dobrze karmione i traktowane. I poddawane oględzinom pod kątem „przydatności rasowej”.


Potem pojawiają się niemieccy oficerowie. Kobiety słyszą, że mają stać się „źródłem życia” dla rasy panów. Relacji, czego doświadczyły, przytoczyć nie jestem w stanie. Gdy lekarz po wielu dniach stwierdzał ciążę, trafiały do Berlina. A po urodzeniu dziecka – do obozu.


1945. Władze ekshumują pochowanych na terenie szpitala zamordowanych pacjentów. „Zofiówka” staje się wpierw ośrodkiem leczenia gruźlicy, a od lat 80. ponownie chorób psychicznych.


W latach 90. budynki szpitala pustoszeją.

Spacerując po opuszczonych budynkach „Zofiówki”, ma się wrażenie jakby zło, którego świadkiem było to miejsce, rezonowało w dzisiejszych czasach. Pentagramy, swastyki, napisy i obrazki namawiające do samobójstwa, nawiązania do śmierci, mordu...




W czasie mojego spaceru spotkałem kilku innych ludzi eksplorujących ruiny szpitala. Czy wiedzieli, co tu się wydarzyło? Wątpię. „Zofiówka” to taki „domek z duchami”, jeśli nie zna się jej historii. A jeśli się zna? Wtedy wizyta tu jest naprawdę obciążająca psychicznie.




Wątek ten zakończę relacją jednego z odwiedzających to miejsce:
Chodząc po ruinach (...), usłyszałem nagle dziewczęcy radosny śpiew. (...) W jednej z sal spotkałem cztery dziewczyny w wieku licealnym. (...) Co tu robicie? – zapytałem. Śpiewamy duchom – odpowiedziały po prostu.
2

Oglądany: 14074x | Komentarzy: 14 | Okejek: 108 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

24.05

23.05

Starsze historie

Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało