JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

"Cannibal Holocaust" - jeden z najbardziej kontrowersyjnych filmów w historii kina

85 697  
186   49  
Na niektóre filmy mówi się „kultowe”, co wcale nie oznacza, że muszą być to dzieła wybitnie dobre. Czasem wystarczy, aby taka produkcja miała wokół siebie odpowiednią otoczkę. Najlepiej skandalu. Jeśli zaś chodzi o tę półkę kultowego kina, to pierwsze miejsce na podium należy do „Cannibal Holocaust” - wyjątkowo drastycznego tworu, który do dziś budzi spore kontrowersje. Uwaga - artykuł nie dla wrażliwców!


Włoskie kino kanibalistyczne

Na przełomie lat 70. i 80. Włosi oszaleli na punkcie lasów tropikalnych i mieszkających w nich kanibalistycznych plemion. W tym czasie powstała niezliczona ilość lepszych i gorszych produkcji, których akcja ma miejsce w gęstwinie amazońskiej dżungli, a fabuła jest jedynie pretekstem do pokazania wypruwanych flaków, wymyślnych tortur, gwałtów i oczywiście – nagich dzikusów zjadających swoje całkiem żywe ofiary.



Jednym z reżyserów płynących z tym nurtem był Ruggero Deodato, który chciał zrobić coś więcej niż kolejny horror z umazanymi krwią cyckami i hordą Indian pałaszujących ciepłe (a niekiedy ruszające się) mięsiwo.

Znalezione nagranie


Pamiętacie kampanię promocyjną „Blair Witch Project” - słynnego filmu, kręconego amatorską kamerą? Twórcy usiłowali przekonać potencjalnych widzów, że to, co zobaczą na ekranie jest autentycznym nagraniem osób, które w tajemniczych okolicznościach zginęły podczas realizacji dokumentu.


Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku „Cannibal Holocaust”, który to nakręcony został dwie dekady wcześniej. Ruggero Deodato pragnął, aby osoby biorące udział w seansie miały wrażenie, że to, co widzą na ekranie jest prawdziwe. Udało się to osiągnąć dzięki rozedrganej kamerze, która nie zawsze łapała ostrość, emocjonalnym komentarzom członków ekipy filmowej oraz realistycznym scenom okrutnego bestialstwa w stosunku do ludzi, jak i zwierząt.
Efekt był tak dobry, że wkrótce twórcy tego filmu mieli bardzo poważne kłopoty, ale o tym za chwilę.

Porno-wąsy z parciem na szkło


Jednym z bohaterów „Cannibal Holocaust” jest profesor Harold Monroe – naukowiec, który wyrusza do puszczy, aby znaleźć tam materiał filmowy pozostawiony po zaginionej ekipie telewizyjnej. W rolę badacza wcielił się Robert Kerman – dość znany włoski gwiazdor porno.


Aktor, przyjmując rolę w filmie Deodato, chciał rozpocząć przygodę z mainstreamowym kinem. Później bardzo żałował swojej decyzji, bo jak sam twierdził – występ w tej produkcji sprawił, że nikt nie chciał go później zatrudniać w innych dziełach niż pornole i kanibalistyczne horrory.

Kolumbijskie piekło

Deodato wraz ze swoim przyjacielem Francesco Palaggim, który miał być producentem filmu, udał się do Kolumbii, aby znaleźć odpowiednie lokacje. Na lotnisku w Bogocie reżyser spotkał gościa, który zajmował się tworzeniem telewizyjnych materiałów dokumentalnych. Polecił on położone w Amazonii miasteczko Leticia, do którego można było dostać się jedynie samolotem.


Zdjęcia realizowane były w dżungli, gdzie trzeba było dopłynąć łodziami. Warunki były fatalne – nieznośne upały i obfite opady deszczu przedłużały pracę nad filmem. Na planie panowała paskudna atmosfera, codziennie wybuchały kłótnie. Głównie o kasę. Reżyser nie wywiązywał się z wypłacania aktorom umówionego wcześniej wynagrodzenia. Najbardziej ucierpieli lokalni Indianie, którzy za swoją pracę nie zobaczyli złamanego grosza.

Scena gwałtu, w której nikt nie chciał wystąpić

Reżyser wymyślił sobie, aby pokazać scenę kary wymierzonej przez współplemieńców na cudzołożnicy. Był to ceremonialny gwałt z wykorzystaniem wielkiego, ociosanego kołka. Po tym „zabiegu” ofiara miała zginąć w wyniku kilku silnych ciosów wspomnianym narzędziem tortur. Problem w tym, że żadna z przedstawicielek lokalnych plemion nie chciała się zgodzić na udział w takim nagraniu, więc Deodato musiał szukać alternatywnego rozwiązania.
Filmowiec nakłonił do współpracy Lucię Costantini – garderobianą obecną na planie. Dziewczyna rozebrana została do naga i pokryta błotem, aby nikt nie zorientował się, że kobieta jest biała.


Prawdziwa kobieta została nabita na pal?

W jednej ze scen filmu bohaterowie natrafiają na nabite na pal nagie zwłoki przedstawicielki jednego z plemion amazońskich. Obraz ten wyglądał tak bardzo realistycznie, że wiele osób (w tym także i dziennikarze recenzujący „Cannibal Holocaust”) twierdziło, że faktycznie na potrzeby filmu jego twórcy uśmiercili jakąś Indiankę i nanizali ją na naostrzoną żerdź.


Wokół produkcji zaczęło robić się sporo zamieszania. Tym bardziej że trójka bohaterów uśmierconych na ekranie zniknęła z życia publicznego przed premierą filmu. Pojawiały się głosy, że naprawdę zostali oni zjedzeni przed kamerą, a sam film należałoby traktować jako nagranie snuff, czyli amatorską rejestrację prawdziwej kaźni.

Reżyser przed sądem


Deodato już 10 dni po premierze swojego dzieła został aresztowany i trafił przed sąd z oskarżeniem morderstwa. Zarzuty były bardzo poważne i reżyser musiał odeprzeć ataki. Musiał przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, gdzie się podziali aktorzy grający głównych bohaterów.
Okazało się, że przed rozpoczęciem zdjęć każdy z artystów podpisał umowę, na mocy której na rok zrezygnuje z występowania w filmach, reklamach telewizyjnych i innych mediach. W ten sposób twórca mógł promować swoje dzieło, wkręcając wszystkich, że „Cannibal Holocaust” to po części dokument, przedstawiający prawdziwe losy wyprawy ekipy telewizyjnej do lasu pełnego kanibali.


Wszyscy czterej artyści zostali poproszeni o „wyjście z cienia”. Zobaczenie ich żywych nieco uspokoiło sąd.
Pozostała jeszcze sprawa kobiety nabitej na pal. I tu Deodato miał coś na swoją obronę. Przedstawił zakulisowe materiały dokumentujące proces kręcenia kontrowersyjnej sceny. Okazało się, że dziewczyna siedziała na rowerowym siodełku, które przyczepiono do pala. Miała też odgiętą do tyłu głowę, a w zębach trzymała zaostrzony kawałek drewna.


Po przedstawieniu tych dowodów zarzuty morderstwa zostały oddalone.

A jednak w filmie widzimy prawdziwą śmierć


Mimo że nikt już nie twierdził, że reżyser na potrzeby „Cannibal Holocaust” zdecydował się poświęcić życie swoich aktorów, pozostała jeszcze kwestia bestialskiego zabijania zwierząt. A tego typu scen było w filmie dość dużo. Tu już Deodato nie miał nic na swoją obronę.


Zabito m.in. żółwia. Po nagraniu tej sceny Robert Kerman uciekł z planu i nie chciał wrócić. Uśmiercono też kilka węży, świnię, tarantulę, ostronosa oraz małpę. W przypadku tego ostatniego zwierzęcia reżyser pragnął wykorzystać kukłę, ale na prośbę Indian zdecydował się jednak zarejestrować prawdziwą scenę zabijania tego zwierzęcia. Mieszkańcy Amazonii nie widzieli w tym żadnego problemu, bo – jak się okazało – mózgi tego gatunku małp należą do największych lokalnych frykasów.


To właśnie głównie z powodu bestialstwa wobec zwierząt „Cannibal Holocaust” nie trafił do dystrybucji aż w 50 krajach świata. Ponadto twórcy filmu (z Deodato na czele) skazani zostali na cztery miesiące więzienia w zawieszeniu za epatowanie okrucieństwem i wulgarnością.
Reżyser po latach wyznał, że żałuje zabijania zwierzaków i w ogóle to chciałby, aby ten film nigdy nie powstał.
Od siebie dodam, że jedną z najlepszych stron tej produkcji jest… znakomita ścieżka dźwiękowa, a motyw przewodni „Cannibal Holocaust” zostaje w głowie na długo. Autorem muzyki do filmu jest Riz Ortolani, który zasłynął potem jako ulubiony kompozytor Quentina Tarantino.


Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 85697x | Komentarzy: 49 | Okejek: 186 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało