Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak oszukać system? Oni znaleźli na to sposób! III

82 204  
292   67  
Bojownicy nie zawiedli i w dalszym ciągu walczą z głupimi przepisami i z dziwnym systemem. Oto kolejne historie.

Za gówniaka (jakieś trzydzieści kilka lat temu), żeby mieć kasę na flippery sprzedawałem butelki... które stały w skrzynkach za sklepem. W sumie to tylko kilka, bo po pierwszej euforii z wynalezienia finansowego perpetuum mobile zaczął mnie męczyć zalążek sumienia.

* * * * *

Jak chcecie coś załatwić w banku lub u operatora telefonicznego i wszędzie tam, gdzie jest infolinia, polecam wybrać opcję, że jesteście zainteresowani nową usługą. Odbierają prawie od razu.

* * * * *

Jakiś czas temu byłam z dzieciakami u babci na wsi. Niestety nie było wtedy tam sklepu, w którym mogłabym płacić kartą, a najbliższy bankomat był w miasteczku kawałek od wsi. Nie uśmiechało mi się tarabanić autobusem z dzieciakami (zwłaszcza najmłodszą), więc na stronie Poczty Polskiej zleciłam przekaz na swoje nazwisko i adres babci. Zapłaciłam przez internet i następnego dnia miałam kasę z dostawą do domu.

* * * * *

Pewnego razu potrzebowałem zakupić łańcuch ostrzegawczy. Po szybkim wygooglowaniu znalazłem sklep internetowy, który miał to, czego szukałem, na dodatek ładne, tanie i jak się okazało – siedziba firmy w moim mieście. Bez zastanowienia podjechałem na miejsce, pani odmierzyła i zapakowała towar, podsumowała zakup na kasie i… wszystko byłoby OK, gdyby nie zbyt wysoka cena. Szybki rzut oka na otwartą stronę przedmiotu na telefonie i od razu widzę, że cena za metr ze 20% wyższa. Zgłaszam wątpliwości, a pani potwierdza, że owszem, jest różnica, ponieważ kupując na miejscu „stoję jej nad głową” i ona „musi szybko przygotować towar”, a zamawiając rzecz przez internet, ma czas na przygotowanie. Ja jej na to, że przecież mogę wyjść na zewnątrz, kupić towar przez przeglądarkę w telefonie i wrócić za 5 minut, a ona na to z rozbrajającą szczerością: „no i klienci tak robią”. Nie widząc szans na wygraną, wyszedłem na zewnątrz i wróciłem po kilku minutach po odbiór towaru zamówionego przez internet, płatność gotówką przy odbiorze… Satysfakcja ekspedientki z wygranej nie do opisania.
Kilka miesięcy później znów przydusiła mnie potrzeba zakupu łańcucha. Postanowiłem skorzystać z tego samego sklepu, tym razem jednak towar zakupiłem siedząc wygodnie z laptopem na kanapie. Z góry wiedziałem, że zakupiony odcinek podzielę na kilkanaście odcinków po 2 metry, dlatego w komentarzu umieściłem taką prośbę. Po 15 minutach telefon z informacją, że towar gotowy do odbioru, oczywiście wszystko w kawałkach. I wtedy coś we mnie pękło. Szybkie odświeżenie strony, status zamówienia „w toku”, możliwość anulowania – jest. W ciągu 5 sekund zrodził się w głowie plan. Jak się domyślacie, szybko anulowałem zamówienie. Wystarczyło jeszcze wysłuchać pretensji przez telefon, wytłumaczyć się, że mi przykro, ale nie wiedziałem, że „nikt im tego nie kupi”, oraz że zgodnie z regulaminem miałem prawo anulować niezrealizowane zamówienie. Po tym wszystkim pozostało mi czekać… Po tygodniu pojechałem osobiście do sklepu i panią, którą doskonale pamiętałem z poprzedniej wizyty, poprosiłem o 16 odcinków łańcucha po 2 metry. W głowie miałem kilka scenariuszy, ale nie przypuszczałem, że kompletnie nikt nie powiąże mnie z zamówieniem sprzed tygodnia. Pani zadowolona przyniosła siatkę ze zwiniętymi kawałkami łańcucha, pomarudziła na nieodpowiedzialnych klientów, którzy zamawiają, a potem nie odbierają towaru i nabiła wszystko na kasie. Cena końcowa wybitnie wskazywała na to, że zastosowano stawkę „sklepową”, a nie internetową. Zwróciłem grzecznie uwagę (jakbym robił zakupy pierwszy raz), że przecież na stronie internetowej cena 17% niższa. Pani odśpiewała tradycyjną pieśń ludu i zapewne w myślach cieszyła się z kolejnego klienta-idioty, który wyjdzie na zewnątrz i wróci za 5 minut ze spuszczoną głowa. W tym miejscu poinformowałem ją, że bardzo mi się śpieszy i nie zamierzam niczego zamawiać przez internet i albo sprzedaje mi to tu i teraz po niższej cenie, albo wychodzę ze sklepu. Po minucie byłem już na zewnątrz… z reklamówką w ręce i satysfakcją z wygranej. Jak się okazało, nie tyle oszukałem system, co zmusiłem samą przedsiębiorczą sprzedawczynię do oszukania zasad, które sama stworzyła i które były teoretycznie nie do ominięcia.

* * * * *

Kilka lat temu kupiłem w Ikei łóżko. Jeszcze tego samego dnia zostało rozpakowane i złożone, a na drugi dzień dostaję reklamę mailem, że od dzisiaj jest w promocji 400 zł taniej. Na drugi dzień wróciłem do sklepu, kupiłem takie samo łóżko i po odebraniu go z magazynu pojechałem prosto do punktu ze zwrotami, dając droższy paragon. Mina pani z obsługi na widok zafoliowanej paczki prosto z magazynu - bezcenna.

* * * * *

Było to w 1997 lub 1998, w każdym razie Polska jeszcze nie była w Unii, a ja jechałem służbowo do Szwajcarii. Planem było udać się tam samochodem, ale że miałem oklejone szyby, to wujek mojej żony, u którego zatrzymałem się po drodze na noc, stwierdził, że auto wygląda świetnie, ale jeśli uda mi się przejechać Niemcy, to będę miał szczęście, albo i nie będę miał, bo Szwajcarzy na pewno mnie złapią i koniec podróży, bo oni uznają oklejone szyby tylko o ile jest adnotacja w dowodzie rejestracyjnym, a ja miałem tylko homologację od firmy oklejającej, którą to w Szwajcarii czy w Niemczech mógłbym użyć jedynie jako papier toaletowy. Szybka decyzja - lecę samolotem. Szybkie sprawdzenie połączeń i cen, padło na Berlin i jakieś linie szwajcarskie. Ponieważ wujek mieszkał w mieście granicznym, to obowiązywało go prawo o małym ruchu przygranicznym czy coś takiego, w każdym razie to on swoim autem odwoził mnie na lotnisko, a granicę z Niemcami przejechaliśmy tylko pokazując z daleka - on dowód, a ja paszport. Na lotnisku w Berlinie grenzschutz (czy jak to się tam nazywa) pyta się mnie, skąd się tu wziąłem, ja na to, że z PL, no ale gdzie granicę przekraczałem i dlaczego nie mam pieczątki? No to mówię mu, że tu i tu, i że przecież to nie ja pieczątki stawiam. Zły był jak nie wiem, wbił pieczątkę i poleciałem. Ale to nie koniec. Jak wspomniałem, Polska nie była jeszcze w Unii, a na przejściu granicznym na lotnisku w Zurychu były dwa stanowiska: jedno dla obywateli UE, drugie dla nie UE. Grzecznie stanąłem w kolejce dla nie UE i czekam (stanowisko dla UE było puste). Dodam jeszcze, że byłem chyba jedynym białym w tej kolejce. W pewnej chwili podchodzi do mnie jakiś uzbrojony strażnik graniczny i każe mi iść do stanowiska dla UE, mówi mu, że PL nie jest, a on, że nieważne i że mam tam iść. Podchodzę, podaję paszport, a pani tylko machnęła ręką, że mam iść. Pobyłem kilka dni w Szwajcarii no i powrót. Dokładnie ta sama sytuacja, staję do okienka dla nie UE, zostaję przez strażnika przestawiony do "dla UE" i znów tylko machnięcie ręką (żadnej pieczątki) i do samolotu. A na lotnisku w Berlinie powtórka z rozrywki: skąd ja się tu do cholery wziąłem??? Dlaczego nie mam pieczątek w paszporcie??? Znów wyjaśnianie (dobrze, że szkoła nauczyła mnie trochę niemieckiego), znów złość germańsko-nazistowskiego grenzschutza, pieczątka i powrót do PL, ponownie bez żadnej kontroli czy pieczątki na granicy. Ponieważ nie podróżowałem więcej na tym paszporcie, a zachowałem go do dziś, to mam w nim tylko te dwie pieczątki z lotniska w Berlinie

* * * * *

Pewnego dnia dostałem od narzeczonej prezent. Dokładnie to perfumy Paco Rabanne One Million. Koszt to 299,99 zł. Po dwóch tygodniach okazało się, że zrobili promocję na te perfumy i kosztowały 199,99 zł, a że nie miałem jeszcze okazji ich użyć, to uknułem misterny plan.
Pojechałem do drogerii z paragonem w celu zwrócenia towaru.
Pani oczywiście zadała kilka pytań, a dlaczego itd., a w międzyczasie zrobiła się kolejka do kasy. Pani uznała zwrot, pieniądze otrzymałem z powrotem. Podszedłem do półki i oczywiście wziąłem kolejną sztukę i stanąłem w kolejce.
Wyobraźcie sobie zdziwienie i minę przemiłej pani...

* * * * *

Dawno temu, kiedy o darmowych minutach na komórce jeszcze nikt nie słyszał, jeden z operatorów nie naliczał opłaty za połączenie za pierwsze 5 sekund. To był taki ukłon w stronę klientów, na wypadek gdyby połączyli się z pocztą głosową, a nie mieli ochoty zostawiać wiadomości. Nietrudno się domyślić, że w związku z tym większość rozmów składała się z całej masy 4-sekundowych połączeń.
Mój kumpel bardzo nie lubił takich rozmów na raty, więc wynalazł sposób na ten system na system: Kiedy widział połączenie przychodzące z sieci tego operatora (dało się łatwo odróżnić po pierwszych 3 cyfrach), to podniesienie ręki z telefonem do ucha i odezwanie się zajmowało mu nieco ponad 5 sekund, tak żeby zaczęło się naliczanie za pierwszą minutę.

* * * * *

Raz wybierałem się z Gdańska Oliwy do Elbląga. Z powodu awarii autobusu do dworca ledwo zdążyłem na pociąg i nie miałem czasu kupić biletu w kasie (u nas dopłata 8 PLN za stacje "kasowe"). Idę zatem niechętnie do pierwszego wagonu. Stoi kilka osób, zaś tuż przede mną nieco młodszy, bardzo zamulony facet w wieku studenckim. Doszedł do konduktora i chce kupować bilet do Pruszcza z Sopotu (też stacja "kasowa"). Konduktor wypisuje bilet (7 PLN) i dopłatę, jak już zapewne widzicie, większą niż wartość samego biletu. Chłopina wyciąga portfel i pobladł, bo ma jedynie niecałą dychę. W tym momencie konduktor okazał się człowiekiem i zagaduje:
- A może z Orłowa pan jechał?
Gwoli wyjaśnienia: Gdynia Orłowo to najbliższy przystanek "bezkasowy". Koleś zamulony:
- Nie, no z Sopo...
- JESZCZE RAZ! Jechał pan z ORŁOWA?
I dyskretne skinienie głową. Przekaz dotarł tempem Poczty Polskiej, ale w końcu:
- T-tak, z Orłowa, jasne!
- Siedem pięćdziesiąt.
Bilet kupiony, moja kolej:
- Dzień dobry, poproszę bilet do Elbląga.
- Skąd?.
- Z... ORŁOWA (tu bezczelny uśmiech Jacka Nicholsona).
Chwila konsternacji konduktora i:
- Szybkoś, kurwa, załapał.
Po czym... wypisał standardowy bilet bez dopłat.

System oszukiwali: Bob_budowniczy, falubaz, BeMyPenguin, pumiz, przemas_g, versusap, piranha, Biggodbrother

Oszukałeś system? Opisz sytuację i wyślij do mnie. Jeśli posiadasz aktywne konto - wyślij mi Cześka, a jeśli nie masz konta - napisz do mnie maila na charakterek@joemonster.org

W poprzednim odcinku

13

Oglądany: 82204x | Komentarzy: 67 | Okejek: 292 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało