Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wielka księga zabaw traumatycznych - Wypadki Domowe I

28 716  
7   7  

W specjalnej edycji księgi będzie wam opowiadać o wypadkach domowych, które przytrafiły naszym dzielnym bojownikom. Dzisiaj poznasz zwycięzcę pierwszego tygodnia konkursu Wypadki Domowe - to opowieść o Hamakau.

GARAŻ NOCĄ


Późnym popołudniem odkurzałem auto, a ponieważ była zima, to było już ciemno na dworze. W trakcie tego odkurzania mój tata wszedł do kanału pod garażem po jakieś narzędzia i poszedł do domu, a ja po skończeniu roboty postanowiłem zanieść odkurzacz na miejsce - nie zapalałem światła, gdyż pomyślałem "co mi się może stać we własnym garażu", ale w pewnym momencie poczułem, że nie ma pode mną podłogi... Na szczęście udało mi się zaprzeć kolanem, a tata wyjął tylko 2 deski przykrywające kanał, bo mogło to się skończyć na OIOMie jak nie gorzej...

by grejon

* * * * *

WYJEŻDŻANIE Z GARAŻU

W roli głównej moja zdolna (wtedy to nawet bardzo) siostra.
Mimo wszystko, że każdy sobie w rodzinie zdaje sprawę, że kobieta za kierownicą to przeważnie nie jest dobry pomysł, to jednak siostrzyczka wyprosiła samochód od ojca no i.. Samochód (w miarce duże i ciężkie volvo) stał sobie na podjeździe przed garażem. Podjazd lekko nachylony w dół w kierunku garażu, brama garażowa zamknięte. No więc siostra inteligentnie, zaciągnęła ręczny po wejściu do wozu (to się chwali akurat). Po czym odpaliła, wrzuciła bieg wsteczny i dała duuuużo gazu, żeby dać radę wyjechać. Wrzuciła jedynkę zamiast wstecznego. Efekt - kompletnie zniszczone drzwi garażowe, w samochodzie zderzak i chyba lampa do wymiany, no i szlaban na samochód.. ;)

by zeol

* * * * *

BRATERSKA PRZYJAŹŃ

Uczyłem się jeszcze w gimnazjum. Była piękna zima, dużo śniegu a wraz z tym dużo głupot i przeróżnym pomysłów co by tu zrobić z białym puchem. Ja z bratem od razu z domu daliśmy nogę i na podwórko ulepić ogromną kulę śniegu. Męczymy się pchamy ogromną kulę ze śniegu, kiedy już nie mieliśmy sił, a kula była już dosyć sporych rozmiarów, postanowiliśmy zrobić w niej dziurę na wylot tak aby można było do niej wejść, zabraliśmy się do roboty, pomogła nam w tym łopata bo śnieg był dosyć twardy i rękoma było by za ciężko. Po zakończeniu prac na zmianę przechodziliśmy sobie z braciakem przez dziurę ze śniegu, szybko to się mojemu bratu znudziło i wpadł na niesamowity pomysł destrukcji naszego dzieła. Ja będąc w kuli do połowy ciałem, usłyszałem ostrzeżenie od brata, że będzie rozwalał kulę łopatą i żebym wyszedł. Zacząłem już się cofać kiedy poczułem okropny ból głowy, dostałem w baniaka z łopaty, wydarłem się w niebogłosy, wyszedłem z kuli w stanie, w którym mózg był wyłączony nie myślał i miał tylko za zadanie zniszczyć wroga, zacząłem rzucać w brata wszystkim co było pod ręką, garnki, deski kamienie, i nieszczęsną łopatą^^ kiedy już przeszła mi ta cała furia zdjąłem czapeczkę z głowy aby sprawdzić co mi jest.Krew popłynęła strumieniem a ja mało co nie dostałem z tego powodu zawału serca, szybko pobiegłem z bratem do sąsiada, aby mnie zawieźli do lekarza. Sąsiadka widząc mnie od razu zemdlała, sąsiad przyzwyczajony do takich widoków(pracuje w stolarni i widok krwi to dla niego codzienność) zabrał mnie do łazienki i opatrzył, gdy zobaczyłem swoją twarz sam o mało co nie padłem, twarz miałem całą we krwi a na głowie wystawał kawałek skóry w miejscu w które oberwało łopatą, wszystko skończyło się tym, że założyli mi 4 szwy i przez tydzień chodziłem z głową w bandażu, Mina rodziców po powrocie była bezcenna [:D]

by eLpe

* * * * *

GRILL

Mieszkam z dala od zabudowań miejskich, mój dom jest jednym z 4 mieszczących się prawie że w lesie. Któregoś pięknego wieczora, ze znajomymi postanowiliśmy rozpalić ognisko, na miejsce wybraliśmy małą polankę mniej więcej 50 m za domem. Późny wieczór, lekko podchmieleni, kiełbaski nadziane na patyczki skwierczą nad ogniem, a kolega w pewnym momencie zauważa ognień buchający z mojego domu. Co mieliśmy zrobić? Zaczęliśmy biec tak jak staliśmy w kierunku domu. Pod domem stali moi rodzice, patrzyli jak płonie, a my stanęliśmy z całą ekipą, w równym rządku obok nich. W pewnym momencie przybiegają sąsiedzi i... widzą roztrzęsioną moją mamę, wkur***ego tatę, i... mnie razem ze znajomymi z patykami w rękach, na które były nadziane zarumienione już kiełbaski...mina sąsiada widzącego nasze "ognisko" na kiełbaski była dosłownie bezcenna.

Ps. Po chacie został tylko smród moczu i starych ludzi...

by Neily

* * * * *

FRYTKI Z BIEDRONKI

Tego dnia naszła mnie ochota na frytki z biedronki. Nasypując je do koszyka sypnęło mnie się lekko za dużo. Po jakimś czasie zostało mi ich ok. 30 na dnie michy. Czułem, że ewentualna, kolejna frytka spowodowałaby nieuchronny odruch wymiotny. Jako, że kosz miałem w kuchni, postanowiłem wysłać smażone bulwy do Bałtyku. Wrzuciłem je do kibla i pociągnąłem za spłuczkę. Po chwili muszla zamieniła się w wulkan, tyle, że miast lawy wyciekała ze wszystkich jego stron woda. Cóż było robić... zdjąłem błyskawicznie koszulę i wsadziłem całe ramię do odpływu, celem przepchania rury. 5 minut męczarni i gimnastykowania się przyniosły skutek... problem w tym, że w całym wucecie wody po kostki... I tak przeszedł mi na niczym kolejny dzień, w którym zamierzałem pisać referat ;)

by bialix

* * * * *

PORANEK W ŁAZIENCE

Kilka lat temu, przed remontem łazienki, tuż przy wannie na podłodze miałam takie ustrojstwo (niby to wykończenie płytek podłogowych - listwa z tworzywa sztucznego, lekko gumiasta). No i to ustrojstwo lekko się rozpękło, tak że kawałek odstawał, dokładnie w tym miejscu, w którym zazwyczaj stawało się przy wannie w celu dosięgnięcia do kranu. No i pewnego ranka, nieprzytomna jak co dzień, zwlokłam się z pościeli i na oślep udałam się poczynić toaletę. Stanęłam w tym samym miejscu co zwykle. Kiedy (z zamkniętymi oczami) gibnęłam się z ręką wyciągniętą w stronę kranu, ten cholerny kawałek listwy znalazł się dokładnie pod moją stopą. W pięknym stylu i z niezłym speed’em dolna część mojego prężnego (he he) ciała odjechała wraz z ustrojstwem do tyłu, następnie wzbiła się w górę, natomiast przednia część z impetem runęła do wanny. Pech chciał, że na torze lotu mojej twarzy znalazł się kran, czego efektem było nadzianie się oczodołem na kurek. Oka nie straciłam, ale ten siniak "ala panda" wokół oka, schodzący lekuchno na policzek i nos, długo wzbudzał komentarze sąsiadów i znajomych. Dla jasności oświadczam, iż to nie ja pozowałam do plakatu z podpisem "bo zupa była za słona" [:D]

by waber

* * * * *

OGNISTY SYLWESTER

To był pamiętny Sylwester 2003/2004, który urządziłem w moim drewnianym domku letniskowym na wsi. Cała impreza zapowiadała się bardzo spokojnie z racji tego, iż miałem ją spędzić z moją Kasią i parą znajomych. Dwa dni wcześniej pojechałem tam posprzątać, odkurzyć, ogółem - przygotować domek pod imprezę. Przy okazji wizyty na wsi poprosiłem mieszkającego nieopodal wujka Mietka, aby ten w dniu imprezy przyszedł rano i napalił w piecu (dokładniej starej "kozie"), cobyśmy w tą zimową noc nie pomarzli.

Jak poprosiłem tak zrobił - gdy weszliśmy do domku było ok. 30 st. C, a piecyk był napakowany węglem i rozgrzany !!dosłownie!! do czerwoności. Impreza na dobre się rozpoczęła - jedna wódka, śledzik, druga wódka, śledzik,.... i tak do północy. Na minutę przed dwunastą postanowiliśmy wyjść przed domek, aby obejrzeć pokaz fajerwerków odbywający się w oddalonym o 40 km rodzinnym Mieście Łodzi. Niestety okazało się, że ognie i to nie do końca sztuczne widoczne były zanim przekroczyliśmy próg - ściana i fragment dachu stał w płomieniach!

Jako gospodarz zadzwoniłem po straż pożarną, która nie dość, że wcale trzeźwiejsza od nas nie była to na dodatek potraktowała mój telefon jako żart. Po pół godziny - gdy padła instalacja elektryczna i musiałem oświetlać wszystko światłami samochodu, zjawił się olbrzymi strażacki Jelcz - auto zbyt duże by przecisnąć się przez wąski dojazd do domku. Strażacy zgłosili ten fakt przez radio i po kolejnych 30 minutach zjawił się..... Polonezik, którego kierowca - strażak, stwierdził: "ekhm... no Panie, faktycznie się zmieści". Minęła kolejna godzina (2 godz. po zgłoszeniu) i wreszcie pojawił się odpowiednich rozmiarów Lublin. Panowie z OSP odpalili oświetlenie i rozpoczęli gaszenie przy pomocy siekiery, kilofa i wody z węża ogrodowego (do hydrantu było "aż" 30 metrów). W międzyczasie położyłem spać pijanych gości i powiadomiłem rodziców, że ich domek się pali. O godzinie 7 rano akcja gaśnicza dobiegła końca, a ja przemarźnięty i przemoczony wróciłem wraz z moimi gośćmi do domu.

by monkeyo

* * * * *

CIOS KARATE

Kilka lat temu miałem bierzmowanie. Przyszedł czas egzaminu trzeba sie było sie nauczyć pytań i odpowiedzi związanych z religia ogólnie takie bzdety. Pokłóciłem sie z siostrą o kompa i wkur***** wybiegłem z pokoju krzycząc. Obok mojego pokoju z komputerem jest duży pokój z dość dużą szybą. chciałem otworzyć te drzwi uderzając pięścią w ramę obok szyby. Nie trafiłem, znaczy trafiłem, ale w szybę. Ręka przeszła gładko. Wynik tego spotkania to 3 blizny na prawym nadgarstku, 8 szwów, jakieś 0,5 cm dalej i przeciął bym sobie tętnice, widok własnych ścięgien na nadgarstku - bezcenny. Szybki transport do szpitala na chirurgię, 240 zł odszkodowanie i przywilej nie pisania przez 3 tygodnia [:D]

by yankes102

* * * * *



ŻYCIOWA SERIA MADAGASKARA33


Tak się jakoś złożyło, że wypadki domowe jakie pamiętam związane były ze mną i z ogniem, w takiej czy innej postaci. Jakoś tak od maleńkości ciągnęło mnie do zapałek i sprawdzania co się pali a co nie. Szczerze mówiąc nawet nie pamiętam "pierwszego razu", bo jakoś towarzyszyło mi to przez całe dzieciństwo. A co najbardziej utkwiło mi w pamięci?

1. Gazeta, którą spaliłem kawałek po kawałeczku w ogromnej kryształowej popielniczce. W pewnym momencie do pokoju weszła mama i rzuciła się na popielniczkę z zamiarem wyniesienia jej z pokoju i ugaszenia mojego ogniska. Skończyło się na zamiarach. Miałem nie więcej niż 10 lat, ale nawet ja już wiedziałem, że w takich okolicznościach popielniczka musiała się rozgrzać i nie należy jej dotykać. Mama dowiedziała się wtedy... Swoją drogą, że też mi to wtedy nie pękło...

2. Miałem w pokoju taki mały drewniany stołeczek, który służył mi za poligon doświadczalny i miejsce moich ogniowych eksperymentów, polegających na tym, że nakładałem na jego powierzchnię różne płyny, pasty, farby i co tylko wpadło mi w ręce, po czym podpalałem i obserwowałem czy pali się długo, jak intensywnie itp. Problem powstał pewnego razu bo wyjątkowo samo nie zgasło... Na szczęście jakoś to ugasiłem, za to innym razem podpaliłem na moim stołeczku papier. W pewnym momencie ktoś zaczął mi się wdzierać do pokoju więc postanowiłem zdmuchnąć ognisko. Pomysł okazał się średni, bo ognisko wylądowało na dywanie, który szczęście w nieszczęściu nie zapalił się tylko zaczął się topić. Co ciekawe nawet niespecjalnie zniszczyło to wzorek. Na pierwszy rzut oka ani śladu, tylko jak się ręką przejechało to można było wyczuć, że w jednym miejscu jest dziwnie szorstki...

3. Pamiętam też dwa eksperymenty z saletrą. Raz zrobiłem mieszankę i w środku dnia postanowiłem wypróbować ją na balkonie. Akurat była jakaś taka nieciekawa pogoda więc nie chciało mi się iść na dwór. Wysypałem trochę na podłogę i podpaliłem. Trochę inaczej to sobie wyobrażałem i jakież było moje zdziwienie kiedy saletra zapłonęła... Koledzy opowiadali, że wielka chmura białego dymu, która tak nagle zniknęła jak się pojawiła była imponująca...

4. Innym zaś razem zrobiłem mieszankę wieczorową porą pod nieobecność rodziców. Postanowiłem ją zatem wypróbować w toalecie. Na brzegu muszli usypałem mały kopczyk i podpaliłem. Kopczyk okazał się jednak zbyt duży, bo narobił tyle dymu, że w pomieszczeniu o powierzchni 1,5m2 ledwo znalazłem drzwi. Efekt był taki, że dziwny i ciężki biały dym niespecjalnie chciał zniknąć z mieszkania, więc nauczony wcześniejszymi doświadczeniami postanowiłem zrobić przeciąg. No i prawie się udało. Otwarłem okna, podparłem je książkami i w tym momencie usłyszałem przekręcany w zamku klucz. Wchodzi ojciec, patrzy na ten plączący się po mieszkaniu biały dym i pyta: "Karmelki robiłeś?". No cóż... Pozostało mi przytaknąć...
A dla wyjaśnienia dodam, że było to w czasach, kiedy "przysmaki" w stylu Mars, Sznikers itp. to można było kupić u pana na targu, a i to nie zawsze, no i ktoś tam z kolegów obczaił wynalazek w postaci karmelków domowej roboty, których głównym składnikiem był cukier, a robiło się to na patelni. Do saletry na szczęście też dodawało się cukru...

5. Pewnego razu postanowiłem sprawdzić czy pali się pianka do włosów. Napuściłem tego trochę do umywalki w łazience i wrzuciłem zapałkę. Wtedy dowiedziałem się, że pianka do włosów pali się bardzo szybko i bardzo gwałtownie. W zasadzie to nawet wybucha.
Czas kiedy czekałem aż odrosną mi brwi był wyjątkowo upokarzający...

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie tylko nigdy nie odniosłem poważniejszych obrażeń, ale nawet straż pożarna nie musiała się fatygować...;)))

by madagaskar33



* * * * *

HAMAK


Znajomy lat temu parę był na imprezie. całe towarzystwo - jak to na imprezie - się pochlało. Pomijam zajścia, kto z kim i dlaczego, bo to co zrobił kolega M. przeszło do historii.
Czując nagłą potrzebę przewietrzenia się wyszedł na taras - taras z rodzaju tych rozłożystych. Jako, że mu się sennie zrobiło, poszedł spać na hamak - albo to, co jemu wówczas wydawało się hamakiem. No i spał - do czasu, aż go ktoś nie próbował obudzić, bo wtedy poruszył sę gwałtownie i z tego "hamaka" zleciał.

Na drugi dzień zastanawiał się, czemu jest taki poobijany i poobdzierany - przecież z hamaka na taras droga (nawet w pionie) dość krótka...
No i się wyjaśniło dopiero wtedy, jak wieczorem zaczęły się telefony z pytaniami czy żyje, czy jest cały i czy niczego sobie nie połamał.
Otóż owym "hamakiem" okazał się rozłożony wieszak/suszarka na ubrania (same sznurki, więc nie wiem, jakim cudem się tam utrzymał), a zleciał nie na taras, ale na sam dół... podjazdu do garażu (przynajmniej 3,5 metra w dół), bo ów "hamak" był przyczepiony do barierek tarasowych... na zewnątrz.

by Adrian4u

* * * * *

Czekaj, czekaj!

Jeśli ty też miałeś niewątpliwą przyjemność przeżycia takiego hardcora to możesz się zawsze podzielić to historią w konkursie.

Jeśli historia była mocna, to jest szansa że Joe Monster wypłaci ci odszkodowanie w postaci ciekawej nagrody.

Pisz tutaj


Oglądany: 28716x | Komentarzy: 7 | Okejek: 7 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.12

04.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało