Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Gdy mały spacer wymyka się spod kontroli - wycieczka po Białymstoku

54 112  
230   14  
Kiedyś pisałem już o tym, jak jako totalne świeżaki porwaliśmy się na organizację imprezy masowej. Dziś trochę z innej beczki, lecz kolejne wydarzenie, które wymknęło się spod kontroli.


Zapewne niektórzy z was kojarzą serię „zapomniane miejsca Podlasia”, która od czasu do czasu pojawia się na Joe. Obecnie zajmuję się tematem opuszczonych kamienic w Białymstoku. Jako że temat dość ciekawy i mający w sobie wiele „smaczków”, postanowiłem zrobić coś w rodzaju spaceru dla mieszkańców miasta. Niestety moja wiedza nie jest jeszcze zbyt dobra w tym temacie, by móc oprowadzić chętnych wyznaczoną trasą. Postanowiłem napisać do pewnej Pani przewodnik, by razem stworzyć w miarę ciekawy spacer. Pomysł został przyjęty z entuzjazmem, więc zakładamy wydarzenie na facebooku i czekamy na jakiś odzew. Spodziewaliśmy się standardowej na takie spacery liczby osób, czyli około 15-25.

I się zaczęło…

Pierwszego dnia było całkiem spokojnie i liczby opiewały na jakieś 40-50 osób chętnych. Trochę się ta liczba powiększała, lecz nie w jakimś znacznym stopniu. Powoli zaczęliśmy planować trasę spaceru i jak to wszystko opowiedzieć. Wszystko zapowiadało całkiem kameralne wydarzenie, o którym wie mała garstka osób.

Dwa dni później, gdy liczba dobiła do 100 osób chętnych stwierdziliśmy, że to całkiem niezłe zainteresowanie i nagle przychodzą wiadomości. Wydarzenie udostępniały dość duże lokalne portale na facebooku i liczba rosła 120... 150... 200... 220. No cóż, miło nam, że ktoś docenił inicjatywę, lecz liczba 200 chętnych osób trochę nas przeraziła, jest to przecież tylko mały spacer z historią kamienic, nie jakiś koncert. Postanowiłem zajść do urzędu miejskiego, by zapytać ich, co sądzą o tym i czy nie będzie problemu. Obawiałem się, że mogą to uznać za „imprezę masową” i zażądać szeregu pozwoleń, co oznacza zamknięcie pomysłu, gdyż na zdobycie jakiegokolwiek pozwolenia było za mało czasu. 2 tygodnie pozostały do terminu. Jeszcze nie wiedziałem, co zgotuje nam facebook dwa dni później.



Porozmawiajmy zatem o tym, jak wyglądało to od strony facebooka. Prawdopodobnie to, że wydarzenie było udostępniane przez wielu ludzi doprowadziło do tego, że portal uznał to za imprezę godną polecenia i zrobił swoje... zrobił do tego stopnia, że nas zaczął przerażać.

Jednego dnia, gdy facebook uruchomił swoje algorytmy, wykres zainteresowania poszedł w górę, ale nie byle jak. On wystrzelił jak Elon Musk swoje Falcony. Z godziny na godzinę obserwowaliśmy rosnący licznik. 250... 400... 600... 800... 1000 osób chętnych, by przyjść na 2-godzinny spacer i posłuchać historii o mieszkańcach kamienic. Cóż, liczba ta przebiła nawet imprezy masowe i koncerty z ostatnich miesięcy. Spacer stał się lokalnym viralem przekazywanym między ludźmi. Mimo ogromnych obaw trzeba podjąć rzuconą rękawicę raz jeszcze.

Wybrałem się do urzędu po raz kolejny upewnić się, czy nie widzą problemu w liczbie chętnych. Wolałem od razu wiedzieć, czy nie będzie kłopotu z liczbą chętnych. Urzędnicy w szoku, bo organizacją takich wydarzeń zajmują się organizacje przewodników PTTK, muzea lub sam urząd. Byłem pierwszą prywatną osobą, która zorganizowała coś takiego i przebiłem zainteresowaniem ich inicjatywy dziesięciokrotnie, a to jeszcze nie był koniec licznika.


A facebook chwalił się, że większość ruchu mają na komórkach ;)

Podczas wizyty w urzędzie usłyszałem o pewnym przepisie, który bawi mnie do tej pory, jak przypomnę sobie tłumaczenie urzędniczki. Chodzi o to, że gdy masz jakieś zgromadzenie, które stoi np. na parkingu to już musisz mieć na to zgodę, gdyż jest to „zgromadzenie”. Jeżeli zaś ci ludzie zaczną sobie robić krok w lewo i krok w prawo, to już przepisy tego nie przewidują i schodzi łatka „zgromadzenia” możecie tak sobie pląsać nawet i w tysiąc osób zgodnie z prawem.

Do wydarzenia pozostało kilka dni, a licznik rósł cały czas, tylko jakoś tak wolniej i systematyczniej, bez jakiegoś większego wystrzału. Ze względu na ilość chętnych postanowiliśmy zrobić jednak dwie tury spaceru, zwłaszcza że pierwotnie spacer miał się zaczynać o 11 i kończyć o 13. Nie oszukujmy się, wiele osób może i by chciało przyjść, ale o 11 jeszcze by umierali na kacu gigancie. Tura druga o 13:30 była o wiele bardziej realna.
Dzień przed licznik dobił do 1500 chętnych osób. Przebiliśmy wszystkie wydarzenia z ostatnich 6 miesięcy w mieście, łącznie z koncertem na WOŚP, który na facebooku zebrał około 1000 chętnych. Co jak co, ale byłem i przerażony i zadowolony. Niszowy temat jakim jest Urban Exploration przebił się ponad wszelkie popularne imprezy w mieście. Jeszcze z ciekawości sprawdziłem wirusowość informacji i wpisałem nazwę wydarzenia w wyszukiwarkę. Jak się okazało trafiliśmy nawet na pierwsze miejsce informacji z regionu w Gazecie Wyborczej. Trzeba iść spać i czekać na to co będzie jutro, nic już nie da się zrobić.



Wstaję rano i widzę za oknem deszcz, ale nie byle jaki. Lało jak cholera i to pierwszy raz od ponad miesiąca. Dzień spaceru został naznaczony pogodą. Jak się okazało później Sylwia (pani przewodnik) odprawiała rytualny taniec całą noc tylko po to, by spadł deszcz. Widać tańczyła bardzo zacięcie, bo wyglądało to bardziej jak urwanie chmury.

Jedziemy na miejsce spodziewając się, że nikt nie jest na tyle szalony, by w taką pogodę wyjść na dwór na „2-godzinny spacerek”. Miałem już w głowie, że z 1500 chętnych przyjdzie może 10-15 osób na tyle pokręconych, że nie przeszkadza im taka pogoda. Oprócz nas jako pierwsza pojawia się delegacja z Radia Białystok. Chwila na rozmowę, więc chowamy się za ciężarówkę, by porozmawiać choć trochę osłaniając się od wiatru , który sprawiał, że deszcz padał praktycznie poziomo. Gdy szliśmy na miejsce zebrało się może 5-6 osób. Kilka minut rozmowy i wychodzimy zza ciężarówki a tam... tłum. Leje deszcz, wieje ostry, zimny wiatr, jest końcówka stycznia, a tutaj ponad 100 osób stoi i czeka. Ciężko było policzyć, ale wahało się to między 130-150. Nie powiem, byliśmy zaskoczeni, że aż tyle osób wyszło z ciepłych łóżek w niedzielne przedpołudnie na deszcz i wiatr, by posłuchać o historii. Nie powiem, był ku temu powód. Sylwia ma taki dar opowiadania historii, że porwała tłum. Wszyscy stali grzecznie i słuchali, nikt nie odważył się przerwać jej opowieści chociaż na chwilę. Tak duże zgromadzenie mimo uprzedzenia i tak przykuło uwagę służb porządkowych. Pojawiła się i policja i straż miejska. Popatrzyli przez chwilę i po stwierdzeniu, że jest to jednak zwykła wycieczka odjeżdżali.

Przy pierwszym razie było jakoś tak ciężej. Po pierwszym spacerze wróciliśmy z ciepłą kawką na miejsce startu, by wziąć drugą grupę. Tutaj już było około 60-70 osób, ale było też jakoś łatwiej. Wstęp mamy za sobą i powtarzamy zabawę. Druga grupa była bardziej zacięta i wszyscy zostali do końca spaceru. Przy pierwszej zdarzało się, że ludzie nie wytrzymywali przemoknięcia i zimna i w połowie ulatniali się do domu.



Bilans całego wydarzenia to około 200 osób z 1500 chętnych. Biorąc pod uwagę fatalną pogodę, która nie sprzyjała spacerom to był całkiem spory sukces. Gdyby było jak dwa dni wcześniej, czyli słońce i brak opadów, liczba zapewne wynosiłaby z 2x-3x więcej osób. Gdybym tego nie organizował, to sam bym na taką pogodę nie wyszedł na tak długi czas.

Nie jestem pewien, czy było to ogromne zainteresowanie tematem, czy za całe wydarzenie odpowiadał raczej algorytm facebooka. Jednak jestem pewien, że nie byliśmy spaleni dzięki Sylwii, pani przewodnik. Przygotowała się świetnie, wydrukowała mapy i historyczne zdjęcia, by wyjaśnić, jak wyglądało miejsce, które opisywała. Było to o tyle ciekawe, że tematem była historyczna dzielnica „Chanajki”. Miejsce, gdzie mieszkała żydowska biedota, a na porządku dziennym były rozboje i strzelaniny. Gdybyście chcieli kiedyś zwiedzić Podlasie to szczerze polecam ją jako przewodnika, a znajdziecie ją pod tym linkiem.

Oglądany: 54112x | Komentarzy: 14 | Okejek: 230 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało