Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pomysłowa akcja prowokacyjna niemieckiego aparatu bezpieczeństwa i reakcja polskiego kontrwywiadu

25 612  
387   28  
Niewiele osób słyszało o akcji znanej jako Nadwywiad Rządu Londyńskiego – a szkoda, bo to być może najciekawsza (a na pewno najbardziej pomysłowa i wyrafinowana) akcja prowokacyjna niemieckiego aparatu bezpieczeństwa na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Do dziś do końca nie ustalono, kto był jej pomysłodawcą. Dla Trzeciej Rzeszy była to dość udana inicjatywa, która pozwoliła na znaczące utrudnienie działań polskiej konspiracji, natomiast dla Polaków operacja ta stanowiła znaczącą klęskę. Ale od początku…


Cofnijmy się do roku 1939, by poznać głównego aktora tego spektaklu. Józef Hammer, bo o nim mowa, był Żydem, który urodził się około 1890 roku. Jako miejsce jego urodzenia podaje się miejscowości Bursztyn na Śląsku lub Sanok. W latach 20. służył w Wojsku Polskim we Lwowie i prawdopodobnie już w czasie I Wojny Światowej nawiązał współpracę z Niemcami. Kiedy na ziemie polskie wkroczyły wojska Trzeciej Rzeszy, Hammer bez zastanowienia postanowił współpracować z najeźdźcą, wykorzystując przy tym głęboko zakorzenione w Polakach nastroje polityczne. Jego pomysł na „biznes” był zaskakująco prosty – inicjowanie powstawania organizacji konspiracyjnych, do których w okupowanej Polsce chętnych nigdy nie brakowało. Kiedy stworzona przez niego organizacja okrzepła, przekazywał dane jej członków Policji Bezpieczeństwa, zabierając się do pracy od nowa w innym miejscu. Gestapo, osiągając wymierne korzyści ze współpracy z Hammerem – posługującym się pseudonimami „pułkownik Baczewski”, „Józef Baczewski”, „Lech”, „Wujek”, „Stryj” i „Henryk Szwaycer” – otoczyło go opieką i nadało kryptonim V-42.

Gestapo i Abwehra, poprzez Hammera, który dzięki aktywnemu działaniu w konspiracji miał już wyrobione kontakty w polskim podziemiu, postanowiły powołać do życia strukturę, głęboko utajnioną i zakonspirowaną nawet przed innymi podziemnymi organizacjami działającymi na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Legenda, którą wymyślono dla nowej organizacji, z czasem nazwanej Nadwywiadem Rządu Londyńskiego, była bajecznie prosta. Opierała się bowiem na założeniu, że powstała ona na bezpośrednie polecenie gen. Władysława Sikorskiego. Głównym jej zadaniem zaś była kontrola innych organizacji podziemnych. Prawda, że proste? Dla niedowiarków, którzy musieli się prędzej czy później pojawić – była to wszak organizacja podziemna – spreparowano dowód, jakim był dokument (według niektórych źródeł był to kawałek materiału), na którym Naczelny Wódz „własnym” podpisem potwierdzał upoważnienie „pułkownika Baczewskiego” do zorganizowania i prowadzenia siatki informacyjnej i kontrolnej nad działalnością ZWZ (Związek Walki Zbrojnej przemianowany następnie na Armię Krajową) w kraju.


Władysław Sikorski, premier Rządu RP na uchodźstwie i Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie

Ofertę przystąpienia do Nadwywiadu otrzymywały osoby, które już działały w innych organizacjach podziemnych. Nie mogły one jednak informować swoich przełożonych, że wstąpiły do nowej, na rzecz której wykonują „supertajne zadania”. Szacunkowo do siatki Hammera przystąpiło co najmniej sto osób, aktywnie działających na rzecz swoich organizacji.

Jednym z pierwszych zadań Nadwywiadu, a być może przy tym zadaniem najważniejszym, było rozpracowanie, wytropienie, a następnie przejęcie kontroli nad członkami siatki ZWZ-AK na Pawiaku. Pawiak, warszawskie więzienie, przez które w latach 1939-1944 przeszło około 100 tys. osób, z których około 37 tys. zostało zamordowanych, a około 60 tys. wywieziono do obozów koncentracyjnych i miejsc pracy przymusowej, nie bez powodu napełniało lękiem warszawiaków i stanowiło oczko w głowie Gestapo.


Pawiak

Komórka ZWZ-AK działająca na terenie więzienia była niezwykle istotna, ponieważ dostarczała wiarygodne informacje o przebiegu śledztw, zainteresowaniach i stanie wiedzy warszawskiego Gestapo o polskiej konspiracji. Niemcy z kolei byli bardzo zainteresowani tym, by tego rodzaju informacje nie wydostawały się na zewnątrz, do polskiego podziemia, i chcieli się dowiedzieć, jakie metody stosuje ruch oporu, by przeniknąć tajemnice Gestapo. To było zadanie Hammera i jego ludzi z Nadwywiadu.

Rok 1942 był ważny dla komórki więziennej, wtedy bowiem włączono ją do struktury organizacyjnej Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu II Oddziału KG AK, gdzie na początku stanowiła osobny referat o kryptonimie „998”, a następnie sekcję tego referatu o kryptonimie „Kratka”. Na początku 1942 roku komórkę zalały aresztowania prawie czterdziestu strażników i strażniczek, a niemalże drugie tyle zostało przeniesionych do innych więzień, co praktycznie sparaliżowało jej działania.

Rozpoczęło się śledztwo Kontrwywiadu AK. W jego toku ustalono, że Gestapo przejmowało tajną korespondencję, grypsy, przekazywaną przez aresztowanych na zewnątrz i przekazywaną im do wewnątrz więzienia. Oczywiście gryps, nim dotarł od nadawcy do adresata, przechodził przez wiele rąk. Oczywistym wnioskiem było to, że któreś z tych rąk należeć muszą do konfidenta współpracującego z Niemcami. Największy problem stanowiło ustalenie, do kogo te ręce należały. W toku śledztwa ustalono, że grypsy przed wyniesieniem poza Pawiak były przepisywane. Nikt nie wiedział dlaczego, nawet szef „998”, por. Kazimierz Gorzkowski. Nie wiedziano również, kto je przepisywał. Śledztwo trwało.


Kazimierz Gorzkowski, Kierownik komórki więziennej Oddziału V KG ZWZ-AK

Przełom nastąpił, kiedy Kontrwywiad otrzymał informację od jednego ze strażników Pawiaka współpracującego z polskim podziemiem, Franciszka Ryszkowskiego, pseudonim „Jacek”. Przekazał on mianowicie, że grypsy przepisuje niejaka Julia Król, pseudonim „Łazęga”. Kolejną ważną informacją przekazaną przez „Jacka” było to, że Julia Król przepisuje grypsy na polecenie pułkownika „Lecha”.

Kim był pułkownik „Lech”, już wiemy – a kim była „Łazęga”? Urodzona w 1881 roku Julia Król była pielęgniarką. W trakcie I Wojny Światowej współpracowała z Sowietami, a w okresie międzywojennym była aktywistką Polskiej Partii Socjalistycznej na Żoliborzu, gdzie mieszkała. W początkach wojny zatrudniła się na Pawiaku, gdzie wstąpiła do konspiracji. Wtedy też prawdopodobnie namierzył ją Hammer i namówił do współpracy. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, kiedy Gorzkowski w 1942 przyjął ją do „Kratki”.

Przejmowane przez nią grypsy – po wcześniejszym przepisaniu – trafiały do Hammera, który szukał w nich interesujących Gestapo informacji. Niemcy musieli z nich chętnie i aktywnie korzystać, ponieważ wkrótce po tym, jak grypsy trafiały do rąk „Łazęgi”, następowały aresztowania osób w nich wspomnianych. W ten sposób polski kontrwywiad natrafił na ślad Julii Król. Samej konfidentki nie można było jednak na razie ruszyć. Jasnym było, że stanowi jedynie ogniwo łańcucha, a celem kontrwywiadu było dotarcie na sam szczyt, prosto do pułkownika „Lecha” wspomnianego przez Ryszkowskiego.

Śledztwo trwało kilka miesięcy. Ustalono jednak w jego trakcie, że Julia Król regularnie widuje się z tą samą osobą, starszym mężczyzną, na oko dobiegającym pięćdziesiątki, z „pułkownikiem Baczewskim”. W tym momencie Hammerowi przestało sprzyjać szczęście. Jego szerokie znajomości w polskim podziemiu, które przez lata kolekcjonował i hołubił, teraz wyszły mu bokiem. W „pułkowniku Baczewskim” rozpoznano bowiem mężczyznę, który od jakiegoś czasu na ulicach Warszawy nawiązywał znajomości w środowisku konspiracyjnym, powołując się na rząd w Londynie i koneksje z samym Naczelnym Wodzem. Natychmiast skontaktowano się z Londynem, gdzie osobnik o takim nazwisku i stopniu wojskowym był nieznany. Niemiecka prowokacja zaczęła się sypać.

Wojskowy Sąd Specjalny skazał Hammera na śmierć (zaocznie). Wyrok wykonano 1 sierpnia 1942 roku na ulicy Tamka w Warszawie. Za jego wykonanie odpowiadał oddział likwidacyjny Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu przy Oddziale II KG AK, którym dowodził Leszek Kowalewski ps. „Twardy”.

Na tym cała historia powinna się skończyć. Niestety, Nadwywiad był zbyt łakomym kąskiem, by jego działalność zakończyła się na śmierci przywódcy, tym bardziej że niemieckie służby wywiadowcze nie podejrzewały, że ich zakrojona na szeroką skalę prowokacja została rozszyfrowana przez polski kontrwywiad. SS-Hauptsturmführer Alfred Spilker, prowadzący akcję z ramienia Gestapo, zastąpił Hammera Edwardem Zajączkowskim, pseudonim „Bogdan Bogdanowicz”. Ten należący do organizacji wojskowej o nazwie Komenda Obrońców Polski konfident nie był ani tak efektywny w swoim działaniu na rzecz Trzeciej Rzeszy, ani tak sprytny jak jego poprzednik. Został rozszyfrowany przez kontrwywiad i zaocznie postawiony przed Wojskowym Sądem Specjalnym. Wyrok? Tylko jeden – śmierć.

Tu na scenę powraca Julia Król. Mimo wielokrotnie ponawianych przez kontrwywiad ostrzeżeń o tym, że Józef Hammer jest niemieckim agentem, nie porzuciła współpracy z Nadwywiadem. Również zaocznie skazana na karę śmierci, zginęła 13 listopada 1942 roku w mieszkaniu przy ulicy Marszałkowskiej 81. Razem z nią zginęli Edward Zajączkowski, który zbyt wielkiej kariery w Nadwywiadzie nie zrobił, i konfident Stanisław Szczepański. Wyrok wykonała grupa likwidacyjna Oddziału 993W.

Śmierć Julii Król i jej towarzyszy nie zakończyła jednak sprawy. Na następcę Zajączkowskiego Spilker wybrał bowiem funkcjonariusza Abwehry z Wrocławia, Władysława Boczonia, pseudonim „Pantera”.


Alfred Spilker, SS-Hauptsturmführer

Boczoń w ogóle jest ciekawą postacią. Ukończył Szkołę Podchorążych w Zambrowie, a od 1939 roku był oficerem wywiadu i służył w stopniu kapitana w kontrwywiadzie Armii „Poznań”. 6 września samolot, którym leciał z meldunkiem dla Armii „Łódź”, został zestrzelony, a on dostał się do niewoli, gdzie przyjął propozycję pracy dla Abwehry. Pracował w Abwehrstelle Breslau jako Richard Wagner. Tam jego szefem był major Fabian, późniejszy dowódca akcji Nadwywiadu z ramienia Abwehry (Spilker dowodził z ramienia Gestapo). Wysłany w 1940 roku do Zakopanego nawiązał współpracę z Komendą Obrońców Polski. Został podwójnym agentem. W 1942 roku trafił do Warszawy, gdzie szefowi polskiego kontrwywiadu, Bernardowi Zakrzewskiemu ps. Oskar, przekazał informacje na temat Nadwywiadu, które otrzymał osobiście od Spilkera. Spilker bowiem, jak już mówiłem, widział w Boczoniu kolejnego przywódcę swojej prowokacji. Ten jednak propozycji nie przyjął i wrócił do Wrocławia.

Niemiecka prowokacja okazała się jednak mieczem obosiecznym. Gestapo i Abwehra oczekiwały efektów, za które nagradzali, więc agenci pracujący dla Hammera im tych efektów dostarczali. W pewnym momencie istnienia Nadwywiadu Niemcy sami nie mieli pojęcia, które z informacji przekazywanych im przez siatkę agentów są prawdziwe, a które nie. Z odkrytych dokumentów można wyczytać informacje na temat nieistniejących osób, a nawet grup i organizacji. Wymagali ciągle nowych informacji, a skoro wymagali i płacili, to je otrzymywali. Na podstawie fantazji autorów niemiecki wywiad opracowywał okólniki i wytyczne do działania dla policji, żandarmów i agentów, których celem było tropienie wyimaginowanych celów. Założeniem Niemców podczas zakładania Nadwywiadu, obok namierzania członków polskiego podziemia, było stosowanie dezinformacji, plotek, półprawd i propagandy. Ostatecznie sami musieli im ulec, gdy zalała ich fala zmyślonych raportów.

Mimo że Nadwywiad działał również poniekąd na szkodę Niemców, angażując ludzi i środki do bezskutecznej walki z fantomami, przyniósł jednak polskiemu podziemiu także ogromne straty. Siatka na Pawiaku była potrzebna przede wszystkim samym więźniom, którzy czując, że nie są sami, mogli wytrwać, nie zdradzić, co chroniło ludzi poza murami. Tych z kolei, którzy jednak zostali zdradzeni, można było w porę ostrzec i uratować, lokale konspiracyjne opróżnić, drażliwe materiały przenieść. Sam Józef Hammer odpowiadał za przekazanie Niemcom informacji na temat około 100 członków ZWZ-AK, którzy zostali aresztowani, wielu z nich straciło życie. Szef Nadwywiadu był również blisko wytropienia komendanta głównego ZWZ Stefana Roweckiego, pseudonim „Grot.

Niemiecka Akcja Nadwywiadu Rządu Londyńskiego, mimo wysokich kosztów i strat, jakie poniosło Polskie Państwo Podziemne, zakończyła się sukcesem polskiego kontrwywiadu, a jej prowodyr dostał to, na co zasłużył. Było jednak wielu takich, którzy nigdy nie zostali ukarani. Ale to już temat na zupełnie inną historię.


Bibliografia:
1. Wilamowski J., Honor, zdrada, kaźń: afery Polski Podziemnej 1939-1945.
2. Zasieczny A., Zdrajcy, donosiciele i konfidenci.
3. Piotrowski R., Rozkaz: trzaskać! Zapomniane akcje polskiego podziemia.
2

Oglądany: 25612x | Komentarzy: 28 | Okejek: 387 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.10

05.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało