JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Hej przygodo z BlaBlaCarem, czyli zapamiętana na długo podwózka z Wrocławia do Warszawy

85 881  
218   67  
Jako że mieszkam od czerwca we Wrocławiu i codziennie słucham radia Rmfmffafakurwajakieśdisco w pracy oraz jestem trzeźwa jak martwy menel, zatęskniłam za znajomymi i rodziną z Warszawy.


Trafił się długi weekend, więc czym prędzej załatwiłam sobie urlop na (UWAGA!) jeden dzień i zarezerwowałam przejazd BlaBlaCarem. Bo szybciej, bo Polski Bus ssie, a w pociągu można wszy złapać. Wybrałam gościa, który jechał do Bemowo Ratusz. To że miał nick Luca niewiele mnie obeszło, ludzie przecież różnie się nazywają na portalach.

No cóż, Luca okazał się Lucą! Włochem na wygnaniu w Polsce.

Olśniło mnie, gdy zaczął do mnie pisać SMS-y po angielsku. Pierwsza myśl to "o ja nieszczęsna, tak sobie spierdolić 3 godziny życia...", ale huk, biorę na klatę. Wyszłam z domu 1,5 godziny wcześniej, bo to mój pierwszy blabla, a poza tym zbierało się na burzę. Jak wychodziłam z klatki, zaczęło napierdalać piorunami i zerwał się wiatr zmiatający staruszki z chodnika. "Kurwa, chyba to przeżyję" - pomyślałam smętnie i targnęłam się w oko tajfunu. Do przystanku dobiegłam w miarę sucha, ale pod wiatą zaczął lać poziomy deszcz, więc cycki mokre, waliza mokra, ale dupa (uff) sucha. Po 15 minutach wymiany porozumiewawczych spojrzeń z oczekującymi i trzech konarach przelatujących obok twarzy przyjechał ukochany autobus linii K.

Jechałam pełna wdzięczności i mokra tylko pięć jebanych przystanków i nagle widzę, jak Seba w czarnym Golfie wjeżdża pośród ściany deszczu prosto pod mój wyczekany K. Nie było szans ucieczki, autobus wjebał się Sebie prosto w dupę i stanął w poprzek ulicy. Rzuciło mną trochę na barierki, ale zamiast łapać się poręczy, chwytałam za walizkę z takim zapałem, jakbym miała w niej co najmniej skarb Inków, a nie trzy pary gaci. Pokłosiem mojego wyboru jest kilka siniaków i urażona duma, ale - jak to się mówi - morda nie szklanka, a na podwózkę do stolicy trzeba zdążyć, więc złapałam za drogocenną walizę i ruszyłam z buta na najbliższy przystanek, zbywając pytania kierowcy autobusu o samopoczucie krótkim - mogło być lepiej. Brodząc momentami w wodzie po łydki, i klnąc siermiężnie, biegałam od przystanku do przystanku z nadzieją na podwózkę.

Niestety, nawet jak podjechał jakiś tramwaj lub autobus, przygoda kończyła się przystanek dalej, bo albo drzewo przewróciło się na trakcję, albo zalało wiadukt. Po drodze ani jednej taksówki. Miałam oczywiście parasolkę, ale wiało tak mocno, że po prostu paliłam w deszczu, wydzwaniając co chwilę gorączkowo do Luki z przeprosinami i by się upewnić, czy nadal czeka.

Czekał twardo, ale ostrzegawczo zaznaczał, że 40 minut czekał nie będzie. Dotarłam spóźniona 30 minut, mokra, z rozmazanym makijażem i walizką ciężką od wody. Na miejscu zastałam dwóch smutnych kolesi i rozpromienionego moim przybyciem Włocha. Obaj panowie odjebani jak szczur na otwarcie kanału - jeden w garniak, drugi w skórę, chuj, że temperatura oscylowała przy 33 stopniach Celsjusza.

Przywitali się wrogimi pomrukami i wyruszyliśmy. Usadowiłam się z tyłu, Garniak z przodu, a Skóra obok mnie. Atmosfera w aucie była iście grobowa, do tego nie działało radio, za co Luca posypywał głowę popiołem, a smutni panowie łaskawie mu wybaczali. Dramat zaczął się, gdy podwoziciel zapytał Garniaka co ten porabia i rozpruł się wór z lansem w najnudniejszym wydaniu, jakie przyszło mi słuchać. Panowie obaj programiści, dla których nie ma rzeczy niemożliwych, zaczęli się prześcigać w tym, który więcej potrafi. Wtem Garniak oświadczył, że tworzy oprogramowanie dla grafików, a jego firma jest podwykonawcą Adobe i robią dodatki do Photoshopa i Ilustratora, więc zainteresowana tematem wtrąciłam, że jestem grafikiem i nie słyszałam, żeby Adobe miało outsourcing.

To było ostatnie zdanie, które wypowiedziałam podczas podróży.

Garniak mnie zignorował i zmienił temat, a gdy próbowałam cokolwiek więcej powiedzieć, to panowie pasażerowie wchodzili mi w słowo na zmianę. Buractwo level HARD. Wkurwiłam się i zmilkłam, słuchając kompletnych bredni wypowiadanych tak monotonnym angielskim, że to cud, że Luca nie zasnął za kółkiem.

Gdy już cebularze wyczerpali długą listę swoich zasług, posnęli na popiołkę, wyczerpani swoim własnym bełkotem, wtedy zrobiło się jeszcze dziwniej, bo Skóra obok mnie zaczął walić głośne, śmierdzące bąki przez sen. Okna pozamykane, klima włączona, burza za oknami i kurwa, gazowa pułapka! Przygotowałam ostry łokieć, żeby mu wpierdolić z impetem w żebra, ale na szczęście zaczął sypać grad wielkości kulek analnych i Skóra sam się przebudził, puszczając jednocześnie ostatniego bąka i marszcząc nos.

O dzięki ci, Jeżu Malusieńki, nie zasnął już do samej Warszawy i trzymał pierdy pod kontrolą, bo bym tam wybuchła i zaczęła go napierdalać torbą gum w drażetkach. Milcząc, spokojnie zniosłam rozwożenie buraków na Ursus i Żoliborz, aż sama dotarłam na Bemowo Ratusz.

Żaden z uroczych towarzyszy nie powiedział mi nawet zasranego cześć, ale Garniak pokusił się o komentarz do mojego spóźnienia. Komentarz był wygłoszony do Luki (ja byłam niegodna jego wielkopańskiej uwagi) i brzmiał:

- Dobrze, że nie miałem poustawianych spotkań biznesowych.

What The Fuck Holy Shit? Spotkania biznesowe o godzinie dwunastej w nocy? Miałam zapytać, czy przypadkiem nie dorabia jako dziwka, skoro spotkania ma o takiej porze, ale ugryzłam się zębami jadowymi w język. Suma summarum Luca okazał się najprzyzwoitszy z nich i nawet zaproponował mi podwózkę z powrotem do Wrocławia, ale grzecznie odmówiłam, mając jeszcze na plecach ciary po elektryzującej podróży.

Pointą tej przygody jest słaba ocena dana mi na portalu BlaBlaCar. Szkoda, że nie można oceniać współpasażerów...

Oglądany: 85881x | Komentarzy: 67 | Okejek: 218 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało