JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pracowałam w obozie dla uchodźców

150 805  
696   216  
Pracuję w firmie, która pomaga cudzoziemcom na terenie kraju; jakiś czas temu szef zaproponował mi wyjazd do Grecji. Po angielsku coś wydukam, skarpet do sandałów już nie noszę, dużo dobrych wspomnień z tym krajem miałam, więc problemu z podjęciem decyzji nie było.


Spytałam tylko kiedy, usłyszałam, że odezwie się do mnie babka z jednej europejskiej agencji zajmującej się tą tematyką. Następnego dnia dzwoni kobieta, dziękuje za szybki odzew i informuje, że wyjazd okazał się pilniejszy niż sam Recep sądził i że jeśli się zgodzę, to samolot mam za 72h… No świetnie - myślę sobie - na pewno zdążę się dobrze przygotować.

Po spisaniu testamentu i wymianie kilku eurasów lecę. Na miejscowym lotnisku tłok, chociaż środek wiosny, wyspa turystyczna, czego innego mogłam się spodziewać. Jeden dzień na aklimatyzację, następnego mam stawić się w obozie o 9:00. Formalnie cały obiekt nazywa się Hotspot (idealna nazwa dla atmosfery tam panującej oraz 35 stopni w cieniu), ale będę używała określenia obóz, bo dla mnie i pewnie dla osób w nim przebywających był nim w 100%.

Tak więc obóz znajdował się na środku wyspy, bez żadnych oznaczeń na drogach dojazdowych itp. Koordynatorka wysłała mi współrzędne jak mam dojechać i po krótkiej zabawie na guglowskich mapach znalazłam ten cud architektury urzędników. Na wstępie wita cię tablica informująca o sfinalizowaniu inwestycji z pieniążków Unii w kwocie 6 dużych baniek (25 mln zł). Robi wrażenie (okaże się potem mylne), tym bardziej że obóz ma spełniać rolę tymczasowego (w co jeszcze każdy wierzył).

I teraz wyobraźcie sobie duuuży wybetonowany plac, na którym poustawiano jakieś 400 kontenerów oraz całość ogrodzono podwójną (!) 2,5 m zasieką z drutu kolczastego. Niestety całość przypominała te smutne sceny z filmów z udziałem naszych zachodnich sąsiadów w roli gospodarzy. Oficjalnie obóz zaczął działać kilka dni przed moim przylotem.

Na miejscu pracowało kilka organizacji; każda miała określone zadania: jedna odpowiadała za zakwaterowanie i ogólny rejestr, druga za opiekę medyczną, kolejna dbała o dzieci, wojsko zapewniało pożywienie, policja wraz z firmą ochroniarską bezpieczeństwo. Moja, w dużym skrócie, za kwity na wymuszony i legalny pobyt na terenie Grecji. Dlaczego wymuszony? Bo przemytnicy dopływali do wybrzeża, zostawiali swoją klientelę i szybciutko wracali do Turcji po następne cargo. Wcześniej nie było możliwości ich namierzenia, aresztowania lub zawrócenia itp. Jeśli pojawili się na wybrzeżu, w 99% nie było już odwrotu.
A dlaczego legalny? Gdyż w marcu kilka najmądrzejszych główek w Europie uzgodniło, że zrobią wymianę misia za misia: jeden misiu, który ucieka z terenów wojennych (głównie Syria) i który zdecyduje się na taką podróż do europejskiego raju, po 20 marca zostanie COFNIĘTY do najbliższego bezpiecznego kraju trzeciego, którym zawsze będzie Turcja. A w zamian za niego misiu, który nie ma pieniążków na podróż i czeka grzecznie w obozie tureckim, bezpiecznie dostanie się do Europy, w której zazwyczaj czekają już na niego żona z dziećmi, ewentualnie chora matka.

Cała sztuczka jest znana jako przesiedlenie (nie mylić z relokacją, która polega na przenoszeniu uchodźcy na terenie Europy). Zapytacie co z uchodźcami, którzy przekroczyli granicę przed 20 marca? Ano nic. Setki tysięcy ludzi dosłownie przeszło/przejechało/przepłynęło/przeleciało przez Grecję, Bułgarię lub Włochy jak gdyby żadne granice ani Shengeny nie obowiązywały.

Potrafię sobie wyobrazić, że taki Grek, widzący dziesiątki pontonów z okna swojego domu, momentalnie zaprasza wszystkich swoich sąsiadów, zasłania rolety, wyjmuje najmocniejsze wino z piwniczki i z uśmiechem powtarza: "jakoś to będzie'' lub "a pamiętacie minę Turasów w '19?''.

Przepuszczali dosłownie wszystkich; przeszli przez południową Europę jak naziści przez Belgię. Jeśli Niemcy przyjęli 1,2 miliona uchodźców, a Szwedzi niewiele mniej, to wyobraźcie sobie ile może ich jeszcze czekać w obozach europejskich, tureckich czy afrykańskich…
Jak sobie uświadomiłam ogrom problemu, to podziękowałam komu trzeba u góry za to, że nasza Najjaśniejsza leży tak daleko, jest tu tak biednie i zimno.

Jeśli chcesz jeszcze poczytać o ewakuacjach, oszustwach i hipokryzji (czyli o typowym dniu w obozie), napisz to w komentarzach. Gdyby ktoś miał pytania lub potrzebuje dodatkowych wyjaśnień, udzielę ich pod tym artykułem albo napiszę w kolejnej części.

Oglądany: 150805x | Komentarzy: 216 | Okejek: 696 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało