JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Było sobie miasteczko.... Historia znikania Miedzianki

49 907  
423   43  
Jeszcze nie tak dawno temu, wcale nie tak daleko stąd, na wzgórzu położonym pośród podobnych zielonych pagórków było sobie piękne miasteczko, a w nim mieszkali szczęśliwi ludzie.


Szczęście to okazało się jednak być bardzo kruche, gdyż jakiś bliżej niezidentyfikowany Byt Wyższy umieścił pod miasteczkiem tajemniczy skarb i postanowił, że jeśli kiedyś ów skarb wpadnie w niepowołane ręce, to owa bajkowa kraina ulegnie zagładzie...

Powyższą historyjkę można by między bajki włożyć, aczkolwiek... Czy to możliwe, aby w warunkach pokoju przeurocze, pięknie położone i nieźle prosperujące miasteczko, które wydawało się być przeznaczone do tego, by stać się znanym i lubianym ośrodkiem turystycznym, po prostu sobie zniknęło? Ano – możliwe. Historię takiego właśnie, malowniczo położonego nieopodal Gór Sokolich miasteczka, można poznać dzięki książce Filipa Springera "Miedzianka. Historia znikania". A opowieść to tyleż fascynująca, co i zatrważająca.


Pierwsze wzmianki o osadnictwie na tamtym terenie pochodzą z początku XIV w. Rozwój osady był nierozerwalnie związany z gospodarką wydobywczą – początkowo srebra, a później także miedzi, która okazała się głównym bogactwem tamtej okolicy. Przynajmniej tak wówczas się wydawało...


Dzieje Miedzianki są dalekie od bajkowych. Wojny, epidemie i pożary sprawiały, że zielony Kupferberg (bo tak przez wiele wieków brzmiała nazwa niemieckiego wszakże miasteczka) wielokrotnie był bliski zniknięcia. Jednak za każdym razem udawało mu się podźwignąć.
Na początku XIX w. okoliczne złoża były już na wyczerpaniu, w związku z czym górnictwo zaczęło upadać. Jednak ludzie dostrzegli inne atuty Kupferbergu – miasteczko stopniowo zaczęło się przekształcać w miejscowość wypoczynkową.

Dwa wielkie konflikty, które wstrząsnęły I poł. XX w. obeszły się z Kupferbergiem bardzo łagodnie i Polska, przejmując go w 1945 r., otrzymała miasteczko zadbane i czarujące. Jego najważniejszymi punktami były dwa kościoły (katolicki i ewangelicki), pałac oraz browar produkujący znane i cenione piwo. Miasteczko, już pod nazwą Miedzianka, nadal kwitło, a przybyli Polacy okazali się godnymi gospodarzami. Dobrze układały się nawet relacje z Niemcami, którzy, mając wielki sentyment do miasteczka, ociągali się z jego opuszczeniem. Niedługo jednak los Miedzianki został przesądzony, gdyż ZSRR bardzo zainteresowało się odkrytym na tym terenie uranem. O historii tamtejszej kopalni, jej wpływie na dzieje Miedzianki oraz losie pracowników traktuje jedno ze słuchowisk Radiowego Teatru Faktu oraz poniższy reportaż. Wspomniał o niej również Iskier w jednym ze swoich tekstów.

W czasie wydobycia nikogo nie obchodziło, że złoża znajdują się niebezpiecznie płytko – podobno zdarzało się nawet, że górnicy, idąc za żyłą, dokopywali się do piwnic... Wprawdzie już w przeszłości zdarzało się, że ziemia tu i ówdzie się zapadała, ale nigdy na taką skalę, jak to miało teraz nastąpić. Budynki najpierw „śpiewały”, a potem znikały pod ziemią. Powoli, stopniowo, niekiedy z ludzką pomocą, miasteczko zaczęło popadać w ruinę. Mimo że nie wszystkie zabudowania znajdowały się na zagrożonym terenie, władze zdecydowały, że Miedzianka nie ma dalszej racji bytu. Wyburzenia i wysiedlenia trwały do początku lat siedemdziesiątych. Ten „administracyjny pogrom” przetrwał jedynie kościół katolicki oraz kilkanaście (może nieco więcej) innych, często dość smutno wyglądających budynków. I właśnie taki widok zastałam, gdy odwiedziłam Miedziankę po raz pierwszy.

Na wizytę zdecydowałam się oczywiście pod wpływem lektury wspomnianej książki Springera. Poszukiwania internetowo-kartograficzne pokazały, że będę miała tam niemalże po drodze jadąc w Karkonosze i ten fakt przypieczętował moją decyzję.

Pewnego wiosennego dnia 2012 r. wysiadłam z pociągu na stacji Janowice Wielkie. Przywitał mnie jeden z tych opuszczonych i spokojnie popadających w ruinę budynków dworcowych, jakich w naszym kraju pełno. Drogę do Miedzianki znalazłam bez problemu.


Wszystko wyglądało tak, jak zostało to opisane w książce. Droga pięła się pod górę, a w pewnym momencie na horyzoncie pojawiła się wieża ocalałego katolickiego kościoła. Stopniowo zaczęły pojawiać się inne budynki. Jednymi z pierwszych były pozostałości zabudowań dawnego browaru, produkującego słynne niegdyś „Złoto Miedzianki”.



Ów browar był oczkiem w głowie i chlubą zarówno niemieckich właścicieli, jak i później polskiego kierownika, Stefana Spiża. Ten ostatni dwoił się i troił, by uchronić stojący na bezpiecznym wszakże terenie browar przed likwidacją. W tajemnicy wysłał nieoznakowane butelki ze swoim piwem na targi browarnicze w Monachium, gdzie to Złoto Miedzianki zajęło drugie miejsce. Wystąpił też z abstrakcyjną jak na ówczesne czasy prośbą, by pozwolono mu uruchomić browar jako inicjatywę prywatną. Spiż był jednak bezsilny wobec systemu. W 1974 r. grupa robotników wymontowała z browaru tanki fermentacyjne i potoczyła je drogą do Janowic. W ten sposób została zamknięta trwająca 126 lat lokalna tradycja browarnicza.

Nieco za browarem znajduje się dość charakterystyczny żółty dom, należący niegdyś do browarników. Potomni wspominają, że zamieszkujący go Stefan Spiż ze swoją żoną Heleną kłócili się właściwie o wszystko, a naprawdę zgodni byli tylko odnośnie jednej rzeczy – nie chcieli opuścić Miedzianki.


Nieco dalej, po przeciwnej stronie drogi znajduje się ocalały kościół katolicki. Ciągle stoi, chociaż na logikę biorąc – też powinien się zapaść. W każdym razie, jeśli ktoś kiedyś zajechałby tam samochodem, to lepiej w jego pobliżu niech nie parkuje...


 

W tym miejscu zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu miejsca, w którym mógł stać kościół ewangelicki. Z książki pamiętałam, że oba kościoły spoglądały na siebie z przeciwnych stron gęsto zabudowanego rynku, przy czym ten ewangelicki stał nieco wyżej.



Świątynia nie była użytkowana od momentu wyjazdu z Miedzianki ostatniego pastora i bardzo szybko stała się celem szabrowników, a wieża kościelna została obrana na miejsce schadzek młodzieży. Budynek stał jednak na zagrożonym terenie i wkrótce zaczął się zapadać. Ostatecznie został zburzony w 1974 r. Przetrwały tylko rosnące wzdłuż alejki prowadzącej do świątyni jarzęby szwedzkie. W miejscu, w którym - w przybliżeniu - znajdowała się budowla, zobaczyłam plątaninę drzew i krzaków.

Nieco dalej, w dawnym szczycie rynku, stoi budynek, w którym niegdyś znajdowała się popularna gospoda Pod Czarnym Orłem.




Nieco za kościołem katolickim znajdują się pozostałości bramy. Niegdyś prowadziła ona do parku i dalej – do wyglądającego bardziej jak dworek pałacu. Pierwszy budynek w tym miejscu stał już w 1353 r. W ciągu wieków zmieniał właścicieli, popadał w ruinę, był odbudowywany i przebudowywany. W PRL został przeznaczony na ośrodek wypoczynkowy dla dzieci strażaków, jednak i on wkrótce zaczął się zapadać. Dziś najwidoczniejszą pamiątką po tym miejscu są dwa klinkierowe słupki.



Miejscem, które najbardziej mnie intrygowało, był grób rycerza. Znajduje się on nieco na uboczu w niewielkim gaiku, obok nieistniejącego już dziś domku myśliwskiego. Niegdyś szło się tam obok cmentarza i szkoły, obecnie wzdłuż polnej drogi znajduje się jedynie kilka małych, poniemieckich domów, kamień upamiętniający pochowanych na dawnym cmentarzu oraz fragment ogrodzenia.



Zamieszkującym dom i później pochowanym nieopodal rycerzem był Hugo Ueberschaer, przybyły w połowie lat trzydziestych do Kupferbergu emerytowany porucznik policji, cieszący się dużym szacunkiem, bardzo dystyngowany mężczyzna. Jego bogata biblioteczka zadziwiała buszujące w jego opuszczonym domu polskie dzieci. Ueberschaer był jednym z tych, którzy po wojnie nie chcieli opuścić swojego miasteczka. Ostatecznie popełnił samobójstwo. Jego ciało zostało złożone w zawczasu przygotowanym przez niego grobie.


Pierwotnie tekst miał się zakończyć właśnie w tym miejscu, jednak uznałam, że jest on niepełny. Z informacji, na które natrafiłam w internecie wywnioskowałam, że od mojej wizyty w Miedziance sporo tam się zmieniło. Cóż – jeśli nie zobaczę, to nie uwierzę...

Pewnej wiosennej niedzieli znów wysiadłam z pociągu na peronie (tym razem pięknie odnowionym, chociaż sam budynek dworca nadal regulaminowo sobie niszczeje) w Janowicach Wielkich i znów poszłam asfaltową, pnącą się w górę drogą do Miedzianki. Pierwsze zmiany dało się zauważyć już w Janowicach – pojawiły się tablice wskazujące kierunek do Browaru Miedzianka.


Jeszcze przed Miedzianką udało mi się namierzyć coś, co poprzednim razem umknęło mojej uwadze – kamienny krzyż pokutny z napisem „Memento”.


Niegdyś krzyże były dwa – ten drugi zniknął po wojnie. Według podań, zostały one postawione przez bratobójcę, a według zabobonnych – to właśnie ta zbrodnia ściągnęła na miasteczko klątwę.

Z miejsca, w którym stoi krzyż, jak na dłoni widać nowoczesny budynek nowego browaru. Znajduje się on niemalże idealnie po przeciwnej stronie drogi co stary browar. Wizytę w tym nowym przybytku zostawiłam jednakże na koniec.


A w tle stary browar.

Kolejną nowością są tablice ze zdjęciami i obszernymi opisami, upamiętniające ważne miejsca dawnej Miedzianki – browar, rynek, dwór, gospodę, oba kościoły... Chyba tylko miejsce, w którym stał niegdyś domek myśliwski a obecnie znajduje się grób rycerza, leży sobie wśród drzew, na uboczu, bez żadnych oznaczeń. Jedynie wypalone znicze świadczą o tym, że ktoś jeszcze o Ueberschaerze pamięta.

Do Miedzianki dotarłam około godziny dziesiątej, gdy w zachowanym kościele zaczynała się msza. Była to trzecia niedziela po Wielkanocy, a więc dzień, w którym, zgodnie z prawie trzystuletnią tradycją, w Miedziance ma miejsce odpust. Niemniej zaskoczyła mnie ilość samochodów, stojących wokół kościoła. A podobno nie jest to najbezpieczniejsze miejsce do parkowania...


Zajrzałam do parku, w którym stał niegdyś dwór. Na prawo widać wejście do jakiejś piwnicy, naprzeciw, za plątaniną chaszczy – jakiś rozpadający się mur, prawdopodobnie pozostałość dworskiego ogrodzenia.


W tle budynek dawnej gospody Pod Czarnym Orłem.

Można powiedzieć, że pałac zapadał się na raty. Pierwsza część, w której urządzono spiżarnię, runęła podczas odbywających się tam kolonii. Pozostała część budowli była jeszcze przez pewien czas użytkowana, ale w końcu i ją zrównano z ziemią. Świadomość, że niemalże tuż pod stopami ma się zalane korytarze skrywające pewnie jeszcze niejedną tajemnicę, jest dość dziwna.
Jednym z moich celów podczas tej wizyty w Miedziance było znalezienie owej alei jarzębów szwedzkich, prowadzącej niegdyś do kościoła ewangelickiego.



Wbrew pozorom nie było to wcale takie łatwe. Liście na drzewach dopiero zaczynały się rozwijać, więc ustalenie co jest czym to była dość ciężka sprawa, a poza tym w prawdopodobnej lokalizacji znalazłam klika szpalerów drzew, ewidentnie posadzonych tam z jakimś zamysłem. Brak wiedzy o tym, gdzie dokładnie przebiegała granica niegdysiejszego rynku, też nie ułatwiał sprawy. Może to te...


W końcu przyszedł czas na odwiedzenie nowego browaru. Jest to budowla na wskroś nowoczesna i (w moim odczuciu) zupełnie nieprzystająca do klimatu Miedzianki. Muszę jednak przyznać, że miejsce samo w sobie jest sympatyczne. Niestety, nie udało mi się spróbować ichniejszej kuchni (w momencie, gdy tam zaszłam, nie serwowano jeszcze nic ciepłego, a mój plan dotarcia jeszcze tego dnia do Schroniska pod Łabskim wykluczał czekanie), ale piwo... Oczywiście, nie jestem w stanie określić, na ile jego smak jest bliski smakowi owego legendarnego Złota Miedzianki, jednakże te, których spróbowałam (Rudawskie i Mniszek) wprowadziły moje kubki smakowe w bardzo przyjemny stan błogości.

Miedziankę opuściłam z przeświadczeniem, że jeszcze kiedyś tam wrócę. A jest do czego wracać. Na przykład z Janowic można pójść na wycieczkę do ruin Zamku Bolczów, a jeśli ktoś ma wolę, to dalej w Góry Sokole (owe dwa „cycki” widoczne z Browaru Miedzianka to właśnie najwyższe szczyty Gór Sokolich – Krzyżna Góra i Sokolik) oraz do Schroniska Szwajcarka, znajdującego się w budynku należącym niegdyś do Wilhelma von Hohenzollerna, brata króla Prus Fryderyka Wilhelma III.

Jeszcze nie tak dawno temu, wcale nie tak daleko stąd, na wzgórzu położonym pośród podobnych zielonych pagórków było sobie piękne miasteczko. Dziś go już nie ma, a o tym, że w ogóle istniało, świadczą jedynie zdjęcia, ludzka pamięć i te kilka ocalałych budynków.

Źródła: Filip Springer "Miedzianka. Historia znikania", Wołowiec 2011 oraz: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Oglądany: 49907x | Komentarzy: 43 | Okejek: 423 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało