Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Nie masz prawa, cieciu! – o byciu ochroniarzem w centrum handlowym słów kilka II

61 177  
259   45  
Witajcie! Od publikacji pierwszej części minęło trochę czasu, więc napadła mnie inspiracja do napisania kolejnej (obiecanej w komentarzach) odsłony o perypetiach w tej jakże "ciekawej" pracy. W poprzednim odcinku pisałem o rodzajach ludzi odwiedzających Centrum Handlowe, moim dość subiektywnym, aczkolwiek opartym na standardach pracy stosunku do nich, a także o ogólnym działaniu różnych firm ochroniarskich na pasażu.

Dziś postaram się pokazać to, czego nie chciałem robić w pierwszej części – zwykły dzień „od kuchni”, ciekawe anegdoty oraz to, co dzieje się w momencie wypracowania sobie kwalifikacji na pracownika ochrony fizycznej.

Zasadniczo każdy z nas powinien pojawić się w pracy min. 10 minut przed rozpoczęciem pełnienia obowiązków, bo - jak wiadomo - firma nakłada na nas pewne standardy:
- wylegitymowanie się – sprawa jest prosta; pobranie odpowiedniego sprzętu (słuchawki, radiostacja, klucze do schodów ruchomych, klatek ewakuacyjnych i drzwi), podpisanie się na liście oraz rozdysponowanie obowiązków i/lub wysłuchanie zadań na konkretny dzień. Tu trochę odejdę od tematu, gdyż jest to uzależnione od okresu w roku. Są całe miesiące, w których nie dzieje się nic szczególnego, lecz bywają tygodnie, w których są nieprzerwane wzmocnienia i ciągłe zmiany. Może to być np. wizytacja właścicieli galerii, akcja specjalna lub konkretne święto. Niezaprzeczalnie takim gorącym okresem jest miesiąc przed Bożym Narodzeniem, dokładnie okres od Czarnego Piątku do 27.12, czyli do dnia otwarcia po świętach. Ruch klientów w galerii jest stale bardzo duży, więc trudniej jest wyłapać z tłumu „rezydentów” (kto czytał pierwszą część, ten wie o kim mówię), a także zarejestrować można wzmożoną aktywność złodziei, przez co gonitwy na pasażu są niemalże na porządku dziennym.
- przebieranie – tu sprawa również jest jasna, lecz uzależniona od wymagań firmy ochroniarskiej i dyrekcji. Może to być zwykła koszula z krawatem oraz spodnie, nierzadko jednak jest to cały garnitur, jak u funkcjonariusza BOR. Nie twierdzę, że aż tak reprezentatywna forma jest zła, ale pozostawia wiele do życzenia i często utrudnia działanie w momentach kryzysowych (np. pożar lokalu, ewakuacja lub bójka). Im bardziej strój jest złożony, tym więcej czasu poświęca się na jego włożenie, a co za tym idzie, trzeba wcześniej pojawić się w pracy…

Z pełnym ekwipunkiem i w pięknym wdzianku można ruszać na pasaż. W przypadku tej pracy bardzo rzadko jest coś takiego jak system zmianowy, więc jeśli ktoś dostaje konkretny posterunek lub plan objęcia posterunków, to trzyma się ich do samego końca. Przykładowo – mam dziś zmianę od 9:00 do 22:00, więc patroluję I piętro, a kolega ma 8:30 do 21:00, więc on patroluje parter itd. Nieustanne sprawdzanie klatek ewakuacyjnych mija się z kontrolowaniem mijających nas ludzi, a także z obserwacją i wyczekiwaniem na coś odstającego od normy.

Tak rozpoczyna się życie od przerwy do przerwy, odliczanie czasu, rozmowa z pracownikami lokali/stoisk na wiele różnych tematów oraz... właśnie, nie zapominajmy, że jesteśmy w pracy! Jak długo bylibyśmy w czasie spoczynku, tak non stop musimy być gotowi na jakieś "akcje". Często nowi i niedoświadczeni na tym stanowisku pracownicy sami na siłę szukają zaczepki, bardzo często z nudów, byle była jakaś atrakcja. Mówię na nich „Strażnicy Teksasu”, bo czują się jak służba mundurowa, a gdy przychodzi co do czego, to albo wprowadzają dezorganizację, albo nie można na nich liczyć. To głównie młodzi pracownicy (sam mam 23 lata, ale nie uważam się za Chucka Norrisa), którzy przyszli w poszukiwaniu łatwego zarobku i wrażeń. Jestem szczerym człowiekiem i niejednokrotnie nawciskałem takiemu co o nim myślę, przy okazji zapraszając na treningi BJJ, na które chodzę. Żaden nie przyszedł.

Lista rzeczy, które musimy i możemy jest dużo krótsza niż ta, która mówi czego kategorycznie nie możemy. Kolegów w pracy miałem wielu, ale tak naprawdę żaden z ręką na sercu nie powie, że nie przekroczył swoich uprawnień. Prosty przykład – posiadanie gazu pieprzowego w czasie pracy jest nielegalne (oczywiście jeśli mówimy o pracowniku bez kwalifikacji; jak zdobyć kwalifikacje opowiem później), użycie siły jako pierwszy (wszczęcie bójki) czy prowokacje słowne. Widok 70-kilogramowego szczypiora w garniturze próbującego przewrócić i obezwładnić dwóch pijanych, grubych i awanturujących się Ukraińców może wielu przypominać sceny rodem z Benny Hill Show, ale takie są realia – nie masz papierów, nic nie możesz przy sobie posiadać. Słowem – licz na siebie. W takim przypadku przydaje się opanowanie, którego nie mają wyżej wymienieni Strażnicy Teksasu, chodzący jak nakoksowany zawodnik MMA, a wyglądający jak dętka od szosówki.

Przyjmijmy, że do 12:00 nie działo się nic szczególnego. Oprócz kilku pijanych, których trzeba wyprosić na zewnątrz, gdyż przyszli tylko na żebranie, nie miałem więcej zajęć. Wtedy zaczyna się przerwa, najświętsza rzecz w czasie obchodu. MOŻNA W KOŃCU USIĄŚĆ. Dosłownie, jest to jedyny „legalny” moment, w którym przestajesz słuchać kogokolwiek i robisz to, co ci się podoba. Jest jednak kilka „ale”. Przede wszystkim, jeśli chcesz zrobić w ciągu tych kilkunastu minut zakupy, to musisz się przebrać, co w przypadku garnituru to strata prawie połowy przerwy. Przypadkowo przechodząca dyrekcja mogłaby być niezadowolona z widoku ich pracownika zajmującego się czymś innym niż pracą. Nikt z zarządu budynku nie wie kiedy mamy przerwy, więc aby to rozróżnić, mamy nakaz przebierania się w strój cywilny. Można rzec "dura lex sed lex", ale nie ma co liczyć, że może być inaczej. Są oczywiście galerie, w których dyrekcja to też ludzie, lecz niestety jest takich zdecydowanie mniej. Przerwy są różnej długości, standardowo nie więcej niż 30 minut, w sam raz, żeby coś zjeść. Po chwili „relaksu” czas wracać do smutnych obowiązków…

Między godziną 17 a 20 dzieje się najwięcej, bo jest wtedy najbardziej intensywny ruch w galerii. Najwięcej pytań typu „gdzie jest toaleta”, „do której jest dziś otwarte”, „w którą niedzielę będzie nieczynne” itp. Wtedy jest też największe prawdopodobieństwo natrafienia na rezydenta, któremu „bardzo zimno, on wszedł tylko przejść przez galerię i już wychodzi”. Fakt jest taki, że jeśli ochroniarz jest za bardzo pobłażliwy, to później trzeba takiego rezydenta wyciągać nieprzytomnego od zapicia z toalet, bo zrobiło mu się tak dobrze i tak ciepło, że postanowił zostać. Takich ludzi nie wpuszczamy i nie pytajcie, czy to jest zgodne z sumieniem czy nie. Lepiej zapobiegać, niż mieć później problem z obrzyganym i śmierdzącym bezdomnym w toalecie. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo bywa też tak, że zwykli klienci sami szukają zaczepki słownej. Czasem nie tylko słownej... Tydzień temu pewien w bluzie SB Mafija podszedł do mnie i chuchnął mi oparami z e-papierosa prosto w twarz. Moja reakcja? Uśmiechnąłem się, co zresetowało mu mózg, jednak po chwili popchnął mnie i krzyknął „posuniesz się, cieciu, czy nie?”. Co dalej się działo w mojej głowie, to nie muszę wam chyba tłumaczyć, jednak musiałem zabrać dzieciaka na klatkę ewakuacyjną, czyli tam, gdzie nie ma kamer, aby uniknąć niepożądanych oskarżeń o przemoc lub pobicie (do którego ostatecznie nie doszło tylko dlatego, że na 100 % miał on mniej niż 18 lat, a wychowywanie takiego smarkacza wolę zostawić jego rodzicom lub innym instytucjom). Dzieciak wylądował poza terenem galerii, ja miałem czyste sumienie, wszystko było tak, jak być powinno. Staram się unikać problemów, ale jeśli ktoś ich sam szuka, to muszę udowodnić, że plucie na ten śmieszny mundurek jest niedopuszczalne.

Gdy większość lokali się zamyka, my nie kończymy swojej pracy. Pozostaje zamknięcie dróg ewakuacyjnych, kontrola toalet, sprawdzenie wejść i znalezienie ewentualnych zagubionych klientów. Nasze obowiązki w nocy przejmują pracownicy nocni (kontrolujący remonty i nocne dostawy do sklepów) oraz dowódca zmiany z tzw. „strażakiem”, czyli osobą odpowiedzialną za monitoring i czujki przeciwpożarowe na terenie galerii. Obydwaj (obowiązkowo dowódca) powinni posiadać wpis do listy kwalifikowanych pracowników ochrony fizycznej. Uzyskanie takiego wpisu wiąże się z przejściem obowiązkowego szkolenia (oczywiście płatnego, często niemałe pieniądze), badaniami lekarskimi (również płatnymi) oraz wywiadem środowiskowym prowadzonym przez policję. To właśnie dowódca (lub osoba z kwalifikacją) jest osobą, która na terenie pasażu może legalnie użyć siły, paralizatora, gazu, kajdanek, pałki itp. Jak nietrudno się domyślić, osoby z kwalifikacją szukają czegoś bardziej ambitnego niż kilkunastogodzinny spacer po pasażu, dlatego dowódca jest alfą i omegą w całej pracy, niczym hetman w szachach. Nic nie dzieje się bez jego wiedzy, nikt nie podejmuje działań bez jego zgody, więc warto mieć w dowódcy bardzo dobrego kompana.

Dlaczego w tytule napisałem „Nie masz prawa, cieciu!”? Właśnie żeby zwrócić uwagę na fakt niemocy ochrony w galerii handlowej, bo z jednej strony jest kilku sprawnych fizycznie i zdrowych umysłowo ludzi, którzy wiedzą „z czym to się je”, z drugiej jednak przychodzą tylko po to, aby przespacerować się z dala od domu, znaleźć kilka nowych znajomości lub wyżyć się na bezdomnych w klatkach ewakuacyjnych. Wszystko da się ze sobą pogodzić, najważniejsze jednak, aby podejść do tego zdroworozsądkowo i nie dawać się ponosić swoim emocjom oraz chować dumę w kieszeń. Prywatnie, poza pracą, można wszystko, ale w „mundurze” trzeba wykazywać się stoickim spokojem, kulturą osobistą i opanowaniem. Gdyby też sami klienci tacy byli…

Jeśli jesteście zainteresowani kolejnymi seriami lub po prostu macie jakieś pytania, to komentarze są mile widziane.

Oglądany: 61177x | Komentarzy: 45 | Okejek: 259 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało