Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Najdziwniejsze, najfajniejsze i najciekawsze prace, które wykonywali internauci

25 017  
135   29  
Na fanpejdżu CHPD można było przeczytać o różnych ciekawych dorywczych czy sezonowych pracach. A wy macie jakieś ciekawe wspomnienia ze swoich przygód z pierwszymi pracami?

gallery_1708083572_719646.jpg

#1.

Hostessa. Promocja kiełbasek. Niby nic takiego, ale jak dorzucimy do tego minigrilla, zapach na pół miasta i panów spod sklepu zwracających się do mnie „kierowniczko” oraz wszystkie okoliczne bezpańskie psy w 40-stopniowym upale oraz mój wyborny czepek – to robi się dość śmiesznie i strasznie jednocześnie.

#2.

Pracowałem w wakacje za lat nastoletnich jako operator(ka) linii 0700… Tak. To były czasy!

#3.

Najlepsza fucha, jaką kiedykolwiek miałam, to OHP w eksperymentalnym zakładzie hodowli roślin. Jak była dobra pogoda, to wyrabiałam kilometry na polu, wypisując numery poletek (takich 50 cm x 50 cm) na papierowych torebkach, które się potem wsuwało między kłosy, żeby ich wiatr nie porwał. Pracownicy potem ścinali kłosy i wsadzali je do tych torebek. A jak padał deszcz, to siedzieliśmy w ośrodku wokół stołu i liczyliśmy ziarna z tych torebek, najpierw taka malutka centryfuga je młóciła i trzeba je było ostrożnie przesiewać od plew. Nazywałyśmy tę pracę kopciuszkowaniem.

#4.

Całą noc robiłam kanapki w barze do porannego wydawania. Nogi mnie bolały, ale jeszcze bardziej paznokcie u rąk. Nigdy przedtem ani potem nie bolały mnie paznokcie! Nie zapomnę też nigdy rozwożenia butelek z mlekiem pod drzwi mieszkań wieżowców na naszym osiedlu – miałam 18 lat i musiałam wstawać o czwartej rano. To była tragedia!

gallery_1708083572_982341.jpg

#5.

W wieku 18 lat dostałam po znajomości fuchę polegającą na szyciu pieluch tetrowych na akord. No niby lubiłam szyć, ale to chyba nie było to. Doświadczenie jednak ciekawe. W towarzystwie starych, doświadczonych szwaczek dowiedziałam się nieco o szyciu i życiu.

#6.

Wkładałam piórka do przeźroczystych bombek bożonarodzeniowych, na akord.

#7.

Byłam Panią Mikołajkową w centrum handlowym, moim zadaniem było robić sobie zdjęcia z dziećmi i Świętym Mikołajem oraz życzyć rodzicom Wesołych Świąt. Wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że miałam rękę w gipsie i straciłam głos na amen.

#8.

Kiedy mieszkałam w Danii, w odpowiedzi na moje ogłoszenie o pracę, pojechałam malować listwy przypodłogowe i drzwi, białą farbą oczywiście. Działo się to po mocno zakrapianej imprezie, pan podjechał po mnie na przystanek autobusowy, zawiózł do domu, żebym mogła się przebrać w ciuchy robocze, i zabrał na miejsce, gdzie malowałam mu mieszkanie. Fajnie było, zdążyłam wytrzeźwieć, wypiliśmy razem kawkę w przerwie i zjedliśmy pizzę. A na koniec nawet nieźle zarobiłam i oczywiście odwiózł mnie do domu. Też był z PL.

gallery_1708083572_747925.jpg

#9.

W szkole średniej jeździłam do Francji na winobrania – od 6 rano do 18 z sekatorem i wiaderkiem, w ogromnych kaloszach w deszczu winogrona zbierałam, co jakiś czas popijając winem, jak wszyscy pracownicy niezależnie od wieku. Do tej pory wspominam to jako najlepszą pracę, jaką kiedykolwiek wykonywałam.

#10.

Na studiach pracowałam jako nauczyciel języka angielskiego dla seniorów na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Moi uczniowie tłumaczyli mi się z każdej nieobecności, bardzo za nią przepraszając, bardzo lubili prace domowe i uwielbiali robić mi prezenty, począwszy od Dnia Dziecka, przez Dzień Kobiet, święta i rzecz jasna z okazji Dnia Nauczyciela. Byli bardzo sympatyczni, chętni do nauki i... próbowali ściągać na testach.
Innym razem, będąc w Hiszpanii, na wolontariacie co prawda, poza remontowaniem klasztoru, jeden dzień opiekowałam się małymi Hiszpanami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że po hiszpańsku znałam wtedy trzy słowa na krzyż. A na koniec dnia wylądowałam w klasztornej kuchni jako producentka placków ziemniaczanych. Stałam tam kilka godzin przy kuchence, bo chętnych na placki było ze 40 osób.

#11.

Ja nie mam się czym pochwalić w kategorii „dziwne”, ale mogę w kategorii „szeroki wachlarz”. Byłam ogrodnikiem, kelnerką, ochroniarzem, nianią, sprzątaczką, botanikiem, kierownikiem obiektów sportowych, kierownikiem administracji, opiekunem dzieci dowożonych, świetliczanką, sekretarzem, nauczycielem i kleiłam koperty oraz wklepywałam dane do komputera. Człowiek orkiestra.

#12.

Przyklejałam oczka traktorkom osiem godzin dziennie.

gallery_1708083572_224935.jpg

#13.

Nie dziwne, ale nigdy nie zapomnę wspaniałego doświadczenia na praktykach w Muzeum Narodowym w Warszawie podczas studiów Turystyka i rekreacja. Poznałam pracę w muzeum od podszewki, zwiedziłam zakamarki muzeum niedostępne dla odwiedzających i widziałam na żywo, jak konserwuje się obraz. A jeszcze dwa lata temu byłam na stażu w wojewódzkim urzędzie ochrony zabytków i dowiedziałam się, jak wygląda praca archeologa od samych archeologów, już nie tylko z programów edukacyjnych czy z zajęć na studiach.

#14.

Wiem, że w tym poście chodzi o wesołą pracę, ale mi z takich dziwnych przypomina się jedna, najbardziej upokarzająca praca.
Stałam kiedyś zimą w krótkim futerku w spódniczce i butach na 11 cm obcasie przed sklepem jubilerskim i rozdawałam ulotki.
Jeden dzień wytrzymałam. Czułam się na maksa upokorzona i pierwszy raz zdałam sobie sprawę, jak kobiece ciało i uroda są uprzedmiotowione.

#15.

Jako nastolatka liczyłam robale w lesie, tzn. gąsienice brudnicy mniszki. Dobrze płacili. Zorganizowałam brygadę. Nepotyzm w czystej postaci – tata był leśniczym.

gallery_1708083573_546519.jpg

#16.

W wieku 19 lat pracowałam jako pomoc prawnicza w kancelarii, za całe 4,50 za godzinę. Czasami pracowałam do 21-22, pisałam pozwy (!) bez żadnego przygotowania, dzwoniłam do sądów, prawników, komorników. Musiałam biegać między sądami, ksero i innymi punktami. W sumie dobrze wspominam te czasy, ale to co musiałam robić całkowicie wykraczało za moje umiejętności.

#17.

Razem z moją mamą grałyśmy prostytutki (matkę i córkę) w filmie dyplomowym Małgorzaty Szumowskiej w łódzkiej filmówce. Meeeega doświadczenie! Śpiewałam w chórku o 00:00 na sylwestrze milenijnym na Placu Zamkowym w Warszawie. Zarobiłam wtedy największą kasę na minutę w życiu.

#18.

Przez pól roku myłam w muzeum samochody zabytkowe (zewnątrz i wewnątrz), a czasem dekorowałam je kwiatami na okoliczność ślubu. Przy wolnych mocach przerobowych zajmowałam się również piętrowymi autobusami. Bywałam też elegancką kierowczynią takich pojazdów na różnych pokazach czy podczas obwożenia turystów.

gallery_1708083573_427530.jpg

#19.

Liczyłam ludzi w nocnych autobusach krakowskich (jakieś statystyki), było baaardzo wesoło.

#20.

Musiałam zbierać martwe szczury i łapać żywe myszy. Niby czas leczy rany, ale trudno zapomnieć.

#21.

Przenosiłam żaby przez jezdnię. Ze 20 lat temu to było, więc średnio pamiętam, ale myślę, że to był ekologiczny NGOs. Wtedy temat był mocno roztrząsany, bo teren pod ochroną, przez niego prowadziła główna droga i w sezonie robiła się totalna masakra. Anatomię żab poznałam doskonale, chamstwo niektórych ludzi też (specjalnie wjeżdżali w żaby), no i mi się schudło, bo taka robota apetytu nie dodaje... Dziś już tam są porobione tunele i żabki sobie bezpiecznie przechodzą.
2

Oglądany: 25017x | Komentarzy: 29 | Okejek: 135 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało