Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Młody ratownik medyczny w karetce XII

29 945  
233   26  
Witam serdecznie! 12. artykuł, a w pracy mija mi 24. miesiąc, czyli jakby średnia zachowana - tak jak chciałem. Wakacje już się skończyły, więc i my będziemy częściej jeździć na wyjazdy do szkół.

ENEA (Nie, nikt mi nie płaci za reklamę)

Wezwanie pewnego ciepłego dnia jako "ból w klatce piersiowej". Przyjeżdżamy do pani lat około 70, która zgłasza ból w klatce od około 3 godzin. Ból się nasila.

Przeprowadzam badanie i od początku widzę koncentrator tlenowy. Pytam, czy pani korzysta.
- Tak, jestem na stałe podłączona - odpowiada.
- To czemu teraz pani nie używa? - pytam dalej.
- Bo Enea wyłączyła prąd.
- Nie zapłaciła pani rachunków?
- Nieee, robią tutaj obok jakiś remont.
- I od kiedy tego prądu nie ma?
- No tak od 3 godzin.
- A od 3 godzin boli, tak?
- No tak.
- Widzi w tym pani jakieś powiązanie? Było tak kiedyś, że gdy brakowało koncentratora, to bolała klatka?
- No tak (na twarzy widać lekkie zdziwienie, że udało mi się połączyć fakty, do pani chyba też dotarło).

Więc wyciągam telefon i dzwonię po POGOTOWIE! Wiadomo, że jak nie wiadomo, co zrobić, to lepiej zadzwonić po pogotowie, ale teraz po energetyczne. Dzwonię i pytam, kiedy mają zamiar włączyć prąd. Przemiła pani odpowiada, że prace mogą potrwać jeszcze 4-6 godzin. Informuję, jaką mamy tutaj sytuację i fajnie, jakby udało się zrobić to szybciej. Pani odpowiada, że da znać pracownikom, ale to nie jest od niej zależne.

Po rozmowie z nią dzwonię do dyspozytora i pytam, co mam zrobić, przecież ani nie będziemy pani wieźć na szpital, żeby podłączyć pod tlen, ani nie zostaniemy na miejscu. Mówi, żebym zadzwonił do bohaterów strażaków (:*) i powinni przyjechać z agregatem. Więc dzwonię i tłumaczę sytuację.
- Tak, przyjedziemy i zaopatrzymy w prąd.

No i super, w tym momencie wychodzę pisać kartę do karetki, która stoi przed blokiem i widzę, że majstry od prądu grzebią coś przy skrzynce, która wisi na bloku pacjentki. W międzyczasie pisania mojej karty pojawiają się gąsiory z agregatem. Pytają mnie:
- Ile tego prądu młody potrzebujesz, 1KW?
- Skąd mam wiedzieć? Tyle, co na koncentrator - odpowiadam zgodnie z prawdą.

Chłopaki gramolą się na 4. piętro, a ja kończę pisać kwity. W momencie gdy teraz to ja zaczynam podejście szczytowe na 4. piętro, mijam gąsiorów, którzy mówią, że już prąd jest.
Wchodzę do mieszkania i pytam, co jest. Mój kolega z zespołu odpowiada:
- A, jak wyszedłeś, to minęło z 5 minut i włączyli prąd.

No tak, pani mówiła, że 4-6 godzin i teraz albo po prostu będą przerwy w dostawie prądu, albo chłopaki wyłączyli całe osiedle zamiast jednego bloku. No nic, pani zgłasza, że na tlenie już przeszły jej te bóle w klatce piersiowej.
Gąsiory zostawiają agregat, za 6h go odbiorą, a my zostawiamy kartę i dobre słowo.

"Czy widzi pani/pan w tym jakieś powiązanie?"

Czyli w ostatnim czasie moje ulubione stwierdzenie na wizytach, zaraz po "Kontakt z lekarzem POZ lub NiŚOZ". Oznacza ono tyle, że tłumaczę ludziom dlaczego doprowadzili do takiego stanu zdrowia. Głównie przez zaniedbanie lub lekkomyślność.

W tym wypadku akcja rozgrywa się w sobotę o godzinie 03:00. Jak wiecie, a szczególnie ci, którzy obserwują mnie na IG, sobotnie i piątkowe nocki to moje ulubione dyżury. Bo zakres wezwań zmienia się z "Ból brzucha", "Nadciśnienie", "Problemy kardiologiczne", "Leży" na "Leży", "Uraz/Obrażenia", "Zaburzenia Psychiczne", "Leży". Częściej współpracujemy z policją. No po prostu wezwania są ciekawsze.

Tutaj dostajemy wezwanie: "Ból w klatce piersiowej, lat 34, wzywa sama do siebie".
Pani czeka na nas przed domem, więc od razu zabieramy panią do karetki.
Badam, rozmawiam i nagle pada zdanie klucz:
- Bo ja to ogólnie od tygodnia dużo piję alkoholu - odpowiada na moje pytania względem używek.
- A je coś pani przez ten tydzień?
- No, w sumie to ostatni raz jadłam 4 dni temu.
- Myśli pani, że ten ciąg alkoholowy i brak dostarczania pokarmu może wpływać na pani stan zdrowia i ten ból w klatce piersiowej? (na twarzy pojawia się error).
- No, w sumie może tak być.

Po dalszych czynnościach zostawiamy panią z zaleceniem zjedzenia, odstawienia alkoholu i kontaktu z lekarzem POZ.

"Zatrucie spalinami"

Samo wezwanie może by się zapowiadało na ciekawe ratownictwo, gdyby nie to, że wezwanie wpadło o 2 w nocy którejś soboty, a adres wskazywał na blok, a dokładniej 4. piętro (wiadomo, że bez windy). Oczywiście wzywa sam do siebie mężczyzna, lat 35. Już w drodze rozmawiam z kolegą, że co to za chora akcja. Może był całą noc w garażu, robił sobie furę, no ale co, wszedł na 4. piętro i dopiero nas wezwał? No nie takie cuda widziałem, że ludzie ze złamaniami wchodzili na 3. piętro i wzywali pogotowie, ale udać się samemu do szpitala, to już nie ma opcji.
No ale przecież pod tym blokiem nie ma garażów.

Podjeżdżamy pod miejsce wezwania. Wychodzę, po drugiej stronie słychać klimatyzację z chłodni w hotelu. Wchodzimy na to 4. piętro. Okna pootwierane, pan zgłasza, że kręci mu się w głowie od tego samochodu, co stoi pod blokiem i ma włączony silnik.

Wychodząc z karetki, jak i później wyglądając przez okno nie widziałem, aby którykolwiek samochód był włączony, "hałasuje" tylko ta klima z chłodni po drugiej stronie, ale to spokojnie z 75 m w linii prostej od bloku, a gdzie jeszcze 4. piętro... Poza tym jak ktoś ma trochę wiedzy, to zdaje sobie sprawę, że klima nie powoduje spalin.
No i rozmawiamy z panem. Pada kolejne zdanie klucz z naszej strony:
- A nie myślał pan o tym, aby zamknąć to okno? - pyta mój kolega.

W tym momencie pan się nam na chwilę zawiesił, chyba nie zrozumiał, że wyjście z tej sytuacji może być takie proste.
- No nie pomyślałem.

Więc badamy pana, nie stwierdzamy żadnych uchybień w stanie klinicznym, nasz czadometr (czujnik czadu) nie wykazuje żadnego pomiaru, który mógłby nas zaniepokoić.
Zamykamy okna i żegnamy pana.

"Krwotok z nosa"

Otrzymujemy wezwanie w kodzie drugim na blokowisko, więc na spokojnie udajemy się tam karetką, rozpakowujemy sprzęt i udajemy się na 3. piętro (bo wiadomo, że na parterze ludzie nie chorują).
Od progu wita nas około 50-letnia kobieta słowami:
- Prędzej bym się wykrwawiła, zanim byście przyjechali!
- No ale nie wykrwawiła się pani, a my dojechaliśmy, tak że co się działo?
- Krwawiłam z nosa! I nie mogłam zatamować, bo przyjmuję leki na rozrzedzenie krwi, ale teraz już nie jesteście potrzebni, bo sobie poradziłam. Teraz mi tylko niedobrze, tyle się tej krwi nałykałam.
- To może mi pani pokazać, jak to pani robiła?
- Jak to jak?! Jak mi pokazywali w przychodni.
- No to zademonstruje mi pani, może dowiem się czegoś nowego.

Bierze gazik, przykłada go pod nos (pod dziurki) i głowę pochyla do tyłu ("aby grawitacja spowodowała, że krew nie napłynie do nosa").
- To ja może pokażę pani, jak to zrobić lepiej.

Biorę ten gazik i pokazuję, aby ścisnąć skrzydełka nosa i tak trzymać 5-10 minut. Głowę w tym czasie pochylić do przodu, aby krew spływała do ust, a nie do gardła, dzięki temu będziemy mogli ją odpluć, a nie połykać.
- No ale gdzie mam ją odpluwać? Na podłogę?! - odpowiada wzburzona.
- Zalecałbym plucie do jakiejś miski, wtedy pani będzie widzieć, ile tej krwi z pani wyleciało i będzie prościej posprzątać. Następnie warto przyłożyć coś zimnego na kark, np. mrożone warzywa.
- A może schab? - odpowiada w taki irytujący sposób.
- Tak, może być i schab, byle zimny. Następnie, gdy już się uda zatamować, broń Boże dmuchać ten nos, bo ponownie zacznie lecieć krew.
- Dziwne te pana sposoby! Mój zadziałał, jak widać w przychodni lepiej mi pokazali niż pan.

No cóż, jak widać, nawet na tamowaniu krwawienia z nosa się nie znam. Nie widzę tutaj wskazań do podjęcia medycznych czynności ratunkowych, więc żegnam się z panią, życząc miłego dnia. Nic nie odpowiada.

Często w takich przypadkach gdzieś w przedpokoju stoi mąż, który nas przeprasza za zachowanie żony. W tym przypadku było tak samo... No nic, panu życzymy spokojnego dnia.

* * * * *
Na dziś to tyle. Zapraszam Was serdecznie na mój Instagram Mlody Ratownik IG - tam jestem o wiele bardziej aktywny niż tutaj. Po pojawieniu się artykułu oczywiście pojawi się Q&A na IG.
Życzę Wam miłego dnia!

<<< W poprzednim odcinku

2

Oglądany: 29945x | Komentarzy: 26 | Okejek: 233 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.09

22.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało