Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

"Kapitan Planeta" - proekologiczny koszmarek, który oglądało się z przyjemnością

51 444  
162   53  
Jestem absolutnie przekonany, że dziś - w okresie kiedy ekologiczne postawy promowane są na każdym kroku, kinowa ekranizacja pewnej kreskówki z lat 90. jest tylko kwestią (krótkiego) czasu. Mowa oczywiście o „Kapitanie Planecie” - zielonowłosym, latającym superherosie, który to walczy ze smogiem, toksycznymi odpadami i dziurą ozonową, a w wolnych chwilach spuszcza łomot arcyłotrom rzucającym papierki na chodnik.

Gaia – strażniczka Ziemi przemawiająca głosem, który brzmi bardzo znajomo

Przypomnijmy – postać Gai miała w tej bajce kluczowe znaczenie. Była to kobieta reprezentująca naszą planetę. To ona stworzyła pięć magicznych pierścieni odpowiadających za siłę ziemskich żywiołów*, które w połączeniu z mocą serca powoływały do życia ekologicznego superbohatera.


Przez pierwsze trzy sezony Gaia przemawiała głosem najbardziej znanej, czarnoskórej aktorki komediowej lat 80. i 90. Laureatka Oscara za drugoplanową role w „Uwierz w ducha” - Whoopi Goldberg zastąpiona potem została przez Margot Kidder, która najbardziej znana jest jako Louis Lane z serii filmów o Supermanie.

Przez serial przetoczyła się też cała masa innych znanych gwiazd kina i muzyki. W „Kapitanie Planecie” mogliśmy usłyszeć Tima Curry, Meg Ryan, Jeffa Goldbluma, a nawet… Stinga.

*Blondwłosa Linka, "obsługująca" żywioł wiatru, w pierwszych odcinkach serialu przedstawiana była jako dziewczyna ze Związku Radzieckiego, jednak kiedy w grudniu 1991 roku podpisano traktat o rozwiązaniu ZSRR, bohaterka ta przedstawiana była jako mieszkanka Rosji.

Mało brakowało a eko-kapitan pokonałby Nuklearnego Księcia

Serialowy heros walczył z całą masą zakapiorów, których nadrzędnym celem było krzywdzenie naszej zielonej planety. Jednym z takich łobuzów był pewien doktorek, który to zamienił się w mutanta strzelającego z rąk radioaktywnymi promieniami. Jako że postać ta reprezentowała zagrożenia związane z niewłaściwym wykorzystaniem energii jądrowej, złoczyńcę nazwano Duke Nukem.


W 1991 roku, czyli parę miesięcy po premierze pierwszego odcinka serialu, niewielki producent programów komputerowych, Apogee Software, wydał grę pod tytułem… „Duke Nukem”. Była to klasyczna strzelanka z elementami platformówki. To tam po raz pierwszy mieliśmy okazję poznać legendarnego dziś, blondwłosego zabijakę. Kiedy szefostwo Apogee zorientowało się, że dokładnie taką samą ksywę ma jeden z łotrów pojawiających się w kreskówce, szybko postanowili podjąć jakieś działania, aby prawnicy Turner Broadcasting System i DiC Entertainment nie posądzili ich o naruszenie praw autorskich.


W ten sposób powstał „Duke Nukum” i pod takim właśnie tytułem wydawano kolejne edycje gry. Z czasem jednak autorzy programu zorientowali się, że nazwa ta nie jest zastrzeżona i Duke odzyskał swoje wcześniejsze „nazwisko”.

Serial doczekał się swojej serii zabawek

Na fali popularności „Kapitana Planety” rynek zalały też figurki z podobiznami postaci znanych z ekranu. Ted Turner – telewizyjny potentat i właściciel Turner Broadcasting System, bardzo chciał, aby zabawki, zgodnie z ideą serialu były możliwie jak najbardziej przyjazne środowisku. I faktycznie – te pojawiły się na sklepowych półkach zapakowane w tekturkę wykonaną z recyclingowanej tekturki, a same figurki miały na sobie szaty wykonane z ekologicznych tkanin. Cóż z tego, skoro same zabawki, jak i tworzywo, którym zabudowano kartonik, wykonano z plastiku – odpadu, który przez kolejne tysiące lat zaśmiecać będzie planetę, o którą tak zaciekle walczy dzielny kapitan?


Sam serial wprowadził trend przemycania do fabuły 30-sekundowych wstawek, w których to bohaterowie uczyli swoich małoletnich widzów różnego rodzaju ekologicznych „trików”, takich jak segregacja śmieci, czy zgniatanie butelek przed wyrzuceniem ich do kosza. Moda na tego typu moralizatorskie przerywniki została później podłapana m.in. przez twórców animowanego serialu o przygodach Żółwi Ninja, które w chwilach wytchnienia od szatkowania mutantów i jedzenia pizzy, prosiły dzieciarnię o zakręcanie wody lecącej z kranu podczas szorowania mleczaków.

Kapitan Planeta spotkał kiedyś Adolfa Hitlera

Wielu animowanych i komiksowych herosów miało okazję spuścić łomot naczelnemu, nazistowskiemu zbrodniarzowi. Również i Kapitan miał tę przyjemność. W odcinku zatytułowanym „A Good Bomb Is Hard to Find” szalona naukowiec - doktor Blight, cofa się w czasie, chcąc sprzedać Hitlerowi broń nuklearną. Planetarianie ruszaj w pogoń za nią, aby nie dopuścić do zmiany losów wojny i jej koszmarnych następstw.


Przywołany do pomocy superbohater, w obecności Fuhrera (o bardzo pokaźnym wąsie) traci dużą część swej mocy – dotąd Kapitanowi szkodziły jedynie toksyczne odpady, jednak tym razem nienawiść i uprzedzenia emanujące z osoby Hitlera są silniejsze niż jakiekolwiek skażenie, z którym heros miał do czynienia… Ostatecznie udaje mu się jednak przezwyciężyć falę słabości i zabrać bombę w kosmos, gdzie dochodzi do jej detonacji.

Upadek Planety

W 1993 roku realizacją kolejnych sezonów serialu zajęła się wytwórnia Hanna-Barbera. Zmieniono styl animacji i wprowadzono sporo poważnych, „dorosłych” tonów, co nie spodobało się wielu widzom. Głównym bohaterom głos podkładali już inni aktorzy, a gwoździem do trumny była zmiana czołówki i muzyki, która jej towarzyszyła. Ulubiona piosenka, która przez lata otwierała serial, została zastąpiona przez… proekologiczny rap dość nieudolnie wykonany przez Freda Schneidera – lidera zespołu The B-52’s. Trudno się dziwić, że popularność kreskówki bardzo spadła, a szósty jej sezon był ostatnim, jaki pojawił się na antenie.


Ciekawostka – w jednym z odcinków, produkowanego przez studio Hanna-Barbera „Kapitana Planety” dzięki pojawiającym się na drugim planie postaciom, dowiadujemy się, że Planetarianie chodzą do tej samej szkoły, co Velma i Shaggy – bohaterowie serialu o przygodach Scooby’ego i jego przyjaciół.

Fikcyjny bohater pomógł założyć realną fundację

Część pieniędzy zarobionych na emisji serialu przeznaczana była na potrzeby założonej w 1991 roku Fundacji Kapitana Planety! Organizacja ta zajmowała się dostarczaniem i promowaniem materiałów edukacyjnych traktujących o ochronie środowiska. Mimo że po zdjęciu kreskówki z anteny, fundacja straciła dostęp do większości swych finansowych źródeł, to istnieje ona do dziś, a za jej sterami siedzi Laura Turner Seydel – córka słynnego potentata telewizyjnego.


Z dzisiejszego punktu widzenia serial ten był czerstwy niczym stara buła, a kwestie ochrony środowiska podawano w nieznośnie wręcz łopatologiczny sposób. Próby czasu nie wytrzymał też sam wizerunek tytułowego Kapitana, szczególnie jego powiewające z tyłu loki, tak bardzo kontrastujące z krótkim fryzem na przedzie. Nam, dzieciakom, które na początku ostatniej dekady ubiegłego wieku zaserwowano tę kreskówkę na kineskopowych ekranach, wszechobecny paździerz jakoś bardzo nie przeszkadzał, a sama już czołówka serialu wywoływała niemałe emocje.

https://www.youtube.com/watch?v=vx6P9ZWEGhs


Źródła: 1, 2, 3, 4
4

Oglądany: 51444x | Komentarzy: 53 | Okejek: 162 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.10

18.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało