Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zepsute dziecko, sąsiedzki szaber i inne anonimowe opowieści

76 139  
296   50  
Dziś przeczytacie także m.in. o zaproszeniu na obiad, powodzie rodzinnej kłótni i bardzo czarnych żartach z babcią.


#1.

Dziś stał się cud! Kasia - dziewczyna, w której od dłuższego czasu skrycie się podkochuję, będąc uwięzionym w tragicznym friendzonie, zapytała, czy mógłbym zostać jej chłopakiem. To wspaniale! - powiecie. Otóż nie.

Rodzice Kasi podejrzewają, że ich córka spotyka się z przedstawicielkami swojej płci. I całkiem słusznie – obiekt moich westchnień jest zadeklarowaną zwolenniczką kobiet, która ma pecha posiadać wybitnie „betonowych” staruszków. Aby uśpić ich podejrzenia, Kasia zapytała mnie, czy mógłbym parę razy wpaść z nią na rodzinny obiad w charakterze jej chłopaka.

#2.

Rodzina się mnie wyparła. Dlaczego?
Otóż jakiś czas temu przyjechała do nas w gości na parę dni moja babcia. Z faktu, że mamy z żoną duże mieszkanie, babcia nocowała u nas, a nie np. u mojej matki.
W drugi dzień pobytu, gdy nie było mnie w domu, babcia tak stłukła naszego psa, że ten kuleje na jedną łapę i zaczął się bać ludzi (wcześniej uwielbiał towarzystwo innych ludzi, nawet nieznajomych). Powód? Kręcił jej się pod nogami.
Jak się o tym dowiedziałem, bez chwili zastanowienia spakowałem babcię i poinformowałem, że ma się wynosić z mojego mieszkania, oraz zadzwoniłem do matki poinformować, że będzie spała u niej.

No i tutaj najlepsze.

Moja matka wzięła stronę babci, bo jak twierdzi "to tylko głupi pies", "jak ty w ogóle się zachowujesz?! Gdzie twój szacunek do babci?!", no i ogólnie jaki to ja nie jestem zły. Oczywiście poszło to dalej do reszty rodziny, jak to bez powodu wyprosiłem babcię z mieszkania. Ostatecznie cała rodzina ma mnie za tego najgorszego i nie chcą mieć ze mną nic wspólnego.

#3.

Pisanie pracy magisterskiej nie jest łatwe, gdy piętro nad twoim mieszkaniem żyją sobie fani disco polo, którzy od dnia do nocy katują cię swoją „muzyką”. Wielodzietne patusy nie chodzą do pracy, bo utrzymują się z 500+, a na moje prośby ściszenia skocznych zawodzeń pana Martyniuka reagują tekstami w stylu: „A co ty w ogóle robisz teraz w domu? O tej godzinie normalni ludzie są w pracy!”.

Mając już serdecznie dość tej sytuacji, postanowiłem odwdzięczyć się pięknym za nadobne i puściłem na cały regulator dwa kawałki Metalliki. Po chwili w moim mieszkaniu była już policja, bo „ktoś” złożył skargę na to, że zakłócam mu dzienny spokój.

#4.

Moja rodzina jest mała, składają się na nią ja (24 lata), moja mama Anna (45 lat), tata Jan (48 lat), jego brat Marek (40 lat) i babcia (mama taty, 69 lat).

Do niedawna było u nas zwyczajnie, do czasu jak stryjek Marek nie związał się z kobietą o imieniu Zosia (35 lat).

Odkąd pamiętam mieszkaliśmy w domu rodzinnym taty razem ze stryjkiem.
Marek pracował od zawsze jako hydraulik i nie najgorzej zarabiał, a że był sam, to pomagał rodzinie. Mama nigdy nie pracowała, jak i babcia, a tata jako szeregowy pracownik zarabiał mało, dlatego stryjek kupował / robił prezenty bardzo często.
To od Marka dostałam pierwszy rower, jak i pierwszy telefon, sponsorował babci wyjazdy do sanatorium, a i rachunki domowe były dzielone na pół.

Gdy stryjek poznał Zosię, bardzo się ucieszyłam, w końcu ma kogoś.
Zosia pracuje w urzędzie, jest miła, uprzejma i inteligentna, ale moja babcia razem z mamą były w stosunku do niej kąśliwe i złośliwe.
Gdy Marek pojechał do Zosi na weekend, a rodzinka wyzywała od najgorszych i jego, i ją, nie wytrzymałam. Usiadłam w fotelu niedaleko nich i włączyłam dyktafon w telefonie. Nagrałam słowa takie jak "ten idiota dał się omotać tej szmacie" czy "wydoi go ze wszystkich pieniędzy", "co my zrobimy, trzeba kupić nowe meble, bo te się już do niczego nie nadają, a Marek zwariował".

Umówiłam się z wujkiem w parku, w ustronnym miejscu pokazałam mu nagranie.
Był w szoku i nie dowierzał.

W krótkim czasie stryjek wyprowadził się do Zosi i są szczęśliwi, ja odwiedzam ich co jakiś czas, a babcia z rodzicami dalej nie wiedzą, co się stało.

Nigdy nie przyznam się nikomu, co zrobiłam, bo z jednej strony zdradziłam rodziców, ale Marek to naprawdę bardzo dobry człowiek i zasługiwał znać prawdę.
A Zosia to fajna ciotka.

#5.

Moja babcia, podobnie jak ja, zawsze lubiła czarny humor, więc przy każdej możliwej okazji prześcigaliśmy się w mrocznych żartach. Parę dni temu staruszka zadzwoniła do mnie i podczas konwersacji zakaszlała. Ja od razu uznałem, że to dobry moment na niewyszukany pocisk i skomentowałem to mówiąc: „Noooo, babcia! Coś czuję, że nie dożyjesz jutra!”.
Nie dożyła. Pogrzeb był wczoraj. To był najbardziej upiorny żart, jaki mi wykręciła.

#6.

Chyba każda dziewczyna miała przynajmniej raz w życiu taką sytuację, że TE DNI przyszły w najmniej oczekiwanym momencie. Ja zorientowałam się na przystanku autobusowym, właściwie będąc jedną nogą w autobusie do pracy. Miałam na sobie zwiewną sukienkę, ale i tak czułam, jak z nerwów zaczynam się coraz bardziej pocić. Co robić? Autobus już w drodze, z jednej strony nie chcę się spóźnić do pracy, a z drugiej czuję nadchodzące Morze Czerwone. Rozglądam się... w środku było tylko kilka osób i nikogo w okolicy kierowcy. Usiadłam więc za nim, przy oknie. Po prawej - czysto, z tyłu - czysto. To idealny moment na... zaaplikowanie tamponu. Szczęśliwa, że nikt nie będzie musiał oglądać tego wodospadu, śmiałam się sama do siebie, trzymając rękę w majtkach. Adrenalina i absurdalność tej sytuacji doprowadziły mnie do kompletnej głupawki.

I w tym momencie chciałabym pozdrowić wysokiego blondyna, który po wejściu do autobusu na kolejnym przystanku zaczerwienił się na widok rozanielonej dziewczyny z ręką pod sukienką. Uwierz mi, ja też nie mogłam uwierzyć w to, co robię.

#7.

Historia ta zdarzyła się w czasach, gdy byłem jeszcze dzieciakiem.
W ten dzień z kolegą przechodziłem obok sadu i postanowiliśmy poczęstować się jabłkami naszego nielubianego sąsiada, oczywiście bez jego zgody.
Nazrywaliśmy jabłek, ile tylko się dało i stało się... przyłapał nas właściciel. My, jak to młode wilki, w długą, ale właściciel się nie zniechęcił i niczym Usain Bolt mnie dopadł.
Zadowolony z siebie sąsiad, targając mnie pod pachą, przywlókł mnie do mojego rodzinnego domu i domagał się od mego ojca jakiejś reprymendy, a raczej jakiegoś lania paskiem po dupie.
Tata wziął mnie do pokoju obok, aby zastosować reprymendę, sąsiad czekał w kuchni. Gdy byliśmy już sam na sam, ojciec pochylił się i powiedział mi na ucho "dobra, to ja walę w stół, a ty krzycz". Jak powiedział, tak zrobił, tata walił w stół z całej siły, a ja darłem się wniebogłosy, jak to bardzo boli.
Po wymierzeniu kary wróciliśmy do sąsiada i wszyscy byli zadowoleni: sąsiad, tata, a najbardziej ja, choć rzecz jasna nie okazywałem tego, bo kto się cieszy, że dostał po dupie?
Tak oto mój tata o gołębim sercu zaskarbił sobie szacunek i u sąsiada (bo twardo z "obowiązków ojcowskich'' się wywiązał), i u mnie :)

#8.

"Zepsułam" dziecko szwagierki.

Mieszkam sama nad morzem, swoich łajz nie mam i nie planuję, pracuję w domu, to braciszek zapytał, czy może podrzucić mi sześcioletniego syna na dwa tygodnie, kiedy on pojedzie gdzieś z kolegami (jest to właściwie jedyna taka jego szansa w tym roku, bo się akuratnie cała jego paczka ze studiów zebrała w jednym mieście i chcą pobalować), a szwagierka odwiedzi rodziców za granicą.

Z racji tego, że on już nie raz robił mi przysługi typu przygarnianie moich zwierząt na kilka dni, stawanie po mojej stronie w kłótniach z rodzicami/rodzeństwem albo podwożenie mnie gdzieś, jeśli tego potrzebowałam, to stwierdziłam, że jakoś przecierpię te czternaście dni z bojącym się lekkiego podmuchu wiatru dzieckiem.

Szwagierka już u drzwi wręczyła mi listę tego, co dziecko lubi, a czego nie lubi jeść (nie jest na nic uczulony, po prostu nie lubi), jakie bajki mam mu puszczać o danej godzinie, że spać chodzi kiedy mu się przeczyta siedem bajek (w dokładnej kolejności) itp.

Cóż, zachwycona nie byłam, bo wyglądało to bardziej jak harmonogram w więzieniu niż lista podstawowych obowiązków do dziecka (miałam dwójkę dużo młodszego rodzeństwa, więc kurczę wiem, jak się łajzą zająć). Młody też zachwycony nie był, bo matki nie chciał wypuścić. Ale koniec końców szwagierka wyszła i zostałam z młodym sama.

Z racji tego, że była to godzina zdecydowanie za wczesna na obiad, zaproponowałam, że weźmiemy kota na szelki (jest bardziej jak pies, uwierzcie), jakieś wiaderka, łopatki i pójdziemy na dziką plażę kawałek dalej. On nie idzie, bo nigdy nie był i się boi i woli, abym mu bajkę puściła, bo mama by mu puściła. Cóż, ja nie jestem jego mamą. Powiedziałam, że bajkę może obejrzeć wieczorem i po obiedzie, a jak na razie jest za dużo rzeczy do robienia na dworze, aby siedział w domu. Ale on się boi robaków i jeszcze mu piasek wpadnie do butów. Nie dając się złamać powiedziałam, że po prostu nie założymy butów i nie ma się czym przejmować.
Poszliśmy w końcu na tę plażę, bardzo fajnie się bawiliśmy, ubrudzeni wróciliśmy i wymęczeni.

Dla próby i z ciekawości podsunęłam mu w obiedzie trochę jedzenia, którego "nie lubił" - wsuwał, aż mu się uszy trzęsły (okazuje się, że jak dziecko jest zmęczone zabawą, to zje prawie wszystko). Bajki po obiedzie nie obejrzał, bo zasnął, a kiedy wstał wysłałam go na dwór i bawił się SAM w ogrodzie. Bajki na wieczór też mu czytać nie musiałam, bo padł jak mucha.

I tak minęły dwa tygodnie. Bratanek opalił się pięknie od słońca, nabrał rumieńców, bo wcześniej był blady jak trup, nie chce siedzieć w domu, woli na dworze, je wszystko, co mu się da, nie prosi nawet o słodycze.

Brat jest zachwycony, bratowa załamana, bo "to nie jest jej dziecko". On się zachowuje inaczej, dziwnie i że to moja wina, że więcej ona syna do mnie nie puści itd.

<<< W poprzednim odcinku m.in. zawsze gruba dziewczyna i kłopotliwy kolega

9

Oglądany: 76139x | Komentarzy: 50 | Okejek: 296 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

17.10

16.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało