Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Naga Lara Croft? Wielka Stopa w GTA? Dmuchanie w kartridż? Czas obalić mity na temat gier komputerowych!

81 616  
255   50  
„A wiesz, że jak podmuchasz w pegasusowy kartridż, to ten się cudownie naprawi, a 8-bitowa gra zostanie zaktualizowana do współczesnych standardów graficznych? Nie wierzysz? To potrzymaj mi pada i patrz!” – okazuje się, że podobnie jak w przypadku każdej gałęzi życia, również cyfrowa rozrywka pełna jest absurdalnych mitów, wyssanych z palca plotek i fantastycznych legend, które wielu podstarzałych graczy powtarza od dekad, uznając je za prawdę objawioną. Przyjrzyjmy się zatem kilku takim „faktom”.

#1. Istnieje kod, który „rozbiera” Larę Croft

Biorąc pod uwagę to, że bohaterka gry powstałej 26 lat temu była zbitką kanciastych wielościanów, dziwię się, że ktokolwiek chciałby, aby słynna pani archeolog biegała nago. Oglądanie podskakujących, piramidalnych cycków musiałoby jarać jedynie kujonów podniecających się obrazkami z podręczników do geometrii przestrzennej. Tak czy inaczej – już w dniu premiery „Tomb Raidera” głośno mówiło się o tajemniczym kodzie, który miałby panią Larę rozbierać do rosołu. Ba, niektórzy nawet twierdzili, że grali w „gołą” wersję gry.


Tymczasem jej producent – firma Eidos – nigdy takiego urozmaicenia nie wprowadził. Legendarny kod nie istniał, a Larę nudystkę jej fani mogli widzieć co najwyżej w swoich mokrych snach. Oczywiście po latach niektórzy napaleni miłośnicy krągłości wielokątności dzielnej poszukiwaczki przygód mieli wypuścić w eter specjalny patch, który faktycznie rozbierałby bohaterkę kolejnych odsłon serii, jednak programiści Eidos zagrozili pozwami sądowymi każdemu, kto odważyłby się na tak ordynarne odzieranie pani Croft z jej godności. Myślicie, że kogoś to powstrzymało?


#2. W grze „Duck Hunt” można zabić psa

Kaczki są niewielkie i szybko latają, pies jest mocno spasiony i pojawia się nam przed nosem. Jeśli więc nie potrafimy ustrzelić tuzina kaczek, zabijmy chociaż psa! – brzmi to jak logika, którą mógłby się kierować pijany myśliwy z piórkiem w dupie, który pakuje śrut w tyłek grzybiarza pochylającego się nad dorodnym maślakiem. „Myślałem, że to dzik, wysoki sądzie!”.



Tymczasem strzelanie do psów ma długą tradycję wśród osób, które były szczęśliwymi posiadaczami kartridża z grą „Duck Hunt”. Wielu próbowało, bo przecież kolega mówił, że jego brat kiedyś czworonoga ubił, trafiając bestię w bardzo konkretny piksel. Dziś, gdy pomyślę ile czasu i nerwów straciłem na celowanie do tego zwierza, to aż żałuję, że zamiast tego nie poświęciłem się origami, czy innemu równie fascynującemu zajęciu. Psa nigdy zabić się nie dało. No przynajmniej w wersji konsolowej „Duck Hunt”. Istniała też bowiem odsłona tej produkcji przeznaczona na automaty. W tej wariacji programu wprowadzono dodatkową, bonusową planszę, gdzie faktycznie burka dało się poczęstować śrutem.

#3. Amerykańskie miasteczko stało się inspiracją dla „Silent Hill”

W większości artykułów opisujących kulisy powstania japońskiej gry pt. „Silent Hill” zawsze pojawia się wzmianka o tym, że jej twórcy zainspirowali się prawdziwym amerykańskim miastem. Mowa o Centralii – miejscu położonym w stanie Pensylwania, gdzie niegdyś istniała duża kopalnia węgla. W latach 60. ubiegłego wieku władze zdecydowały o zamknięciu tego niezbyt dochodowego biznesu. Wcześniej jednak nakazano oczyszczenie jej ze śmieci. Te zebrano więc w jedno miejsce i podpalono. Ogień dostał się do kopalni i pod ziemią wybuchł pożar, którego do dziś nie udało się opanować, a buchające z otworów na powierzchni kłęby toksycznego dymu stały się prawdziwą zmorą dla mieszkańców Centralii. Od lat 80. amerykański rząd przeznacza dziesiątki milionów dolarów na ewakuację ludności zamieszkującej tamte tereny. Obecnie w tym przeklętym miejscu żyje jedynie pięć osób, a pożar, który wybuchł pod ziemią sześć dekad temu, ma nadal trawić podziemne labirynty przez kolejnych 250 lat.


Chociaż to opuszczone, spowite obłokami dymu miasto mogłoby stać się inspiracją dla niejednej gry, to w rzeczywistości twórcy „Silent Hill” nigdy nie słyszeli o tym miejscu. Warto jednak dodać, że plotka łącząca japońskich programistów z amerykańską mieściną w dość istotny sposób odcisnęła swe piętno na tej serii. Oto bowiem w 2006 roku nakręcono film na podstawie słynnego survival-horroru. Jednym z miejsc, które posłużyły za natchnienie dla jego twórców była właśnie Centralia. Filmowcy odwiedzili nawet tę opustoszałą lokację, a jej klimat ma być ponoć bardzo dobrze oddany w ekranizacji gry.


#4. W „GTA: San Andreas” można spotkać Wielką Stopę!

Z Wielka Stopą w „San Andreas” jest trochę tak, jak z Wielką Stopą w realnym życiu. Plotki o jej istnieniu krążą po świecie, świadków spotkań z tym włochatym stworem są setki, a tymczasem jakoś konkretnych dowodów brak…
Według legend na to mityczne dziwadło natknąć się można podczas zwiedzania lasów położonych na obrzeżach tytułowego miasta. Wielu graczy zaklina się, że Wielka Stopa gdzieś tam jest, a niektórzy nawet chwalą się „ustrzeleniem” swojej ofiary za pomocą windowsowego zrzutu ekranu. I mimo że wzorem Foxa Muldera wielu z nas „chciałoby uwierzyć” w te podparte wątpliwymi dowodami zapewnienia, to prawda jest taka, że człekokształtny włochacz nigdy nie został w grze umieszczony.


Faktem jest jednak to, że plotki o istnieniu Wielkiej Stopy musiały rozbawić twórców GTA, bo w piątej odsłonie serii zdecydowali się oni zrobić graczom niespodziankę i faktycznie stworzyć taką postać.

#5. Ukryta postać w „Street Fighterze II”

Kto nigdy nie zastanawiał się, kim jest Sheng Long, niech pierwszy rzuci hadoukenem! Postać ta jest wspominana przez Ryu praktycznie za każdym razem, gdy pokona on jednego ze swych przeciwników. „Musisz pokonać Sheng Longa, aby mieć ze mną jakieś szanse!” – deklarował dzielny wojownik w białym kimonie, a gracze z całego świata nie tylko zastanawiali się, kim jest osoba, o której mowa, ale także w jaki sposób stoczyć z nią walkę. I tak też w ciągu kolejnych lat legenda o rzekomo ukrytym przez programistów z Capcom zabijace rozwijała się i wśród fanów „Street Fightera 2” krążyć nawet zaczęła specjalna, absurdalnie zawiła instrukcja, w której krok po kroku wyjaśnione zostało co należy uczynić, aby w końcu móc obić facjatę Sheng Longowi.


Ekipa z Capcom musiała mieć niezły ubaw z frustracji graczy, którzy stawali na głowie, aby w końcu „odblokować” ukrytą postać... której korzenie tkwią w błędnym przetłumaczeniu na język angielski japońskiego wyrazu „shoryuken”. Tak się nazywa jeden z ciosów Ryu.

#6. Dmuchanie w kartridż reperuje uszkodzoną grę

I na koniec wyjdźmy z samego giercowania, aby przyjrzeć się swego czasu praktykowanemu przez każdego konsolowca, rytuałowi polegającemu na dmuchanie w kartridż za każdym razem, gdy gra nie chciała się włączyć. Podmuch powietrza skierowany do wnętrza plastikowej obudowy był dla programu niczym resuscytacja krążeniowo-oddechowa i zazwyczaj rozwiązywało wszelkie problemy. A jeśli za pierwszym razem się to nie udało, to operację należało powtórzyć. Jaki mechanizm sprawiał, że ten idiotyczny zabieg był skuteczny? A cholera wie. Grunt, że to działało!


Niestety, mamy złą informację dla osób, które regularnie nadwyrężały swoje płuca, dmuchając i chuchając w „Contrę”. To nie życiodajny oddech sprawiał, że gra zaczynała działać. Konsola dostawała drugą szansę, bo wyciągaliśmy kartridż ze slotu i umieszczając go z powrotem, zwiększaliśmy szansę na prawidłowe ułożenie się pinów łączących naszego Pegasusa z kartridżem. Podobny więc efekt uzyskalibyśmy, gdyby wyciągnięty nośnik umieścić na ofiarnym ołtarzu i wytytławszy się we krwi dziewicy odtańczyć wokół niego mroczną „Makarenę”.


Źródła: 1, 2
11

Oglądany: 81616x | Komentarzy: 50 | Okejek: 255 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało