JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Sońka Złota Rączka, królowa złodziei

33 837  
249   14  
Sońka Złota Rączka, a raczej Sofia Bluwstein, była osobą wątpliwej moralności, za to rewelacyjną w swoim zawodzie. Do dziś jej koledzy po fachu używają sztuczek, które odkryła, chociaż od czasów jej panowania minęło ponad sto lat.


Sofia Bluwstein według zapisanych danych urodziła się w 1846 roku w Powązkach w guberni warszawskiej. Sama zainteresowana powiedziała, że urodziła się w 1851 roku w Warszawie. Nie jest to jedyna rzecz, którą Sofia starała się zmienić – jej wczesne życie jest niejasne, bo kobieta często ustalała inne wersje. Nie wiadomo, jak i kiedy Sofia zaczęła swoją karierę.

Jedna z jej słynnych kradzieży wydarzyła się w 1883 roku. Sofia przyszła do jubilera, Karla Von Mela i przedstawiając się jako żona pewnego słynnego psychiatry, poprosiła, by przyszedł do ich domu z kosztownościami wartymi trzydzieści tysięcy rubli. Kiedy się zjawił, wzięła jak swoje, wszystko założywszy na siebie. Powiedziała Von Melowi, że mąż zaraz się pojawi i może poczekają na niego w biurze. W końcu „mąż” przyszedł. Z dwoma ordynansami, żeby zabrać jubilera do zakładu psychiatrycznego. Okazało się, że godzinę wcześniej Sofia pobiegła do psychiatry i powiedziała, że jej mąż, Karl Von Mel, przechodzi załamanie nerwowe i żąda od różnych ludzi, by płacili za biżuterię, której nie kupili. Sofia nawet zapłaciła za leczenie „męża” i obiecała, że go przyprowadzi do gabinetu. A Vol Mel robił to, o czym kobieta przestrzegała – chwalił drogą biżuterię, której psychiatra nie widział na oczy, a do tego żądał za to pieniędzy. Zanim panowie zorientowali się, że zostali wrobieni, kobiety już nie było.
W 1884 roku Sońka, przedstawiająca się jako Sofia San Donato, spędzała miło czas w kawiarni w Odessie. Sofia była atrakcyjna w nieoczywisty sposób; unosiła się wokół niej aura tajemniczości, która mężczyzn niezwykle przyciągała, dlatego szybko zwróciła na siebie uwagę pewnego bankiera. Okazało się, że mają wspólnie jechać tym samym pociągiem do Moskwy. Spędzili razem większość podróży. Kiedy mężczyzna się obudził, okazało się, że został całkowicie ogołocony – a było z czego go okraść.
Sofia nie traciła czasu na małe szwindle i nie robiła niczego pod wpływem impulsu. Wiedziała jak się zachować, znała języki obce (oprócz ojczystego rosyjskiego biegle mówiła po polsku, francusku i niemiecku), a do tego emanowała pewnością siebie. Często podszywała się pod innych ludzi.
To nie tak, że Sofia nie była łapana – wielokrotnie ją aresztowano. Często udawało jej się wymigać ze względu na brak dowodów, a jeśli już trafiała do aresztu, manipulowała ludźmi, używając do tego swojego uroku i inteligencji. W smoleńskim więzieniu długo nie zagościła, bo rozkochała w sobie strażnika, który uciekł razem z nią. Nieszczęśnika znaleziono i ukarano, Sońka szalała dalej.
Kiedy Sofia nie pracowała, poświęcała dużo czasu na romanse. Kochanków miała wielu, nawet kilkukrotnie wyszła za mąż. Jej ostatnim mężem był oszust Michel Bluwstein, z którym doczekała się dwóch córek. Nie był to pierwszy raz, kiedy została mamą - pierwszą córkę urodziła podczas małżeństwa z pewnym bogaczem, który jednego dnia stracił zarówno żonę, jak i majątek, pozostając jedynie z małym dzieckiem. Sofia bardzo starała się, żeby jej córki, przynajmniej te, które wychowywała, dostały jak najlepsze wykształcenie. Ostatecznie zostały artystkami operetkowymi, mało przyznającymi się do zawodu swojej matki.


W 1885 roku jako baronowa Sofia Buxhoeveden przyszła do jubilera w towarzystwie swojej „rodziny”. Wybrała drogocenne klejnoty, po czym nagle przypomniała sobie, że nie wzięła ze sobą pieniędzy. Zostawiła rodzinę – ojca i córkę, żeby nie przyszło sprzedawcy do głowy, że kobieta próbuje go okraść. Kiedy po dwóch godzinach nie wróciła, jubiler wezwał policję. Okazało się, że familia została wynajęta przez ogłoszenie w gazecie, a baronowa chyba nie była tym, za kogo się podawała.
Nieoczekiwanie Sofia stała się gwiazdą. Legendą. Złota Rączka – bo taki nadano jej pseudonim - była tak często opisywana przez prasę, że rozpoznawano ją na ulicach. Jeśli ktoś ją gonił, ludzie pomagali jej się ukryć. Była bardzo lubiana. Nawet kiedy swojemu prawnikowi zapłaciła zegarkiem, który od niego ukradła, ten nie miał do niej żalu.
Trzeba jednak uczciwie przyznać – niektóre zdobycze zwracała, między innymi odsyłając pieniądze wdowie z dziećmi. Nie było to nic wyjątkowego. Sońka okradała bogatych, a jeśli zdarzyło się, że ogołociła osobę mniej zamożną, oddawała co ukradła - co do grosza.
Oprócz kradzieży z przytupem, Sofia miała wiele sposobów, żeby wynieść coś po cichu. Zapuściła bardzo długie paznokcie, dzięki którym łapała mniejsze kamienie. Kiedy miała na oku coś większego, chowała to do torby wszytej w wielką suknię. Jakby tego było mało, często chodziła z małpką, którą nauczyła połykać klejnoty, kiedy ona rozmawiała ze sprzedawcą. Po powrocie do domu małpkę czekała lewatywa.
Sofia także chodziła po hotelach, gdzie nad ranem, bogato ubrana, wchodziła do czyjegoś pokoju i kradła, co się dało. Jeśli ktoś się obudził, ta przestraszona mówiła, że musiała pomylić pokój i wychodziła jak gdyby nigdy nic. Czasem także pozwalała sobie na spędzenie nocy z zamożnym mężczyzną, który następnego dnia posiadał jedynie skarpetki. Ten numer nazywała Guten Morgen.
Niestety jej skłonność do romansów szybko obróciła się przeciwko niej, kiedy jej serce zabiło żywiej dla młodego złodziejaszka. Mężczyzna lekką ręką wydawał ukradzione przez nią pieniądze, przez co ona była zmuszona do coraz częstszych numerów. Z każdym dniem ryzykowała coraz bardziej, tracąc swoją pewność siebie. W końcu została złapana i ostatecznie zesłano ją na Syberię. Wtedy ludzie wyszli na ulice i wiwatowali na część Sofii.
Był to 1880 rok. W 1881 uciekła. Przez następne cztery lata grasowała na terenie Rosji, wciąż kradnąc na dużą skalę. W końcu pojmano ją, po czym skazano na trzy lata katorgi i pięćdziesiąt uderzeń chłostą.


W 1886 uciekła, wykorzystując kolejnego naiwnego mężczyznę, który uległ jej urokowi. Jednak jej szczęście nie trwało długo. Było tylko gorzej, bo nie dość, że uciekła z katorgi, to zdążyła jeszcze swoje nakraść. Zesłano ją na wyspę Sachalin, skąd próbowała się wydostać, jednak na marne – po drugiej próbie zakuto ją w kajdany, czego żadna inna kobieta tam wcześniej nie doświadczyła. Była także bezlitośnie bita.


W 1890 roku odwiedził ją Antoni Czechow, co później opisał:
To malutka, chudziutka, już siwiejąca kobieta ze zmiętą, starzejącą się twarzą. Na rękach ma kajdany; na pryczy tylko jedna szara owcza skórka, która służyła jej i jako ciepła odzież, i jako pościel. Chodzi po swojej celi z kąta w kąt i wydaje się, że cały czas węszy, jak mysz w pułapce, i wyraz twarzy ma mysi. Patrząc na nią trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno była piękna do tego stopnia, że oczarowywała więziennych nadzorców...

Wyszła w 1898 roku, w 1902 pokonało ją przeziębienie. Na Cmentarzu Wagańkowskim w Moskwie postawiono jej pomnik, który podobno zamówili złodzieje po jej śmierci. Do dziś kładzione są tam kwiaty i świece, a początkujący złodzieje przychodzą tam po pomyślność i szczęście w zawodzie.


Oglądany: 33837x | Komentarzy: 14 | Okejek: 249 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało