Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Tramwajowe szranki motorniczego Lepianki - prolog

76 592  
881   126  
Tego być może jeszcze nie było, ale najwyższy czas przekroczyć próg własnego zahamowania i zająć się powieściopisarstwem w amerykańskim stylu, coś w deseń "jeden dzień pracy z tatą". Zdarzyć się mogą przekleństwa, ale czasem po prostu jest taka sytuacja i koniec, tak bywa i z tym się nie dyskutuje.

Często moi znajomi, gdy słyszą, że jestem motorniczym, zadają kilka typowych pytań, które śmieszą ludzi związanych już z branżą komunikacji miejskiej. Ja jednak zawsze odcinam się od pytań związanych z kierowcami autobusów, bo tramwaje to zupełnie inna para kaloszy, pomimo że wydawać by się mogło, że jeździmy pod tym samym szyldem. Otóż nie. Przygotowałem mini-słowniczek (będzie poniżej), aby ułatwić dalszą współpracę oraz uprościć czytanie. Pracę jako motorniczy zacząłem w momencie osiągnięcia prawnej możliwości uzyskania pozwolenia do kierowania tramwajem, czyli w wieku 20 lat (dziś jest to lat 21). Za kilka miesięcy świętować będę jubileusz, co niezmiernie mnie cieszy i dobrze rokuje na przyszłość. Tak więc, jeśli chcesz wiedzieć "z czym się je" tramwaje, to tutaj możesz znaleźć wiele odpowiedzi, a komentarze mogą zawsze posłużyć potrzebom ludu słuchającego (żądającego odpowiedzi na ich pytania).

Słowniczek:

brygada - codzienna obsada tramwaju składająca się z dwóch motorniczych (zmiany pierwszej - porannej i drugiej - popołudniowej). Wyjątek stanowią brygady dwurazowe (wyjazd rano, powrót do zajezdni po porannym szczycie, czyli ok. godz. 9/10, oraz wyjazd ok. godz. 14 i powrót do zajezdni po szczycie popołudniowym 18/19) oraz brygady dzielone na 3 (brygady przekraczające 20 godzin pracy, które uniemożliwiają obsadzenie ich dwiema osobami).

klasa (salon) - część przeznaczona dla pasażerów w tramwaju

patron - osoba zajmująca się w pierwszych godzinach pracy obserwacją niedoświadczonego motorniczego, jego oceną oraz w razie potrzeby interwencją, gdy motorniczy prowadzi źle/powoduje zagrożenie

teoria/praktyka - szkolenie z budowy tramwaju i jego podzespołów oraz z przepisów ruchu drogowego/zapoznanie się z podzespołami na miejscu oraz jazda tramwajem

zakład - tutaj: zajezdnia tramwajowa, miejsce, gdzie tramwaje stacjonują oraz są wykonywane ich bieżące naprawy (potocznie: obora/szopa)

zwrotnica - część torowiska tramwajowego posiadająca ruchome iglice, umożliwiająca przejazd na inny tor (z reguły w celu jazdy w innym kierunku).

* * * * *

Kurs na motorniczego tramwaju w moich czasach (dziś jest inaczej) rozpoczął się od kilku wycieczek do pewnych osób w mojej firmie, polegających na "wybadaniu" tematu, czy jest popyt na nowych motorniczych. Dzisiaj przeprowadzane są kolejne kursy, bo (jak dowiecie się później) praca "tramwajarza" nie jest dla wszystkich, a motorniczowie pojawiają się jak świeże bułki w Żabce. Jako student nie mogłem się zarejestrować jako osoba bezrobotna i kurs finansowała moja kieszeń oraz wsparcie finansowe rodziców i babci (cześć jej pamięci, pula testamentu dla wnuków została w całości przeznaczona na ten cel). Kurs na motorniczego tramwaju kosztował prawie 7 tysięcy złotych i trwał 60 godzin przyswajania teorii i 80 godzin praktyki z jazdy "na mieście". Dziś jest zgoła inaczej, z tego co się orientuję, praktyka trwa godzin 90. Po odbyciu szkolenia i uzyskania urzędowego "glejtu" zwanego fachowo "pozwolenie do kierowania tramwajem" (poniżej), wyglądającego jak gimnazjalna karta motorowerowa, odbywa się tak zwana "jazda patronacka", podczas której jeździsz ze starszym kolegą, który wystawia ci pisemną opinię oraz zdradza tajniki danego skrzyżowania, które dla pieszego/kierowcy nie są oczywistą oczywistością.


Często po prostu, w moim wypadku, jazda z patronem to była kupa śmiechu, rozmów i konkursów na najbardziej obleśny żart, bo nauka jazdy tramwajem była dla mnie przyjemnością i patroni zgodnie twierdzili, że jeździłem bardzo dobrze.

Pracę rozpocząłem w Zakładzie Eksploatacji Tramwajów nr VI, czyli w Zajezdni Dąbie we Wrocławiu, w zakładzie, który od dwóch lat jest nieczynny z mniej lub bardziej oczywistych powodów. Poniżej fotka z przedostatniego zjazdu do zajezdni (mój kumpel zjeżdżał jako ostatni, ja tym poniższym).


Po odbyciu szkoleń stanowiskowych dzień wcześniej tak bardzo się zestresowałem rozpoczęciem wymarzonej pracy, że pierwszego dnia zaspałem na swój wyjazd z zajezdni i otrzymałem inną brygadę. Dziś, po kilku latach pracy, cieszę się, że zaspałem, bo torowisko, po którym jeździłem pierwszego dnia pracy od kilkunastu dni fizycznie nie istnieje i raczej nic tam już nigdy nie pojedzie. Miejscowym przypomnę tylko, że chodzi o ulicę Dyrekcyjną we Wrocławiu - przy nowo budowanym budynku galerii handlowej Wroclavia. W pierwszym dniu pracy zdążyłem już pomylić trasę (wjechałem na zwrotnicę w złym kierunku i musiałem cofnąć parę metrów), a tak poza tym obyło się bez większych problemów.

***

Praca motorniczego to świadczenie usług przewozowych na terenie miasta Wrocławia. W opinii wielu osób niezwiązanych z branżą, motorniczy ma dwa możliwe scenariusze bycia sobą. Albo jest to chłopek siedzący z przodu, który tylko jeździ i zamyka/otwiera drzwi, albo jest to po prostu zwykły chuj, który wstaje tylko po to, by ludziom robić na złość i jego hobby to przytrzaskiwanie biednym babuniom drzwiami nóg.

Tutaj mała anegdotka z końca 2016 roku (wtrącenie nr 1). Fakt, przyznaję, jechałem ostatnio za takim tępakiem, który nie dość, że jechał jak ostatnia pizda, to na przystanku tak się pospieszył, że przyciął właśnie babci drzwi tak dokładnie, że dopiero interwencja moja i kilku pasażerów polegająca na siłowym rozerwaniu drzwi umożliwiła wydostanie zakleszczonej nogi. No właśnie, dlaczego tak zrobił? Sam podejrzany przybiegł wrzeszcząc, że nie widział i co my w ogóle sobie myślimy niszcząc drzwi. Dopiero obecność innego motorniczego pohamowała go od dalszych roszczeń (koniec wtrącenia nr 1).

Istnieje kilka przyczyn, które mogą niestety doprowadzić do takich sytuacji i często wszyscy błędnie interpretujemy daną sytuację jako obserwatorzy, a nie pierwszoplanowi aktorzy. Ja jako osoba prowadząca pojazd jestem niejako diabłem i aniołem stróżem. Diabłem, bo walę po rękach drzwiami, aniołem, bo hamuję przed ignorantem w samochodzie osobowym, bo ratuję "kuriera" na rowerze pędzącego tuż przed nosem tramwaju na wczesnoczerwono-późnozielonym świetle.

Tutaj mamy najbardziej znany medialny przykład takiego użytkownika drogi:

https://www.youtube.com/watch?v=swXfhs2ojV4

Wracając do mojej roli w tym wszystkim - jestem również odpowiedzialny za otwieranie i zamykanie drzwi. Tylko ja i nikt więcej. Często próbuję to wytłumaczyć tym "dobrym" ludziom wbiegającym w zamykające się drzwi, czy Samarytanom trzymającym te drzwi dla kilku kolegów czy dla kumpla, który kończy właśnie fajkę na przystanku. Przypominam tylko - za palenie na przystanku grozi pokuta od smutnych panów w niebieskich mundurach albo w żółto-czarne szachownice na czapce. Palisz? Ludzie w tramwaju nie życzą sobie twojej śmierdzącej dymem facjaty na klasie. Nie zdążyłeś na ostatni tramwaj świata? Skoro wiedziałeś, że to ostatni, to powinieneś przyjść tę minutę wcześniej. Na studiach pewien znany wykładowca dr Zbigniew Bać mówił o spóźnianiu się na wykłady (zamykał drzwi na zamek 5 minut po rozpoczęciu wykładu) tak: jeśli spóźniasz się na pociąg, to widzisz jego czerwone światełka, jeśli spóźniasz się na wykład, to widzisz zamknięte drzwi. Naciągnę to trochę pod tramwaje - spóźniasz się na tramwaj, to nie kładź się przed nim, nie przebiegaj na czerwonym, a już tym bardziej NIE RYZYKUJ WŁASNEGO ŻYCIA. Dlaczego? Dlatego i dlatego.

*jako dość smutną ciekawostkę powiem, że w powyższym wypadku w słuchawkach zmarłej dziewczyny ciągle grała muzyka

Pusty tramwaj waży około 17 ton (jeden wagon). Natomiast cały skład wraz z pasażerami potrafi ważyć tych ton nawet 50 (Skoda 19T posiada taki fajny bajer, który umożliwia odczyt obciążenia na każdy wózek tramwaju - znając masę pustego tramwaju, można obliczyć pobieżnie masę ludzi). Hamowanie? To może temat na następną edycję artykułu, jeśli oczywiście będziecie tego chcieli, bo o hamowaniu to trzeba sporządzić już osobną notatkę.


Źródło zdjęć:
Zdjęcie pierwsze pod wstępniakiem pochodzi ze strony Nasze Miasto.
Banner pochodzi ze strony SE.
Pozostałe zdjęcia należą do autora artykułu.
10

Oglądany: 76592x | Komentarzy: 126 | Okejek: 881 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.04

31.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało