Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Poruszające i czasem szokujące opowieści z wypraw do opuszczonych miejsc

131 824  
518   36  
Podczas wypraw do opuszczonych miejsc bardzo często rozmawia się z okolicznymi mieszkańcami, którzy są skarbnicą wiedzy o tych miejscach, ale nie tylko. Są pewne historie, które pojawiają się w trakcie rozmowy. Poniżej kilka z tych, jakie udało mi się usłyszeć.


Podczas jednej z wypraw w okolice przejścia granicznego w Kuźnicy trafiliśmy na małą piwnicę na środku pola. Zupełnie niepozorny obiekt. Udało nam się porozmawiać pewną kobietą, która mieszka tutaj od kilkudziesięciu lat i pamiętała wydarzenia z czasów II WŚ. Otóż w tej piwnicy schroniły się kobiety podczas ataku Rosjan na początku wojny. Cały dobytek, jaki dało się unieść zabrały ze sobą. Gdy w wiosce pojawiły się wojska radzieckie, ukryły się w piwnicy czekając na jakiś ratunek ze strony wojsk Polskich. Gdy żołnierze odkryli to miejsce i do niego zajrzeli natychmiast zawiadomiono dowódcę. Pierwszy na miejscu pojawił się oficer polityczny i wydał rozkaz polania wszystkiego benzyną i podpalenia mieszkańców w środku żywcem. Kobiety zaczęły histerycznie płakać i błagać o litość i darowanie życia. Dopiero gdy pojawił się dowódca i zobaczył całą sytuację rozkazał zostawić kobiety w spokoju.
Gdyby nie fakt, że jeden z dowódców okazał się być człowiekiem, a nie bezlitosnym katem, cała wioska i jej mieszkańcy spłonęliby żywcem.


Pozostajemy w strefie przygranicznej. Podczas rozmowy z wiekowym leśnikiem na emeryturze o pewnej opuszczonej chacie w pewnym momencie zatrzymał się i zamyślił. W trakcie wojny wieś opustoszała i pozostała tylko garstka rodzin. Oddziały niemieckie, gdy weszły do wsi, poszukiwały mężczyzn ze względu na działające w tym rejonie oddziały partyzantów. W chacie, przy której staliśmy mieszkała kobieta wraz z trzema synami, którzy zajmowali się gospodarstwem. Wywleczono ich przed dom, kazano uklęknąć i wymierzono w ich głowy lufy karabinów. Matka płakała i krzyczała, by ich nie zabijać, bo nie są partyzantami, tylko zajmują się gospodarstwem. Dowódca kazał rozstrzelać dwóch, a jednego oszczędzić, ale przestrzelić mu kolana, by nie mógł przed długi czas brać udziału w żadnych działaniach partyzanckich. Po kilku tygodniach od postrzału zmarł z powodu zakażenia ran. Kobieta została sama.


Słuchając wielu opowieści człowiek nie może się wyzbyć szukania wspólnego elementu między nimi. Czegoś, co tworzyłoby pewien obraz całości regionu i wydarzeń. Jednym z pierwszych elementów, jaki przykuł moją uwagę była piwnica, jako pojedynczy obiekt. Tzw. „Ziemianka”.

Podczas wyprawy z TVP trafiliśmy na pewną małą wioskę, w której naszą uwagę przykuł pewien stary, drewniany krzyż stojący na końcu wsi. Szukaliśmy kogoś, kto mógłby powiedzieć, jak stara jest wieś i od jak dawna stoi ten krzyż. W trakcie rozmowy trafiliśmy do innej ziemianki znajdującej się przy jednej z chat. Będąc w środku pani piastująca funkcję sołtysa zaczęła nam opowiadać jedną z historii związanych z tym miejscem, a konkretnie ziemianki, w której się znajdowaliśmy.

W trakcie II wojny światowej okoliczne kobiety schroniły się w niej przed nadchodzącymi Niemcami. Klasyczna sytuacja – wyłapywano mężczyzn, by ich następnie rozstrzelać. Kobiety ze wsi zebrały się w jednym miejscu i czekały na przejście wojsk. Okazało się, że oddział odkrył ich obecność i zaczęto taranować wyjście. Wtedy jeszcze nieświadome tego, co je czeka kobiety zaczęły krzyczeć i płakać. Niemcy nie chcieli, by uciekły z piwnicy. Po zabezpieczeniu wejścia do środka przez okienko służące jako zsyp ziemniaków wrzucono granat, który na szczęście dla kobiet okazał się niewypałem.

Od tej pory, gdy tylko zobaczę podczas wyprawy taką ziemiankę, będę pytał o jakieś wydarzenia z nią związane. Może ukrywać całkiem ciekawą historię.


Nie chcę tutaj poruszać ostatnio drażliwych tematów w historii i tego jak są przedstawiane, ale nie da się nie zauważyć drugiego ważnego łącznika wielu opowieści – Ukraińców. O ile wypowiadano się dość często, że jedni Niemcy byli źli, inni trafiali się ludzcy... Ruscy byli źli, ale też trafiali się normalni, to o Ukraińcach przeważnie się słyszy. „A Ukraińcy to oooo panie”.

Obraz, jaki najczęściej jest przedstawiany w opowieściach to bosa armia bez ogłady, bez dyscypliny, bez obycia. Kradli wszystko, co dało się unieść albo i nie. Nie pozostawiali nic po sobie i ogołocili każdą wioskę, przez jaką przeszli.
Jedną z historii, jaką usłyszałem, było to, jak oddział Ukraińców pojawił się w jednej z wiosek niedaleko Białegostoku. Z opowieści wynika, że było to na początku wojny, gdy jeszcze armia niemiecka i Armia Czerwona koegzystowały w zgodzie.

We wsi pojawił się mieszany patrol, w którym znajdowało się dwóch Niemców i sześciu Ukraińców. Niemcy podchodzili do gospodarzy i pytali, czy nie mają czegoś ciepłego do zjedzenia, a w zamian oferowali czekoladę dla dzieci czy pieniądze. Inaczej rzecz miała się ze strony Ukraińców. Wchodzili do obór i wyganiali bydło informując gospodarzy, że biorą je ze sobą. Jeden starszy człowiek podszedł do Ukraińca i poprosił, by chociaż zostawić dla niego najstarszą krowę, by trochę mleka mieć i móc jakoś przeżyć, a nie umrzeć z głodu. Ukraińcy wpadli w śmiech i na oczach całej wioski wpakowali w staruszka cały magazynek z broni, a później jeszcze dźgali go nożami jak leżał na ziemi. Z drugiego końca wioski przybiegli zaalarmowani wystrzałami Niemcy i zapytali, co się stało. Ukraińcy z rozbawieniem opowiedzieli o tym staruszku, po czym jeden z Niemców wybuchł i zaczął wrzeszczeć, pytając ich, czemu zabili człowieka, który jedynie prosił o łaskę? Odpowiedź musiała zmrozić krew dla wszystkich mieszkańców wioski, bo usłyszeli tylko „Bo możemy”.

Z tej samej wioski pochodziła pewna opowieść też związana z ziemianką, która obecnie już nie istnieje.

Słyszeliście to już pewnie nie raz, że podczas wojny wyłapywano wszelkie osoby przejawiające jakąś styczność z ogólnie pojętą wiedzą. Nauczycieli, profesorów, naukowców itp.

W wiosce mieszkała nauczycielka, która uczyła okoliczne dzieci. Taka mała, wiejska szkoła podstawowa w domu. W momencie wybuchu wojny zakopała wszystkie lepsze ubrania i zaczęła się ubierać jak typowa kobieta w gospodarstwie. W dzień pomagała okolicznym chłopom na polach, a wieczorami przy świetle świeczki uczyła dzieci w ziemiance czytania i pisania. Dla wielu to była jedyna wiedza, jaką zdobyli przez całe życie.
Ciekawie też było opisane jak takiemu nauczycielowi powodziło się przed wojną. „Taki nauczyciel to miał dostatnie życie. Zarabiał całą krowę miesięcznie!”. Nie potrafię przeliczyć ile to by było na dzisiejsze pieniądze, lecz dobitnie pokazuje jak w tamtych czasach przeliczano dorobek na wsi.

Nie było wiele zdjęć z tych miejsc, ponieważ dopiero ostatnio przyszło mi na myśl, by w jakiś sposób spisać te historie. W trakcie kolejnych wypraw jakąś część czasu poświęcę na wysłuchanie lub nagranie tych opowieści oraz udokumentowanie miejsc, które były w opowieściach. Jeśli ten przypadnie do gustu, to kolejne będą bogatsze w fotografie oraz szczegóły historii. ;)

Klasycznie po więcej zdjęć oraz opowieści z wypraw zapraszam na profil facebookowy

Oglądany: 131824x | Komentarzy: 36 | Okejek: 518 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało