Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

„Szkic ma moc!” – czyli dlaczego warto zainteresować się bazgrołami na kartce

23 033  
42   48  
Szkic to według jednej z definicji słownika języka polskiego „określenie wstępnej wersji dzieła sztuki, najczęściej odręcznego rysunku ołówkiem”. Nietrudno zauważyć, że zarówno przez twórców, jak i odbiorców, często traktowany jest jako beta wersja dopiero prowadząca w stronę właściwego działa. Jak się okazuje – całkowicie niesprawiedliwie. Twórcze bazgroły mogą równie dobrze stanowić niezależną wypowiedź artystyczną, o czym świadczą choćby dwie edycje „Szkic ma moc!” – siostrzanego konkurs satyrykonowych zmagań, o których pisaliśmy niedawno zarówno w kontekście historycznym, jak i współczesnym.

https://img.joemonster.org/i/upload/2022/11/untitl...

Aktualnie trwa nabór prac do trzeciej odsłony konkursu na najlepszy szkicownik i z tej okazji porozmawialiśmy z jurorami ostatniej edycji – Tomaszem Brodą (pomysłodawcą wydarzenia), dr Anitą Wincencjusz-Patyną (historyczką i krytyczką sztuki) oraz Dobrosławą Rafalską (zwyciężczynią pierwszej edycji konkursu). Zachęcamy do spróbowania swoich siły na tym niezwykle interesującym graficznym polu!

Jury pierwszej edycji w trakcie pracy

Czy ekspresja, kontekst i artystyczna wymowa szkiców są odmienne od tych znanych z „pełnoprawnych” prac prezentowanych podczas Satyrykonu?


Tomasz Broda: Zapraszając artystów do udziału w konkursie na szkicownik, liczyliśmy przede wszystkim na tych, którzy nie widzą dla siebie miejsca w dotychczasowej formule Satyrykonu, gdzie pokazuje się prace wykonane na zadany temat. W szkicownikach mamy do czynienia z zupełnie inną postawą. To zazwyczaj prace do szuflady: szczere, odważne, niczym nie skrępowane, często bardzo osobiste, a przez to ciekawe. Od tych z głównego konkursu Satyrykonu różnią się też stylistycznie: większą ekspresją i dezynwolturą. Czuć tu zabawę i wolność twórczą. W głównym nurcie konkursowym widać też unifikację autorów – upodabniają się do siebie, używając tych samych narzędzi czy programów graficznych. W szkicownikach mamy wyłącznie hand made, wszystko jest żywe i tryska energią.

Anita Wincencjusz-Patyna: Można powiedzieć, że różnica jest zasadnicza. W satyrykonowym konkursie przede wszystkim oczekujemy żartu, dowcipu, krytyki, ostrego spojrzenia – zawartość prac ma pobudzić do refleksji i wzbudzić rechot, chichot albo uśmiech politowania. To zasadniczy cel, podczas gdy w„Szkic ma moc!” na ten element w ogóle nie zwracamy uwagi. Nie chcemy, żeby te zmagania odbierać jako wstępną, koncepcyjną czy „roboczą” wersję głównego konkursu. Tutaj rzeczywiście stawiamy na moc i szczerość bezpośredniej wypowiedzi artystycznej, która z założenia wydaje nam się niczym jeszcze niegładzoną próbką możliwości i bardzo często zawiera w sobie elementu żarty i satyry, ale bardziej„przy okazji” – na żadnym etapie nie jest to wskazane czy wymagane. To mogą być po prostu szkice, nawet wręcz nazywane studyjnymi, choć te akurat najmniej porywają nas jako jurorów.

Dobrosława Rafalska: Na to pytanie bardziej odpowiem z perspektywy twórcy niż jurora. Swoje szkice traktuję jako skończone prace, ale są one zdecydowanie inne niż te przesyłane na właściwy konkurs. Główna różnica polega na tym, że w przypadku szkiców nie przejmuję się tak formą, która musi nadawać się do druku i nie używam przy ich tworzenia komputera, pozwalając sobie na eksperyment w kwestii stosowanych narzędzi i technik. W szerszym kontekście prac przesyłanych na Satyrykon to również wydaje mi się, że szkicowniki zgłaszane do konkursu „Szkic mam moc!” różnią się ekspresją, kontekstem i artystyczną wymową od prac biorących udział w głównych zmaganiach. Pewne granice będą jednak się zacierać w zależności od indywidualnych postaw twórców.

Pierwsza nagroda pierwszej edycji konkursu – szkicownik Dobrosławy Rafalskiej „Ryje, mordki, paszcze”

A jakie nowe perspektywy i horyzonty otwierają się dla artysty dzięki surowości przekazu szkicu?


DR: Szkic może stanowić bardzo przyjemne wspomnienie ulotnej chwili, być błyskawiczną notatką, eksperymentem lub wręcz zmaganiem z kompozycją, na którą nie do końca mamy pomysł, a musimy coś narysować, bo zbliża się deadline. Czasami szkic pozwala na bardzo pozytywne zrządzenie losu, które rozwiąże projektowy problem. Nowych perspektyw może być wiele, a wszystko zależy od tego, z jakim nastawieniem siadamy do szkicowania.

TB: Obserwuję młodych ludzi w Akademii Sztuk Pięknych, urodzonych już około 2000 roku, wychowanych w świecie nowych mediów. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego tak wielu z nich prowadzi szkicowniki i przywiązuje wagę do tego, co napisane, narysowane na papierze. Może taki tradycyjny brulion ma większą wartość niż kliknięcie w komputerze? Wydaje mi się, że dziś, kiedy niemal każda sfera naszego życia jest podporządkowana jakimś algorytmom i systemom, nabierają znaczenia indywidualne gesty wynikające z naturalnej potrzeby ekspresji.

AW-P: Uważam, że wszystko zależy od temperamentu konkretnej osoby – bez względu na to, czy mówimy o konkursie głównym, czy szkicownikowym. Kluczem są tu właściwa metoda pracy i preferowany proces twórczy. Powstają prace, które wydają się dopracowane w szczegółach i z których mogłaby powstać gotowa książka obrazkowa. Są też szkicowniki ewidentnie mające charakter próbny, z elementami przekreślonymi, a nawet niedokończonymi. Z takimi propozycjami nie spotykamy się raczej w konkursie głównym, ale pamiętamy nagradzane zeszyty posiadające w sobie siłę ekspresji szkicu-rysunku wydającego się błyskawiczną notacją.

Jury pierwszej edycji z nagrodzonymi pracami

Istnieją sztywne kryteria przyjęcia szkicowników na konkurs? Czym różni się szkicownik choćby od książki artystycznej?


TB: Decydują jakość i wartość artystyczna, oczywiście rozumiane subiektywnie, bo kierujemy się swoimi gustami i estetycznymi poglądami – trudno przyjąć inne kryteria. A różnice między tym, co rozumiemy jako szkicownik, a tym, co bywa uznawane za książkę artystyczną, są płynne. Ta kwestia poróżniła nas nieco podczas ostatnich obrad jury. Pojawiły się fantastyczne realizacje, które nie zostały nagrodzone tylko dlatego, że uznano je za gotową propozycję wydawniczą. Do dziś żałuję, że nie udało się wyróżnić tych prac.

DR: Szkicowniki zdecydowanie różnią się od książek artystycznych, choć pojawiło się kilka prac, które autorzy utrzymali w konwencji spójnej tematycznie i formalnie całości i zapewne można by je również do kategorii książki artystycznej zaliczyć. Sam szkicownik może zawierać w sobie prace wykonane w bardzo różnych technikach i konwencjach i nie wymaga prowadzenia spójnej narracji, która natomiast bardzo przydaje się w przypadku książki. Kryteria wstępnie były określone w regulaminie – zgłaszane prace powinny mieć maksymalnie format A3 i minimalnie 10 stron, a autorzy musieli być uczniami, studentami lub absolwentami szkół artystycznych. Warunki kwalifikacji prac wyglądają w tym roku podobnie, ale wszystkich zainteresowanych odsyłam do regulaminu konkursu.

Druga nagroda pierwszej edycji konkursu – Anna Pałosz „Na początku był chaos”

AW-P: Nie ma żadnego ostrego kryterium tej dychotomii. Można jednak zaobserwować coś podobnego jak w przypadku szkicu, którego definicja jest dość płynna. Nawet jeśli sięgniemy po fachową literaturę - choćby Słownik terminologiczny sztuk pięknych - na dzień dobry mamy dwie propozycje: szkic jako pierwotną koncepcję artystyczną, ale też rodzaj zarysowanej notatki. Z definicją książki artystycznej jest jeszcze trudniej, bo doskonale wiemy, że ona rozsadza pojęcie książki kodeksowej w tradycyjnym rozumieniu – stron zszytych w określonym porządku i obudowanych okładką. Mamy już absolutną nieskończoność propozycji bardziej przypominających obiekty 3D, które wręcz stają się instalacjami. Myślę, że póki co nie idziemy w tę stronę, choć – jak powiedziałam wcześniej – zdarzają się luźne karty schowane w materiale czy związane w specyficzny sposób. Z pewnością jakieś punkty styczne by się znalazły – książki artystyczne mają w sobie też potencjał różnorodności, stosowanych technik i możliwości. Na pewno jednak nie są to szkicowniki w ujęciu akademickim.

Uważacie Państwo, że szkicowniki nadsyłane na konkurs mogłyby ukazać się już na rynku jako niezależne, pełnoprawne wydawnictwo?


AW-P: Tak, zwłaszcza jeżeli mamy do czynienia ze szkicownikami rozumianymi jako makiety książek. To propozycje nieukończone i jeszcze niewysłane do wydawcy, ale powstające jako efekt bardziej rozbudowanej koncepcji. Przewijające się tam hasła i tematy bez wątpienia mogą trafić na dzisiejszy rynek, który z ochotą przyjmuje propozycje książek obrazkowych czy powieści graficznych. Są mniejsze wydawnictwa, stawiające na oryginalne propozycje, dla których język plastyczny jest bardzo istotną kwestią. Coraz częściej pojawiają się też książki beztekstowe – operujące wyłącznie obrazem, narracją wizualną. Może nie są one objętościowo zadowalające dla miłośników grubych tomów, ale standard 32 stron widzieliśmy już wielokrotnie.

Trzecia nagroda pierwszej edycji konkursu – Stanisław Gajewski, bez tytułu

TB: Niektóre z nich jak najbardziej. Oczywiście, gdybyśmy tylko mieli rynek wydawniczy, gdzie takie unikatowe publikacje znalazłyby nabywców. Szkicowniki wybitnych twórców, wydane jako książki, można kupić nie tylko w muzealnych czy artystycznych księgarniach. Niedawno w jednym z takich miejsc oglądałem szkicownik znanego autora komiksów Roberta Crumba.

DR: Myślę, że kilka prac mogłoby trafić do druku, ale dla mnie nie stanowiło to kryterium sprawiającego, że były one „lepsze” od innych.


Dwa równorzędne wyróżnienia pierwszej edycji konkursu
Zuza Kamińska za pracę „Kilka obrazków”
Klementyna Epa za pracę „EPA’21”

Jak duża różnorodność panuje w trakcie konkursu? Czy da się zauważyć jakiś trend w przysyłanych szkicownikach? Więcej jest publicystycznych komentarzy, czy może jednak dominuje artystyczna abstrakcja?


TB: Do tej pory nie zauważyłem dominującego trendu – i bardzo dobrze. Panuje taka rozmaitość postaw twórczych, stylów, tematów, sposobów, ilu jest autorów. Czasem rysunki w szkicownikach powstają z dnia na dzień, bez żadnego planu – są jakby kroniką, zapisem czasu. Bywa też tak, że szkicownik jest podporządkowany jakiemuś tematowi, kiedy autor pracuje nad większą realizacją: książką czy filmem animowanym. W Muzeum Narodowym w Poznaniu można obejrzeć szkicowniki Waldemara Świerzego, który zapełniał je kolejnymi wersjami plakatów, nad którymi pracował. Do każdego plakatu miał osobny szkicownik. Zapis procesu twórczego bywa fascynujący, trochę jak podróż w nieznane. A dzięki szkicownikom możemy odtworzyć każdy z jego etapów.

https://img.joemonster.org/i/upload/2022/11/untitl...
DR: Różnorodność zgłoszonych prac była ogromna. Od szkicowników miniaturowych po „tomiszcza” niesamowicie obszerne, od notesów szytych ręcznie po wykonane w zeszytach w kratkę. Dużo byłonietypowych form oprawy czy niestandardowych materiałów. Pojawiły się też szkicowniki stanowiące wydruki cyfrowych notatek rysunkowych prowadzonych na tablecie graficznym. Naprawdę było w czym wybierać i ta różnorodność formatów i technik bardzo nas, jurorów, jako oglądających cieszyła. Wydaje mi się, że dominuje artystyczna swoboda i osoby zgłaszające prace do konkursu „Szkic ma moc!” korzystały z tego, że ich szkicowniki właśnie takie mogą być – osobiste i „nie na temat”.

AW-P: Oczywiście my wybierając „finalistów” – szkicowniki, które trafią na wystawę – chcemy podkreślić ich niezwykłą różnorodność. Dlatego też ten dobór jest na tyle rozmaity, że wskazywanie dominujących trendów byłoby trudne. Co nie zmienia faktu, że takie grupy zawsze da się wyodrębnić – to chociażby rodzaj komentowania rzeczywistości w króciutkich scenkach, coś, co może przypominać trochę komiksowe stripy z prasy, komentarz do rzeczywistości. Są też szkice mające ewidentnie charakter notatek artystycznych – scen, widoków, detali – wszystkiego, co zauważają młodzi twórcy. To faktycznie może być dowolny element – drzewo, ptak, fragment architektury czy przedmiot. Mamy wreszcie szkicowniki „profesjonalne” – takie „brudnoszkice” na podobieństwo brudnopisów - w tym znaczeniu, że podejmują one jakiś konkretny wątek artystyczny i zderzają ze sobą kolory, desenie, kreski, siatki czy inne pomysły. Sprawiają wrażenie notatnika eksperymentów, prób i błędów. Niektórzy posługują się nietypowymi mediami, odchodząc od prostoty piórka, długopisu, ołówka czy kredki – otrzymujemy szkicowniki wyszywane, materiałowe, wyklejanki, fotobooki, hybrydy. Są też zdjęcia lub całe strony wyrwane z magazynu czy ulotki, na których powstaje odręczna opowieść w bardziej tradycyjnej technice, czyli przy użyciu tuszu, flamastra czy pisaków. Zawsze trafiamy też na coś nowego, zaskakującego. Dość często wykorzystywane są gotowe szkicowniki, które można kupić nawet w zwykłym sklepie papierniczym.

NaBroda specjalna pierwszej edycji – Dawid Lichocki i „Tamte dni”

Czy można w ogóle mówić o zjawisku „fałszywych” szkicowników – czyli gdy nonszalancja nie wynika z samego charakteru bazgrolenia, a jest przemyślanym efektem?


TB: Szkic ma w sobie błysk i ulotność, którą trudno odtworzyć w gotowej realizacji. Wielu twórców marzy o tym, żeby na zawołanie improwizować. Znamy opowieści o aktorach, którzy są genialni na próbach, ale przed kamerą sztywnieją i wypadają gorzej. Stąd różne sposoby, żeby tę ulotność zapisać.Dla niektórych to męka, innym przychodzi to, jak z płatka.

DR: Wydaje mi się, że nawet stosowanie przemyślanych efektów, czy wypracowanych nawyków w szkicach nie czyni z nich rzeczy „fałszywych”. Moim zdaniem szkicowanie powinno być również czynnością przyjemną, a często łatwiej posługiwać się sprawdzonymi rozwiązaniami, niż za każdym razem łamać schemat i przekraczać własne możliwości.

AW-P: Myślę, że jurorzy stawiają na szczerość wypowiedzi i potrzebę. Intuicyjnie jesteśmy w stanie odczytać, na ile ta propozycja jest czyjaś własna. Szkicowniki bardzo się od siebie różnią, ale te różnice z reguły świadczą o twórcach. Ten rodzaj „świadectwa” przemawia do nas i przekonuje bez względu na to, jak ten efekt jest widziany z boku. Szkice mogą mieć charakter nawarstwiających się prób czy wielu znajdujących się obok siebie rysunków, które sprawiają wrażenie multiplikacji. To totalny bałagan artystyczny, ale w najlepszym znaczeniu – jest śladem poszukiwań i prób. Są też takie, które wydają się skończonymi, zakomponowanymi rozmyślnie, pracami. Na tym etapie nie mamy szans porównać próbnych różnych notesów tej samej osoby, ale zadziwiająco często okazuje się, że to właściwa dla danej osoby metoda pracy. Miejmy nadzieję, że intuicja nas nie zawodzi.

Jury drugiej edycji konkursu w trakcie pracy w pięknej Sali Królewskiej Akademii Rycerskiej w Legnicy

W konkursie mogą wziąć udział nawet uczniowie. Ile lat mieli najmłodsi autorzy zgłaszający swoje propozycje i czy ich propozycje jakkolwiek odbiegały jakością od tych prezentowanych przez dorosłych artystów?


TB: W konkursie biorą udział przede wszystkim młodzi ludzie; średnia wieku jest zdecydowanie niższa niż w głównym satyrykonowym konkursie. Nie sprawdzałem danych osobowych każdego z uczestników, ale pamiętam, że jednym z pierwszych laureatów był licealista, który rysował jak dojrzały twórca.

AW-P: Nikt z nas raczej nie zwrócił uwagi na to, ile lat miała najmłodsza osoba. Dominują studenci i absolwenci szkół artystycznych, już profesjonaliści. Muszę przyznać szczerze, że patrząc na to zjawisko, en masse, faktycznie propozycje tworzone przez najmłodszych, odstają nieco poziomem technicznym. W wielu przypadkach da się to zauważyć i jeśli szukać prawidłowości, to im młodszy uczestnik, tym bardziej standardowy i zgodny z wyobrażeniami szkicownik – najczęściej biała kartka, na której ołówkiem czy pisakiem dokonywane są pierwsze próby. W wielu przypadkach to osoby dopiero podejmujące poważniejsze próby artystyczne, co nie zmienia faktu, że wśród nich jest już wiele talentów.

Pierwsza nagroda drugiej edycji konkursu – szkicownik Agnieszki Srokosz „Black”

Obrady jury są pokojowe czy jednak dominują twórcze dyskusje i niezgody? (śmiech)


AW-P: Skład jurorski zmienia się w 1/3 – w pierwszej edycji był Przemek Dunaj, a w drugiej Dobrusia, która wygrała drugą odsłonę konkursu. Jest tu pewne podobieństwo z głównym konkursem satyrykonowym, gdzie zdobywca Grand Prix zapraszany jest do jury kolejnej edycji. Z krótkiego doświadczenia mogę powiedzieć, że nasza praca zawsze polega na wskazywaniu faworytów. Do tej pory – to wielka radość jury – zgadzaliśmy się przy tych najlepszych, zyskujących natychmiastowy aplauz. Później pojawiały się też propozycje szkicowników wynikające już z indywidualnych preferencji. Niektórzy wolą śmiałe, minimalistyczne kreski w syntezie pociągniętej do granic możliwości – w tych 4 czy 5 kreskach można zauważyć przebłysk genialnej linii (śmiech), a inni preferują niepodważalny warsztat. To z reguły dyskusja, zwłaszcza nad propozycjami zauważonymi przez jedną osobę, ale nie przypominam sobie potwornych walk i zupełnej niezgody. Jury bez wątpliwości podpisywało się pod werdyktem.

TB: Do tej pory nikt z nas się nie pokłócił, ani nie trzaskał drzwiami w trakcie obrad, choć różnice między nami były widoczne podczas ostatniej edycji. Kwestia nagradzania szkicowników, które są uznawane za książki artystyczne, wywołała dyskusję. Może warto stworzyć osobną kategorię dla szkicowników, w których dominuje spójna narracja? Skoro takie propozycje powstają i są wartościowe, nie powinniśmy się na nie zamykać.

DR: Nasze obrady były raczej zgodne, a jeśli pojawiały się jakieś „niezgody” to zawsze poparte przekonującymi argumentami.

Druga nagroda drugiej edycji – Aleksandra Dunaj „Zapiski z nauk Don Juana”

Jak trudno rozpromować wśród szerszej publiczności szkic jako formę wypowiedzi artystycznej?Pewnie mało kto wie, ale nietrudno znaleźć szkice takich gwiazd jak choćby John Lennon czy Michael Jackson... Są one jednak oczywiście znacznie mniej znane niż właściwa twórczość tych osób.

TB: Gdyby udało się skutecznie i szeroko wypromować nasz konkurs, społeczeństwo, zamiast na przykład oglądać mistrzostwa w piłce nożnej, śledziłoby zmagania autorów szkicowników, a potężne koncerny reklamowe biłyby się o naszych najlepszych autorów. Nieznany nikomu piłkarz Robert Lewandowski dostawałby takie honoraria, jakie dziś dostają rysownicy, za to my pławilibyśmy się w luksusach. I na pewno świat byłby piękniejszy.

DR: Wydaje mi się, iż artyści częściej dzielą się dopracowanymi efektami swoich działań, a niekoniecznie prezentują drogę, jak do pewnych rozwiązań doszli. Ze szkicem tak jest, że nie zawsze jest udany i czasem ląduje w koszu, więc skoro artysta sam nie chce na niego patrzeć, to po co chwalić się nim szerszej publiczności...

AW-P: Może dzięki ciekawej propozycji wystawienniczej, podróżującej, żeby dotarła do jak największej publiczności. Należy zainteresować osoby, które choć przez moment poczułyby pokusę sprawdzenia się artystycznie, a nigdy nie miały dość odwagi albo pani w podstawówce na plastyce skrytykowała ich dzieło. Zresztą kwestia edukacji to całkowicie odrębny wątek. Jak to ktoś słusznie zauważył – wszyscy byliśmy artystami w przedszkolu, a potem nagle dziwnym trafem na swój sposób to zostało odebrane. Ekspresję artystyczną czy plastyczną dusi się w zarodku, oczekując wyłącznie doskonałych proporcji i umiejętności naszkicowania choćby konia – a przecież nawet nie wszyscy artyści sobie z tym radzą. A czy szkic może być atrakcyjny? Szkic stoi blisko rysunku, czyli dyscypliny plastycznej, która wydaje się być najbardziej spontaniczna. Ekspozycje, w których można zobaczyć szkice cieszą się zainteresowaniem – jako kuratorka przygotowuję czasem wystawy ilustracji książkowych. Możliwość porównania wstępnych szkiców do ilustracji wydrukowanych w książce ilustracji jest zawsze atrakcyjna, bowiem do pewnego stopnia odsłania proces twórczy i ta kuchnia artystyczna jest bardzo ciekawa.

Trzecia nagroda drugiej edycji – Magdalena Chomiak – „Cyrkowcy i dziwolągi”

Panie Tomaszu, przyznał pan też naBrodę specjalną jedynemu wyróżnionemu uczniowi ze szkoły średniej. Skąd ten pomysł i co kryje się za tą nagrodą?


TB: Pomysł narodził się spontanicznie, podczas obrad pierwszej edycji konkursu, kiedy się okazało, żej est wielu znakomitych szkicowników, a pula nagród zbyt mała. (śmiech)

Na koniec jeszcze dwa pytania do laureatki pierwszej edycji. Czy większy stres towarzyszy uczestnictwu w szkicownikowych zmaganiach, czy jednak odpowiedzialności związanej z pracą jurorską? (śmiech)


DR: Zgłoszenie do konkursu nie było dla mnie stresujące, bo moje podejście do wszelkich konkursów jest takie, że albo się uda, albo może spróbuję innym razem. Natomiast jeśli chodzi o obrady, to może na początku pojawiło się pewne zdenerwowanie. Gdy jednak zobaczyłam, ile wspaniałych prac zostało zgłoszonych, to czułam się bardziej podekscytowana, że będę mogła je sobie zaraz pooglądać i już wiedziałam, że będzie z czego wybierać. Oczywiście w kwestii przebiegu samych obrad mogłam liczyć na przemiłych organizatorów i pozostałych członków jury.


Dwa równorzędne wyróżnienia drugiej edycji konkursu
Anna Pałosz za pracę „Ile się zmieści?!”
Grzegorz Myćka za pracę „Segregator z karteczkami”

A jak – oczywiście pokrótce – wyglądał proces tworzenia szkicownika „Ryje, mordki, paszcze”? Było więcej improwizacji czy może jednak wcześniej obranego kierunku artystycznego?


DR: Założyłam sobie, że w tym szkicowniku będę rysować zwierzęta – niektóre prawdziwe, a inne zmyślone. Szkice miały być też szybkie, żebym mogła je wykonać w pięć minut w dowolnym miejscu i w dowolnej porze, więc zaczęłam używać mazaków, które są bardzo wdzięcznym narzędziem, jeśli chce się szybko i bez zbędnego bałaganu wprowadzić kolor. To, że ryje i paszcze powstały w książce, wynikało z pewnego wyniesionego ze studiów nawyku – kiedyś na studiach jeden z wykładowców lub wykładowczyń (nie pamiętam kto) doradził mi, że jeśli chcę dużo szkicować, a odczuwam tak zwany lęk przed pustą kartką, to mogę w antykwariacie kupić książki na dziale za złotówkę – i faktycznie, to rozwiązanie okazało się dla mnie korzystne ekonomicznie i artystycznie. Teraz dalej czasem szkicuję w starych książkach lub szyję małe szkicowniki z resztek papieru albo niezapisanych do końca notesów. Mam w szufladzie jeden piękny szkicownik, w cudownej oprawie i z doskonałym papierem, który dostałam w prezencie, ale lęk przed tymi doskonałymi, pustymi kartkami na razie uniemożliwia mi wykonanie na nich choćby jednego szkicu. Takie same obawy obserwuję u mojego męża, którego pięknie oprawiony szkicownik stoi od lat nietknięty na półce z książkami, a on rysuje na najtańszym, ekologicznym papierze. (śmiech)

Nagroda specjalna Jury drugiej edycji konkursu – Anna Ciszek i „Szkicohaftownik”

Tomasz Broda

Artysta plastyk, karykaturzysta. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych we Wrocławiu na wydziale malarstwa, grafiki i rzeźby. Prowadzi Wydział Grafiki i Sztuki Mediów na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Zajmuje się ilustracją prasową i książkową, plakatem, malarstwem, scenografią i projektowaniem kostiumów teatralnych.

Anita Wincencjusz-Patyna

Historyczka i krytyczka sztuki, doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o sztuce. Adiunkt w ASP im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, prodziekan Wydziału Malarstwa i Rzeźby. Członkini Polskiej Sekcji IBBY. Przewodnicząca jury ogólnopolskiego konkursu „Dobre Strony” we Wrocławiu; członkini jury ogólnopolskiego konkursu „Książka Roku” w sekcji graficznej oraz międzynarodowego Quadriennale Książki Obrazkowej „Picture Story” w Rydze (Łotwa). Kuratorkawystaw sztuki ilustracji książkowej i sztuki współczesnej.

Dobrosława Rafalska

Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, dyplom z grafiki książki obroniła w 2015. Uprawia grafikę użytkową – projektuje plakaty, ilustracje, zajmuje się projektowaniem graficznym oraz ilustracją. Artystka jest laureatką Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego dla studentów uczelni artystycznych oraz stypendystka Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

https://img.joemonster.org/i/2022/11/Szkic_2021_wyniki-20221125214335.mp4
9

Oglądany: 23033x | Komentarzy: 48 | Okejek: 42 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało