Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kulinarne beztalencie, jak poznali się rodzice i inne anonimowe opowieści

45 718  
234   13  
Dziś przeczytacie także m.in. o rodzinnym podobieństwie, przygotowaniach do ślubu, ostatniej prośbie i pójściu do przedszkola.

Mam troje rodzeństwa. Obecnie wszyscy jesteśmy dorośli lub prawie dorośli. Zawsze byłem bity przez tatę. Kiedy byłem młodszy myślałem, że reszta też obrywa. Nie bił mnie przy reszcie rodziny, więc myślałem, że pozostali też są bici na osobności.

Kiedy miałem 10 lat jakoś pokapowałem, że tylko ja jestem bity. Zapytałem dlaczego i usłyszałem, że mam spytać matki. Zapytałem. Powiedziała mi, że zmyślam, bo tata nikogo nie bije. Starałem się sprawować najlepiej jak umiałem i unikać go, co w sumie trochę zadziałało. W końcu po pijaku wykrzyczał mi, że matka musiała go kiedyś zdradzić i jestem bękartem, bo nie jestem do żadnego rodzica podobny. Kiedy wytrzeźwiał zapytałem, czy dlatego tak mnie traktuje, bo nie uważa mnie za swoje dziecko. Potwierdził, powiedział, że mamę kocha i dawno jej wybaczył, ale mnie jako dowodu zdrady nie może znieść. Obiecał, że nie będzie mnie już bił i słowa dotrzymał.
Niedawno przyjechała do nas siostra dziadka ze strony taty. Nie utrzymywaliśmy kontaktu, gdyż dziadek dawno nie żyje, a ciotka mieszkała w Australii. Postanowiła, że przed śmiercią chce ostatni raz zobaczyć Polskę. Przywitała się z wszystkimi, a kiedy stanęła naprzeciwko mnie złapała mnie z obu stron za twarz i zaczęła płakać. W końcu wydusiła z siebie, że wyglądam identycznie jak jej najmłodszy brat, który się utopił, kiedy miał 15 lat.

Wszyscy odetchnęli z ulgą, że nie stało się nic złego, chociaż ja zdębiałem, a tata chyba jeszcze bardziej, jego mina - bezcenna.

Tak że mój ojciec to kretyn, który zniszczył mi dzieciństwo przez chore domysły.

* * * * *

Dwa lata temu miałam wypadek samochodowy, w wyniku którego przez wiele miesięcy byłam częściowo sparaliżowana. Początkowo zupełnie się załamałam, jednak po jakimś czasie uwierzyłam w to, że znów zacznę chodzić. Motywacji dodał mi chłopak, w którym zakochałam się z wzajemnością.

Ciężka rehabilitacja, mnóstwo wyrzeczeń i żelazna systematyka sprawiła, że pomalutku zaczęłam widzieć postępy mojego powrotu do zdrowia. Rok temu mój ukochany oświadczył mi się. Przysięgłam sobie, że do ołtarza pójdę o własnych siłach. W moją rehabilitację włożyłam więc jeszcze więcej energii. Udało się! W dniu ślubu mogłam chodzić bez podpierania się laską!

Szkoda tylko, że dzień wcześniej zatrułam się nieświeżymi krewetkami, dostałam upiornej sraczki, odwodniłam się i wylądowałam w szpitalu podłączona do kroplówki… Ceremonię trzeba było przesunąć.

* * * * *

Gdy miałem szesnaście lat, razem z moim bratem jeździliśmy do skate parku, gdzie pod okiem starszego kolegi uczyliśmy się wykonywania skomplikowanych ewolucji na deskorolkach. Tego dnia miałem pecha.

Po całkiem udanym zjeździe na poręczy, straciłem równowagę i z potężnym impetem przywaliłem czachą o ziemię. Straciłem przytomność. Po chwili ją jednak odzyskałem, ale wcale nie czułem się dobrze. Ból był nie do opisania. Kręciło mi się w głowie i zbierało na wymioty. Nie byłem w stanie się podnieść. Koledzy kazali mi się nie ruszać i czekać na przyjazd karetki.

Pamiętam, że chwyciłem mojego brata za rękaw, resztką sił przysunąłem go do siebie, żeby coś wybełkotać do jego ucha. Potem film mi się urwał.

Wstrząs mózgu. Poleżałem parę dni w szpitalu i szybko wróciłem do zdrowia, chociaż bliznę po szwach mam na czole do dziś. Brat miał ze mnie straszliwy polew.

Okazało się, że ostatnią rzeczą przed utratą przytomności nie było coś w stylu: „Powiedz mamie, że ją kocham” albo „Posadźcie petunie na moim kurhanie”, tylko „Cycu, skasuj historię z mojej przeglądarki...”.

* * * * *

Ja tylko chciałem dać tu wam pewną cenną radę. Uczcie swoich synków pływać, kiedy są jeszcze mali, bo potem jako trzydziestoletni mężczyźni mogą trafić na basen i być jedynymi dorosłymi wśród kilkuletnich brzdąców na zajęciach nauki pływania prowadzonych przez dziewczynę, która im się podoba… Mnie coś takiego właśnie spotkało. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie to było żenujące.

* * * * *

Pewnego słonecznego popołudnia wybrałam się na rower. Miałam na sobie zwiewną sukienkę. Jadąc drogą przez łąki i pola, poczułam smród rozkładającego się mięsa. Jednocześnie kątem oka zarejestrowałam niewielki ruch w przydrożnym rowie. To był on - stary, ranny pies. Zaawansowany rozkład tyłu ciała, agonia i, co najgorsze, pełno much i ich larw na całym jego ciele. Podeszłam do niego, ale nie wiedziałam, jak mu pomóc. Podałam mu trochę wody, pogłaskałam. Chwilę później biedak dokonał żywota. (w tym momencie coś poczułam, ale zostawię to na koniec).

Po powrocie do domu udałam się do toalety. Po ściągnięciu majtek moim oczom ukazał się najgorszy widok w całym moim życiu. Owo łaskotanie, które poczułam wcześniej, okazało się być tłustą muchą, która obrała sobie moje strefy intymne na złożenie jaj. Mucha została rozgnieciona o siodełko, za to wybierania muszych jaj z tych okolic nie życzę nawet najgorszemu wrogowi.

* * * * *

Kiedy byłam bardzo mała, tata postanowił oznajmić mi, że po wakacjach idę do przedszkola. Wyjaśnił, na czym to polega. Czytanie bajek, obiadek, zabawki itp. W połowie wakacji postanowił mi o tym przypomnieć jeszcze raz. To samo 2 tygodnie przed przedszkolem oraz dzień tuż przed nim. Wszystko było jasne, idę do przedszkola.

Rano obudził mnie i zawiózł. Po powrocie z przedszkola opowiedziałam tacie o koleżankach, zabawkach itp. Następnego dnia tata budzi mnie do przedszkola. Wielce ogarnięta ja ze zdziwioną miną zapytałam:
- Jeszcze raz?!

* * * * *

Jadłam obiad z moimi rodzicami i zapytałam ich, jak się poznali – nie wiem skąd ten pomysł, chyba liczyłam na jakąś romantyczną opowieść. Odparli, że skoro jestem już dorosłą kobietą, to mogą powiedzieć mi prawdę.

Mama tańczyła pijana na barze w jakimś tanim, zadymionym klubie i machała swoją bluzką. Tata wszedł tam przez pomyłkę, bo chciał trafić do klubu ze striptizem. Zobaczył wtedy mamę i został, bo stwierdził, że „znalazł swoją striptizerkę”.

Co mnie podkusiło!?

* * * * *

Historia o tym, jak łatwo swoje braki obrócić w zalety.

Jestem kulinarnym beztalenciem, a szczyt moich umiejętności to ugotowanie zupy, która nie będzie smakować jak woda po umyciu podłogi. Jednocześnie nie jestem fanką szybkiego, niezdrowego jedzenia i gotowych dań, toteż odkąd pamiętam, improwizuję jak tylko mogę.

Jestem na dodatek dość szorstkim typem człowieka i, mówiąc wprost, nie za dobrze umiem w uczucia. Mimo to bardzo się staram. Biorąc pod uwagę moje braki w sferze emocji, stawiam na drobne, ale miłe gesty, które nie wymagają ode mnie bezpośredniej bliskości z partnerem, ale są pewnym dowodem na moje zaangażowanie. Któregoś dnia wpadłam więc na pomysł, że zrobię mu do pracy drugie śniadanie - w wielokomorowe pudełko zapakowałam suto wypchaną kanapkę z ciemnego, ziarnistego pieczywa, dwa jajka na twardo z odrobiną majonezu i szczypiorkiem i kilka racuchów z jabłkiem, które zostały mi z poprzedniego dnia. Pomysł się spodobał, jedzenie smakowało (yay!), toteż od czasu do czasu dostawał ode mnie taką wałówkę, zawsze pełną kolorowych i efektownych, ale możliwie jak najprostszych potraw, których przygotowanie zajmowało mi ledwie kilka chwil.

Pewnego dnia zdarzyło się, że mój facet zapomniał z domu ważnych dokumentów i musiałam przejechać się do jego firmy, by mu je dostarczyć. Jego kumpel z sąsiedniego biurka zapytał mnie wtedy, czy to ja jestem tą, która przygotowuje te świetne śniadania, których tak mojemu facetowi zazdrości, i pół żartem, pół serio zagadnął, czy byłabym skłonna robić też porcję dla niego. Odparłam, że za odpowiednią opłatą - czemu nie. Ku mojemu zaskoczeniu poprosił mnie, bym wyceniła tę usługę i dała mu znać następnego dnia.

Niebawem więc luby zaczął wozić do pracy dwa zestawy śniadaniowe. Później trzy, cztery... Aż wreszcie musieliśmy wyposażyć się w skrzynkę, w której zmieściłoby się dwanaście (w firmie pracuje na co dzień 16 osób) podpisanych imionami pudełek ze zdrowym, kolorowym drugim śniadankiem. Poza niewygórowaną kwotą, warunkiem dostarczania wałówki było także samodzielne mycie pudełek, bym ja nie musiała robić tego w domu. Samo przyrządzenie tych porcji zajmuje mi może z godzinę.

Ostatnio luby przyniósł z pracy wiadomość, że moje śniadania tak ekscytują kolegów, że przyznają, że o wiele chętniej przychodzą do firmy i często łapią się na rozmyślaniu, co fajnego przygotuję tym razem. Tym oto sposobem kaleka kulinarna i emocjonalna stała się w oczach ludzi nie tylko utalentowanym kucharzem, ale i troskliwą partnerką. No i odłożyła co nieco na swoje hobby, co wcześniej wydawało się znacznie trudniejsze.

Oglądany: 45718x | Komentarzy: 13 | Okejek: 234 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.07

15.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało