JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pieluszkowe Zapalenie Mózgu - czyli choroba szalonych matek ATAKUJE!

195 631  
377   85  
Czym jest ta tajemnicza choroba wylewająca się ropniami na przestrzeń wspólną internetu? Czym grozi?


Pieluszkowe zapalenie mózgu nie jest dobrze znaną jednostką chorobową, przez co jest bardzo rzadko diagnozowane i jeszcze rzadziej leczone. Dotyka niewielki procent młodych matek i osób oczekujących na dziecko, jednak daje się mocno we znaki wielu osobom. Zacznijmy od objawów choroby, bo najważniejsze jest, by wiedzieć kiedy mamy do czynienia z osobą chorą na PZM (Pieluszkowe Zapalenie Mózgu) – może jeszcze uda się ją uratować, albo chociaż ochronić przed nią kawałek świata.


 

Objawy PZM

Przyszła matka, bądź młoda matka przejawia jedno, lub wiele z następujących zachowań:

– niemal codziennie, lub przy ostrym przebiegu choroby, codziennie publikuje na portalach społecznościowych zdjęcia swojego dziecka
– agresywnie korzysta z forów internetowych dotyczących wychowania dzieci
– zaczęła prowadzić bloga parentingowego (zajebiste słowo swoją drogą)
– daje dziecku na imię Dżesika, Anżela, Brajanusz, albo inne równie piękne i jakże popularne
– wymienia się informacjami na temat dzieci z innymi zarażonymi
– jej funkcje życiowe ograniczają się wyłącznie do kwestii związanych ze swoim dzieckiem
– wiele słów znika z jej zasobu słownictwa, a na ich miejsce pojawiają się ich kolejne, bardziej infantylne wersje

Stoimy więc w obliczu kogoś, kto żyje i oddycha jedynie po to, żeby zajmować się swoim „ślićnim malunim bobaniem” – co z założenia matki (a jakże) natury wcale nie jest takie do końca złe, ani tym bardziej niesłuszne. Natura nie przewidziała jednak, że będziemy kiedyś mieli internet! Jej mać.


 

Dzień z życia chorej

Gdybyśmy chcieli prześledzić cykl dobowy osoby zarażonej, to musielibyśmy zacząć od miejsca, w którym ten dzień zaczyna, czyli w momencie, w którym wstaje. Okazuje się jednak, że osoby z PZM w ogóle nie śpią, one co najwyżej czuwają nad „śłodziunim śniem dzidziunia”. Załóżmy jednak, że ten dzień zaczyna się około godziny 10:00 rano, kiedy szczęśliwy samiec siedzi już zrelaksowany w pracy i pije spokojnie normalną, czarną jak czarna jest dupa, w której się znajduje, mocną skurwysyńską kawę, a nie „kawunię-niunię dla tatusia, a dla śłodźkiego dziubaśka mlećko-ećko”. Mleczko-eczko jego mać.
Osoba z PZM zaczyna swój rytuał. Mycie, ubieranie, śniadanie… oczywiście że dziecka(!) sama zje później, a chodzenie w piżamie do wieczora jeszcze nikogo nie zabiło. Nie ma też czasu na przebieranki, bo przecież „dzidzia-idzia” i tak zachlapie ją jednodniowym sokiem z marchewki, ku uciesze chorej na PZM, bo chore to uwielbiają.

Najwyższa pora włączyć laptopa i opublikować wpis: „Dzisiejsza noc była spokojna, mój Mężczyzna budził mnie jedynie 87 razy, jestem taka szczęśliwa. Dziś środa, więc ubraliśmy śliczne spodenki z symbolem gruszki z kolekcji Mercedes Kids za 199 zł za nogawkę. Są bardzo dobrej jakości i myślę, że mój wielki (ma przecież 27,5 tygodnia, jak doskonale wiecie) Mężczyzna pochodzi w nich naprawdę długo – zdecydowanie polecam. Kupiliśmy też buteleczkę firmy…” bla bla bla bla.


Osoby z PZM w niejasny dla nauki sposób zakrzywiają czasoprzestrzeń, bo z jednej strony mają czas na ekstensywne wysiadywanie na forach i blogach, a z drugiej strony nie są w stanie nic zrobić, bo na nic nie mają czasu, bo przecież dziecko. Być może praca badawcza nad studium przypadku pozwoli wydłużyć w przyszłości dobę do 36 h.

Po wpisie blogowym przychodzi czas na zabranie dziecka na spacer i sesję zdjęciową. W ten sposób powstają 74 zdjęcia wózka, koca, betu i pompona, pod którymi prawdopodobnie kryje się dziecko. Przebranie zdjęć i wybranie najlepszych, szczególnie tych, na których nie widać dziecka, ale widać napis „MacLaren” na wózku, to kolejne 30 minut ciężkiej pracy.

W tym miejscu po selekcji i odrzuceniu najgorszych zdjęć, osoba zarażona PZM wrzuca pozostałe 73 zdjęcia na portale społecznościowe z dopiskiem utworzonym według bardzo konkretnej formuły:

1. PeZeteMka wybiera rzeczownik, np.: spacer
2. Tworzy przymiotnik odrzeczownikowy , np.: spacerowy
3. Zdrabnia jeśli umie, np.: spacerkowy.
4. Przekształca w przysłówek (najczęściej z końcówką -o), np.: spacerkowo

Tak więc przy zdjęciach osób zarażonych PZM zobaczycie tę bardzo typową formę: spacerkowo, poraneczkowo, jesieniuniowo. Rzadziej z końcówką -e, jak np.: rodzinnie, bo przecież po zdrobnieniu lepiej będzie pasować -o, rodzinkowo.

W trakcie dnia występuje też potrzeba przekazywania kluczowych informacji na temat działań pana i władcy, czyli dziecięcia. Objawia się to telefonem do mamy, siostry, babci, cioci, przyjaciółki, i/lub rozmowy z samcem, który wrócił z pracy. Rozmowa wygląda mniej więcej tak.:

Cześć? Zmęczony jesteś, słuchaj jaką dzisiaj kupę, kupcię, ciuciupcię zrobił dzisiaj nasz Bożyjanusz, ale była cudna mówię Ci, a potem mu się ulało ha ha ha na tą moją bluzeczkę, pamiętasz, co miałam na sobie jak jechaliśmy na trzecie usg, ale u tego drugiego lekarza, usiądź sobie, pokażę Ci zdjęcia…

Codzienna dawka rozmów o kupie jest nieodzowna. Najchętniej przy jedzeniu, bo to się przecież w sposób naturalny z defekacją kojarzy.

Wieczorem wypada rzecz jasna położyć się spać, i wyglądać to może tak:

Wiesz Jędrzej, mały dzisiaj marudził a ja bym chciała, żeby on się wyspał, bo ja mam dużo pracy jutro z blogiem i ja wiem, że po to mu zrobiliśmy to całe piętro i kupiliśmy bejbitel, żebyśmy mieli też trochę prywatności, ale sam rozumiesz jaka jest sytuacja, no ja będę spała z nim u nas w łóżku, a Ty na kanapie może, czy coś.


Czasem wypada jeszcze poradzić się innych mamuś na forum internetowym. Wpis może wyglądać mniej więcej tak:

Mój kochany synek (Janeczek, 118 tygodni, 11725 g, brązowe oczy, wodnik, frakcja orków, władca bąków), zrobił dzisiaj trzy kupy zamiast dwóch, czy to normalne? Czy powinnam iść do lekarza? Znacie jakieś ludowe sposoby na to, żebym nie musiała iść do przychodni? Boję się, że mi go tam zauroczą, bo tam pracuje tak wredna baba.


 

Internet i PZM

Niestety ogromne ilości ropnych krost PZM wylewa się do internetu i zalewani jesteśmy tam historiami o kupach, zdjęciami dzieci, „mądrymi” cytatami dotyczącymi „wspaniałych i niezniszczalnych matek” itd. itp… dobro dziecka nie ma dla chorej żadnego znaczenia. W końcu każdy z nas chciałby się dowiedzieć pod koniec podstawówki od swoich kolegów, że nasza mama wrzucała kilka lat temu do internetu nasze zdjęcia prawie na golasa jak utytłaliśmy się Nutellą, a że obok stoi pies wypięty tyłkiem to wygląda jakbyśmy… i dzieciom w szkole się nie wytłumaczy, że to czekolada, a Fafik wcale się nie łamał.


Matki niedotknięte PZM dbają o prywatność swoich dzieci i jeśli zdjęcia udostępniają w social mediach, to jedynie najbliższym i zainteresowanym, czyli matkom, ciotkom babkom itd. tak by reszta chorych zwyroli nie miała dostępu do tych zdjęć.

Życie i PZM

Temat jest długi i szeroki, ale nie dotyczy wszystkich kobiet. Mimo wszystko musicie przyznać, że co najmniej jedną taką wśród swoich znajomych mieliście. Zaostrzona choroba objawia się tym, że matka z PZM jest w stanie rozmawiać wyłącznie na temat swojego dziecka i to nie do momentu, w którym to pójdzie do szkoły, nie do osiemnastki, nie do matury, nie do wyprowadzki i śluby, tylko do końca życia. „Mój mąż ma 60 lat, a codziennie musi rozmawiać ze swoją mamą!” Czy to oznacza, że jest maminsynem? Pewnie tak, ale przede wszystkim oznacza to, że jego mama jeszcze nie wyszła z PZM.

Nauka i PZM

Śmieszki śmieszkami, a piszę o tym, bo sporo osób ubolewa nad tym, że ich znajome są pozarażane PZM i uprzykrzają im życie, choćby agresywnym wymuszaniem lajków na fejsie, czy tym, że zakładają mafie lajkowe pod zdjęciami konkursowymi ich dzieci.


A nauka nie śmieszkuje, nauka rozumie. PZM to oczywiście wyimaginowana choroba obserwowana w internecie, ale podstawą takiego zachowania jest bardzo konkretne zachowanie naszej ludzkiej anatomii. To co teraz powiem, będzie dla wielu powodem do buntu, nazwania mnie pieskiem Kurwina itd. dlatego uwaga:

Kobiecie w trakcie ciąży zmniejsza się mózg!

W kobiecych mózgach zachodzą pewne zmiany, które ukierunkowują ich uwagę na dziecko, bo w ten sposób dadzą im lepszą ochronę i naturalnie zwiększają szanse na przeżycie. W tym okresie mózg dosłownie się zmniejsza – ograniczona zostaje ilość substancji szarej. Jednym z podstawowych objawów „ciążowego mózgu” jest choćby problem z pamięcią i to obserwuje się bardzo często. Naukowcy uważają, że jest to efektem specjalizacji mózgu, zawęża on zakres działania i nastawia się na maksymalną uwagę i skupienie na dziecku. Sama redukcja rozmiaru nie jest niczym, co miałoby wpływać na ograniczenie inteligencji czy zdolności poznawczych, jednak w tym wypadku pewne ograniczenia występują. Dlatego nauka mówi jasno: młode matki w okresie do dwóch lat od połogu zachowują się w sposób niezwyczajny, ponieważ w ich mózgach zachodzą zmiany, na które nie mają wpływu.

Raczej marne pocieszenie, a niestety niezłe usprawiedliwienie pewnych zachowań. Starajmy się jednak zwracać młodym mamom uwagę na ich niebezpieczne zachowania, jak rozrzucanie zdjęć swoich dzieci po internecie, ignorowanie swoich bliskich, czy rozmowy o kupie przy każdej okazji.

Cały błąd polega na tym, że hormony i zmiany w mózgu naturalnie zacieśniają zakres zainteresowań młodej matki do jak najmniejszego obszaru, czyli dziecka i jego bezpośredniego otoczenia - co służy zwiększeniu bezpieczeństwa, ale dzisiejsza technologia sprawia, że młoda mama w kieszeni ma dostęp do całego świata i swoje skupienie przekazuje dalej, nie rozumiejąc zagrożeń, czy poziomu absurdu jaki sobą często reprezentuje, jeśli zapadła na ciężkie PZM.


Źródło: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 195631x | Komentarzy: 85 | Okejek: 377 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało