JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

O daltonizmie okiem daltonisty słów kilka

62 658  
323   73  
Szybki_kazio pisze: Jako osoba mocno zainteresowana tematem zauważyłem, że na Joe często ostatnio pojawiają się tematy związane z daltonizmem. Ale w tym wszystkim mam wrażenie, że to jak gadanie księdza o zakładaniu rodziny. Brakuje relacji daltonisty z prawdziwego zdarzenia. I oto jestem.


Z tym „częstym” pojawianiem się tematu to nie do końca jednak często. Ale z pewnych powodów zapamiętuję każdą o tym wzmiankę, stąd ich nagromadzenie w ostatnim czasie. Całkiem niedawno był film, wcześniej artykuł. A i jeszcze wcześniej kilka pozycji, ale już starsze: tutaj i tutaj.

Ale od początku

Daltonistą jestem od urodzenia. Narodziny to najczęstszy powód występowania daltonizmu. Do niedawna myślałem, że jedyny. Ale Wikipedia twierdzi, że są także inne powody, dla których można się nabawić daltonizmu za życia, jak ekspozycja na promienie UV, cukrzyca czy leki na gruźlicę (Etambutol) [link].

Tak czy inaczej jestem wśród 8% męskiej populacji, która cierpi na tę przypadłość. Pierwsze objawy pojawiły się w czasach przedszkolnych, kiedy radośnie na zajęciach w przedszkolu malowałem czerwoną trawę, za co dostawałem soczyste zjeby od pani przedszkolanki. I to w zasadzie tyle, żadnych innych oznak. W domu moje mylenie kolorów przyjęto z niewielkim zainteresowaniem („On chyba faktycznie nie rozróżnia kolorów”).

I tak się żyło. Choć daltonistów wcale nie jest mało, nie spotkałem na swojej drodze zbyt wielu osób, o których bym wiedział, że posiadają tę wadę. Mężczyzn policzyłbym na palcach dwóch rąk. Kobietę policzyłbym na jednym palcu… Pewnie dlatego, że daltonizmu na zewnątrz nie widać, a o chorobach z kolei nikt rozmawiać nie lubi.

Czy aby na pewno jestem daltonistą?

Pierwszy test na daltonizm oblałem na badaniach przed kursem na prawo jazdy. Ale to nie przeszkodziło mi w zdobyciu uprawnień. Pani doktor poinformowała mnie tylko, że miałbym problem ze zdaniem zawodowych testów. Nie rozumiem zatem, po co to badanie, ale spoko. Przynajmniej pierwszy raz ktoś z branży potwierdził mi, że jestem daltonistą.

Drugi raz testy na daltonizm pojawiły się na komisji wojskowej, kilka miesięcy później. Na mojej komisji był raczej burdel. Przy tablicach Ishihary posadzili mnie zupełnie przypadkiem. Wpatrywałem się więc w te kropki jak zaczarowany, doszukując się cyferek, a gdy padło pytanie: „Widzi pan tam coś?”, zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że widzę. Bo kropki widziałem. A o cyfry nikt nie pytał. I tak oto przyklepali mi kategorię „A”. Ale ponoć nawet przy stwierdzonym „upośledzeniu widzenia barw” dostałbym to samo. Co najwyżej przydział do innej jednostki, jeśli taki kiedykolwiek by przyszedł. Onet nawet podpowiada:
Kandydatów na stanowiska w korpusie osobowym: rakietowym i artylerii, radiotechnicznym, logistycznym w grupie osobowej transportu i ruchu wojsk oraz kandydatów do służby w warunkach działania prądu elektrycznego, u których stwierdza się nieznaczne upośledzenie rozróżniania barw, należy kwalifikować jako niezdolnych. [link]

Nigdy więcej na ślepotę barw nikt mnie nie badał, a ja od urodzenia sobie żyję i zachwycam się tym, co widzę – nie mając świadomości tego, o ile lepiej świat mógłby wyglądać. To trochę tak jak z mieszkańcami Korei Północnej. Są zadowoleni, bo nie wiedzą, że można inaczej, lepiej.

A jak ja faktycznie widzę?

Internet pełen jest przykładów tego, jak świat postrzegają daltoniści. Wcześniej wspomniane artykuły i filmy z Joe chyba dobrze to oddają. Co przez to rozumiem? Moja przypadłość to deuteranomalia, czyli problemy z rozróżnieniem czerwonego i zielonego. Ale także zielonego i żółtego (etapy dojrzewania bananów), niebieskiego i fioletowego. We wspomnianych artykułach obrazy oznaczone jako „poprawne widzenie” i „deuteranomalia” wg mnie wyglądają tak samo. Są delikatne różnice, ale nieistotne. A widziałem przykłady (np. Galileo, odc. 624), gdzie przykłady były wg mnie złe. Ale zapewne każdy daltonista i tak widzi po swojemu, bo u każdego upośledzenie występuje w innym stopniu.

Czy daltonizm przeszkadza mi na co dzień? Nie, jedynie od czasu do czasu

Po pierwsze z daltonizmem żyje się jak z wieloma innymi ułomnościami – ja już tak mam i dla mnie naturalna jest moja codzienność. Tak jak dla niepełnosprawnych naturalne może być prowadzenie samochodu samymi rękoma lub samymi nogami. Lub dla alergika permanentny katar przez połowę roku. Ale wiem, że byłoby mi w niektórych sytuacja łatwiej, gdybym daltonistą nie był...

1. Prowadzenie samochodu

Szczerze mówiąc, tu akurat daltonizm mi nie przeszkadza. Ktoś zaraz spyta o sygnalizację świetlną. Z nią nie mam problemów – odcienie kolorów są tak dobrane, że z moją wadą ich nie mylę. Zielonemu używanemu na ulicach bliżej wg mnie do białego niż do czerwonego. Łatwiej jest mi pomylić zresztą czerwony z pomarańczowym, ale żadne z nich nie pozwala mi jechać, więc problem sam się rozwiązuje.

2. Zakupy

Jak chcę kupić jakieś fajne dojrzałe warzywka, to może być problem z rozpoznaniem tych lepszych. Trochę to może przeszkadzać, ale moje ulubione banany i tak najlepiej smakują, jak są już brązowe. Co najwyżej poleżą dwa dni dłużej.

3. Praca

Szczęśliwie dla siebie samego mam pracę, w której nie muszę martwić się o jakąkolwiek kolorystykę. Ani kolorystykę ubioru, ani kolor użytej czcionki. Chociaż…
Gdy ostatnim razem zmieniałem pracę, okazało się, że w używanych w nowym miejscu dokumentacjach pojawiają się obok czarnego dwa kolory – czerwony i zielony – dość istotne dla dalszego procesu wytwórczego. Każdorazowe pytanie zainteresowanych który jest który nie miało sensu, więc na dzień dobry zaproponowałem użycie innych ocieni. Propozycja została przyjęta owacją na stojąco i na tym moje kłopoty z kolorami w pracy się zakończyły.

4. Granie w gry

Gdyby od gier zależało cokolwiek ważnego w moim życiu, mogłoby być ciężko. Ale szczęśliwie co najwyżej trudno się gra.
A w co? W różne rzeczy.

Jedna z gier komputerowych, do których lubię wracać – Traffic Giant – określa kolorem czerwonym i zielonym odpowiednie miejsca, które należy ze sobą połączyć komunikacją miejską. No i owszem, jest trudno. Ale szczęśliwie ktoś stworzył łatkę i w mojej wersji gra używa w tym celu kolorów żółtego i niebieskiego. Dla mnie bomba!

Pędzące żółwie to ciekawa propozycja głównie dla młodszych graczy. Z racji posiadania sporej ilości potomstwa, grywam w to nierzadko. Dzieci znają się już na kolorach, więc pomagają, ale sam mam problem z odróżnieniem kart fioletowych i niebieskich. O dziwo zielone i czerwone nie sprawiają mi kłopotu.

Inna gra sprawiająca mi podobny kłopot w związku z użyciem kolorów różowego i fioletowego to Trivial Pursuit. Mało popularna, ale nieważne. Istotne, że nie gram sam i zawsze znajdzie się ktoś, kto objaśni słownomuzycznie, jakie kolory aktualnie są w grze.

Nie mam problemów z Magią i Mieczem (mam u siebie pierwszą edycję, gdyby ktoś chciał wpaść na partyjkę), z powodzeniem daję sobie radę z Jengą, nawet stary Mastermind nie sprawia kłopotów.

Ogólnie zatem tragedii nie ma – sytuacji zagrożenia życia nie stwarzam, może być co najwyżej wesoło. A wiele zależy od tego, jakie odcienie kolorów zostały użyte.

Czy to się leczy? Niezupełnie, ale można próbować

Ostatnio coraz częściej pojawiają się w internecie wzmianki o wynalazku firmy Enchroma – okularach, które pozwalają daltonistom zobaczyć więcej barw. Ja dowiedziałem się o nich już kilka lat temu, ale cena nie jest zachęcająca: 350 baksów i przesyłka to grubo ponad 1500 PLN. Bez gwarancji, że zadziała, choć internet pełen jest zachwytów. Jestem w stanie uwierzyć, że technologia robi robotę, bo zauważyłem ostatnio, że jedne z moich okularów przeciwsłonecznych (zwykłych, bazarowych, po dwie dychy) w niektórych sytuacjach, przy niektórych odcieniach (ogólnie rzecz biorąc – dość rzadko, ale się zdarza) poprawiają sposób widzenia kolorów zielonego i czerwonego. Poprawiają w taki sposób, że nie mam problemów z ich odróżnieniem. Skąd wiem, że zielonego i czerwonego? Bo cechę tę zauważyłem przy okazji podziwiania zakwitniętych krzaków róży. A tu zazwyczaj kwiaty są czerwone, a liście zielone. O odwrotnej kombinacji nie słyszałem.

Zauważywszy to co powyżej, poszukałem tańszej opcji dla amerykańskich okularów i znalazłem. I odżałowałem kilka stówek (nie kilkanaście), by sprawdzić, co potrafią. Na razie czekam, a jak się już doczekam, to podzielę się wrażeniami.
A gdyby ktoś chciał wiedzieć, jaka jest zasada działania tych okularów, to polecam stronę producenta [http://enchroma.com/technology/]. Ogólnie chodzi o wycinanie pewnych zakresów długości fal, bla bla bla.

Na koniec truskawka na torcie

Wyniki moich testów ze strony http://www.color-blindness.com/
Wyniki na sucho (bez dodatków) oraz wyniki z moimi okularami z bazaru. Efekt? Delikatna poprawa w testach Ishihary i D-15. W ostatnim teście poprawy brak, wręcz delikatne pogorszenie.

Ishihara bez okularów

Ishihara z okularami

D15 bez okularów

D15 z okularami

Anomal bez okularów

Anomal z okularami


Wniosek? Jeżeli okulary za 2 dychy dają taki (niezamierzony) efekt, to tym bardziej nie mogę się doczekać przesyłki z zagranicy! :D

Oglądany: 62658x | Komentarzy: 73 | Okejek: 323 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało