Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jaką mową posługiwać się będą dzieci, które nigdy nie słyszały żadnego języka? - kulisy dziwacznego eksperymentu sprzed ponad 500 lat

124 044  
340   54  
Żyjący w XV wieku szkocki władca Jakub IV był człowiekiem o wielkim intelekcie. Dał się poznać jako wybitny polityk, ale także i poliglota oraz propagator edukacji. Władca otaczał się uczonymi, zaczytywał się w opasłych księgach królewskiej biblioteki i sam pragnął wnieść swoje trzy grosze do naukowego rozwoju ludzkości.


Eksperyment, który zdecydował się przeprowadzić zupełnie jednak kłóci się ze zdrowym rozsądkiem i bardziej pasowałby do lekko opóźnionego średniowiecznego dewota niż światłego, chłonącego wiedzę króla…

Jakub IV, mimo że spędzał dużo czasu w towarzystwie rozgarniętych uczonych, wcale nie zamykał się na teorie, które już wtedy można by włożyć między bajki, baśnie i podania ludowe. Na dworze szkockiego władcy urzędował na przykład John Damian de Falcuis – pochodzący z Włoch alchemik, który zapisał się w historii jako człowiek o niespotykanie dużych ambicjach i jeszcze większym szaleństwie. W odpowiedzi na prośby Damiana władca kazał zbudować na terenie zamku specjalne piece, za pomocą których alchemik miał wyprodukować nowy, nieznany dotąd żywioł.


Mało tego – król przeznaczył spore fundusze na kilka innych inicjatyw włoskiego szaleńca. Na przykład zainwestował w jego projekt stworzenia tzw. „kwintesencji”, czyli uniwersalnego składnika całego Wszechświata. Innym razem Jakub IV wyłożył kasę na eksperyment, który miał dowieść, że człowiek zaopatrzony w odpowiednie urządzenie potrafi szybować niczym ptak. W 1507 roku Damian, przeczepiwszy do swych rąk wielkie skrzydła z kurzymi piórkami, efektownie spierd#lił się z murów zamku, boleśnie łamiąc sobie nogę. I pomyśleć, że jeszcze parę chwil wcześniej zaklinał się, że doleci do Francji…


Jakub IV musiał być człowiekiem niezwykle otwartym, skoro z jednej strony przyczyniał się do rozwoju narodowej edukacji, budowy bibliotek i promowania sztuki, a z drugiej dotował niemały hajs na eksperymenty alchemika z uszkodzonym dekielkiem.
Jak już było wspomniane, szkocki król znał wiele języków i szczególnym zainteresowaniem darzył nauki lingwistyczne. Operował łaciną, językiem francuskim, niemieckim, włoskim, flamandzkim i hiszpańskim.
Władca miał jednak pewną, niedającą mu spać, zagwozdkę. Czy istnieje coś takiego jak język uniwersalny? Taki czysty, dany ludziom przez Boga system komunikacji.
Jakub IV wiedział, że jedyną metodą, aby o tym się przekonać jest przeprowadzenie naukowego doświadczenia. Skoro wszystkie dzieci uczą się mowy swoich rodziców, to należy sprawdzić, jakim dialektem zaczną się posługiwać maluchy, które pozbawione zostaną możliwości słuchania jakiegokolwiek języka.


Doświadczenia, w których ludzie poddawani byli tzw. deprywacji językowej przeprowadzane były już w czasach starożytnych, a ich wyniki budziły swego czasu sporo kontrowersji. Na przykład w VII wieku przed naszą erą egipski faraon Psametych I kazał wysłać dwójkę dzieciaków do najbardziej odizolowanej części państwa. Tam ich opieką zająć się miał lokalny pasterz, któremu zabroniono używania mowy w towarzystwie swych podopiecznych. Według greckiego historyka Herodota, dzieciaki w pewnym momencie zaczęły mówić. Z bełkotu, którym się porozumiewały, egipscy mędrcy wyłuskali jedno, powtarzające się słowo - „bekòs”. Dość szybko zagadkę rozwiązano – wyraz ten pochodził z języka starofrygijskiego i oznaczał „chleb”. Faraon Psametych I uwierzył wówczas, że to Frygia, a nie Egipt, była kolebką ludzkiej cywilizacji.


Najwyraźniej historia ta mocno zaintrygowała Jakuba IV, bo szkocki władca podjął decyzję o przeprowadzeniu bardzo podobnego doświadczenia. W 1493 roku kazał on wysłać na niewielką wyspę Inchkeith dwójkę niemowlaków w towarzystwie głuchoniemej niani. Władca wierzył, że w takich warunkach dzieciaki zaczną posługiwać się mową samego Boga. Dzięki temu ludzie będą mogli dowiedzieć się, który z języków jest tym, który używany jest w niebiosach!


Chcielibyśmy wam powiedzieć o tym, jak to po pięciu latach życia w odosobnieniu małolaty zaczęły pięknie gadać po polsku, ale niestety – tu właściwa historia zaczyna przeplatać się z niepotwierdzonymi plotkami.
Nie wiadomo, co stało się z dzieciakami z Inchkeith i czy w ogóle eksperyment został doprowadzony do końca. Sir Walter Scott – żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku poeta i badacz szkockiej kultury – uważał, że pacholęta zaczęły naśladować dźwięki zwierząt zamieszkujących wyspę.
Innego zdania był natomiast Robert Lindsay z Pitscottie – ceniony szkocki kronikarz urodzony 40 lat po eksperymencie Jakuba IV. Dziejopisarz poświęcił temu wydarzeniu trochę uwagi i odnotował, że doświadczenie nie tylko zostało doprowadzone do końca, ale i przyniosło ze sobą zaskakujące wyniki. Według osób, które po sfinalizowaniu królewskiego projektu miały kontakt z dzieciakami, małolaty płynnie posługiwały się językiem… hebrajskim!


Taki scenariusz byłby na rękę przedstawicielom Kościoła, którzy w ten sposób mogliby mieć niepodważalny dowód na prawdziwość starotestamentowych historii.

Jaki mógł być rzeczywisty wynik doświadczenia z deprywacją lingwistyczną? Tego możemy dowiedzieć się na podstawie innego, lepiej udokumentowanego doświadczenia. Jego przeprowadzeniem zajął się Fryderyk II – król Sycylii, który na tron wstąpił w 1198 roku. Za czasów swoich rządów władca ten przeprowadził serię badawczych prac, których opisem zajął się Salimbene di Adam – franciszkański mnich i kronikarz.


Jednym z poważnych naukowych przedsięwzięć Fryderyka II było na przykład zamknięcie żywego człowieka w beczce, aby zobaczyć, czy po śmierci nieszczęśnika jego dusza wyleci przez otwór wykonany w jednej z desek. Innym razem król wybrał sobie dwóch więźniów. Skazańców nakarmił, a następnie jednego z nich wysłał na polowanie, a drugiego kazał położyć na miękkim łożu, aby sobie odpoczął. Następnie dworscy lekarze wypatroszyli obu nieszczęśników. Zgodnie z życzeniem jego wysokości, chcieli zobaczyć, który z mężczyzn lepiej trawi posiłek…


I właśnie ten ciekawski władca stał za doświadczeniem, które miało ocenić wpływ językowej deprywacji na kształtowanie się mowy u dzieci. Podobnie jak Jakub IV, tak i sycylijski król wierzył, że w ten sposób dowiemy się, jakim językiem posługiwali się Adam i Ewa. Przez lata wszystkim osobom zajmującym się wychowaniem małoletnich obiektów eksperymentu surowo zabronione było mówienie do nich czegokolwiek.
Salimbene di Adam uczciwie zanotował, że: „Król chciał się dowiedzieć, czy dzieci będą rozmawiać po hebrajsku (który to był pierwszym językiem), greką, łaciną, arabskim, czy też może przejmą mowę swoich rodziców. Jego praca poszła na marne, albowiem dziecięta jedynie klaskały w ręce i wykonywały nimi gesty (...)”.
Nie ma się więc co łudzić, że inaczej zakończyło się przedsięwzięcie Jakuba IV. Najwyraźniej uniwersalną, boską mową jest po prostu mozolne „dogadywanie się na migi”.


Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 124044x | Komentarzy: 54 | Okejek: 340 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało